- Opowiadanie: LarsFordren - Demon Stróż

Demon Stróż

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Oceny

Demon Stróż

Mama kupiła mi na rynku dziennik, bym mogła zapisywać to co myślę. Mówi, że mam w głowie burzę którą mogą uspokoić tylko kartki. Zgadzam się.

Mam na imię Kartessa Silveluss, ale wolę, jak mówi się na mnie Tessa. Urodziłam się w Deusmestrii, w stolicy naszego cudownego kraju – Ballatmoore. Zawsze bardzo lubię, jak brzmi ta nazwa.

Moja mama ma na imię Riseria Silveluss i jest najpiękniejsza w całym kraju, piękniejsza niż nawet sama cesarzowa, chociaż nie pozwala mi tak mówić. Jest bardzo skromna.  

Nie słucham się jej jednak za często, ponieważ od kiedy pamiętam mówi też, że Demony są tutaj po to by nas chronić.

A ja jako jedyna w całym Ballatmoore w to nie wierzę.

Jako jedyna w całym Ballatmoore myślę, że to Demony stoją za śmiercią mojego taty.

Kiedy chodziłam razem z nim na spacery, opowiadał mi o tym, jak w innych krajach porządku i sprawiedliwości pilnują strażnicy lub żołnierze. Był tym naprawdę zafascynowany.

W Trójkrajach, obejmujących samo centrum Mournudu, nazywa się ich Ekspiatorami. Służą oni swojemu bogowi, Hesjanusowi, który wygląda jak mamut, tylko zamiast trąby posiada zwiniętego węża. Podobno Ekspiatorzy wybudowali posterunki w każdym zakamarku Trójkrajów. Dzięki nim mogą ochraniać każdego z ich mieszkańców przed wszelkimi potworami i bandytami. 

W Victonii, która jest położona bardziej po prawej stronie Mournudu, strażnicy ci nazywani są Błędnymi Rycerzami albo Symfonitami. Bardzo nie lubią przemocy i każdy konflikt rozwiązują pokojowo lub z pomocą jakiejś dziwnej siły naszego świata, która słucha się tylko ich. Oni nie mają posterunków, a przynajmniej nie takich jak w Trójkrajach. Zamiast tego, przemierzają oni całą Victonię w poszukiwaniu konfliktów, pomagając po drodze farmerom, małym zwierzętom i niemal baśniowym istotom. W jednej z książek przeczytałam, że te istoty mieszkają tylko tam i nie lubią jak się o nich rozmawia.  

Jednak u nas, w Ballatmoore, nie ma czegoś takiego. W Ballatmoore porządku nie pilnują ludzie w lśniących zbrojach, którym można zaufać w potrzebie. Tutaj nie ma miłych rycerzy, którzy tylko czekają by pomóc w jakiejkolwiek sprawie i zaśpiewać miłą piosenkę.

W Ballatmoore, gdzie mieszkają najbogatsi ludzie na świecie, dziewczyny z wyższych sfer wkładają na siebie piękne klejnoty, których nie da się zdjąć a chłopcy starają się by upodobnić się do bogów, porządku na ulicach pilnują Demony.

Każdy z Demonów jest trochę inny, ale większość ich cech jest do siebie bardzo podobna. Są to istoty podobne do lwów, z parą skrzydeł wyrastających z ich grzbietu oraz dwoma długimi ogonami, zakończonymi kościanymi hakami. Ich szyja potrafi być bardzo długa i owłosiona, a na jej końcu, na wielkiej głowie zawsze znajduje się wielka, ludzka twarz. Czasem Demon posiada dodatkową parę skrzydeł, jeden ogon mniej lub zamiast sierści, ich ciało pokrywają pióra. Bardzo rzadko trafiają się łyse Demony, które według mnie są najstraszniejsze.

Ich ludzka twarz zawsze jest pokryta kolorowym makijażem podkreślającym ich wielkie oczy i usta, szersze niż takie u normalnych ludzi. Przypominają teatralne maski, zastygnięte w jednej emocji.

Demony zamiast na posterunkach, wylegują się całymi dniami na wielkich tarasach, ustawionych na gigantycznych kolumnach rozsianych po całej Deusmestrii.

Właśnie w ten sposób chronią wszystkich w naszym mieście. Czasem mają zamknięte oczy i zwinięte szyje, więc prawdopodobnie śpią, ale mama powiedziała mi, że one nigdy nie śpią. One czuwają.

Spędzają na tych tarasach dnie i noce, pilnując.

Deusmestria jest największym miastem na całym kontynencie, jak czytałam, liczącym nawet do miliona mieszkańców. Znajduje się w nim wiele dzielnic oraz dystryktów a w tym na samym środku mieszka sama cesarzowa. W jaki więc sposób Demony są w stanie tym wszystkim się zaopiekować?

Nie zawsze się ich bałam. Zawsze mnie przerażały, ale nie bałam się ich. Jedynie po śmierci taty zaczęłam coś podejrzewać. Ich oczy nie były szczere, mówiłam, bardzo źle im z oczu patrzy. Ale mama nie słuchała mnie, naiwnego dziecka, pogrążona w żałobie.

Jej płacz był najsmutniejszą rzeczą jaką kiedykolwiek usłyszałam. Bardzo jest mi jej żal. Chcę być dla niej wsparciem, ale…

Dopiero rok lub dwa później zapytałam jej o pochodzenie Demonów. Myślałam, że jeżeli dowiem się skąd się biorą, to będę mogła tam się udać i porozmawiać z kimkolwiek odpowiedzialnym za te stworzenia. Chciałam zapytać o to, czy to możliwe, że jakiś Demon pomylił mojego tatę z jakimś złoczyńcą i go zabił przez czysty przypadek.

Jednak, kiedy zapytałam mojej mamy o to, zaśmiała się tylko i powiedziała:

– Tyle słyszałam o tym momencie, co zrobić, gdy dziecko zapyta o takie rzeczy – uśmiechała się tak, jakbym zapytała o coś absurdalnego – Inne mamy może by powiedziały jakieś bajki o innych wymiarach albo tą legendę o dzieciach Starej Cesarzowej. Ale Tobie powiem prawdę, Tesska. Nikt nie wie skąd się wzięły i Demony i Anioły.

– Anioły? – spytałam wtedy, pierwszy raz słysząc o nich, ignorując nawet fakt braku wiedzy o pochodzeniu żadnego z nich. Powinnam się dopytać.

– Tak, Anioły – powiedziała moja mama, trochę skonfundowana moim zdziwieniem – nigdy żadnego nie widziałaś?

Ja tylko pokręciłam głową.

– Jutro wtedy pójdziemy i pokażę ci jednego. Może to pomoże ci pokonać twój lęk przed Demonami.

– Niczego się nie boję! – zaprzeczyłam, dziwnie zirytowana. Odwróciłam się wtedy na pięcie i poszłam do swojego pokoju. Wtedy nie słyszałam o Aniołach, ale prawda jest taka, że już wtedy spotkałam ich bardzo wiele.

Po prostu ich nie zauważałam.

Myśl o tym, że może istnieć jakiś inny rodzaj Demona był dla mnie tak samo przerażający jak intrygujący.

Być może Anioły będą wiedziały coś o tym, co Demony mogły zrobić z moim tatą?

Następnego dnia, mama zabrała mnie na długi spacer ulicami Deusmestrii. Dzielnica, w której mieszkałyśmy nie należała do najbogatszych, co podobno było powodem braku dużych Aniołów w naszej okolicy. Nie rozumiałam tego tak bardzo, ale moja mama powiedziała, że to wcale nie dlatego iż Anioły są chciwe, tylko dlatego iż nie każdego na takiego Anioła stać. To jeszcze bardziej zakręciło mi w głowie, całkowicie niszcząc jakiekolwiek pomysły co do tego, czym Anioły mogą być. Nie pomagał również fakt, iż był to pierwszy raz, kiedy wyszłam poza granice naszego dystryktu.

Kiedy przeszłyśmy przez wielkie, błyszczące bramy, wtargnęłyśmy jakby do całkowicie nowego świata, całkowicie odmiennego od tego w którym żyłam do tej pory. Tam, gdzie w naszej dzielnicy były brukowe i wypolerowane płytki na drogach, tutaj wszystkie ulice były wyłożone kolorowymi i dokładnie wyciętymi kamieniami, które mieniły się w słońcu pięknymi barwami. Tam, gdzie budynki w naszej dzielnicy były zrobione z drewna i czerwonej oraz czarnej cegły, tutaj były zbudowane z białego kamienia z namalowanymi różnymi wzorami na ścianach, które poruszały się, gdy ktokolwiek przed nimi przeszedł.

– Niektórzy ludzie, gdy chcą upiększyć swoją okolicę, wynajmują artystów do namalowania swojej ulubionej sceny z książki lub sztuki teatralnej na ścianie swojego domu – powiedziała moja mama, gdy mijaliśmy scenę gdzie kontury dwóch rycerzy walczą o jasny, fioletowy kwiat wiszący nad ich głowami – później, za pomocą domen oraz specjalnych kamyków wszystkie postacie odżywają i odgrywają tę scenę w kółko, by każdy kto się zbliży mógł ją podziwiać – wyjaśniła moja mama, a ja niemal nie mogłam odwrócić swojego wzroku od tych pięknych malunków.

Moja mama wiedziała bardzo wiele na temat domen oraz kamieni definicji. Niestety, od kiedy tata odszedł, nie mówi na ich temat wiele, dlatego bardzo się ucieszyłam, gdy chociaż o nich wspomniała.

Sceny przedstawiały pocałunki, zwycięstwa i wyznania, a namalowane były w taki sposób, że wydawało się jakby wszystkie z tych scen miały miejsce właśnie tam, na tej ulicy. Zaledwie kilka minut od granic naszego dystryktu. Byłam tak zapatrzona, że niemal nie zauważyłam jak niechcący wpadam na innego przechodnia, odwróciłam więc wzrok by spojrzeć, gdzie tak naprawdę mama mnie prowadzi.  

Wtedy zobaczyłam pierwszego Demona, który pochodził z dzielnicy innej niż nasza. I patrzył on wprost na mnie.

To był rodzaj Demona, który zamiast sierści, pokryty był dużymi piórami. Całe jego ciało było nimi pokryte a świeciły się one na różne odcienie granatu, a ich brzegi pokryte były złotem. Miał jeden długi ogon, zakończony kępką czarnych włosów a jego szyja wyglądała jak rząd długich pióropuszy.

Jego twarz jednak, zwrócona w moją stronę, była najbardziej przerażająca. Cała skóra twarzy tego Demona była całkowicie biała, z granatowymi śladami na powiekach oraz ustach. Jego oczy były wytrzeszczone i bardzo szeroko otwarte, z małymi kropeczkami służącymi za źrenice.

Stałam tak, sparaliżowana ze strachu. Oczy tego stworzenia wydawały się odbijać światło słoneczne, oślepiały mnie jak lustra. Moja mama zobaczyła to i widząc Demona, również zauważyłam jej przerażenie.

– Spokojnie skarbie, pójdziemy na około – powiedziała do mnie, po czym weszłyśmy w inną uliczkę, gdzie wzrok Demona nie mógł nas dosięgnąć.

Wówczas, długo myślałam o tym, dlaczego akurat ten Demon tak nas obserwował, aż do momentu, gdy razem z mamą stanęłyśmy przed największym budynkiem jaki kiedykolwiek widziałam.

Cały jego kształt był bardziej obły, choć wydawał się całkowicie pozbawiony ścian, a raczej były one przeźroczyste. Wewnątrz nich można było zobaczyć bardzo wiele modeli ubranych w przedziwne ubrania, a ludzie stali przed nimi, pogrążeni w dyskusji. Wewnątrz samego budynku zobaczyłam schody prowadzące niżej, jakby do piętra położonego pod poziomem podłogi. Tam, patrząc z góry, widziałam mnóstwo korytarzy i pomieszczeń, przepełnionych po brzegi tłumami skupionymi na tym, by sprawdzić każdy rodzaj ubrania lub nowego akcesoria.

To wyglądało jak jakieś wielkie wydarzenie, lecz gdy zapytałam mojej mamy co ci ludzie tutaj robią, powiedziała mi jedynie:

– To tutaj ludzie z wyższych sfer przychodzą kupować wszystko czego nie potrzebują – rzekła, chwytając mnie za rękę uważnie by nie pochłonął nas tłum.

– I tutaj Anioły przychodzą by robić zakupy? – zapytałam, a mama jedynie się zaśmiała.

– Nie, oni je sprzedają – powiedziała, po czym wskazała palcem na odległy kąt hali.

I gdy zobaczyłam swojego pierwszego Anioła, zdałam sobie sprawę, jak małe pojęcie o Ballatmoore tak naprawdę mam.

Gdy tłum przed nami nieco się przerzedził, mogłam zobaczyć coś co kryło się głębiej w niższym piętrze, na którym znajdywały się te wszystkie tłumy i półki z ubraniami. Ujrzałam gigantyczną postać, zajmującą swoją sylwetką całą tylną ścianę pomieszczenia. Postać ta nadal miała kształt wielkiego kota, z tym, że tutaj wystawała ze ściany w połowie swojego grzbietu. Nie to jednak było najdziwniejsze. Ta wielka sylwetka posiadała bardzo dużą ilość rąk, gdzie każda z nich wyciągnięta została w stronę tłumu, ustawionego przed nią, w samym centrum piętra. Pomiędzy dłońmi i masywnymi ramionami, przy biurkach siedzieli ludzie, z całymi górami dokumentów wokół siebie.

Zobaczyłam właśnie wtedy, jak ludzie podchodzą, wsypują w dłoń Anioła pieniądze, po czym Anioł ten przekazuje je osobie przy najbliższym biurku. Wówczas Anioł dostaje w tę samą dłoń prawdopodobnie resztę pieniędzy oraz dokument będący dowodem zakupu, po czym podaje ją klientowi. Anioł ten robił tak bez przerwy i jednocześnie ze wszystkimi rękami których udało mi się naliczyć z trzynaście.

Co najdziwniejsze, z twarzy przypominał każdego innego Demona jakiego można było zobaczyć na ulicach. Jedyną różnicą była liczba rąk, jego wielki rozmiar oraz… ten miły wyraz twarzy jakim obdarzał każdego z klientów.

Gdy moja mama zobaczyła moją zszokowaną minę, powiedziała:

– Anioły to takie Demony, tylko posiadające zupełnie inne funkcje niż utrzymywanie porządku na ulicach czy walka z przestępcami – powiedziała, ustępując drogi pewnemu wielkiemu Flintsarowi – znaczy, przynajmniej pozornie. Zwykle są cały czas w jednym miejscu, wmontowane w budynki i pomagają ludziom w ich codziennych sprawach. Ten tutaj pilnuje by nikt nic nie ukradł oraz by pieniądze były rozliczane w najwydajniejszy sposób, zapobiegając długim kolejkom.

Poczułam, jak ktoś uderza we mnie swoim ramieniem i odwracając się zobaczyłam kobietę wychodzącą wraz ze swoim mężem, za którym biegł służący, obleczony tobołkami. Kobieta ta miała na swojej głowie szmaragdowe poroża a mężczyzna był od niej niższy niemal o połowę.

Pochodzą prawdopodobnie z jeszcze wyższego dystryktu, pomyślałam.

– Są również Anioły które szlachcice kupują do swoich domów by nalewały alkohol na bankietach, w Luwrach są one kupowane by zapobiegały bijatykom, kiedy dorośli napiją się trochę za dużo, a na poczcie przyklejają znaczki i oblizują koperty – powiedziała tonem, jak gdyby mówiła najbardziej oczywistą rzecz na świecie – Można powiedzieć, że Anioły są kontrolowane przez ludzi, a ludzie kontrolowani są przez Demony. Oh, ale mi się powiedziało – dokończyła frywolnie, lekko chichocząc.

I właśnie to ostatnie zdanie sprawiło, że zdałam sobie sprawę z tego, iż moja szansa na znalezienie sojusznika w odnalezieniu prawdy na temat śmierci mojego ojca tak naprawdę nigdy nie istniała.

Anioły to niewolnicy.

Demony są prawdziwymi Panami.

Gdy moja mama zobaczyła moją reakcję, bardzo się zmartwiła:

– Tess, wszystko dobrze?

– Nie wiem, jakoś mi słabo… – powiedziałam, spoglądając na Anioła wystającego ze ściany. Ruchy jego ramion były tak… płynne, jakby w ogóle nie miały w sobie kości.

– Może zróbmy sobie mały spacerek wracając, omijając tamtego Demona z dużymi oczami i może po drodze kupimy coś na obiad?

Oczywiście, zgodziłam się na to, zwłaszcza, że moja mama sama zwróciła uwagę na to, by unikać ulicy, której pilnował ten gapiący się Demon. Ruszyłyśmy więc powolnym krokiem w stronę naszej dzielnicy, omijając uliczkami tego koszmarnego obserwatora i szukając miejsca, gdzie będziemy mogły kupić jedzenie. Zastanawiało mnie wtedy co ludzie jedzą w innych dystryktach. Bardzo szybko udało nam się znaleźć stoisko i mama kupiła coś, co nazywało się haksaprem. Wracając, nadal oglądałyśmy piękne budynki tej dzielnicy, moja mama opowiadała mi coraz to bardziej niesamowite rzeczy o całym naszym mieście oraz o tym, dlaczego nasze dzielnice są tak różne oraz jakie funkcje dokładnie sprawują.

Jednak, kiedy już mieliśmy wejść na ulicę, na której znajdował się ten dziwny Demon, moja mama wzięła mnie za rękę i przeszłyśmy nieco w bok, między mniejsze, nieco bardziej wyblakłe budynki.

I właśnie wtedy wkroczyłyśmy do tej ciemnej i ciasnej uliczki.

Mężczyzna wyrósł jak z podziemi. Śmierdział ściekami i potem, a jego głos był ochrypły, jakby z każdym słowem próbował coś odkrztusić:

– Pieniądze i torebka albo mała nie dożyje następnych urodzin – te słowa wryły się w mój umysł i pamiętam je aż do dzisiaj. Wówczas jednak, kompletnie zamarłam z szoku i wydawało mi się, że obserwuję całą sytuację jakby spoza mojego ciała.

Moja mama jednak była w stanie wykrztusić z siebie:

– Oszalałeś? Chcesz zginąć? Uciekaj stąd, człowieku! – powiedziała, a w jej głosie było można usłyszeć troskę zmieszaną z przerażeniem. Złapała mnie i zrobiła krok do przodu, chowając mnie za swoimi plecami.

Mężczyzna z kolei nie odpuszczał i zrobił krok do przodu, łapiąc ją za rękę:

– Dawaj pieniądze a nikomu się nic nie stanie, jak mnie zabiorą to Ciebie razem ze mną – powiedział, machając nożem coraz bliżej mojej mamy. Wtedy, kiedy ją złapał, krzyknęłam z przerażenia. Prawdopodobnie zrobiłam to trochę za głośno, ponieważ mężczyzna spojrzał na mnie sięgając nieudolnie za moją mamę, próbując ją popchnąć na ścianę:

– Dawaj mi ją! Nic mi nie zrobią z nią!

Ale wtedy było już za późno.

Wrzask tego mężczyzny był przeciągły i brzmiał jak bulgotanie. Demon jaki spadł z nieba od razu wycelował łapami w jego nogi, łamiąc mu je i krusząc mu kości na miejscu. Mężczyzna padł torsem na ziemię, nóż szybko wypadł mu z ręki, odrzucony gdzieś w bok.

I wówczas leżał tam, z jedną łapą Demona pokrywającą jego nogi a drugą zataczającą kółka na jego plecach. Demon wypiął dumnie pierś i spojrzał na mnie i na moją mamę. Jego oczy nie były już tak wytrzeszczone jak wcześniej, ale teraz, będąc z tak bliska, dało się czuć od niego przedziwną aurę, jakby powietrze wokół niego drżało bez przerwy.

– P-proszę, mam syna, on choruje… – mężczyzna próbował coś wybełkotać, lecz widać było jak ulatuje z niego życie, gdy kałuża krwi pod łapą Demona cały czas się powiększała. Moja mama próbowała zasłonić cały ten obraz przede mną, ale gdy usłyszała słowa wypowiedziane przez mężczyznę, spojrzała mu w oczy i potem spojrzała prosto w oczy Demona:

– Proszę, zostaw go, nie chciał zrobić nic złego, nie zabijaj kolejnej osoby, błagam cię! – jej głos wyrażał teraz jeszcze głębszą troskę. Demon jednak nie zareagował w żaden sposób na błagalny ton mojej mamy i otwierając paszczę, pochylił się by ostatecznie pożreć mężczyznę:

– Nie, proszę! – krzyknęła moja mama, próbując sięgnąć między Demona a mężczyznę.

Wtedy Demon wykonał bardzo szybki ruch szyją, za jednym razem połykając całą resztę ciała mężczyzny. Co mnie jednak przeraziło bardziej od widoku Demona, był przeciągły jęk mojej mamy. Widziałam, jak padła na ziemię, a z jej ręki i miejsca, gdzie wcześniej miała dłoń, wysączała się krew.

– Ten. Sam. Błąd.

Głos Demona do dzisiaj jest jedynie pogłoską w Ballatmoore, a w samej Deusmestrii jest tylko kilkoro osób, które są w stanie potwierdzić jego istnienie. Tamtego dnia, stałam się jedną z nich.

Gdy moja mama upadła na ziemię, Demona już nie było. Zamiast niego, bardzo szybko pojawił się oddział leczniczy, który zabrał moją mamę do najbliższego luwerandu.

Następne godziny i dni pamiętam jak przez mgłę. Pamiętam moją mamę leżącą na dużym łóżku i wielu ludzi ubranych w białe stroje, otaczających ją. Po niecałym tygodniu moja mama mogła już wrócić ze mną do domu, z obiema dłońmi.

O wydarzeniu w zaułku nie rozmawiałam z mamą do dzisiaj, lecz nie muszę z nią o tym rozmawiać. Teraz jestem w stanie zrozumieć już wszystko.

Nawet to, dlaczego ciało mojego ojca nigdy do nas nie trafiło.  

Koniec

Komentarze

Przepraszam, ale ta opowieść trochę mi „skrzypi”. Jak na narrację prowadzoną z perspektywy dziecka pojawia się zbyt dużo nieznanej, abstrakcyjnej terminologii. Jako czytelnik sam czuję się zagubiony, głównie przez brak konsekwencji w prowadzeniu opowieści i w doborze języka.

Przykłady:

„a na jej końcu, na wielkiej głowie zawsze znajduje się wielka, ludzka twarz”

„Znajduje się w nim wiele dzielnic oraz dystryktów a w samym środku mieszka cesarzowa”

„Zawsze mnie przerażały, ale nie bałam się ich” vs. „Stałam tak, sparaliżowana ze strachu”

 

Narratorka ma brzmieć jak dziecko, tymczasem używa abstrakcyjnych konstrukcji i pojęć sugerujących zrozumienie systemu świata, a nie dziecięcej percepcji. To język osoby świadomej mechanizmów rzeczywistości, nie dziewczynki zapisującej swoje przeżycia w pamiętniku.

 

Jeśli założeniem jest „dziecko z elit edukacyjnych”, warto to jasno zakotwiczyć w tekście: ile ma lat, skąd zna te pojęcia, co czyta, kto ją uczy i dlaczego jej sposób myślenia odbiega od typowo dziecięcego.

Pojawiają się też niespójności fabularne, np. „pierwszy raz słyszę o Aniołach” zestawione z informacją, że narratorka spotkała ich już wiele razy. Dodatkowo jest błąd logiczny: matka wraca do domu „z obiema dłońmi”, a w scenie po ataku Demona „z jej ręki i miejsca, gdzie wcześniej miała dłoń, wysączała się krew” – co brzmi jednoznacznie jak amputacja.

 

Całość ma ciekawy potencjał, ale wymaga doprecyzowania perspektywy narracyjnej, uproszczenia języka lub wyraźnego uzasadnienia jego poziomu oraz korekty niespójności logicznych.

https://www.wattpad.com/user/Pankovski

Opowiadanie mnie zaciekawiło, choć muszę przyznać, że trochę się dłużyło.

Brakowało mi akcji, ale muszę przyznać, że świat przedstawiony jest bardzo ciekawy – anioły niewolnicy i demony niechciani stróże prawa. Opisy stworów też były całkiem przyjemne.

Przybyłam Was nawiedzać

Witam i gratuluję debiutu :]

 

Debiutu, który – co niestety muszę napisać wprost – niespecjalnie mnie zachwycił, jak to z debiutami bywa.

 

Po pierwsze, tekst jest upstrzony błędami, które utrudniają lekturę. Niektóre z nich pozwoliłem sobie wypisać pod kreseczką, ale z pewnością nie są to wszystkie, bo nie starczyło mi wiedzy ani cierpliwości.

 

Fabularnie był tu potencjał, ale w moim odczuciu nie został dowieziony.

Na początku autentycznie zaintrygował mnie świat, w którym mają rządzić demony, przedstawiony z perspektywy dziecka, któremu nikt nie chciał tego świata wytłumaczyć, ale które zaczyna go rozumieć. To bardzo dobry pomysł na tekst, niestety zamiast się na tym skupić, zaserwowałeś sporo ekspozycji i światotwórstwa, które były tu zupełnie zbędne i tylko odwracały uwagę od meritum.

Jakie znaczenie dla fabuły ma, że Trójkraje obejmują centrum Mormundu, a strażników, służących Hesjanusowi, nazywa się tam “Ekspiatorami”? Otóż żadne, to są cztery fikcyjne słowa, których znaczenie tłumaczysz czytelnikowi tylko po to, by ich potem więcej nie użyć.

 

Pozdrawiam i życzę powodzenia w dalszej pracy twórczej!


Mama kupiła mi na rynku dziennik, bym mogła zapisywać to[,] co myślę. Mówi, że mam w głowie burzę[,] którą mogą uspokoić tylko kartki. Zgadzam się.

Przecineczki się należą między “mogła” a “myślę” i przed “którą”.

 

Moja mama ma na imię Riseria Silveluss

Skoro pada nazwisko, to raczej “nazywa się”.

 

Oni nie mają posterunków, a przynajmniej nie takich jak w Trójkrajach. Zamiast tego, przemierzają oni całą Victonię w poszukiwaniu konfliktów

Drugie “oni” niepotrzebne… a powiedziałbym, że pierwsze też.

 

W jednej z książek przeczytałam, że te istoty mieszkają tylko tam i nie lubią[,] jak się o nich rozmawia.

Przecinek między “lubią” a “rozmawia”.

 

Tutaj nie ma miłych rycerzy, którzy tylko czekają[,] by pomóc w jakiejkolwiek sprawie i zaśpiewać miłą piosenkę.

Przecinek przed “by”.

 

W Ballatmoore, gdzie mieszkają najbogatsi ludzie na świecie, dziewczyny z wyższych sfer wkładają na siebie piękne klejnoty, których nie da się zdjąć[,] a chłopcy starają się by upodobnić się do bogów, porządku na ulicach pilnują Demony.

Tu też przecinek.

 

Jej płacz był najsmutniejszą rzeczą[,] jaką kiedykolwiek usłyszałam.

I tu.

 

Ich oczy nie były szczere, mówiłam, bardzo źle im z oczu patrzy.

Ich oczy nie są szczere, mówiłam. Chyba że mówiła o czymś, co było przeszłością już w czasie mówienia, ale nie tak zrozumiałem to zdanie.

 

Ale mama nie słuchała mnie, naiwnego dziecka, pogrążona w żałobie.

Określenia powinny być przy tym, co określają, a więc “Ale mama, pogrążona w żałobie, nie słuchała mnie, naiwnego dziecka”. Albo jakoś tak.

 

Jutro wtedy pójdziemy i pokażę ci jednego.

Co to “wtedy” tu robi?

 

Odwróciłam się wtedy na pięcie i poszłam do swojego pokoju. Wtedy nie słyszałam o Aniołach, ale prawda jest taka, że już wtedy spotkałam ich bardzo wiele.

Generalnie zaleca się unikać powtórzeń. Zwłaszcza to pierwsze “wtedy” jest tu zupełnie niepotrzebne – wiadomo, że wtedy, bo wydarzenia następują po sobie.

 

Myśl o tym, że może istnieć jakiś inny rodzaj Demona[,] był dla mnie tak samo przerażający[,] jak intrygujący.

Przecinek między “może” a “był” i w ramach porównania.

 

Nie rozumiałam tego tak bardzo

Nie rozumiałam tego zbyt dobrze. Chyba że to celowa stylizacja.

 

– Niektórzy ludzie, gdy chcą upiększyć swoją okolicę, wynajmują artystów do namalowania swojej ulubionej sceny z książki lub sztuki teatralnej na ścianie swojego domu – powiedziała moja mama, gdy mijaliśmy scenę gdzie kontury dwóch rycerzy walczą o jasny, fioletowy kwiat wiszący nad ich głowami – później, za pomocą domen oraz specjalnych kamyków wszystkie postacie odżywają i odgrywają tę scenę w kółko, by każdy kto się zbliży mógł ją podziwiać – wyjaśniła moja mama, a ja niemal nie mogłam odwrócić swojego wzroku od tych pięknych malunków.

Większość tych zaimków można, a nawet należałoby, powywalać. Jeśli dziewczynka mówi o mamie, to niejako domyślnie mówi o swojej – nie ma potrzeby tego zaznaczać, jeśli nie jest inaczej. A odwrócić wzrok już zdecydowanie mogła wyłącznie swój.

 

To był rodzaj Demona, który zamiast sierści, pokryty był dużymi piórami. Całe jego ciało było nimi pokryte a świeciły się one na różne odcienie granatu, a ich brzegi pokryte były złotem.

Nieładne nagromadzenie powtórzeń.

 

Jego twarz jednak, zwrócona w moją stronę, była najbardziej przerażająca.

Jednak najbardziej przerażająca była jego twarz, zwrócona w moją stronę. A nawet to zwracanie bym wywalił, bo przed chwilą było, że patrzy na narratorkę.

 

Jego twarz jednak, zwrócona w moją stronę, była najbardziej przerażająca. Cała skóra twarzy tego Demona była całkowicie biała, z granatowymi śladami na powiekach oraz ustach. Jego oczy były wytrzeszczone i bardzo szeroko otwarte, z małymi kropeczkami służącymi za źrenice.

Tak zwana “byłoza”.

 

Cały jego kształt był bardziej obły, choć wydawał się całkowicie pozbawiony ścian, a raczej były one przeźroczyste. Wewnątrz nich można było zobaczyć bardzo wiele modeli ubranych w przedziwne ubrania, a ludzie stali przed nimi, pogrążeni w dyskusji.

I tu.

 

– Spokojnie[,] skarbie, pójdziemy na około – powiedziała do mnie, po czym weszłyśmy w inną uliczkę, gdzie wzrok Demona nie mógł nas dosięgnąć.

Wiadomo, że do niej, skoro mówi skarbie – do wycięcia, moim zdaniem. Plus przecinek przed “skarbie”, bo to wołacz.

 

sprawdzić każdy rodzaj ubrania lub nowego akcesoria.

Kogo? Czego? Akcesorium.

Słowa zakończone na -um zasadniczo się nie odmieniają w liczbie pojedynczej.

 

To tutaj ludzie z wyższych sfer przychodzą kupować wszystko[,] czego nie potrzebują

chwytając mnie za rękę uważnie by nie pochłonął nas tłum.

Uważnie chwytając mnie za rękę, by nie pochłonął nas tłum.

 

– Pieniądze i torebka albo mała nie dożyje następnych urodzin – te słowa wryły się w mój umysł i pamiętam je aż do dzisiaj.

Kropka przed drugim myślnikiem, a po nim dużą. Generalnie polecam poradnik zapisu dialogów:

fantazmaty.pl/pisz/poradniki/jak-zapisywac-dialogi

 

jak mnie zabiorą to Ciebie razem

“Ciebie” piszemy wielką np. w listach, przytaczając rozmowę fikcyjnych postaci – małą.

 

Wtedy, kiedy ją złapał, krzyknęłam z przerażenia.

“Wtedy” zupełnie niepotrzebne. Kiedy ją złapał, krzyknęłam. Wiadomo, że wtedy.

 

Demon jaki spadł

“Demon, który spadł”. https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/jaki-czy-ktory;18347.html

 

głos wyrażał teraz jeszcze głębszą troskę

Nie teraz, tylko wtedy, bo to czas przeszły, a najlepiej całkiem wywalić, bo wiadomo, że wtedy.

 

pochylił się by ostatecznie pożreć mężczyznę:

Czy można kogoś pożreć nieostatecznie?

 

Co mnie jednak przeraziło bardziej od widoku Demona, był przeciągły jęk mojej mamy.

Gramatyka tu całkiem zawiodła. Jednak bardziej od widoku Demona, przeraził mnie przeciągły jęk mamy. 

 

wysączała się krew

Sączyła. Wysączać krew mógłby np. wampir.

 

– Ten. Sam. Błąd.

Opisz, że np. ten głos jest wyjątkowo niski, że budynki się od niego trzęsą. Jak dasz takie pogrubienie, to nie wiadomo, co to ma znaczyć tak naprawdę.

 

Dlaczemu nasz język jest taki ciężki

Nowa Fantastyka