- Opowiadanie: Adimetra - Tik-tak

Tik-tak

Cześć! To moje dru­gie opo­wia­da­nie tutaj i pierw­szy na­pi­sa­ny w życiu hor­ror i po­wiem szcze­rze, że po opu­bli­ko­wa­niu pierw­sze­go tek­stu mam małegio stra­cha.

Bę­dzie mi miło jak sko­men­tu­jesz i po­wiesz mi co mogę po­pra­wić, bo czuję się wspa­nia­le w tym miej­scu i chcia­ła­bym się roz­wi­jać.

No to co, miłej lek­tu­ry i wi­dzi­my się w ko­men­ta­rzach!

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Biblioteka:

Użytkownicy

Oceny

Tik-tak

Fiona Króliczkowska, zwana Meduzą energicznie przemierzała ulicę Konwaliową. Jej czerwona torebka z ekoskóry huśtała się z prawej na lewą, wywołując duże niebezpieczeństwo wypadnięcia różowej butelki na wodę, z emocji włożonej do złej przegródki. Szła tak szybko jak tylko mogła, mimo że łydki zaczynały boleć, a oddech urywać.  

Skręciła na ulicę Wiśniową i bezskutecznie spróbowała opanować szalejące myśli, stale powracała do zielonych oczu i wąskich ust przyozdobionych srebrnym kolczykiem. Czuła się tak źle jak nigdy i nawet pomysł zapalenia papierosa wydawał się idiotyzmem. Zwolniła nieco gdy poczuła, że na jej policzkach wykwitły dwa, piękne, czerwone placki i chcąc zająć ręce sięgnęła do torebki po szminkę, ale po kilku nieudanych próbach złapania sztyftu zrezygnowała. Nie miała gdzie iść, żadnych znajomych, u których mogłaby zostać, żadnej rodziny, żadnego domu, tylko czerwona torebka i płaszcz babci Andzi. 

Powoli narastał płacz, gardło się zacisnęło, oczy zaszkliły. Opadła na ławkę ukrywając twarz w dłoniach, czerwone rękawiczki szybko przesiąknęły łzami, których nie mogła dłużej opanowywać. Płakała i płakała, ale nikt nie zwracał na nią uwagi, nieliczni przechodnie co najwyżej posyłali jej współczujące lub gardzące spojrzenia. Nie przejmowała się tym, w głowie miała wciąż jeden obraz, który nie pozwalał myśleć o niczym innym.  

Nagle poczuła dotyk na ramieniu i podniosła głowę. Nad nią stał Herbański z wystraszoną miną. 

– Co ci, Meduza? – zapytał.  

Miał długie, kręcone włosy, drobny nos i wąskie usta. Zawsze uważała, że ten pieprzyk koło nosa dodawał mu uroku, ale teraz…  

Nie była w stanie się z nim zmierzyć, schowała oczy w dłoniach i odsunęła się lekko. Miała nadzieję, że zrozumie, że nie chce go widzieć.  

– No co ty? O co chodzi? – Poczuła, jak ławka się ugina, gdy usiadł obok.  

– Nie mam na to siły, idź ode mnie – wyszeptała z trudem.  

Nastała chwila ciszy.  

– Czekaj… chodzi o Aśkę?  

Milczała wymownie.  

– Możesz wreszcie na mnie spojrzeć? Hm? Porozmawiajmy jak ludzie – powiedział i oderwał jedną rękę od jej twarzy. Odpuściła. 

– I co masz mi do powiedzenia, co? Może jakieś “przepraszam”? To nie tak, że przed chwilą nakryłam cię na zdradzie? – czuła, jak smutek ustępuje, a zamiast niego rośnie złość. Przecież nawet nie przeprosił.  

– Halo, halo, przecież zawsze powtarzam, że jestem wolnym ptakiem. Nie możesz oczekiwać, że zwiążę się z jedną kobietą. Poza tym, czy kiedykolwiek nazwaliśmy się parą? Chłopakiem i dziewczyną? Z mojej strony, na przykład, to było celowe.  

Słuchała i nie dowierzała. Patrzyła w tę piękną twarz, która z sekundy na sekundę coraz bardziej brzydła w jej oczach. Przecież wcale nie mieszkali razem w apartamencie należącym do niej i wcale nie płaciła za zakupy, a on tylko jadł. Wcale nie prała jego brudnych skarpet i nie zachowywała się, jak ktoś więcej niż dziewczyna. Miała wrażenie, że odkochała się w chwilę.  

– Ty pierdolony palancie. Ty skurwysynu – wydusiła przez zaciśnięte zęby. Chłopak wielkimi oczami spojrzał na jej zaciśnięte pięści. Nigdy nie klęła i nigdy mu się nie postawiła gdy robił coś nie tak, więc poczuła, że wreszcie mogła wylać na niego całą frustrację. Zerwała się z ławki i wycelowała w niego palec. – Jesteś popieprzonym egoistą, dupkiem skupionym tylko na sobie. Wiesz, że ja też mam uczucia?! Hmm?! Czy może jesteś aż tak durny i zrozumienie tego jest dla ciebie za trudne?! Fakt, że nawet nie usłyszałam jednego, cholernego “przepraszam” chociażby za to, że przez ciebie jestem w takim stanie, bo nigdy nie powiedziałeś mi, że nie będziesz wierny, jest żałosny! Ty jesteś żałosny i żebyś wiedział, że żadna dziewczyna i żaden facet, bo skoro ukrywałeś takie coś przede mną, to co jeszcze, nie zechce z tobą być, bo jesteś zapatrzonym w siebie, myślącym tylko o własnych potrzebach, nieudacznikiem!  

Odeszła kawałek, schyliła się i chwyciła kamień wielkości piłeczki ping-pongowej. Herbański zasłonił się, ale za późno, kamień odcisnął ślad na policzku. Jęknął, a ona chwyciła kolejny. Dookoła zebrał się spory tłumek, ale tego nie zauważała, była tak pochłonięta swoimi emocjami, że świat dookoła kompletnie się nie liczył.  

Już miała wykonać rzut gdy zobaczyła, że w dłoni trzyma nie kamień, a małe lusterko. Wykonane ze srebrnego, grawerowanego metalu z elegancką rączką.  

– I wiesz co, Herbański? Mam w ręce lusterko, myślałam że zrobię ci nim piękną śliwę pod okiem, ale nawet lusterka mi na ciebie szkoda! – wrzasnęła, zacisnęła dłoń na znalezisku i odwróciła się. Jej odejście odpędziło ludzi, którzy stanęli, żeby popatrzeć. Chłopak nie próbował jej gonić, ani nic powiedzieć, pewnie dalej tam siedział nie rozumiejąc swojej winy. Znając go to zaraz zacznie rozpowiadać, że Meduza to wariatka i prawie posłała go do szpitala. W sumie, mogłaby go posłać, przynajmniej plotki byłyby prawdziwe. Zaśmiała się pod nosem, ciekawe co powie tej Aśce, że dlaczego ma siniaka na pół policzka?  

Nagle zdała sobie sprawę, że zapomniała zabrać mu klucze do mieszkania. A, chrzanić to. Wyrzuci jego rzeczy przez okno i wymieni zamki. 

Przeszła ulicą Miodową i skręciła na Piastowską. Tu niedaleko, na drugim piętrze okazałej kamienicy miała mieszkanie, które przekazali jej rodzice za dostanie się do najlepszej uczelni w okolicy. Było niewielkie, ale przytulne. Kremowa kanapa, drewniany stół i wielka, kolorowa mandala na ścianie. Herbański mieszkał tu przez ponad dwa lata, na co dzień chodził na uczelnię, a po zajęciach robił projekty z kolegami albo szedł na piwo. Teraz dobrze wiedziała, co robił w tamtym czasie.  

Jak tylko przekroczyła próg, zabrała się za wyrzucanie jego rzeczy. Wszystko – ubrania, notatki, książki – leciało przez okno. Obserwowała z niemałą satysfakcją jak stare, sprane jeansy robią wielki krąg po niebie, by opaść na gałąź buku, który rósł pod oknem. Nie oszczędzała niczego – każda rzecz, która przypominała jej o chłopaku kończyła na trawniku.  

W końcu wyczerpana stanęła w wejściu, przyjrzała się zmianom i z frustracją odkryła, że jej pokój jest prawie całkiem pusty. Na kanapie nie było już futerkowych poduszek, które pewnego dnia Herbański kupił posługując się jej kartą. Nie było fikuśnych obrazów, które pewnego dnia namalował w przypływie weny. Nie było różowej patelni, którą dostała na urodziny i przede wszystkim rozrzuconych po całym mieszkaniu ubrań.  

Za to na kanapie leżał przedmiot, którego w szale nie zauważyła – srebrne lusterko. Z mieszanymi uczuciami podeszła i podniosła, czując niewytłumaczalny niepokój, który się tylko nasilił gdy dostrzegła, że lusterko jest pęknięte. Ale kiedy pękło? Dobrze pamiętała, że jak je podnosiła, było całe. Później cały czas miała je w ręce i nie mogła sobie przypomnieć żeby chociaż raz w coś nim uderzyła. No, ale w takich emocjach mogła nie zauważyć…  

Z lusterka patrzyły na nią dwie identycznie opuchnięte twarze z czerwonymi oczami. Meduza przeskakiwała wzrokiem z fragmentu na fragment i w pewnym momencie pozwoliła sobie na uśmiech. Ale nie ta, która stała na zielonym dywanie w apartamencie numer trzy, tylko ta z odbicia. Uśmiechnęła się dziko, upiornie, wykrzywiając jej szczupłą twarz w sposób, w jaki nie wiedziała, że może ją wykrzywić.  

Wrzasnęła, wypuszczając lusterko, które upadło miękko na dywan wierzchem do podłogi. Wiedziała, że z tych emocji coś mogło jej się przywidzieć, ale tego dziwnego uczucia, jakie z nią zostało, nie wyśniła. Była prawie pewna, że lusterko to diabelski przedmiot i nie odbijało jej twarzy, jak powinno.  

Godzina za godziną mijała, a lusterko dalej leżało na dywanie, nie miała odwagi go podnieść. W końcu przykryła je miską i położyła na górę swoje najcięższe buty. Nie była przesądna, ale mogła się założyć, że coś było z lusterkiem nie tak. 

W końcu położyła się na kanapie – nie chciała spać w łóżku, które wciąż pachniało chłopakiem – i już zasypiała, gdy usłyszała kroki na korytarzu i szarpnięcie za klamkę. Podirytowana podniosła się wyrównując piżamę i spojrzała przez okienko. Oczywiście, wypity Herbański. Postanowiła milczeć i poczekać aż sam zacznie gmerać w zamku, nie zamierzała mu otwierać.

– Cmon, Meduza! Wiem, że tam jesteś. Otwórz mi, pogadajmy. Sorry, że tak wyszło, ale możemy się dogadać, wiesz? Ja się ograniczę, trochę… A ty się uspokoisz. To jak? Otworzysz te drzwi? – pod koniec wypowiedzi beknął głośno, a ją przeszedł dreszcz obrzydzenia i poczuła rosnącą wściekłość, ale na przekór głosowi, który kazał jej wybuchnąć, wróciła na kanapę.  

– Noo… Ja tu czekam! Zamówimy sobie kababa, mogę ci postawić i obejrzymy coś. Wszystko będzie dobrze, nie bój się.  

Nie wytrzymała. Wstała, dotarła do drzwi i otworzyła je szeroko. Przez oczy Herbańskiego przemknęła ulga, którą szybko zastąpił strach.  

– To nie jest twój dom, nigdy więcej tu nie przychodź, nigdy więcej ze mną nie rozmawiaj. I oddawaj klucze! – warknęła.  

– Ale zabrałaś mi już je – odpowiedział zaskoczony, chuchając jej w twarz. Zmarszczyła brwi po części przez obrzydliwy zapach piwa, po części dlatego, że nie kojarzyła żeby zabrała klucze.  

– Twoje rzeczy leżą na trawniku, jak jeszcze raz tu przyjdziesz, wezwę policję. Spierdalaj – odpowiedziała jedynie i zatrzasnęła mu drzwi przed nosem. Gdy tylko to zrobiła, z głębi pomieszczenia doszedł ją inny dźwięk – odgłos tłuczonego szkła.  

Skonfundowana obróciła klucz w drzwiach i weszła do małej kuchni. Nie miała żadnych zwierząt, które mogłyby coś rozbić, więc ostrożnie obejrzała każdą półkę, ale niczego nie znalazła. Przeszła do salonu i jej wzrok padł na skórzane glany na turkusowej misce. Powolutku trzęsącymi się z emocji dłońmi ściągnęła przedmioty i po chwili wahania podniosła lusterko. Czując ciarki na plecach, spojrzała na powierzchnię przeciętą dwoma pęknięciami. Chcąc sobie udowodnić, że to było tylko przywidzenie, wbiła wzrok w swoje odbicie.  

Tak jak poprzednio, na początku nic się nie działo, Meduza z lusterka naśladowała miny i gesty, ale później odbicie zastygło. Tym razem znieruchomiało i zamknęło oczy, zamierając całkowicie. Meduza ruszała lusterkiem nie wierząc w to, co widzi, ale obraz się nie zmieniał, twarz pozostała nieruchoma. Nagle nastąpiła zmiana, tło rozmyło się i rozwiało, jakby było zrobione z chmur. Pojawiła się ciemność, z której powoli wyłaniały się schody. Meduza zmrużyła oczy i przyjrzała się. Na początku myślała, że są czerwone, dopiero po dokładnym obejrzeniu odkryła, że są oblane bordową cieczą, która przypominała krew.  

Oczy się rozszerzyły, oddech przyspieszył i nawet się nie zorientowała, gdy wyrzuciła lusterko przez okno. Kręciło jej się w głowie, serce biło jak szalone, ręce drżały. Opadła na kanapę okrywając ciało kocem i próbowała się uspokoić, ale miała wrażenie, że nic jej nie pomaga.  

Tykające wskazówki były jedynym odgłosem w pustym mieszkaniu. Tik-tak, tik-tak, miała wrażenie, że dźwięk stuka w jej głowie, dociera do każdego zakamarka umysłu, ciała i duszy. Tik-tak, tik-tak.  

Było już wpół do drugiej. Nie, trzydzieści jeden po pierwszej. Tik-tak, trzydzieści dwa. Wstała, nie będąc w pełni świadoma swoich ruchów. Tik-tak. Uniosła czarne, skórzane glany, sznurówki przesunęły się po nadgarstku, rozpalając skórę. Tik-tak. Podniosła plastikową miskę, w której nieraz moczyła stopy albo robiła parówkę za pomocą olejków eterycznych. Tik-tak. Srebrne lusterko spoglądało na nią zimnym, czarnym okiem oceniająco.  

– Nie podniesiesz mnie? Nie spojrzysz we mnie? Czyżbyś się bała, Fiono?! – śpiewało coraz głośniej, uśmiechając się złowieszczo.  

Jej ręka wbrew woli sięgnęła po srebrny przedmiot. Tik-tak, tykał zegar. Była za pięć trzecia. Nie, za cztery, za trzy… za dwa…  

Lustro było popękane w tak wielu miejscach, że z trudem dało się zobaczyć na nim coś innego niż siatkę przypominającą pajęczą sieć. Zmrużyła oczy. Tik-tak. Z głębi siatki wyszedł pająk, miał czerwone oczy, włochate nogi i wielki odwłok. Stała sparaliżowana, a stworzenie wyszło z lustra i przeszło na jej rękę, każdy krok palił.  

Tik-tak. Była godzina duchów, dwunasta w nocy. Nie, jeszcze nie. Była… Tik-tak. Była dwudziesta. Nie, jeszcze nie. Tik-tak. Wskazówki tykały w jej głowie, dudniły, odbijały się tysiącem dźwięków. Tik-tak. Była… Zegar zniknął, rozpłynął się w powietrzu jak mgła, ale wskazówki wciąż tykały.  

Przed nią stanęły schody oblane krwią. Ciemnoczerwona ciecz napływała i zaczęła wlewać się do mieszkania. Krople opadły na policzek, buty znikały pod rosnącą wodą. Chciała doskoczyć do drzwi i uciec, ale ich nie było. Nie było niczego, kanapy, stołu, telewizora. Tylko schody i wlewająca się krew. Tik-tak. Krew była gęsta i lepka, opatuliła jej biodra uniemożliwiając ruch. Tik-tak. Dotarła do piersi i nie przestawała napływać. Tik-tak. Na schodach pojawiła się postać. Diabeł. Miał owłosione, kozie nogi zakończone kopytami, ludzki tors i byczą głowę. Z dwóch czarnych rogów wypływała krew. Na chwilę jego twarz zmieniła się w ludzką, grube brwi, ciemne oczy i białe zęby. Uśmiechnął się. Krew dalej się lała, tik-tak.  

– Fiono Króliczkowska, Meduzo, należysz do mnie! – zawołał rozkładając szeroko ramiona.  

– Nie – wyszeptała. Krew wciąż się lała, ale wydawała się zwalniać. Dotarła do obojczyków. Tik-tak.  

– Stworzyłem to dla ciebie, stworzyłem dla ciebie lustro, byś mogła się przejrzeć i zobaczyć, jaka jesteś piękna. Jesteś moja i zawsze byłaś!  

– Nie. – Jej głos brzmiał jak trące o siebie papiery ścierne. Miała wrażenie, że gardło wyschło całkowicie i jeszcze chwila, a rozsypie się jak zamek z piasku. Usta piekły, język przy każdym słowie bolał tak bardzo, że do oczu cisnęły się łzy.  

– Tak, i nieważne, cokolwiek nie powiesz i nie zrobisz, i tak będziesz moja – uśmiechnął się krzywo, odwrócił i odszedł, a krew znowu przyspieszyła i zaczęła sięgać jej ust.  

– Stój, uratuj mnie – wyszeptała, bo nie dała rady krzyczeć. Krew była jak galareta, całkowicie unieruchomiała.  

– Przecież nie jesteś moja – rozległ się z oddali głos, po którym nastąpił wybuch śmiechu.  

Nie była w stanie już nic powiedzieć. Krew zalała usta i nos, teraz sięgała do oczu. Zamknęła je starając się nie oddychać. Tik-tak. Słowa diabła cały czas krążyły jej po głowie, “nie jesteś moja, nie jesteś moja, nie jesteś moja”. “Moja, moja, moja”.  

Wyciągnij mnie stąd! Proszę! Będę twoja – krzyknęła w umyśle, nie będąc pewna czy ją usłyszy. W panice otworzyła oczy, ale zobaczyła ciemność.  

– Nie, kochanie, zobaczymy się, kiedy przyjdzie na to czas, a teraz zmykaj. – Głowa diabła pojawiła się przed jej oczami. Wyciągnął rękę i pstryknął ją szponem w nos, a ona poczuła, jakby wychodziła ze skóry, pozostawiała ją i odleciała w tył nabierając prędkości. Nie dała rady już wstrzymać oddechu, wzięła wdech i napełniła płuca krwistą galaretką.  

– Moja mała Meduza. – Usłyszała jeszcze jego głos tuż przed tym jak zamknęła oczy. Gdy je otworzyła, była znowu w swoim mieszkaniu.  

Leżała na kanapie z nogami na oparciu. Tuż przed nią kucał Herbański i patrzył jej prosto w oczy.  

– Moja mała Meduza – wyszeptał czule – nigdy więcej nie jedz grzybów bez ważenia ich wcześniej.  

– Noo… Niezłe były – powiedziała i odwróciła się, żeby jeszcze trochę poleżeć w normalnej pozycji. Nagle coś jej się przypomniało – Herbański? A ja cię nie wyrzuciłam z domu przypadkiem?  

– Co? Nie. Przeprosiłem i mnie wpuściłaś. Ale te klucze faktycznie muszę dorobić, nawet nie wiem kiedy mi wypadły!  

– Ale czekaj… A Aśka?  

– Masz na myśli Gosię? Tylko się przytuliliśmy na pożegnanie, wiem że jesteś zazdrośnicą, ale bez przesady – zaśmiał się lekko, kucając przy niej.  

Zmarszczyła brwi.  

– A twoje rzeczy? – zapytała, próbując sobie wszystko przypomnieć.  

– Co z moimi rzeczami? Są tam, gdzie były. O, tu masz moje bokserki z wczoraj. – Sięgnął za kanapę i pomachał jej przed nosem musztardową bielizną.  

– I jestem twoją dziewczyną? – dopytywała dalej.  

– A czym? Matką?  

Zaśmiała się lekko, pokazując gestem, że to przez te grzyby, i zamknęła oczy. Mimo jego słów i tego, co widziała, miała silne wrażenie, że to nie była Gosia, tylko Asia i faktycznie spotkała się z diabłem.  

Otworzyła oczy i spojrzała na miejsce, gdzie zwykle wisiał zegar, ale nie było go tam.. Nie było nawet dziurki po gwoździu…  

Tik-tak. – Usłyszała w myślach głos diabła.

 

 

Koniec

Komentarze

Witaj. :)

Ukłony za oznaczenie wulgaryzmów. :)

 

Kwestie techniczne i nasuwające się przy czytaniu wątpliwości oraz sugestie (zawsze – tylko do przemyślenia):

Szła tak szybko jak tylko mogła, mimo że łydki zaczynały boleć, a oddech rwać.  – zgrzyta mi mocno ta końcówka, jakby brakowało jej części: „oddech rwać” – ale: CO rwał ten oddech?; może: zaczynał rwać? – czy oddech może rwać?

Skręciła na ulicę Wiśniową i bezskutecznie spróbowała opanować szalejące myśli, które stale powracały do zielonych oczu i wąskich ust przyozdobionych srebrnym kolczykiem. – mam wątpliwość, czy myśli mogą powracać do oczu i ust (?)

Zwolniła nieco gdy poczuła, że na jej policzkach wykwitły dwa, piękne, czerwone placki i próbując zająć ręce sięgnęła do torebki po szminkę, ale po kilku nieudanych próbach złapania sztyftu zrezygnowała. – powtórzenie/styl?

Nie miała gdzie iść, żadnych znajomych, żadnej rodziny, żadnego domu, tylko czerwona torebka i płaszcz babci Andzi. – dokąd?

Ale się tym nie przejmowała, w głowie miała wciąż jeden obraz, który nie pozwalał myśleć o niczym innym.  – może opuścić „ale” (rzadko od niego zaczyna się zdanie)?

Nie miała na to siły, schowała oczy w dłoniach i odsunęła się lekko. Miała nadzieję, że zrozumie, że nie chce go widzieć.  – powtórzenie?

Może jakieś (dwukropek lub kursywą to słowo?) przepraszam? To nie tak, że przed chwilą nakryłam cię na zdradzie? – czuła (przecinek?) jak smutek ustępuje, a zamiast niego rośnie złość.

– Halo, halo, przecież zawsze powtarzam, że jestem wolnym ptakiem. Nie możesz oczekiwać, że zwiążę się z jedną kobietą, ja potrzebuję wolności. – powtórzenie/styl?

Poza tym (przecinek lub myślnik?) czy kiedykolwiek nazwaliśmy się parą?

Słuchała i niedowierzała. – ortograf? – „nie” z czasownikiem – osobno

Patrzyła w (gramatyczny? – błędna odmiana wyrazu?) piękną twarz, która z sekundy na sekundę coraz bardziej jej brzydła. Przecież wcale nie mieszkali razem w jej apartamencie i wcale nie płaciła za zakupy, a on tylko jadł. – powtórzenie?; ostatnie zdanie do przebudowy, bo ma niepoprawną składnię?

Wcale nie prała jego brudnych skarpet i nie zachowywała się (przecinek?) jak coś więcej niż dziewczyna. – czemu: „coś”, a nie: „ktoś”?

Miała wrażenie (przecinek?) że odkochała się w chwilę.  – i to zdanie do przebudowy, bo ma niepoprawną składnię? 

Jesteś popieprzonym egoistom, dupkiem skupiony tylko na sobie. – gramatyczny rażący – błędna odmiana wyrazu?; literówka?

 

 

W tym fragmencie jest zdecydowanie za dużo powtórzeń:

Wiesz, że ja też mam uczucia?! Hmm?! Czy może jesteś aż tak durny, że to dla ciebie za trudne?! Fakt, że nawet nie usłyszałam jednego, cholernego “przepraszam” chociażby za to, że przez ciebie jestem w takim stanie, bo nigdy nie powiedziałeś mi, że nie będziesz wierny, jest żałosny! Ty jesteś żałosny i żebyś wiedział, że żadna dziewczyna i żaden facet, bo skoro ukrywałeś przede mną to, to co jeszcze, nie zechce z tobą być, bo jesteś zapatrzonym w siebie, myślącym tylko o własnych potrzebach, nieudacznikiem!  

 

Chłopak nie próbował jej gonić, ani nic powiedzieć, znając go to nawet nie rozumiał swojej winy i zaraz zacznie rozpowiadać, że Meduza to wariatka i prawie posłała go do szpitala. – czemu nagle taka zmiana czasów w jednym zdaniu?

W sumie, mogłaby go posłać, przynajmniej plotki byłyby prawdziwe. – czy aliteracja celowa (dalej są kolejne)?

Teraz dobrze wiedziała (przecinek?) co robił w tamtym czasie.  

Jak tylko przekroczyła próg (i tu?) zabrała się za wyrzucanie jego rzeczy.

Obserwowała z niemałą satysfakcją jak stare, sprane jeansy robią wielki krąg po niebie (i tu?) by opaść na gałąź buku, który rósł pod oknem.

Nie oszczędzała niczego – każda rzecz, która przypominała jej o chłopaku (i tutaj też?) kończyła na trawniku. 

Później cały czas miała je w ręce i nie mogła sobie przypomnieć (i tu?) żeby chociaż raz w coś nim uderzyła.  

Wrzasnęła (i tu?) wypuszczając lusterko, które upadło miękko na dywan wierzchem do podłogi.

Wiedziała, że bardzo możliwe, że już z tych emocji coś jej się przywidziało, ale tego dziwnego uczucia, jakie z nią zostało, nie wyśniła. – powtórzenie?

Była prawie pewna, że lusterko to diabelski przedmiot i nie odbijało jej twarzy (przecinek?) jak powinno. 

 

Godzina za godziną mijała, a lusterko dalej leżało na dywanie, nie miała odwagi go podnieść. W końcu przykryła je miską i położyła na górę swoje najcięższe buty. Nie była przesądna, ale mogła się założyć, że coś było z lusterkiem nie tak. W końcu położyła się na kanapie – nie chciała spać w łóżku, które wciąż nim pachniało – i już zasypiała (przecinek?) gdy usłyszała kroki na korytarzu i szarpnięcie za klamkę. – tu trzeba doprecyzować, co/kogo masz na myśli (jak rozumiem – chłopaka), bo z całego tego fragmentu jasno wynika, że chodzi o lusterko.

 

Oczywiście, wypity Herbański. Postanowiła milczeć.  – mocno dziwi zachowanie Meduzy – przecież facet ma klucze.

Otworzysz te drzwi? – pod koniec wypowiedzi beknął głośno, a ją przeszedł dreszcz obrzydzenia i poczuła rosnącą wściekłość, ale na przekór wszystkiego wróciła na kanapę.  – wszystkiemu?

– Ale zabrałaś mi już je – odpowiedział zaskoczony (przecinek?) chuchając jej w twarz.

Zmarszczyła brwi po części dlatego, że strasznie zaśmierdziało piwem, po części dlatego, że nie kojarzyła (przecinek?) żeby zabrała klucze.  – powtórzenia/styl?

– Twoje rzeczy leżą na trawniku, jak jeszcze raz tu przyjdziesz (przecinek?) wezwę policję.

Gdy tylko to zrobiła (i tu?) z głębi pomieszczenia doszedł ją inny dźwięk – odgłos tłuczonego szkła.  

Powolutku trzęsącymi się z emocji dłońmi ściągnęła przymioty i po chwili wahania podniosła lusterko. – tu dopytam: czemu „przymioty”? – według sjp „przymiot” to: „pozytywna cecha charakteru lub właściwość czegoś”.

Chcąc sobie udowodnić, że to było tylko przywidzenie (przecinek?) wbiła wzrok w swoje odbicie.  

Tym razem znieruchomiało i zamknęło oczy (i tu?) zamierając całkowicie.

Meduza ruszała lusterkiem nie wierząc w to (i tu?) co widzi, ale obraz się nie zmieniał, twarz pozostała nieruchoma.

Na początku myślała, że są czerwone, dopiero po dokładnym obejrzeniu odkryła, że są oblane bordową cieczą, która jak krew.  – brak dokończenia zdania?

Oczy się rozszerzyły, oddech przyspieszył i nawet się nie zorientowała (przecinek?) gdy wyrzuciła lusterko przez okno.

Wstała (i tu?) nie będąc w pełni świadoma swoich ruchów. Uniosła czarne, skórzane glany, sznurówki przesunęły się po nadgarstku (i tutaj?) rozpalając skórę.

– Nie podniesiesz mnie? Nie spojrzysz we mnie? Czyżbyś się bała, Fiono?! – śpiewało coraz głośniej (i tu?) uśmiechając się złowieszczo.  

– Stworzyłem to dla ciebie, stworzyłem dla ciebie lustro (i tu też?) byś mogła się przejrzeć i zobaczyć (i tu?) jaka jesteś piękna.

– Tak, i nie ważne gdzie pójdziesz i co zrobisz i tak będziesz moja – uśmiechnął się krzywo, odwrócił i odszedł, a krew znowu przyspieszyła i zaczęła sięgać jej ust.  – ortograficzny – razem?

– Tak, i nie ważne (przecinek?) gdzie pójdziesz i co zrobisz (przecinek?) i tak będziesz moja – uśmiechnął się krzywo, odwrócił i odszedł, a krew znowu przyspieszyła i zaczęła sięgać jej ust.  – dokąd?

– Stój, uratuj mnie – wyszeptała, bo nie była w stanie krzyczeć. Krew była niczym galareta, całkowicie unieruchomiała.  – powtórzenie?

– Wyciągnij mnie stąd! Proszę! Będę twoja – krzyknęła w umyśle nie będąc pewna (przecinek?) czy ją usłyszy.

– Nie, kochanie, zobaczymy się (i tu?) kiedy przyjdzie na to czas, a teraz zmykaj – głowa diabła pojawiła się przed jej oczami. – błędny zapis dialogu?

Gdy je otworzyła (przecinek?) była znowu w swoim mieszkaniu.  

Niezłe były – powiedziała i odwróciła się (przecinek?) żeby jeszcze trochę poleżeć w normalnej pozycji.

 

W tekście pojawia się niestety niejednolity zapis nazwiska: raz piszesz: „Herbański”, a raz: „Herbiański”? To nowe pojęcie, przez Ciebie wprowadzone na potrzeby tego opowiadania, czytelnik nie wie, jak ma brzmieć, zatem przez taką usterkę od razu niepotrzebnie powstało aż 9 błędów rzeczowych.

 

Tylko się przytuliliśmy na pożegnanie, wiem że jesteś zazdrośnicą, ale bez przesady – zaśmiał się lekko (przecinek?) kucając przy niej.  

– A twoje rzeczy? – zapytała (przecinek?) próbując sobie wszystko przypomnieć.  

tam (i tu?) gdzie były. O, tu moje bokserki z wczoraj. – powtórzenie?

Zaśmiała się lekko (przecinek?) pokazując gestem, że to przez te grzyby (i tu?) i zamknęła oczy.

Mimo jego słów i tego (i tu?) co widziała (i tu?) miała silne wrażenie, że to nie była Gosia (i tu?) tylko Asia i faktycznie spotkała się z diabłem.  

Otworzyła oczy i spojrzała na odpowiednie miejsce na ścianie, ale zegara tam nie było. – styl?

Tik-tak.  – zakończenie niejasne: ona ten dźwięk usłyszała w realu (mimo brak zegara), ktoś (kto?) go szepnął, przypomniała sobie, czy próbowała odtworzyć?

 

Ciekawy pomysł na fantastykę i za niego klikam (podobnie doceniam trzymanie czytelnika w niepewności do końca, bo nic tu nie jest przewidywalne ani oczywiste), choć jednocześnie występuje sporo usterek, nawet ortograficznych i gramatycznych rażących.

Nie zrozumiałam, czemu bohaterka miała taki pseudonim. Chodziło o odbicie w lusterku/jego kawałkach? Czy mam rozumieć, że – widząc je – umarła?

Pozdrawiam serdecznie, powodzenia. :)

Pecunia non olet

Hej, hej. 

Dzięki za komentarz i miłe słowa. Jak sama widziałaś, z interpunkcją mam nie po drodze, ale walczę! Dziękuję za wszystkie uwagi, poprawki już wprowadzone. Co do pseudonimu bohaterki nie miałam na celu go tłumaczyć, chciałam, żeby powstał efekt takiego życia przed historią, że zanim to wszystko się zaczęło miała swoje życie i została z niego wyrzucona. 

Jeśli chodzi o zrozumienie opowiadania, to stworzyłam ten tekst będąc ciekawa interpretacji czytelników, trochę jako eksperyment i podoba mi się twoja myśl ze śmiercią. Ja myślałam bardziej o tym, że niekoniecznie te grzyby są winne i to Herbański zgrywając strachliwego studenta jej coś podał, co zaburzyło jej wspomnienia. 

W każdym razie wielkie dzięki za komentarz, bruce

Też pozdrawiam :)

 

P.S. (Jestem tu nowa i nie do końca rozumiem) Co oznacza “klikam”? Jak to działa?

I ja dziękuję. ;)

Zajrzyj do Publicystyki i Poradnika Drakainy. :) Klikać to dać głos do Portalowej Biblioteki w HP. :) Pięć klików daje Ci tam miejsce. :) 

Pozdrawiam serdecznie, powodzenia. 

Pecunia non olet

Witam (shoutbox czyni cuda w zachęcaniu do komentarzy).

 

Uwag językowych pewnie się trochę zbierze, ale najpierw wrażenia ogólne.

Co złego zrobiła główna bohaterka, że przyszedł po nią diabeł? Rzuciła chłopaka (no dobrze, rzuciła w niego również kamieniem, ale może ma włoski temperament?). Wytłumaczyłaś czytelnikowi, że ją zdradzał. W tym momencie czytelnik pewnie będzie po stronie bohaterki, ponieważ napomknęłaś, że chłopak mieszkał u niej dwa lata, a ona za wszystko płaciła.

Diabeł to symbol zła. Za co niby bohaterka ma ponieść karę? Diabeł zmusza ją, żeby dalej mieszkała z chłopakiem, który zapewne znów ją zdradzi. Gdyby czytelnik wiedział, że Herbański ma konszachty z diabłem, może prędzej by to kupił. Tylko wtedy opowiadanie jest historią przerwaną wpół, porzuca bohaterkę, kiedy ta została wplątana w trudną sytuację, ale jej stamtąd nie wyprowadza. Taką koncepcję może bym kupił, gdyby na końcu wybrzmiała groza, ale jest tylko delikatnie zarysowana.

Podobały mi się elementy: żywe dialogi, magicznie pękające lusterko, krew zalewająca mieszkanie. Są opisane sugestywnie i wywołują u mnie emocje podczas lektury. W koncepcji całości trochę się zagubiłem.

 

torebka z ekoskóry huśtała się z prawej na lewą, wywołując duże niebezpieczeństwo wypadnięcia różowej butelki na wodę

Nie jest to ani trochę zgrabne

 

nieco gdy poczuła, że na jej policzkach wykwitły dwa, piękne, czerwone placki

Piękne jest użyte ironicznie, co nie pasuje do tonu reszty opowiadania. To jest horror czy pastisz horroru?

 

Opadła na ławkę ukrywając twarz w dłoniach

 

Czytelnik wyobrazi sobie, że jednocześnie opadała i zakrywała twarz dłońmi (w trakcie opadania). Dobra koordynacja ruchów jak na zrozpaczoną kobietę

 

Nigdy nie klęła i nigdy mu się nie postawiła gdy robił coś nie tak, więc poczuła, że wreszcie mogła wylać na niego całą frustrację.

Druga część ma być wynikiem pierwszej, ale niekoniecznie tak jest. Może to rozdzielić na dwa zdania?

 

Fakt, że nawet nie usłyszałam jednego, cholernego “przepraszam” chociażby za to, że przez ciebie jestem w takim stanie, bo nigdy nie powiedziałeś mi, że nie będziesz wierny, jest żałosny! Ty jesteś żałosny i żebyś wiedział, że żadna dziewczyna i żaden facet, bo skoro ukrywałeś takie coś przede mną, to co jeszcze, nie zechce z tobą być, bo jesteś zapatrzonym w siebie, myślącym tylko o własnych potrzebach, nieudacznikiem!  

Oba zdania są bardzo długie i mają dość złożoną budowę. Jeśli są wykrzyczane, to może warto rozdzielić ja na mniejsze fragmenty. Bohaterka ma prawo się mylić, mówić rzeczy bez sensu, gubić się we własnych wypowiedziach, ale warto zadbać, by czytelnik kojarzył to ze stanem emocjonalnym bohaterki, a nie ze stylem pisania :)

 

Skręcamy w ulicę (np. Fantastyczną). Patrzymy na ulicę i wychodzimy na ulicę (z domu, kamienicy itp).

 

Powodzenia w pisaniu!

 

 

 

Cześć, marzan! 

Dzięki za komentarz, cieszę się, że tu zajrzałeś! Odnośnie fabuły to powiem ci, że takiej interpretacji się w ogóle nie spodziewałam, moje założenie trochę odbiega. Chodziło mi tu bardziej o podświadomość, to, że ona czuje jakby jej reakcja była zła, jakby ona była zła, wcześniej była szarą myszką, a później wybuchła i jest to nowe zachowanie, ale tak jak teraz patrzę to chyba zapomniałam umieścić akapit z wątpliwościami. Pod wpływem używki wpada w trans, w którym jej podświadomość bierze górę. 

Dziękuję za miłe słowa :)

Co do uwag jeśli chodzi o strukturę, to popoprawiam to, bo oczywiście masz rację. 

Raz jeszcze dziękuję i pozdrawiam!

Koncepcja, w której bohaterka sama sobie wymierza karę, jest dużo ciekawsza od mojej “powierzchownej” interpretacji. Może warto zostawić czytelnikowi więcej śladów, by na nią wpadł? Diabeł mieszkający wewnątrz bohaterki, który wiąże ją z niewłaściwym mężczyzną 4ever… może gdybym miał odniesienie do jej przeszłości, skojarzyłbym to z dzieciństwem, rodzicami, dlaczego się pakuje w takie związki. Dlaczego myśli, że złość jest “zła”, kto jej odebrał prawo do wyrażania emocji. Czy może ojciec zdradzał matkę, ale oboje robili dobre miny do złej gry, i w domu nie wolno było o tym mówić? Diabeł to symbol wywodzący się z religii, więc może jakieś zakłamanie, mówienie o zdradzie to grzech itp. Ma na sobie ubranie babci, z którą pewnie była związana, może pójść tym tropem?

Czyli może się zrobić ciekawie laugh

 

Daj bohaterce historię, a będę mógł się lepiej w nią wczuć. Może ją znienawidzę, może polubię, ale nie będę obojętny!

Poczytuję ten wpis za zaproszenie:

 

 

Adimetra

29.01.26, g. 11:27

O matko! Racja, jesz­cze by mi serce nie wy­trzy­ma­ło i miał­byś na kon­cie bied­ne­go stu­den­ta. A tak na po­wa­znie to luzik, dzię­ki za od­po­wiedź ;)

 

Taaaak. Uwielbiam zapach mordowanych studentów o poranku.

Niegdyś, w przeszłości, mordowałem studenciaków masowo, całymi grupami, czasy te jednak już dawno minęły, choć wspominam je z rozrzewnieniem. Jednak mord indywidualny też ma swój urok. Można się skupić na obdzieraniu ze skóry kawałek po kawałeczku.

 

 

Od początku zastanawiało mnie dlaczego ta Meduza i zarazem trochę Czerwony kapturek (przecież cała jest na czerwono, nie tylko torebka, prawda? Rękawiczki też, resztę sobie dośpiewałem) ma ubranie po babci? Do tego nazwisko: Fiona Króliczkowska – Fiona ze Shrekiem się kojarzy, a Króliczkowska – z Alicją w Krainie Czarów – więc od razu, samym początkiem, ustawiłaś mnie w pozycji, że spodziewałem się jakiejś zabawy symbolami, odniesień do baśni, legend, mitologii.

Szukałem ich więc mimowoli ale niewiele znalazłem – lustro – owszem, Perseusz użył go by pokonać Meduzę, ale czy o to w ogóle tu chodziło? Lustereczko, powiedz przecie – też tu nie pasuje, pękające lustro – odsyła do historii Kaja i Gerdy z Królowej Lodu – ale nikomu tu okruch lodowego lustra do oka nie wpada.

Za to sceny z krwią zalewającą bohaterkę – są chyba najlepsze w całym opowiadaniu – i odnoszą do klasycznych horrorów.

 

I tyle tu się zaczęło, tyle tu jakichś sensów różnych tekst sygnalizuje – nie wiem, czy autor/autorka (płci nie jestem pewien, bo tu w profilu kobieta, na SB użyta forma student – która w sumie może i do studenta i do studentki i do osoby studenckiej się odnosić, a nawet do osoby w kryzysie studenckości) jest świadom, że najgorsze co można zrobić, to rozbudzić czytelnicze apetyty, a następnie je zupełnie zawieść. I nie, nie chodzi tu o otwartość zakończenia – to sprawa inna.

Bo tu po prostu tekst nie daje tego, co dać obiecywał.

Nie ma tu splątań tych symboli, które ledwo autorze wymieniłeś. Grzybów (nomen omen) jest tu dużo, ale zapomniałaś potrawę choćby przemieszać.

To trochę tak, jakby po namiętnej grze wstępnej usłyszeć, że nie, że jednak boli mnie głowa i dziś nic z tego.

Apetyty zostały rozbudzone, jednak nie ma dalszego ciągu, nie ma spełnienia.

Nie wiem, dlaczego Meduza jest Meduzą. Nie wiem, kto tu jest (i czy w ogóle jest) Perseuszem. Nie wiem, czy Czerwony Kapturek nie jest przypadkiem maniakalną morderczynią i babci Andzi nie zabiła. Dobrze, że przynajmniej mieszkanie przekazali jej rodzice – a nie babci ukradła, ale tak czy siak nie mam pojęcia, dlaczego ona ma na imię Fiona. A Króliczkowska? W jaką króliczą dziurę nas tu autorka zaprasza?

Figura Diabła do tego wszystkiego zarazem nie pasuje, jak i pasuje.

Pasuje, w sensie takim – że podobnie jak wszystkie inne tropy – nie jest dokończona, nie jest pociagnięta, autor nie daje tu wskazówek, jak odczytywać te znaczenia. A nie pasuje, bo to kolejny grzyb w barszcz, w którym grzybów już jest za dużo, za to brakuje przypraw.

W efekcie – otrzymujemy produkt opowiadaniopodobny, który jest szalenie niesatysfakcjonujący.

 

Moja interpretacja – bo jej autor ciekaw był, sądząc z przedmowy…

 

Lusterko nie niszczy ani nie zabija Meduzy – ono przełącza między światami.

Każde pęknięcie lustra to takie przełączenie.

W jednym świecie – Meduza nie zabrała kluczy chłopakami. Lustro pęka – i przeskakujemy do innego świata, w którym jednak zabrała.

Następuje wiele pęknieć i w końcu lądujemy w świecie, gdzie Meduza nie widziała swego faceta posuwającego Asię, a jedynie – przytulającego sie na pożegnanie do Gosi, a cała reszta – zwidziała jej się po grzybach.

Ale po tej międzyświatowej podróży świadomości, Meduza nie jest już taka sama, może rzeczywście w pewien sposób umarła – umarła jako szara myszka – nie jest już myszką i nie jest szara, oswobadza się z myszowatości i staje kobietą. Jeszcze pozostają w niej jakieś odrobinki bycia gryzoniem, jeszcze godzi się na to, co jej wmawia partner, jeszcze akceptuje zamiecenie spraw pod dywan – ale już rodzi sie w niej stały bunt i świadomość, że poświęciła tej sprawie więcej, niż powinna…

Jest jeszcze jeden świat (a może nawet wiele), do których zabiera nas lustro – świat odbić, być może odbić mrocznych pragnień Meduzy – bo może, ale to tylko zgaduję – zalana krwią klatka schodowa, to obraz jeszcze jednego świata, może jedynego prawdziwego, w którym Meduza nie tylko rzuca w chłopaka kamieniem, ale zrzuca go ze schodów i morduje. Wszystko spływa jego krwią i wtedy – pojawia się Diabeł.

 

Może za ten mord dokonany przez jedno z wcieleń Fiony Królikowskiej / Meduzy – wszystkie inne muszą cierpieć i pokutować?

I może dlatego faktycznie spotkała się z diabłem. 

 

Moim zdaniem, gdyby opowiadanie poprawić, wydobyć sensy, o których wspominałem – mogłoby być naprawdę dobre. Ale to chyba wymagałoby napisania go na nowo.

 

Pozdrawiam i życzę powodzenia w pisaniu!

ksiegamiliona.pl - premiera już 14 lutego 2026 // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

marzan, powiem szczerze, że to naprawdę dobrze brzmi, jakby poprawić w kilku miejscach to faktycznie, mogłoby wyjść coś niezłego.

Z kolei Jim! Witam, witam. Z wstępu tego komentarza spodziewałam się cierpienia, a szczerze mówiąc czytając go cały czas miałam uśmiech na ustach. Po pierwsze, osobiście najbardziej gustuję w baśniach i, widząc moje przeoczenie, aż mnie skręca, że go nie wykorzystałam. 

Twoja interpretacja jest niesamowita, ale co jeśli Meduza wpuściła Herbańskiego do domu po kłótni, a on jej coś podał, a jej wspomnienia zaplątały się? Jedzenia uniknęłam celowo, natomiast reszta twoich uwag… Coś widzę, że do biblioteki wskoczę za jakąś dekadę.

Nie zdawałam sobie sprawy, jak ważne są symbole i jak można je wykorzystać. Obecnie w mojej głowie buduje się ściana odniesień i potencjalnych wykorzystań symboli. Coś czuję, że powinnam była to przeczytać.

Nawet nie wiesz jak mi pomogłeś, bo choć z tym opowiadaniem nic już nie zrobię następne może da ci tą satysfakcję ;) (załóżmy, że to jakieś bardzo zawiłe zaproszenie do poznęcania się nade mną w kolejnym moim opowiadaniu)

Dzięki wielkie i pozdrawiam!

Nawet nie wiesz jak mi pomogłeś, bo choć z tym opowiadaniem nic już nie zrobię następne może da ci tą satysfakcję ;) (załóżmy, że to jakieś bardzo zawiłe zaproszenie do poznęcania się nade mną w kolejnym moim opowiadaniu)

 

Cała przyjemność po mojej stronie.

 

Znęcać się lubię, więc nie omieszkam.

 

Pro tip: jeśli masz tendencję do zapominania tropów, do ich nierozwijania – spróbuj może przy pisaniu użyć map myśli – bierzesz nie jedną, a cały pęk kartek A4 – na środku kartki napisz jedno słowo z rodzącego się opowiadania, na przykład “Meduza” – nie tylko je napisz, narysuj, jeśli możesz to najlepiej jakimś kolorem – Meduzę nad tym napisem – teraz pomyśl, z czym Ci się to słowo i ten rysunek kojarzą – resztę znasz z pewnością – rysujesz strzałki do kolejnych pojęć, z którymi się obchodzsz tak samo, przykładowo może być strzałka Meduza ---> Perseusz (rysujesz Perseusza, przystojniak, prawda?) – od Perseusza może iść strzałka do lustrzanej tarczy albo bezpośrednio do Ateny albo do skrzydlatych sandałów czy Hermesa, albo do gwiazdozbioru Perseusza albo jakiejś wybranej gwiazdy – zależy z czym Ci się kojarzy.

Potem jak już zapełnisz jedną kartkę bierzesz kolejną i wpisujesz na niej na przykład:

 

ulica Konwaliowa – i może Ci się kojarzyć z jakąś na przykład miękką, przyjazną okolicą, z kwieciem, z wiosną itp.

 

Pamiętaj, że nie ma złych skojarzeń.

Jeśli w Twojej głowie na hasło “ulica Konwaliowa” zaświeciło się “ulica Sezamkowa” – to to zapisz, nawet jeśli pozornie nie ma sensu.

Nawet jeśl jeszcze bardziej bezsensowne skojarzenia się pojawią – to też je zapisz – potem się zastanowisz co z nimi zrobić:

 

ulica Konwaliowa – dama Kameliowa

 

Jak już sobie tak opracujesz tekst, to dopiero wtedy – dokonaj selekcji – jedne kartki będą gęsto zapisane, inne rzadziej. Przyjrzyj się i jednym i drugim. Te najrzadziej zapisane mogą coś zainspirować – ale nie poświęcaj im zbyt dużej uwagi. Spójrz na te najgęstsze – z nich wyciągnij sensy, bo tam w tych głęboko zakorzenionych symbolach dobrze się czujesz, dobrze je rozumiesz.

 

Czy ja tak robię?

Nie.

Ale podobną rzecz robię w swojej głowie – po prostu nie potrzebuję do tego z reguły kartek (czasem sobie coś zapiszę, narysuję, ale bardzo rzadko).

Co dalej? Nie za dużo grzybów w barszcz – więc warto obciąć, zminimalizować trochę to dobrodziejstwo inwentarza (trudne, wiem).

A potem wrzucasz to do wirówki, gotujesz, przyprawiasz, odkładasz na parę dni, wracasz…

 

A potem publikujesz i wkurzasz się, że ludzie odkryli tylko jakieś 10% odniesień i symboli, jakie zawarłaś w tekście.

 

I nie szkodzi. Skoro zobaczyli 10% to znaczy, że te pozostałe 90% też zagrało, tylko inaczej.

 

Jeszcze raz – powodzenia w pisaniu.

 

 

Na pocieszenie powiem Ci, że nie wszyscy mają takiego bzika na punkcie znaczeń i symboli jak ja – może to zresztą swego rodzaju zboczenie, kto wie.

Nie poddawaj się, walcz, życzę, by następne opowiadanie było lepsze!

ksiegamiliona.pl - premiera już 14 lutego 2026 // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Dzięki za tip :) Do zobaczenia

Nowa Fantastyka