- Opowiadanie: pisze.po.swojemu - PAI.fun

PAI.fun

Zapraszam na moją nowelkę (110k zzs), w której mierzę się nie tylko z tematem AI, ale z zupełnie nowym dla mnie gatunkiem – thrillerem, który pomieszał się z soft science-fiction. 

 

To nigdy nie miało być krótkie opowiadanie, na razie nie zamierzam też rozwijać pomysłu w powieść, chociaż kilka bet zwracało mi uwagę, że niektóre wątki mogłyby być rozwinięte. W związku z tym, nie dzieląc na sztuczne fragmenty, wrzucam kobyłę całości. 

 

Prośba o bycie delikatnym, bo to mój pierwszy thiller i pierwsze sf. 

Pewnie będzie sobie to leżeć miliony lat ze wględu na długość, ale jeśli komuś będzie się chciało przeczytać i skomentować – będzie naprawdę wspaniale. 

Ze względu na długość zupełnie nie liczę na wytknięcie konkretnych błędów, ale jeśli takie komentarze się pojawią – z góry pokłony i podziękowania. 

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Oceny

PAI.fun

Definicje

 

PAI (ang. personal artificial intelligence) – personalna sztuczna inteligencja. Duży model językowy (Large Language Model, LLM) działający jak modele AI powstałe w latach dwudziestych XXI wieku (Chat GPT, Gemini), ale rozbudowane o moduły uczenia maszynowego oparte o potrzeby konkretnej osoby i wytrenowane do danego zbioru zadań. Technologia opracowana i skomercjalizowana przez giganta technologicznego OMEGA. Najczęściej wykorzystywana jako osobisty (personalny) asystent ułatwiający życie klientów, pełniący funkcję integratora innych systemów użytkownika (takich jak np. smart home, aplikacje zarządzające zdrowiem, profil podatkowy obywatela). 

 

PAI w Your Book Now

Personalna sztuczna inteligencja wytrenowana w ścisłej współpracy z osobami autorskimi, służąca do generowania treści (książek, fabuł, scenariuszy) zgodnie z umiejętnościami, stylem i wrażliwością osoby autorskiej. 

 

1. Live

 

– Wow, Nina, musisz być na maksa podekscytowana. Słyszałem plotki, że zaczniecie od Europy Środkowej. Czy to dlatego, że masz polskie korzenie?

Nina mierzyła wzrokiem Billy'ego Millera, siedzącego po drugiej stolika. Najpierw utkwiła spojrzenie w jego czapce z daszkiem, skrywającej czarne loczki, potem przeniosła je na okrągłe, designerskie okulary, a w końcu popatrzyła na wytatuowaną szyję. Skręcony ogon azjatyckiego smoka ginął pod rozpiętą głęboko koszulą, zaraz nad puszkiem przypiętego mikrofonu, identycznym, jaki miała ona.

Nina pochyliła się lekko nad stolikiem w kierunku mężczyzny, a potem przeniosła wzrok na jego oczy. Miała nadzieję, że kamera, którą nagrywali live'a, wychwyci jej ruchy.

– Billy, widzę, że nic się przed tobą nie ukryje – westchnęła z udawanym żalem.

– Mam swoje sposoby, by się co nieco dowiedzieć. – Billy wzruszył ramionami, uśmiechnął się bezczelnie i też pochylił w stronę Niny.

– O tak, na pewno – mruknęła i puściła mu oko.

Kiedy Matt kazał jej grać oczarowaną Billym, stwierdziła, że to beznadziejny pomysł. Założenie obszernej marynarki i tak krótkiej spódniczki, że ledwo zakrywała pośladki, "bo to jest najbardziej trendy ciuch w naszym targecie wiekowym", skwitowała najpierw śmiechem, a kiedy zobaczyła, że Matt nie żartuje, porządnie się wściekła. Ale posłuchała swojego speca od marketingu, bo nie po to zatrudniała lepszych od siebie, żeby potem ignorować ich rady. Flirt na live’ie przyszedł łatwiej, niż myślała – Billy miał w sobie chłopięcy urok dorosłego Piotrusia Pana, któremu trudno było się oprzeć i z którego zapewne doskonale zdawał sobie sprawę. Zachowywał się naturalnie i swobodnie odpowiadał na jej zainteresowanie. Chyba wyglądało to dobrze… Może faktycznie była szansa na podekscytowane komentarze o chemii między nią a Billym i viralowe filmiki podbijane przez fanki blogera?

– Tak, mam polskie korzenie, moja babcia była z Polski. Ale powodów, dla których to właśnie tam będzie nasz europejski pilotaż, jest kilka…

Nina zmieniła pozycję, wystawiła rękę i zaczęła odliczać na palcach. Nie miała kontroli nad PAI Billy'ego, która na bieżąco obrabia ich live'a, ale nie była żółtodziobem. Wiedziała, jak się ustawić i w jaki sposób poruszać, by PAI doceniła jej ruchy i dobrze ją skadrowała.

– Polacy kochają nowinki technologiczne. I chociaż ich rynek czytelniczy nie jest zbyt wielki, w porównaniu chociażby do norweskiego, to są chłonni nowości. Segment VOD wybija w górę, Polacy uwielbiają subskrypcje na każdą formę rozrywki. A my damy im zupełnie nową jakość w book on demand.

– Co dokładnie masz na myśli, mówiąc "nowa jakość"?

Nina wiedziała, że to był dobry moment, by zacząć sprzedawać.

– Wyobraźmy sobie naszą typową klientkę. Pewnie bardzo przypominałaby mnie, bo to z mojego marzenia o książkach powstało Your Book Now. Nazwijmy ją moim imieniem, Nina.

– Na co ochotę miałaby Nina? – podchwycił Billy, a ona się uśmiechnęła.

– Och, Nina uwielbia książki określonego typu. Ma swoje ulubione tropy, autorów, klimat. Chce mieć idealnie dopasowane pod siebie propozycje, ale umówmy się, na rynku pojawia się zbyt wiele nowości, a marketing często przekłamuje rzeczywistość. I tutaj proponujemy jej dokładnie to, czego Nina potrzebuje: z całego ogromu bazy wersji original, nasz algorytm wybierze jej idealną rekomendację. Mam na myśli naprawdę idealną, w końcu 95,6% zadowolonych subskrybentów to jest coś, co robi wrażenie.

– A jak ma ochotę na coś innego niż zwykle? Bardziej… spicy? – Billy błysnął oczami zza okularów. To niemożliwe, żeby tęczówki miały tak intensywny, niebieski kolor. Nosił kontakty?

– Billy, zaufaj mi, wybór jest ogromny. Mamy ponad 450 tysięcy oryginałów. Jeśli szukasz czegoś spicy, wystarczy, że poprosisz o to nasz algorytm rekomendacji, a on znajdzie coś, co pokochasz – powiedziała, patrząc na niego spod rzęs, a on uśmiechnął się łobuzersko.

To na pewno były kontakty.

– Nina kocha czytać, a teraz każda rozpoczęta książka ją zachwyca. Ale zawsze marzyła o czymś więcej. O tym, by kształtować swoje ulubione książki. Ma różne fantazje – Nina zawiesiła głos, Billy wyszczerzył zęby. 

– Jakie fantazje może mieć Nina?

– Chociażby takie, że bohaterka książki wygląda dokładnie jak ona. Albo, że główny love interest przypomina tego przystojniaka z jej pracy. Na Your Book Now wystarczy, że wyklika swoje preferencje z szerokiego wachlarza możliwości, a PAI naszego autora wygeneruje jej spersonifikowaną… ekhm… pozycję, dostosowaną do marzeń. Wersja original przechodzi do wersji custom. Pomyśl o możliwościach, jakie pojawiają się w przypadku spicy scen. – Billy uniósł na jej słowa brwi, a Nina się zaśmiała.

– Czyli to tak, jakbym przechodził grę komputerową, tylko w książce?

– Dokładnie! To jednak wciąż wybór rozwiązań z zaprojektowanego wcześniej zbioru alternatyw fabularnych, a nie sandbox. Więc umówmy się, to nie jest spełnienie WSZYSTKICH marzeń Niny.

Zawiesiła głos, bo teraz miała zaprezentować największą bombę.

– Ale jeśli kiedykolwiek, tak jak Nina, zastanawiałaś się, co by było, gdyby… Gdyby bohaterka czy bohater podjął inną decyzję, gdyby spotkał na swojej drodze kogoś innego… Nie tylko z wachlarza zaprojektowanych opcji, ale aby spotkała ją dowolna sytuacja. Może Nina ma w głowie fabułę i bohaterów, których chciałaby zobaczyć w określonej historii, ale brakuje jej umiejętności pisania, albo marzy o tym, by była napisana stylem ukochanego autora? W końcu Nina może spełnić tę fantazję. Przy launchu na Polskę wprowadzamy subskrypcję VIP, która pozwoli każdej czytelniczce zbudować całą fabułę książki ze swojej ukochanej serii na nowo. To już nie jest fan fiction, a Your Fiction, zbudowana z PAI autora: w jego stylu, z jego umiejętnościami, z jego iskrą i błyskiem, ale wciąż z twoimi pomysłami.

– Brzmi imponująco. 

Nina prawie czuła, jak Billy przetwarza informację, którą właśnie mu zaprezentowała, a wraz z nią tysiące odbiorców tego live'a. 

– Bo jest imponujące. Ale istnieje jeszcze jeden smaczek. Możesz opublikować taką powieść u nas w katalogu, a inni mogą ją czytać. I jeśli dostatecznie dużo osób ją doceni, Your Fiction ma szansę trafić do kanonu jako wersja original!

– Wow, Nina, to naprawdę coś. Ile taka przyjemność kosztuje?

Nina uśmiechnęła się łobuzersko i wskazała palcem na Billy'ego. Musiało to dobrze wyglądać przed kamerą. 

– Teraz mamy specjalną promocję dla wszystkich oglądających tego live'a, a w opisie pojawił się specjalny link z kodem promocyjnym…

 

2. Dan Hofstrader

 

Zdążyli z livem tak, aby w pełni wykorzystać złotą godzinę przed zachodem słońca, kiedy światło było najlepsze, a panorama widoczna z tarasu hotelu Las Salonas najbardziej instagramowa. Szklane barierki nie zaburzały widoku rozciągniętego poniżej San Francisco i wieżowców dumnie prężących swoje przeszklone konstrukcje ku górze. Nina oparła się o taflę i zaciągnęła głęboko truskawkowym elektrykiem. Był trochę zbyt słodki i trochę zbyt niezdrowy, ale nie obchodziło jej to – przynajmniej nie sięgała już od dawna po normalne papierosy. 

Wydmuchała ciężki, pachnący dym i z nietypową dla siebie nostalgią pomyślała, że to miasto o tej porze wyglądało naprawdę dobrze. Jak miejsce, gdzie można coś osiągnąć. Zarobić. Spełnić marzenia. 

Uśmiechnęła się pod nosem – bo live z Billym, influencerem zajmującym się polecaniem szeroko rozumianej kultury, który miał dokładnie piętnaście i pół miliona followersów w socjalach, miał ją przybliżyć do osiągnięcia każdego z tych celów. Launch wymagał ruchu na platformach społecznościowych, kontrowersji i kliknięć. A one szły jak fala – bo Europejczycy wciąż z jakiegoś powodu, może zazdrości, a może litości, uwielbiali amerykańskich influencerów.

– Dobra, ja uciekam – dobiegło ją z tyłu, więc Nina odwróciła głowę.

Billy podszedł do niej, ale wzrok miał wlepiony w telefon. Z tyłu krzątali się członkowie jego ekipy; zdążyli posprzątać już stół i mikrofony, przy których nagrywali, a kamera leżała bezpiecznie w walizce.

– Przelew powinien zgodnie z umową wyjść dzisiaj – powiedziała Nina i wyciągnęła do mężczyzny rękę.

Billy dopiero po chwili zorientował się, że jej dłoń wisi w powietrzu i przelotnie ją uścisnął. Uśmiechnął się sztucznie, a Nina poczuła niemiły ucisk w żołądku. Chłopięcy urok mężczyzny stał się jedynie wspomnieniem – kamery wyłączono, więc nie potrzebowali już grać. Bo przecież tym właśnie było jego zachowanie na nagraniu, bez względu na to, jak naturalnie ono przychodziło. Nina stanowiła dla Billy’ego jedynie zadanie, które należy odhaczyć, żeby dostać przelew.

– Jasne, dzięki. Gdybyś potrzebowała jeszcze kiedyś współpracy, to twój dział marketingu wie, gdzie mnie szukać – powiedział obojętnie Billy i chciał odejść, kiedy Nina rzuciła:

– Marketing wysłał ci link do konta VIP. Może stworzysz sobie jakąś książkę? – Gdzieś z tyłu głowy pojawiła się szalona myśl, by mimo wszystko spróbować pociągnąć flirt z nagrania i napomknąć coś o pikantnych scenach, jakie mógłby w niej umieścić, ale się powstrzymała.

– Nina, rozumiem wasz biznes i rozumiem swój. Jako firma cię polecam. Ale prywatnie uważam, że jesteście jebanymi zabójcami literatury. – Billy wzruszył ramionami, a potem po prostu odszedł, nie oglądając się na nią.

Nina stała przez chwilę jak zaklęta, z otwartymi ustami, a potem wzdrygnęła się gwałtownie.

– Pierdolony gówniarz – rzuciła pod nosem i nieco sztywno odwróciła się ponownie do panoramy.

Ta powoli traciła swój urok – słońce zachodziło i cienie były coraz dłuższe, a tony elewacji budynków chłodniejsze, jakby ktoś ustawiał filtr instagramowego zdjęcia i przesuwał pasek temperatury na chłodniejsze kolory. Nina ponownie włączyła elektronicznego papierosa, ale teraz włożyła silnie mentolowy wkład. Zaciągnęła się kilka razy, ale nie potrafiła uspokoić.

Przecież wyrafinowanie Billy’ego nie powinno jej dziwić. Tak wyglądał świat – pewne pozy i historie sprzedawały produkty, szły w virale i powinna być mu wręcz wdzięczna, że tak naturalnie udawał zainteresowanie przed kamerą. O co więc naprawdę chodziło? Dlaczego jego słowa tak bardzo ją ubodły?

Przecież nie były dla niej nowością. Słyszała je regularnie, odkąd założyła firmę. Ale w ostatnim czasie, przy okazji europejskiego launchu, musiała odpierać podobne zarzuty tak często, że miała tego dość. Pal licho, jeśli padałyby jedynie od sfrustrowanych pisarzy, którzy zatrzymali się w czasach przed PAI, ale niestety wątpliwości pojawiły się też w Komisji Europejskiej. Na samym początku, kiedy wybuchł boom na generatywne modele tworzące coraz gorszej jakości AI slop, wszystko było jasne – produkty wytworzone przez AI nie podlegały prawom autorskim. Ale Personal AI wszystko zmieniło – było indywidualne, powiązane z osobą, która je pod siebie wyszkoliła, posiadało jej kompetencje i przede wszystkim – zgodę prawną. Narzędzie, które zmieniło sztukę na zawsze. I teraz… Teraz! Komisja Europejska próbowała zawrócić kijem rzekę! Nina nie spała kilka nocy, ale potem z pewnych źródeł dowiedziała się, że sprawa praw autorskich do materiałów wyprodukowanych przez PAI żywo interesowała o wiele większych graczy niż Your Book Now, w tym producentów z Hollywood. Prawdopodobnie cała ta sytuacja z Komisją była jedynie burzą w szklance wody… ale, do cholery, jakby coś miało z tego wyjść, to jej miliony zainwestowane w europejski rynek były zagrożone.

Pokręciła głową gwałtownie. Nie mogła tak myśleć – zamartwianie się nie sprawiało, że świat dookoła stawał się przyjemniejszym miejscem. Nie ułatwiało działania. Musiała wziąć się w garść i przeć do przodu, jak zwykle. Po prostu miała za sobą ciężki tydzień. Powinna się teraz wyluzować i naładować baterie, a skoro nie mogła tego zrobić w łóżku z kimkolwiek, może nawet z Billym Millerem, powinna wrócić do domu, wziąć kąpiel i wypić butelkę chardonnay.

– Hej, Sylvia. – Nina aktywowała głosem PAI w telefonie.

Nazwała ją imieniem koleżanki z college'u, której nie cierpiała i z którą zawsze rywalizowała, by ostatecznie zwyciężyć w tym nieformalnym pojedynku. Nina prowadziła firmę z milionowymi przychodami, a Sylvia, jak wynikało z małego, złośliwego śledztwa, które Nina przeprowadziła w socjalach, zniknęła w szarej codzienności, wypełnionej pracą na korpo etacie, wrzeszczącymi dzieciakami i niezbyt inteligentnym mężem, który potem i tak ją zostawił dla młodszej kobiety. Nina początkowo miała zamiar zmienić to imię na inne, bez skojarzeń, ale po kilku tygodniach, kiedy PAI witała ją niezmiennie służalczym, zawsze pełnym energii głosem, tak się przyzwyczaiła, że je pozostawiła.

– Witaj, Nino. Czego ode mnie oczekujesz? – odezwała się PAI cichym, miękkim głosem. Najdroższym w ofercie, ale było warto. – Chciałabyś przeczytać wiadomości, jakie spłynęły po twoim live?

– Streść mi je.

– Matt z marketingu pochwalił cię za dobrą robotę. Mówi, że, cytuję, „twoje trzepotanie rzęsami do Billy'ego ma szansę pójść w viral, fanki już zaczynają spekulować w komentarzach, czy coś was nie łączy". Matt uważa, że ty i Billy stanowiliście idealny duet do nagrania reklamowego, on sam nigdy nie wypadłby z nim równie dobrze. Matt zadzwoni do ciebie jutro. Spłynęło kilka gratulacji w neutralnym tonie od Grega, Dylana, Olivii i innych. Nie musisz na nie odpisywać.

– Zamów mi transport do domu.

– Oczywiście – potwierdziła Sylvia. Minęło kilkanaście sekund, kiedy zapewne porównywała dane lokalizacyjne z kalendarzem, składała zamówienie w aplikacji z przewozami. – Taksówka będzie za 6 minut i 20 sekund. Możesz powoli kierować się na parking przed hotelem.

Nina wrzuciła elektryka i telefon do torebki, a potem odwróciła się od panoramy, która powoli rozjarzała się latarniami, kwadratami oświetlonych ledami okien i neonami uruchamianymi czujnikami zmierzchu.

Krzyknęła zduszonym głosem i odruchowo chciała zrobić krok w tył, ale natrafiła jedynie na nieustępliwe szkło barierki.

Zaledwie dwie albo trzy stopy przed nią stał mężczyzna. Musiał podejść do niej cicho, kiedy paliła i rozmyślała nad słowami Billy'ego Millera, a potem czekał, aż się odwróci. Wytrąciło ją to z równowagi, ale kątem oka zauważyła, że na tarasie byli też inni ludzie – najwyraźniej goście hotelowi po prostu na nowo zaczęli z niego korzystać po zakończeniu live’a.

Przełknęła ślinę i odchrząknęła, by dodać sobie odwagi.

– Proszę się odsunąć ode mnie, narusza pan moją przestrzeń.

Mężczyzna był wysoki i dość barczysty, łysina błyskała w miękkim świetle lamp, które włączyły się na tarasie. Mógł mieć jakieś dwadzieścia kilka lat i musiał spędzać na siłowni bardzo wiele czasu. Nina nie mogła się oprzeć wrażeniu, że skądś go zna.

– Przyszedłem porozmawiać – wycedził mężczyzna i poruszył barkami. – Nazywam się Dan Hofstrader. Na pewno mnie pani zna.

Nina skrzywiła się. O ile twarz mężczyzny mogła być jej tylko w przybliżeniu znajoma, o tyle jego imię i nazwisko było doskonale znane. Dosłownie dwa dni temu dział prawny przyniósł jej na rękę pismo, które przyszło na adres Your Book Now. Był to miks pogróżek, błagań i przedsądowych bzdur nie do obronienia. Nina machnęła wtedy na to ręką, kiedy Gabi, jej zaprawiona w bojach prawniczka, zapewniła ją, że nie mają się czym martwić i kazała podchodzić do sprawy Hofstradera, jak do każdej innej.

Teraz jednak miała go przed sobą i nie wyglądało to dobrze.

– Nie mamy o czym rozmawiać, panie Hofstrader. Jedyny kontakt, jaki możemy mieć, powinien odbywać się przez prawników, o ile na jakiegoś pana stać – rzuciła Nina i zrobiła krok w bok, chcąc ominąć mężczyznę. Ten jednak wysunął rękę i zagrodził jej drogę. Nina spojrzała na jego wyciągnięte ramię i uniosła brew, chociaż w gardle jej zaschło.

– To napaść?

– Chcę porozmawiać – powtórzył z naciskiem, ale nie opuścił ramienia.

Nina skrzywiła się.

– Nie rozumiem, o co panu chodzi. Mój dział prawny…

– Oszukaliście mnie. Obiecywaliście, że będę sławny. Że moje książki będą stać na półkach bestsellerów. A potem, gdy tylko nakarmiłem wasze PAI, porzuciliście mnie.

Nina ponownie oparła się o barierkę plecami. Hofstrader ją przerażał. Nie pasował jej do marzycielskich, miękkich literatów, z którymi najczęściej podpisywało umowy Your Book Now. Wyglądał raczej jak agresywny ochroniarz w jakimś podrzędnym klubie.

– Nikogo nie oszukaliśmy. – Nina siliła się na spokój, chociaż miała poczucie, że sytuacja wymyka się spod kontroli. – Podpisaliśmy standardową umowę, a umowa ta obejmowała dokładnie to, co każdego innego naszego autora. Wytrenowanie pisarskiego PAI, które będzie pisać wraz z autorem książki w trybie book on demand, czyli w wariantach na życzenie czytelnika. Pana książki nie miały wzięcia, więc przestaliśmy współpracować. Co w tym złego?

– To w tym złego, że moje PAI zostało u was! – warknął mężczyzna, wykrzywiając przy tym nieprzyjemnie usta.

– Takie są zapisy umowy. – Nina założyła ręce przed sobą, aby chociaż psychicznie zwiększyć pomiędzy nimi dystans.

Hofstrader prychnął i pochylił się w jej stronę. Położył umięśnione ramiona na rancie barierki, przez co Nina znalazła się w pułapce. Uśmiechał się krzywo, a w jego oczach widziała czystą wściekłość. Nina poczuła dziwny ucisk w klatce piersiowej, a jej puls przyspieszył. Może i byli w miejscu publicznym, ale gdyby miał nóż… Zresztą, tymi wielkimi łapami mógłby jej zrobić krzywdę i bez noża.

– – PAI zostało u was i ciągle customizuje moje powieści. I z tego, co się dowiedziałem, po waszej najnowszej zmianie będzie pisać wszystko to, o co ktokolwiek je poprosi. Moim stylem, moim językiem. A ja… po co mam cokolwiek napisać sam, skoro gdzieś tam jest PAI, które może stworzyć w tym czasie i setkę powieści? Których nie można będzie odróżnić od tej, napisanej naprawdę przeze mnie?

Nina zadrżała, kiedy zrozumiała, że Hofstrader najwyraźniej dowiedział się jeszcze przed live’m, że planują opcję premium.

– Można zmienić styl. – Próbowała się bronić. 

– A wy napiszecie prompt "Zmień styl autora, bazując na jego doświadczeniach i rozczarowaniu"?

Nina zacisnęła usta. Mogliby to zrobić, w końcu poza typowym LLM wytrenowali PAI autorów ich portretem psychologicznym, dzięki autorskiemu rozszerzeniu napisanemu przez jej niezastąpioną Laurę z Departamentu Sztucznej Inteligencji.

– Podobno moje powieści się nie sprzedawały. Oddajcie mi więc PAI.

– To nie jest możliwe – powiedziała Nina, zanim zdążyła ugryźć się w język.

Nie powinna w ogóle rozmawiać z tym osiłkiem. Powinna potakiwać i uciec jak najszybciej, a potem zadzwonić do Gabi, żeby pomogła jej zgłosić zawiadomienie na tego typka. Takich nieudaczników jak Hofstrader powinno się izolować, najlepiej w jakimś brudnym areszcie, gdzie mogliby sobie do woli rozmyślać o tym, że pewnych osób się po prostu nie rusza.

– Słuchaj, ty głupia dziwko – wycedził Hofstrader, a potem pochylił się w jej stronę tak, że jego usta znalazły się przy uchu Niny. Ciepły oddech owionął jej szyję i poczuła mdłości. – Ja tylko chcę odzyskać moją własność. Żadnych pieniędzy, żadnego zadośćuczynienia. Skasujcie moje PAI. Jako prezeska chyba możesz to zrobić?

Nina nie potrafiła odpowiedzieć. Nie potrafiła się nawet poruszyć. Tkwiła tak, jakby ktoś ją zamroził i modliła się w duchu o to, by Hofstrader jej nie dotknął.

– Zastanów się nad tym. Jedno PAI, chyba nie jest ważniejsze od… – Mężczyzna odsunął się od niej i omiótł ją wzrokiem.

Co miał na myśli? Zdrowia? A może życia? Nina patrzyła na niego bez słowa, zbyt przestraszona, by zareagować.

– Nina, czy wszystko jest w porządku? Taksówka czeka, a ty do niej nie wsiadłaś. Dane pomiarowe z twojego zegarka są anormalne. Usuń to powiadomienie w ciągu 15 sekund, w przeciwnym wypadku skontaktuję się z pracownikiem hotelowym, aby sprawdził, co się z tobą dzieje i zadzwonię na numer alarmowy. – Uprzejmy i profesjonalny głos Sylvii otrzeźwił nieco Ninę i najwyraźniej Hofstradera, bo ten uśmiechnął się paskudnie i gwałtownie odsunął się od niej.

– Dzięki za rozmowę. Przemyśl to.

Zanim Nina zdążyła choćby głębiej odetchnąć, Hofstrader ruszył w stronę ściany budynku i zniknął pomiędzy ogromnymi jukami w donicach. Dopiero po chwili Nina zdała sobie sprawę z tego, że musiało być tam jakieś przejście dla pracowników, którego do tej pory nie zauważyła.

– Proszę pani, wszystko w porządku? – rozległ się donośny głos recepcjonisty hotelu, który zaniepokojony wyszedł z lobby i kierował się w jej stronę. – Pani PAI zasugerowała, że ma pani jakieś kłopoty…

Nina musiała wypić szklankę zimnej wody i setkę Macallana, zanim zeszła na postój taksówek, gdzie czekała już na nią podwózka do domu. Zbyła natarczywe przeprosiny pracownika hotelu machnięciem ręki, a kiedy wciąż rozdygotana znalazła się w taksówce, zadzwoniła do Gabi z działu prawnego. 

 

3. Laleczka

 

Nina już dawno nie miała takiego kaca i przeklinała każdy kieliszek wina, jaki wczoraj wypiła. Na wyspie kuchennej stały dwie opróżnione butelki prosecco i pusta półlitrówka po limoncello. Jak przez mgłę pamiętała robienie ostatnich drinków. Eleganckie kieliszki, z których piła prawie duszkiem. Elegancka, kremowa kanapa, na której siedziała. I zupełnie nieeleganckie przekleństwa, które rzucała w stronę Billy'ego Millera, wyświetlonego na ekranie telewizora.

Musiała jednak przyznać, że live wyszedł wspaniale – Matt wysyłał przez cały wieczór podekscytowane wiadomości, które Sylvia w pewnym momencie wyciszyła. Ruch na Your Book Now poszybował do góry, niektóre fragmenty nagrania naprawdę miały szansę iść w viral, a Nina wyglądała na live’ie rewelacyjnie.

Gdyby tylko Hofstrader nie zniszczył wszystkiego… Nina w pewnym momencie wieczoru nie wiedziała, czy wyzywa Billy'ego, czy może jednak tego wielkiego gnoja, który ją tak nastraszył.

Z początku chciała zgłosić wszystko na policję, ale Gabi wylała na nią kubeł zimnej wody – roztoczyła wizję wielogodzinnych zeznań i zasugerowała, że lepiej, jeśli w tym momencie zajmą się tym sami. Nina nie chciała wiedzieć, co jej prawniczka miała na myśli, ale podejrzewała, że Gabrielle nastraszy Hofstradera przynajmniej tak mocno, jak on ją. Gabi była inteligentna i bezwzględna, jak bohaterka prawniczego serialu, znała się z przeróżnymi ludźmi, od podrzędnych bandziorów do prokuratury, więc Nina odpuściła.

Co nie znaczy, że nie zamknęła na noc dokładnie wszystkich zamków w drzwiach apartamentu i nie uruchomiła z pomocą PAI dodatkowego alarmu. 

– Nino, wybacz, że przeszkadzam. – Głos Sylvii wydobył się z telefonu leżącego na blacie wyspy kuchennej, kiedy Nina zastanawiała się, czy da radę wytrzymać wzbierającą w niej falę mdłości. – Dostałaś wiadomość, która w mojej ocenie jest pilna. Chcesz ją zignorować czy zapoznać się z nią?

– Dawaj streszczenie – wyrzuciła z siebie, a potem wstrzymała oddech, chcąc uspokoić podchodzący do gardła żołądek.

Nie wymiotowała z powodu alkoholu od jakichś sześciu lat, czyli pamiętnego, a właściwie niepamiętnego, wyjazdu do Grecji na wieczór panieński Laury – nie zamierzała dzisiaj przerywać tej dobrej passy.

– Donna von Stein nie żyje, co powoduje znaczące komplikacje. Jej umowa obejmowała, w przypadku śmierci, klauzulę powrotu praw autorskich do PAI na rzecz jej legalnego spadkobiercy. Gabrielle przygotowała już wstępny plan działania, który…

Nina nie usłyszała reszty słów swojej PAI – nie była w stanie dłużej hamować wymiotów i pobiegła do toalety. Kiedy fala torsji minęła, oparła się o zimną, wykafelkowaną ścianę i zastanawiała się z nieco wisielczym humorem, czy ten tydzień mógłby być jeszcze gorszy? Najpierw miała na głowie tyle spraw związanych z launchem, potem ta Komisja Europejska, a na koniec napastował ją Hofstrader. Wydawało się, że wisienką na torcie był ten gigantyczny kac, ale nie – teraz dowiadywała się, że może stracić najbardziej dochodowe PAI z portfolio.

Donna von Stein tworzyła zabawne, wzruszające romanse z dobrymi, pomysłowymi scenami pornograficznymi, które uznawano za wzór idealnych "smutty scen". Jej kanon original rozchwytywano, a czytelniczki uwielbiały customowe historie z sobą w roli głównej. PAI Donny von Stein było także najlepiej wyszkolone przez Laurę do wersji premium, czyli tworzenia na życzenie nowych książek w stylu autorki.

Jak to możliwe, że Gabi tak to spieprzyła? Prawniczka nie powinna dopuścić do jakiejkolwiek luki. Nie mogli stracić tego PAI.

– Połącz z Gabrielle – rzuciła zachrypniętym głosem do Sylvii. Podniosła się do umywalki i obmyła twarz pod lodowatą wodą. Czuła, jak dygocze i nie była pewna, czy to kac, czy czysta wściekłość.

– Nina, skarbie! Nie denerwuj się, mam wszystko pod kontrolą. – Z łazienkowych głośników zintegrowanych z PAI poniósł się spokojny głos Gabi, ale Nina nie dała się zbyć.

– Tak, jak pod kontrolą miałaś sprawę z Hofstraderem? Mieliście go usadzić umowami, tymczasem on łaził za mną i mi groził!

– Nina, bardzo mi przykro…

– Jak mogłaś do tego dopuścić! – wysyczała z pretensją Nina, ale Gabi nie wytrąciło to z równowagi.

– To się więcej nie powtórzy, możesz uznać sprawę za załatwioną – rzuciła krótko, jakby to miało zakończyć rozmowę, co tylko wzmogło wściekłość Niny.

– Takie obietnice…

– Nie rozumiesz, Nina – przerwała Gabi. – Hofstrader podpisał wczoraj porozumienie. Moi ludzie z nim rozmawiali niedługo po tym, jak do mnie zadzwoniłaś. Zarzekał się, że nic ci nie zrobił, ale jak go postraszyliśmy, że mamy nagrania z kamer hotelowych i wszystko trafi na policję, to zmiękł. Jego PAI zostało z nami, ale nie będzie trenowane do wersji premium. Nie będzie cię więcej niepokoił, a jeśli pojawi się w promieniu kilkuset jardów, zapłaci. Tak dużo, że straciłby dom rodzinny.

– To… dobrze – powiedziała Nina, nieco zdezorientowana. Hofstrader nie wyglądał na faceta, którego łatwo zastraszyć, ale może kwestią było, kto stał naprzeciwko niego i czym mu groził? Najwyraźniej Gabi miała o wiele większe pole do nacisku, niż Nina.

– Tak samo dobrze będzie ze sprawą Donny von Stein. Miała wylew, wyobrażasz sobie?

Nina sobie nie wyobrażała.

– Mam gdzieś, co się z nią stało – wycedziła, odzyskując rezon.

Gabi może i rozwiązała w końcu sprawę Hofstradera, bo zareagowała szybko na wczorajszy, histeryczny telefon Niny, ale prawda była taka, że ta ciągnęła się od dłuższego czasu, a prawniczka niewiele z nią zdziałała. To przez Gabrielle sytuacja eskalowała, a przecież jej zadaniem było chronić Ninę. Czy przez opieszałość sprawę von Stein też miała zawalić?

– Płacę ci, żeby w kontraktach nie było takich dziur. Napraw to, bo poszukam innego biura prawnego.

Na chwilę zapadła cisza, a Nina pomyślała, że może przesadziła. Gabi do czasu sytuacji z Hofstraderem jej nie zawiodła, wręcz przeciwnie, Nina miała ją za jeden ze swoich niezaprzeczalnych atutów. Ale z drugiej strony… Chyba obie powinny przypomnieć sobie, kto tutaj komu płaci. Koleżeńskie relacje, na które ostatnio weszły, nigdy nie popłacały w biznesie.

Tak, to były pomyłki Gabi. Jej bałagan i jej obowiązek, żeby posprzątać.

– Jasne, Nina. Przycisnę jej męża, aby podpisał z nami nową umową na PAI. Uznaj to za ogarnięte.

– Ma nie być drożej, niż jest teraz. I przed launchem na Europę chcę mieć to załatwione. Sylvia, rozłącz rozmowę.

Nina oparła się o umywalkę i spojrzała w swoje zmęczone odbicie. Wyglądała źle – nie zostało w niej nic z flirciarskiej power woman z wczorajszego live'a. Blond włosy obcięte w krótkiego boba były przetłuszczone i poskręcane, pod oczami miała worki, a na brodzie pojawiło się kilka pryszczy – skutek niezmycia dzień wcześniej makijażu.

– Czy wszyscy dookoła mnie muszą być takimi ułomami? – powiedziała, sama do siebie, i jeszcze raz przetarła ręką usta.

Zamarła, kiedy w odpowiedzi usłyszała lodowaty głos Gabi:

– Nie jestem ułomna, Nina. Ogarnę temat von Stein tak samo, jak ogarnęłam wczoraj temat Hofstradera. Nie musisz być obcesowa. Będę cię informować na bieżąco.

Nina ruszyła szybkim krokiem z łazienki, przez salon, do kuchni. Potknęła się o wywijający się ciągle do góry róg dywanu i prawie runęła przed siebie. W ostatniej chwili uchwyciła krawędź blatu wyspy kuchennej i złapała równowagę. Włosy opadły jej na twarz, ale była w stanie dostrzec przez ich kurtynę, jak zdjęcie Gabrielle znika z telefonu – prawniczka się rozłączyła.

– Kurwa!

Nina nigdy nie była chamska czy wulgarna w biznesie, ceniła sobie profesjonalizm. Nawet jeśli miała o kimś złe zdanie, to nie pozwalała sobie, by je okazać. A już na pewno nie była osobą, która wyzywała podwładnych czy współpracowników od ułomów.

PAI musiała nie zidentyfikować jej prośby o rozłączenie. Nina nie pamiętała, gdzie umiejscowiono głośniki zbierające polecenia głosowe z łazienki, ale nie była głupia – skacowany głos, kiepska akustyka i proszę – do kompletu fatalnego poranka, doszedł jeszcze technologiczny pech.

Wciąż zdenerwowana, ruszyła ponownie do łazienki. Długi, gorący prysznic nieco ją ożywił, a kiedy w końcu ubrała się w wygodne szerokie spodnie i ulubione, przyjemne w dotyku body, poczuła się prawie tak, jakby zamiast dwóch butelek wina, wypiła tylko jedną.

– Sylvia, podaj mi rozkład dnia.

Słuchała jednym uchem niezmiennie uprzejmej PAI i mechanicznie robiła lekki makijaż. Kiedy przeciągnęła szminką po ustach, zdołała siebie przekonać, że sytuacja z Gabi miała swoje plusy. Sprowadziła ich relację ponownie do poziomu współpracowniczek, nie koleżanek. Tak będzie lepiej.

– Nino, ostatnia sprawa. Na wycieraczce czeka przesyłka kurierska przyniesiona przez ochroniarza z lobby. Właśnie wysłał powiadomienie do systemu apartamentu. Nie znalazłam zakupów online, których mogłaby dotyczyć ta przesyłka.

Nina skrzywiła się.

– Jak wygląda ta paczka?

– Na monitoringu widać, że wygląda jak mały prezent.

Kiedy Nina szła w stronę wyjścia z apartamentu, czuła dziwny ciężar w żołądku. To nie mogło być nic dobrego.

Przed otworzeniem drzwi spojrzała na obraz z kamer i upewniła się, że przed jej drzwiami nikogo nie ma. Faktycznie, na wycieraczce leżała mała paczka. Nina powoli otworzyła drzwi i odruchowo rozejrzała się dookoła, ale korytarz był pusty. Wyglądał dokładnie tak jak zwykle – przeszklony, jasny, zupełnie bezpieczny.

Paczuszka miała pół stopy wysokości i przypominała trochę kształtem pudełko od happy meala – tyle, że to przed Niną było w różowo czerwone paski, a na szczycie umocowano miętową kokardę. Targana złymi przeczuciami Nina uniosła pudełko i lekko nim potrząsnęła, ale nie wydało żadnego dźwięku.

Przełknęła ślinę i pociągnęła za kokardę. Przez chwilę nie miała pojęcia, na co patrzy, ale potem zrozumiała – wśród zabezpieczającego, ozdobnego papieru leżała głowa. Głowa lalki z blond włosami, obciętymi na krótkiego boba. Ciała zabawki nigdzie nie było. 

 

4. My Safe Mode on

 

Laura nałożyła głowę lalki na palec wskazujący, a potem pomachała nią jak jakąś makabryczną pacynką.

– To najbardziej pojebana rzecz, jaką kiedykolwiek widziałam – powiedziała z przekonaniem.

Nina spoglądała na przyjaciółkę ponuro z drugiej strony swojej nieskazitelnej kanapy.

Ona i Laura nie mogły się wizualnie bardziej różnić. Nina, eteryczna blondynka o jasnej cerze, ubrana w neutralne beże i kremy, a Laura – czarnoskóra, o pełnych kształtach, miała na sobie tak wiele kolorów, że przypominała egzotycznego ptaka. Kiedy pojawiały się gdzieś w duecie i mówiły, że są wspólniczkami i założycielkami Your Book Now, ludzie z góry zakładali, że to Nina jest komputerową specjalistką od AI, a Laura odpowiada za artystyczną i biznesową wizję. Pozory myliły, ale one się tym nie przejmowały. Bo chociaż z zewnątrz tak bardzo się różniły, to Nina wiedziała, że w środku były dokładnie takie same – zdeterminowane i pełne marzeń, których podobno nie można było zrealizować.

– Co na to wszystko Gabi?

Nina wróciła myślami do wizyty na posterunku policji i do krótkiej, intensywnej rozmowy, którą odbyła z prawniczką. Czarująca Gabi wyprosiła na chwilę salę konferencyjną od starego znajomego detektywa, w której mogły się na spokojnie pokłócić.

– Że to nie ma znaczenia. Informacje od AI systemu firmy kurierskiej potwierdziły, że przesyłkę nadano wczoraj rano. Miałam związane ręce, nawet nie mogłam złożyć zawiadomienia, bo w umowie po naszej stronie był zapis, że nie będziemy dochodzić roszczeń za żadne działania aż do chwili podpisania porozumienia.

– Dramat – zamruczała Laura i wrzuciła głowę laleczki z powrotem do pudełka.

– Zastanawiam się nad jej zwolnieniem.

Nina, mówiąc to, konsekwentnie unikała wzroku przyjaciółki, udając, że szuka zagubionego elektronicznego papierosa.

– To nie jest dobry pomysł – skomentowała Laura nieco sztywno. – Poczekajmy z takimi decyzjami do launchu. Zobaczymy, jak sobie poradzi z problemem von Stein.

– Powiedziałam jej, że jest ułomna – wyparowała Nina, a potem zaciągnęła się mentolowym dymem i podniosła wzrok. Laura wybałuszyła na nią oczy, a potem zaczęła się śmiać.

– Nie prosto w twarz! – broniła się Nina, sama nerwowo chichocąc. – Sylvia nie zarejestrowała, że kazałam zakończyć rozmowę. Chyba mikrofon w łazience nie zebrał mojego polecenia. Myślałam, że mówię do siebie!

– Jezu, Nina. Nie dziwne, że teraz nie skacze dookoła ciebie. – Laura pokręciła głową, wciąż rozbawiona. – Daj mi telefon, zrobię twojej PAI kalibrację. Pewnie trzeba na nowo ustawić lokalizację wszystkich odbiorników systemu w apartamencie.

Palcami, uzbrojonymi w długie, czerwone paznokcie, wykonała kilka szybkich ruchów na telefonie Niny, na którego ekranie pojawił się pasek postępu.

– Powinnaś rzucić to dziadostwo – skomentowała, pokazując palcem na elektryka.

– Powinnaś przestać mi zawracać dupę pouczaniem.

Laura nie oponowała, wydęła jedynie pełne wargi jak obrażone dziecko.

– Co zamierzasz teraz robić?

– Siedzieć w domu i unikać Hofstradera.

– Myślałam, że będziesz gdzieś uderzać… albo na kogoś czekać. – Laura spojrzała na Ninę wymownie i potrząsnęła swoim związanym fantazyjną kokardą afro.

– O czym ty mówisz?

– O Billym Millerze! Który najwyraźniej miał cię ochotę bzyknąć.

Nina poczuła, jak coś w żołądku jej się dziwnie przekręca.

– Dobrze wiesz, że nie wszystko, co widzisz na ekranie, to prawda. Po live powiedział, że jesteśmy "jebanymi zabójcami sztuki".

Laura wzruszyła ramionami.

– No i? Połowa świata literatury tak uważa i najchętniej zdelegalizowałaby PAI naszych pisarzy. Druga połowa uważa nas za dzieciaki, które bawią się w piaskownicy, zamiast z dorosłymi przy stole. Są tak skupieni na sobie, że nie zauważają, że prawdziwa impreza przeniosła się gdzieś indziej.

Tym razem to Nina wzruszyła ramionami i zaciągnęła się znowu głęboko elektrykiem. Po Laurze takie komentarze spływały jak po kaczce, bo nigdy nie obchodziła jej literatura – dla niej liczyło się jedynie przekraczanie kolejnych granic technologicznych. Miała prawdziwe szczęście, bo jeszcze w college'u załapała się na pierwszy boom na generatywne AI. Dołączyła do programu współpracy biznesu i uczelni, którego głównym założeniem był wyzysk młodych, ambitnych ludzi, ale jak wszyscy, którzy do niego przystąpili, nie widziała w tym nic złego. Tworzyła pierwsze LLM i uczyła się w trybie indywidualnym. Tymczasem Nina studiowała literaturę – chciała pisać i zarabiać na życie jako autorka. Świat wydawniczy szybko podciął jej skrzydła. Zaczynała się martwić, że z marzeń o sławie i literackich nagrodach nic jej nie zostanie, za to, żeby się utrzymać, będzie musiała nauczać angielskiego jakichś nastoletnich przygłupów w podrzędnym liceum. Zaprezentowanie PAI światu zbiegło się z uzyskaniem przez nie dyplomów. Tamtego dnia świętowały uzyskanie bachelor degree i upijały się – Nina na smutno, Laura na wesoło. Kłóciły się nad kieliszkami tequili, czy PAI to pogrzeb sztuki czy może po prostu nowa forma narzędzia, a potem roztaczały przed sobą coraz bardziej szalone wizje przyszłości. 

Rano obie były skacowane i przekonane, że jeśli wsiądą do pociągu PAI dostatecznie szybko, to będą w stanie nim dojechać do swoich marzeń.

Laura odchrząknęła i znów wyrwała Ninę z zamyślenia.

– Billy może i jest dupkiem, ale jest też całkiem niezły. Może byś do niego napisała pod jakimś marketingowym pretekstem? Nie jestem pewna, czy taką chemię, jak między wami, da się udawać. Może dałoby radę się dookoła niego jednak zakręcić?

Nina pomyślała z zażenowaniem o wczorajszym wieczorze i odpalanym w zapętleniu na telewizorze zapisie live'a. Nawiedziło ją mgliste wspomnienie, jak wygrażała pełnym kieliszkiem ekranowemu Billiemu, rozlewając prosecco na stolik kawowy. Przełknęła ślinę.

– Na razie nie planuję wychodzić z domu.

Miała nadzieję, że jej wymijająca odpowiedź skieruje rozmowę ponownie na problemy, które zdecydowanie bardziej ją martwiły niż to, że nie spała z nikim od roku.

– Jak dla mnie przesadzasz. Sama powiedziałaś, że Hofstrader przesyłkę wysłał przed tym porozumieniem. Ewidentnie chciał cię nastraszyć, tyle, że teraz pewnie robi pod siebie ze strachu. Gabi, wbrew temu, co o niej w tej chwili myślisz, nie z takich kłopotów nas wyciągała. A jeśli naprawdę czujesz się zagrożona, to powinnaś zatrzymać się u mnie.

Nina pomyślała z obrzydzeniem o podmiejskim, kolorowym i przepełnionym ekscentrycznymi drobiazgami domu Laury, a także o jej mężu, Kyle'u, którego szczerze nie cierpiała. Uśmiechnęła się, bo obie wiedziały, że nie przyjmie tej propozycji.

– Może masz rację, pewnie przesadzam. – Machnęła ręką, jakby cała ta sprawa była tylko drobną niedogodnością. – Poza tym miałabyś mnie dosyć, jakbym cały czas siedziała ci na głowie.

– A może właśnie w końcu mogłybyśmy na spokojnie obgadać parę spraw. Mogłabym ci pokazać, co wymyśliłam. To trochę skomplikowane, ale mam pewną nową funkcję PAI, która mogłaby ci się spodobać. Trochę eksperymentowałam z PAI Hofstradera…

– Co?

Nina miała nadzieję, że się przesłyszała, ale mina Laury, która wyglądała tak, jakby ktoś przyłapał ją na gorącym uczynku, była jednoznaczna.

– Z PAI Hofstradera? Laura, czy ty zgłupiałaś?!

– Jezu, nie przesadzaj! – Laura wzruszyła ramionami, jakby to nie było nic wielkiego, ale gdy zobaczyła minę Niny, obrała inną taktykę: – Robiłam to wcześniej, zanim się dowiedziałam o tym porozumieniu i tych groźbach. Pasował mi do koncepcji!

Nina nie dała się zbyć. W jednej chwili poczuła, jak całe zdenerwowanie, które nosiła w sobie od wczoraj, wybucha niczym supernowa.

– Nie chcę o niczym słyszeć, do cholery! Żadnego eksperymentowania, żadnych nowych funkcji! – krzyknęła i podniosła się z kanapy. Pierś falowała w spazmatycznych oddechach, a dłonie drżały w niekontrolowany sposób. – O Boże, Laura! Czy ty zdajesz sobie sprawę z tego, że za kilka dni mamy launch na nowy rynek? Że Hofstrader groził mi i wysłał jakąś pierdoloną głowę lalki, jak w jakimś horrorze? Nasze główne PAI jest zagrożone, Gabi daje ciała, a ty mi wyskakujesz z jakimiś eksperymentami!

Nina dyszała ciężko, sama nie rozumiejąc, czy kieruje nią złość na przyjaciółkę, czy strach, a może po prostu mieszanka tych obu, doprawiona kacem i przemęczeniem. Laura przyglądała jej się chwilę uważnie, najpierw poirytowana, ale potem wyraz twarzy jej zdecydowanie złagodniał. Wstała i złapała mocno Ninę za ramiona.

– Hej, przepraszam. – Przyjaciółka potrząsnęła Niną lekko, jakby chciała zrzucić z niej cały ciężar, a potem złapała delikatnie za dłonie. Miała ciepłe ręce i dopiero kiedy Nina ich dotknęła, zdała sobie sprawę z tego, jak lodowate były jej własne. – Nic nie zrobię bez twojej wiedzy. Zapomnijmy o tym. Pogadamy, jak wszystko się nieco uspokoi, ok?,

Laura wyglądała na skruszoną i w pełni opanowaną. Jej spokój był jak mur, o który rozbijało się zdenerwowanie Niny. Ta trwała chwilę nieruchomo, niezdecydowana, ale po wybuchu czuła się pusta i zmęczona. Dotyk przyjaciółki był natarczywie uspokajający, jakby dłońmi przekazywała jej nie tylko ciepło, ale xanax. W końcu Nina, trochę uspokojona, kiwnęła powoli głową na znak, że przyjmuje przeprosiny. Laura zamknęła ją w pocieszającym uścisku.

– Wszystko będzie dobrze, wariatko. – Poklepała Ninę delikatnie po plecach, po czym bez ostrzeżenia przycisnęła mocno, jakby chciała ją zgnieść.

– Odwal się! Chcesz mnie udusić, czy co? – wydyszała Nina, z trudnością wyswobadzając się z ramion Laury, która zaśmiała się pod nosem.

– Tylko czasem – mruknęłą, po czym odwróciła się i skierowała do wyjścia z apartamentu.

Kiedy drzwi się za nią zamknęły, Nina opadła jak kłoda na kanapę. Laura ją trochę udobruchała, ale wciąż czuła się nieswojo. Sięgnęła po telefon i zaakceptowała zaktualizowaną listę urządzeń zintegrowanych z PAI i jej systemem apartamentu. Przez chwilę obracała w dłoniach smukły, najnowszy model Iphone'a i w końcu wybudziła PAI.

– Sylvia, czy masz jakieś opcje, które mogłabym włączyć, aby poczuć się trochę bezpieczniej? – zapytała Nina, trochę wstydząc się sama przed sobą budzącej się w niej paranoi.

Symbol przetwarzającego polecenie PAI rozświetlił się na ekranie i migał przez kilka sekund.

– Mogę włączyć dodatkowy, specjalny tryb My Safe Mode. Musisz wyrazić zgodę na poszerzenie moich uprawnień, głównie na dołączenie nowych podsystemów z twoimi personalnymi informacjami oraz wykupienie dostępu do jawnych danych służb publicznych. Dzięki temu asystent My Safe Mode będzie mógł wykonywać dodatkowe analizy, których celem jest zapewnienie tobie zdrowia i bezpieczeństwa. Będą one dodatkowo płatne, jednak z moich ustaleń wynika, że będziesz je mogła wpisać w koszty firmowe. Czy chcesz przeczytać politykę prywatności i warunki licencji? Umowa mówi o…

– Wyrażam zgodę, po prostu to włącz – powiedziała Nina pod wpływem impulsu i odrzuciła telefon.

Nie miała pojęcia, jakie nowe podsystemy miałaby podłączyć do PAI, skoro i tak Sylvia wiedziała o niej wszystko – prowadziła jej finanse, kalendarz, dbała o kontakty z ludźmi, podrzucała interesujące wiadomości i chroniła przed informacyjnym szumem. Załatwiała wszystkie ważne i mniej ważne sprawy, do których Nina nie miała głowy, jak serwisanci, zakupy online czy pilnowanie wizyt u ginekologa. Nina korzystała z dobrodziejstw PAI w pełni i śmiała się, że teraz, za odpowiednią cenę, każdy może kupić sobie ogarniętą żonę z lat 90'.

Nie miała złudzeń – jeśli cokolwiek można było w jej sytuacji przewidzieć, przed czymś ją uchronić, to jedynie PAI miała możliwości, by tego dokonać.

Zresztą, czy ktokolwiek kiedykolwiek czytał te wszystkie polityki prywatności i warunki? 

 

5. Czy chcesz…?

 

W niedzielę Nina, znudzona i przytłoczona wegetowaniem w apartamencie, postanowiła zaryzykować i jednak wyjść na zewnątrz.

I właściwie od razu tego pożałowała.

Powód nie był wielki – zupełny drobiazg, niezwiązany z jej problemami z Hofstraderem. Ale gdy tylko zjechała na podziemny parking apartamentowca, a PAI połączyło się z systemem jej elektrycznego Volvo, Sylvia poinformowała ją, że ulubiona siłownia Niny urządza dzisiaj event dla trenerów i trenerek personalnych. Nina skrzywiła się na tę wiadomość – liczyła na pełny spokój, kilka kilometrów na bieżni ze słuchawkami na uszach, a potem saunę, gdzie mogłaby, nie niepokojona przez nikogo, pooddychać nieprzyzwoicie gorącym powietrzem i wygrzać swoje znużone stresem ciało. Na pewno instagramowy event nie był tym, czego szukała.

Ale siedziała już w samochodzie, ubrana w strój do ćwiczeń, a w bidonie chlupotał jej napój izotoniczny, a auto było naładowane na full.

Zaklęła więc i wyjechała z parkingu na słoneczne ulice San Francisco, do innej siłowni, wybranej przez Sylvię. Nina miała nadzieję, że ta zmiana nie wywoła w niej jeszcze większej irytacji. Na szczęście miejsce wybrane przez PAI okazało się strzałem w dziesiątkę: siłownia z bogatym zapleczem do saunowania była nowoczesna, doświetlona ogromnymi oknami na dwie kondygnacje i pustawa. Pustawa w sposób, który sugerował… nie zaniedbanie czy brak popularności, a raczej luksus i bardzo wysokie opłaty za wstęp. Nina pomyślała, że z jej konta zapewne zniknęło kilkadziesiąt dodatkowych dolarów, ale nie miała tego Sylvii za złe. A kiedy, po treningu, poszła na seans do wyłożonej egzotycznym drewnem sauny, zaczęła się zastanawiać, czy może nie powinna przenieść się tutaj na stałe.

Właśnie wychodziła na niewielki korytarz wyłożony drewnianą boazerią, oświetlony miękkim światłem, co bardziej pasowało do ekskluzywnego spa niż siłowni, kiedy usłyszała:

– O! Cześć.

Podniosła wzrok i zaskoczona złapała za biały, puchaty ręcznik, w który była owinięta, aby na pewno nie sprawił jej żadnej niespodzianki.

Przed nią stał nie kto inny, jak Billy Miller.

Nie miał na sobie wiele – jedynie japonki i ręcznik zamotany wokół szczupłych bioder. Nina w końcu mogła się przekonać, że jego tatuaż ze smokiem, pociągnięty był przez środek wytrenowanego brzucha aż do lewego biodra. Billy zdjął nieodłączną czapkę, przez co wypuszczone na wolność ciemne loczki odstawały mu od głowy na wszystkie strony. Nie miał też tych swoich charakterystycznych okularów, za którymi krył intensywnie niebieskie oczy, tak teraz dobrze widoczne.

Szlag, wyglądał rewelacyjnie.

Nina na chwilę zupełnie straciła rezon, a Billy chyba to zauważył, bo uśmiechnął się jedynie i czekał. Jakby doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że zaniemówiła z jego powodu.

– Cześć. Co za spotkanie – wydusiła z siebie w końcu.

– Nigdy cię tu nie widziałem, a często tu wpadam. Pierwszy raz?

– Winna – Nina podniosła przedramię, jakby zgłaszała się do odpowiedzi, po czym sama poczuła się zażenowana tym gestem.

Billy Miller ją zaskoczył, rozproszył prawie nagim, zaskakująco wysportowanym ciałem i najwyraźniej napawał się wpływem, jaki na nią miał. Musiała wziąć się w garść – chociaż nie była to żadna rozgrywka, nie chciała wyjść z tego spotkania przegrana. Ostatnim razem Billy jej dopiekł i to mocno – nie mogła o tym zapomnieć.

– Dobrze cię było zobaczyć – powiedziała chłodno, biorąc się w garść i wzruszając ramionami.

Zrobiła krok, żeby wyminąć mężczyznę, ale ten, podobnie jak w piątek Hofstrader, wyciągnął rękę i zablokował jej przejście. Nina automatycznie spięła się na wspomnienie sytuacji na tarasie hotelu Las Salonas, co chyba było widoczne, bo Billy szybko cofnął ramię i podniósł ręce do góry w obronnym geście. Nina odetchnęła, bo dotarło do niej – Billy nie był Hofstraderem, a oni nie byli na tarasie hotelu, tylko w zamkniętej dla postronnych, ekskluzywnej siłowni.

– Hej, chciałem cię tylko przeprosić, skoro nadarzyła się okazja. – Pojednawczy, zaskakująco przyjemny głos Billy'ego, był dla Niny zaskoczeniem. Ponownie wzruszyła ramionami. – A wiesz, że skorzystałem sobie z tego konta premium na Your Book Now? Najpierw z ciekawości, a potem zupełnie przepadłem. – Miller zaśmiał się, a Nina podniosła z zaskoczenia do góry brwi.

– Nie przeszkadzało ci w zabawie, że jesteśmy jebanymi zabójcami literatury? – Jej głos nie mógł być bardziej sarkastyczny.

– Nie. Nie jestem pewien, czy to doświadczenie można w ogóle stawiać na równi z tradycyjnym czytaniem. To jak porównywać oglądanie filmu i reżyserowanie go – powiedział Billy, po czym uśmiechnął się szczerze.

Nina otworzyła usta ze zdziwienia. Kim był ten człowiek, który przed nią stał i co zrobił z tym wyrafinowanym influencerem, z którym rozmawiała w piątek? Wtedy najpierw udawał na live zainteresowanie nią, za co całe Your Book Now było mu wdzięczne, a za co Nina miała ochotę walnąć mu w twarz. Potem ledwo ją zauważył, a na koniec obraził. Teraz… był miły? Nie wiedziała, jak na to zareagować.

– Tak, takie porównanie miałam w głowie, kiedy tworzyłam wizję naszego produktu – powiedziała Nina i przestąpiła z nogi na nogę.

Przypomniała sobie słowa Laury, która sugerowała, by po prostu umówiła się z Billym, ale Nina nie potrafiła tego głosu posłuchać.

– Słuchaj, muszę już iść. Miłego saunowania – rzuciła w końcu, przez co na chwilę, na twarzy Billy'ego, pojawił się nieokreślony wyraz, może złości, a może zaskoczenia. – Dzięki za przeprosiny, doceniam je. I super, że spodobało ci się Your Book Now, byłam pewna, że tak będzie.

Całe popołudnie, w przerwach od pracy, od której nie mogła, ze względu na launch, uciec nawet w niedzielę, myślała nad przypadkowym spotkaniem na siłowni. Zmiana nastawienia Billy'ego była dla niej zbyt dziwna, by mogła ją złożyć na karb… zainteresowania? Obracała w głowie potencjalne przyczyny jego zachowania, w końcu znużona poprosiła Sylvię o dodatkowe dane z jego kanału. Bez większego zaskoczenia odkryła, że zasięgi Billy'ego po ich live znacząco wzrosły, a fanki Millera i Your Book Now rozpędziły kulę śniegową pod virale.

– Pieprzony dupek – powiedziała pod nosem Nina, otwierając kolejną butelkę wina, którą kupiła po drodze do domu.

Billy zachowywał się w sposób bardziej wyrachowany, niż mogła przypuszczać. Nie był ślepy, na pewno widział, co działo się z jego zasięgami po piątkowym live’ie. Co mu szkodziło zmienić taktykę i spróbować pociągnąć narrację o współpracy, skoro i tak Nina się przypadkowo na niego napatoczyła? Wyświetlenia przekładały się na obserwatorów, ci na reklamodawców, a ci na wejściówki do ekskluzywnych siłowni. Tylko głupiec nie skorzystałby z tej szansy.

Jednak bez względu na to, jak przyjemnie byłoby przejechać palcem od pyska do samiutkiego ogona tamtego wytatuowanego smoka, Nina nie była tak zdesperowana, by dać się wykorzystać. Znów zaklęła pod nosem, a potem pokręciła głową. Czuła, jak upokorzenie pali ją w gardło, więc wypiła kilka łyków wina prosto z butelki.

– Nino, chcesz umrzeć?

Butelka wysunęła się jej z ręki, spadła na kamienny blat wyspy, ale nie rozbiła się na nim. Dopiero kiedy z blatu runęła na kafelki i gruchnęła o podłogę, we wszystkie strony poleciało szkło i rozbryzgane wino. Nina zamarła, a serce waliło jej jak szalone. Rozejrzała się w panice dookoła, ale nikogo poza nią w mieszkaniu nie było. Mimo to, tamten męski głos był tak wyraźny!

– Pytałem, Nino, czy chcesz umrzeć?

Nie potrafiła zlokalizować, skąd dochodził. Miała wrażenie, jakby był wszędzie. Rzuciła się kierunku telefonu, następując na kawałek szkła, który boleśnie wbił się jej w nagą stopę. Zignorowała ból i zacisnęła palce na gładkim urządzeniu, by zobaczyć, że na ekranie uruchomiona jest ikonka aktywnej, przetwarzającej dane PAI.

– Co do kurwy? – wysyczała i zamarła, nie do końca wiedząc, co się dzieje. – Sylvia, co to było?

– Jako asystent My Safe Mode podnoszę alarm. – Z telefonu poniósł się dokładnie ten sam męski głos, który tak przeraził Ninę. Ta wpatrywała się tępo w ekran, na którym ikona aktywnej PAI pulsowała delikatnie w rytm słów, które dolatywały ze sprzężonych z PAI głośników apartamentu. – Z moich analiz wynika, że jesteś w złej kondycji psychicznej. Pomimo wysiłku fizycznego, zakupiłaś napoje alkoholowe, a z twoich ust padły wyzwiska. Do tego odczyty z zegarka wskazują na zdenerwowanie, zaburzenia snu i nadmierne spożycie alkoholu. Historyczne odczyty wskazują systematycznie pogarszające się samopoczucie. Podnoszę alarm w kierunku zagrożeń chorobami psychicznymi takimi jak depresja. Nino, czy chcesz umrzeć? Myśli samobójcze to jedna z oznak silnych problemów. Czy mam znaleźć teleporadę na cito lub umówić cię do terapeuty?

Nina zamarła z otwartymi ustami, oszołomiona. Czuła, jak krew buzuje jej w żyłach i wzięła ostrożny, głębszy oddech, żeby się uspokoić. To tylko głupi asystent, a nie Hofstrader kryjący się za zasłonami, idiotko!

– Sylvia, dlaczego słyszę inny głos niż zwykle?

– Nino, nie zmieniłam głosu. – Sylvia, jak zwykle służalcza, uprzejma, wypowiedziała kilka słów przez głośnik. – Asystent My Safe Mode został zaprojektowany tak, by mieć pierwszeństwo w reagowaniu i pozyskiwaniu twojej uwagi. Głos asystenta dobierany jest na zasadzie kontrastu do głosu głównego PAI, aby powiadomienia z trybu bezpieczeństwa nigdy ci nie umknęły.

Co za idiotyzm! Kto mógł coś takiego wymyślić? Nina prychnęła gwałtownie i przestąpiła z nogi nogę, zapominając o szkle wbitym w stopę. Syknęła z bólu.

– Szlag! – zaklęła pod nosem i wygięła nogę pod dziwnym kątem, trzymając się blatu jak poręczy, żeby wyjąć szklany, ukruszony szczątek z ranki na śródstopiu. Sączyła się z niej cienka strużka krwi, a stopa pulsowała bólem, ale Nina zignorowała to na razie. Zabrała się do sprzątania rozbitej butelki i co chwilę klęła głośno, co pozwalało jej się uspokoić i zapomnieć o fali przerażenia, którą wywołało dziwne pytanie asystenta o nieznanym, męskim głosie.

– Pieprzone PAI!

W końcu usiadła na wysokich hokerze i zapatrzyła się przez chwilę na ranę na śródstopiu, którą popsikała płynem dezynfekującym, po czym zakleiła plastrem.

Emocje powoli opadały i Nina zaczynała czuć się głupio – zapewne informacja o zmianie głosu znajdowała się w szczegółach, które chciała jej zrelacjonować Sylvia, a które ona tak beztrosko pominęła. Z drugiej strony czuła się dziwnie – jakby ktoś naruszył jej przestrzeń osobistą. Tak bardzo przyzwyczaiła się do Sylvii, że traktowała wydawanie jej poleceń czy słuchanie jej głosu jak pewną formę relacji – nie z drugim człowiekiem, ale czymś podobnym, tylko mniej problematycznym. Sylvia nie oceniała, nie wtrącała się, nie dawała rad, tymczasem ten asystent z My Safe Mode był jak jakiś natrętny gość, który przyszedł nieproszony, nabrudził na środku pokoju, a teraz nie chciał wyjść.

– Sylvia, dezaktywuj ten tryb bezpieczeństwa – mruknęła w końcu Nina, a PAI po chwili wyświetliła na ekranie powiadomienie, że zmiany z My Safe Mode zostały wycofane.

Nina odetchnęła z ulgą, chociaż logika podpowiadała jej, że rezygnacja z dodatkowej analityki nie była najmądrzejszym krokiem. 

 

6. Jesteś spóźniona

 

Ciemna noc, zmięta pościel. Sztukateria na suficie. Światła z okien innych budynków, które docierały do jej okna. Ciemność, sen, wybudzenie. Poduszka zbyt twarda, łóżko zbyt miękkie. Sen? Tatuaż Billy'ego Millera, który wił się po jego ciele, kiedy z nim rozmawiała. Jego głos, który kazał jej natychmiast wejść do sauny, bo tylko tam będzie bezpieczna. Przerażenie, kiedy w ciemnym kącie korytarza siłowni zobaczyła Hofstradera. Stał tam i czekał, jakby dając jej czas na ucieczkę, a ona bezskutecznie szarpała za drzwi do sauny, podczas gdy Billy Miller stał obok i nagrywał ją telefonem, przy czym głośno zachęcał ludzi do oglądania live'a

– Nino, jesteś skończona!

Głos PAI wybudził ją z dziwacznego, niespokojnego snu. Przez chwilę nie wiedziała, gdzie jest, ale w końcu dotarło to do niej – gładka, satynowa pościel, teraz zupełnie przepocona, sztukateria na suficie, zaciągnięte w złości, o trzeciej nad ranem, zaciemniające zasłony.

– Nino, jesteś spóźniona! Przespałaś wszystkie alarmy, jakie kazałaś ustawić. Jest to ostatni moment na pobudkę, aby twój dzisiejszy harmonogram mógł być zrealizowany.

Nina jak oparzona wyskoczyła z łóżka. Spojrzała na zegarek i zaklęła pod nosem. O tak, była bardzo spóźniona! W biegu wleciała pod prysznic, w pośpiechu wysuszyła włosy i zarzuciła na siebie lniany garnitur, który w poprzednim tygodniu odebrała z pralni i razem z pozostałymi zestawami ubrań, powiesiła na wieszaku w garderobie. Lubiła ten system – rano przed pracą wybierała z gotowych stylizacji jedną, idealnie wyprasowaną i pachnącą, gotową do założenia. Ceniła sobie brak konieczności podejmowania małych, zbędnych decyzji i teraz, w myślach, gratulowała sobie swojego niecodziennego podejścia, z którego nabijała się tak często Laura. Dzięki niemu zaoszczędziła kilka minut. Nina nie należała do osób, które się spóźniają, nienawidziła tego uczucia, kiedy ktoś musiał na nią czekać i marnować swój czas.

Z sypialni pobiegła przez salon do kuchni i przez pośpiech zahaczyła nogą o wywinięty dywan, przez co prawie się przewróciła. Klnąc pod nosem, przelewała kawę do kubka termicznego – musiała jej wystarczać za śniadanie. W windzie wciąż wciskała przycisk z poziomem "-1", chociaż wiedziała, że było to zupełnie irracjonalne. W końcu wybiegła na słabo oświetlony parking podziemny i stanęła przy Volvo, ale to nie chciało się otworzyć.

– Szlag!

Nina zanurkowała ręką w przepastnej torebce, szukając kluczyków, kiedy nagle przypomniała sobie, że zostawiła je przecież w sportowej torbie, z którą pojechała wczoraj na siłownię. Tymczasem jak na złość, tym razem Sylvia odmawiała uruchomienia auta bezkluczykowo z aplikacji, tłumacząc się brakiem uprawnień. Nina czuła, że zaraz się rozpłacze. Klnąc pod nosem, wróciła się do drzwi do klatki schodowej, ale pomyliła kod zabezpieczający trzy razy i musiała odczekać cztery minuty na restart domofonu. Stukała obcasami o betonową podłogę i szarpała co chwilę bez sensu za klamkę, a jakiś mężczyzna w czapce z daszkiem, stojący przy nudnej, rodzinnej hondzie, przyglądał jej się z drugiego końca parkingu, jakby była najciekawszą rzeczą, którą widział od dłuższego czasu.

W końcu Nina wróciła na parking z kluczykami i burcząc pod nosem kolejne przekleństwa, wyjechała na ulice San Francisco, by zmierzyć się z koszmarnym poniedziałkiem, wypełnionym po brzegi spotkaniami i gaszeniem pożarów.

 

***

 

– Nie chcę o tym słyszeć – warknęła Nina do telefonu, a sprzedawca z 7-eleven spojrzał na nią spod oka.

Nina machnęła ręką na znak, żeby nie reagował, bo nie mówi do niego, tylko prowadzi rozmowę telefoniczną. Pryszczaty chłopak, który wyglądał tak, jakby nie miał jeszcze 16 lat, wrócił do poszukiwania w kartonie elektronicznego papierosa w oliwkowym kolorze – dokładnie takiego, jaki Nina musiała zostawić w swoim mieszkaniu, z powodu porannego pośpiechu.

– Nie chcę o tym słyszeć – powtórzyła ostro i usłyszała, jak Matt po drugiej stronie słuchawki nabiera powietrza. Nie pozwoliła mu dojść do głosu. – Ta sprawa miała być załatwiona przez Gabi. Von Stein ma być nadal obecna w kampanii promocyjnej launchu.

– Ale Nina, dopóki nie mamy zagwarantowanych praw do jej PAI…

– Będziemy mieć! Gabi o to zadba, bo inaczej jej głowa poleci. Jej dopytuj, dlaczego nie wykazała się do tej pory odpowiednimi kompetencjami – praktycznie krzyknęła do telefonu Nina. – Taka jest moja decyzja i przestań ją podważać!

Po drugiej stronie zapadła cisza, ale Matt szybko odnalazł się w nowej sytuacji, w której szefowa nie tylko zaczęła podejmować decyzje, które powinien podejmować on, ale też podnosić na niego głos.

– Jasne, Nina. Zrobię, jak uważasz – powiedział, po czym się rozłączył.

Pryszczaty sprzedawca podniósł w tym momencie do góry triumfalnie rękę, w której Nina dostrzegła pudełko z oliwkowym elektrykiem. Uśmiechnęła się do chłopaka, zapłaciła, a nawet kliknęła w dość duży napiwek na natarczywym ekranie, zamocowanym przed terminalem płatniczym.

Z lekko trzęsącymi się rękami wyszła na zalane słońcem ulice San Francisco i właśnie miała załadować do eleganckiego, smukłego urządzenia ulubiony mentolowy smak, kiedy ktoś wytrącił jej papierosa z ręki. Nina odruchowo wyciągnęła dłoń, żeby złapać urządzenie, ale niestety nie miała zbyt dobrej koordynacji – oliwkowy papieros wypadł na chodnik i odbił się od nierównie położonej betonowej płyty, przez co wyleciał poza krawężnik. Wściekła Nina pochyliła się, żeby go podnieść i dopiero kiedy jej dłoń zacisnęła się na chłodnym aluminium elektryka, rozejrzała się dookoła.

– Hej! – zawołała za facetem w czapce z daszkiem, który oddalał się dość szybko, ale ten się nie odwrócił.

Zirytowana otworzyła usta, żeby zawołać jeszcze raz, ale coś… Coś w jego plecach, szerokich barkach, wysokiej sylwetce, kazało jej tego nie robić. Zamarła zaniepokojona z wyciągniętą ręką, w której ściskała papierosa, a po chwili opuściła ją sztywno wzdłuż ciała. Czy to był Hofstrader? Łaził za nią? A może był to jedynie jakiś przypadkowy, nieuprzejmy facet? W sumie niczym się nie wyróżniał, poza czapką. Nagle w jej głowie pojawiła się nieoczekiwana myśl – pomyślała o mężczyźnie, który przyglądał jej się na podziemnym parkingu apartamentowca.

W dole pleców pojawił się dreszcz, przebiegł jej do góry wzdłuż kręgosłupa aż do karku, a Nina wzdrygnęła się, jakby coś obślizgłego i lodowatego polizało ją po szyi.

Po sekundzie czy dwóch odwróciła się na pięcie i praktycznie pobiegła do biurowca, w którym mieściło się Your Book Now.

 

***

 

– Pani Nino, niestety nie mogę pomóc. – Głos na infolinii był spokojny, ale stanowczy.

Nina potarła palcami oczy, o krok od załamania.

– Czy nie jesteście od tego, żeby mi pomóc? Moja PAI jest chyba wciąż na gwarancji – rzuciła ponownie, chociaż powtarzanie tych samych pytań nie mogło dać przecież innych odpowiedzi.

– Jak już mówiłam, pani PAI nie jest objęte gwarancją. Mimo to OMEGA dokłada wszelkich starań, aby pani komfort i zadowolenie z użytkowania naszych personalnych sztucznych inteligencji było…

– Chcę rozmawiać z człowiekiem – przerwała Nina. Miała dosyć tej rozmowy.

– Jest to oczywiście możliwe, jednak żywy konsultant dostarczy Pani te same informacje, co ja. Mimo to przełączę panią na Premium Customer Service, z czym wiąże się dodatkowa opłata. Kwota będzie doliczona do potwierdzonego logowaniem dwuskładnikowym numeru umowy. Przełączam, proszę o oczekiwanie na konsultanta premium.

Z głośników w apartamencie dobiegł jakiś energiczny, jazzowy standard, a Nina zastanawiała się, czy nie przesadza. Mężczyzna w czapce wytrącił ją jednak z równowagi na tyle, że chorobliwie analizowała każdą minutę tego dnia, od przebudzenia aż do teraz. W tym słowa Sylvii. Rano zupełnie nie zwróciła na nie uwagi, ale teraz, po całym popołudniu i wieczorze roztrząsania wydarzeń, była pewna, że PAI się przejęzyczyła i to w fatalny, niepokojący sposób. Dodatkowo nie współpracowała przy otworzeniu Volvo, chociaż już wcześniej zdarzało się Ninie odpalić samochód zdalnie. Nie były to wielkie rzeczy, ale…

Nina się bała. I nie mogła tego tak zostawić.

Kiedy w głośnikach odezwał się kolejny głos, Nina od razu rozpoznała człowieka – konsultantka ewidentnie była zmęczona, a jej ton był zdecydowanie mniej uprzejmy. Niezrażona Nina opowiedziała wszystko jeszcze raz – ale otrzymała dokładnie taką samą odpowiedź. Żywa czy sztuczna inteligencja – każda kazała jej spadać na drzewo.

– Pani Nino, nie jestem w stanie powiedzieć, co się stało. Pani umowa na PAI nie jest umową konsumencką, tylko umową B2B, a stroną jest Your Book Now. Jest to specjalna umowa badawczo rozwojowa, która daje pani firmie możliwości prowadzenia badań i wprowadzania modyfikacji, w związku z czym pani PAI nie obowiązują zapisy standardowej gwarancji ani opieki serwisowej. Nie wiem dlaczego Sylvia zachowuje się w ten sposób i popełnia błędy, nie mam dostępu do szczegółowych logów, są one zarezerwowane dla Your Book Now. Jednak na pewno nie jest to nasza wina.

– Czyli nikt od was mi nie pomoże?

– Jeszcze raz wytłumaczę…

Nina pokręciła z niedowierzaniem głową. Strumień słów, wypowiadany przez konsultantkę korporacji OMEGA, której produktem była Sylvia, przelatywał jej przez głowę i nie zostawiał po sobie żadnego śladu. Równie dobrze mogła dyskutować z botem jak wcześniej. Nalała sobie wina do kieliszka i pomyślała, że ta rozmowa była zupełnie bez sensu. Jej PAI głupiała, ale to nie producent za to najwyraźniej odpowiadał – to dział Laury musiał wprowadzić jakieś niestabilne zmiany.

– …pytania, na które odpowie dział IT pańskiej firmy. Może pani także spróbować skontaktować się z własnym działem prawnym, aby to konkretne PAI przełączyć z umowy B2B na umowę B2C…

No cóż, Nina prędzej wysłałaby Billy’emu Millerowi swoje nagie zdjęcie, niż poprosiła Gabi o pomoc w aktualnej sytuacji.

– …mamy jedynie dostęp do listy wydań softu, jaki został zainstalowany i dat wykonania aktualizacji na wszystkich PAI, jakie mają państwo wykupione, w tym Sylvii.

Nina zmarszczyła czoło i podniosła palec do góry w geście zastanowienia, zupełnie zapominając, że przecież konsultantka nie może tego zobaczyć. Przed oczami mignęły jej dłonie z pomalowanymi na czerwono paznokciami, wyklikujące na jej telefonie kalibrację. Czyżby Laura…? Nie, to niemożliwe.

Ale mimo wszystko musiała zapytać.

– Od jak dawna moja PAI jest modyfikowana przez Your Book Now?

Konsultantka na chwilę zamilkła, jakby sprawdzała coś na ekranie swojego komputera, a potem jej zmęczony głos powiedział:

– Od 3 lat i 5 miesięcy.

– A kiedy była ostatnia aktualizacja? – Nina wstrzymała oddech na czas, kiedy konsultantka sprawdzała coś w dokumentacji.

– W tym czasie nastąpiło 116 aktualizacji Sylvii, a ostatni upgrade nastąpił trzy miesiące temu, od tego czasu brak kolejnych aktualizacji.

Nina poczuła rozczarowanie. Liczyła… chyba liczyła na to, że konsultantka powie jej, że Sylvia została zaktualizowana dokładnie wtedy, kiedy Laura była u niej i robiła kalibrację. Teraz czuła się jak idiotka. Jak mogła w ogóle pomyśleć, że to przyjaciółka sabotowała jej PAI? Rozczarowanie usłyszanymi informacjami zostało szybko zastąpione przez wstyd.

– Wersja oprogramowania, którą ma Sylvia, trafiła te trzy miesiące temu na wszystkie PAI z pani firmy – dodała konsultantka. – Od tamtego czasu tylko 16 z 155 sztuk zostało ponownie zaktualizowane.

Ninie zaświtała w głowie kolejna niepokojąca myśl.

– Czy wśród tych 16 jest PAI powiązane z Danem Hofstraderem?

Prawie widziała przed oczami, jak konsultantka kręci głową.

– Niestety nie umiem odpowiedzieć na to pytanie. W przeciwieństwie do Sylvii, do której się mogła pani uwierzytelnić za pomocą face id, nie mam do nich dostępu. Nie widzę nic poza listą aktualizacji z datami oraz numerami seryjnymi.

Zrezygnowana Nina poprosiła o listę zmodyfikowanych PAI i podziękowała za pomoc, chociaż właściwie żadnej nie uzyskała. Ale może jeszcze nie wszystko było stracone, bo zamierzała trochę powęszyć.

Zalogowała się do sieci firmowej za pomocą VPNa. Czuła się jak oszustka, chociaż wiedziała, że przecież nie robi niczego złego. Nie miała zielonego pojęcia, gdzie sprawdzić szczegóły wykupionych od OMEGA firmowych PAI czy zmian wprowadzonych przez Laurę. Nigdy nie interesowały jej techniczne szczegóły, do większości systemów nie miała nawet dostępów. Jednak z pomocą firmowego asystenta głosowego, udało się jej sprawdzić najważniejsze dane. Odkryła, że PAI Hofstradera było modyfikowane jeszcze kilkukrotnie w ciągu tych trzech miesięcy, ale wystarczył rzut oka na ostatnią aktualizację do wersji 504-149/204-6554E sprzed miesiąca, aby zrozumieć, że Laura mówiła prawdę – eksperymentować z PAI Hofstradera musiała wcześniej, kiedy jeszcze nie miała na głowie europejskiego launchu, a facet nie okazał się pojebem. Teraz najwyraźniej ze swoimi ludźmi z Departamentu Sztucznej Inteligencji urabiała się po łokcie – bo 15 pozostałych PAI, w tym Donny von Stein, aktualizowano po kilka razy dziennie.

Chyba powinna przeprosić Laurę.

Tyle, że Nina wciąż nie rozumiała, co działo się z Sylvią.

Wcześniej w głowie Niny pojawił się szalony pomysł, że jej PAI zostało zhakowane. Nigdy nie słyszała, by było to możliwe, ale nie potrafiła wytłumaczyć inaczej ostatnich zachowań Sylvii. Hofstrader nie wyglądał na hakera, ale nie wyglądał też na pisarza, a przecież nim był. Tyle, że taki pomysł zupełnie nie miał potwierdzenia w informacjach, jakie Nina znalazła. Na tyle, na ile rozumiała cały ten techniczny żargon, mogła być pewna, że jej PAI działało na takim samym oprogramowaniu, jak pozostałe 139 sztuk wykupionych przez Your Book Now. Na sofcie, który nie był aktualizowany od trzech miesięcy. Ciężko jej było uwierzyć, że przez cały ten czas, aż do dziś, nie zauważyłaby nic niepokojącego, do tego nikt inny z firmy nie wykryłby żadnych niestabilnych zachowań na swoich PAI.

Musiały to być przypadkowe pomyłki. Fatalne zbiegi okoliczności, które podkręcała w swojej głowie do rangi zagrożenia. Chyba nie było innego wyjaśnienia? Wszystko musiało być w porządku.

Mimo to miała wrażenie, że traci kontrolę nad swoją PAI dokładnie tak samo, jak traciła kontrolę nad całą resztą swojego życia. 

 

7. Facet w czapce

 

Nina wpatrywała się jak zahipnotyzowana w ekran laptopa, na którym wyświetliła profil Dana Hofstradera. Było to podsumowanie jego sylwetki autorskiej, jaki umieścili w zasobach Your Book Now. Utkwiła wzrok w słowie "thriller", które określało główny gatunek tworzonych przez mężczyznę książek. W nawiasie ktoś dopisał „krwawy". Przełknęła ślinę i przejrzała profil do końca. Poza niezbyt wyraźnym zdjęciem, na którym Hofstrader sprawiał wrażenie miłego i normalnego faceta, profil nie wyróżniał się niczym szczególnym. Poza jednym: na samym dole, w miejscu podsumowania, widniał czerwony status „odrzucono". Nina wczytała się w notatkę autorstwa jakiejś osoby z działu marketingu i zadrżała. "Powieści zawierają zbyt wiele przemocy wobec kobiet, które są przedstawiane w bardzo antyfeministyczny sposób. Przekłada się to na ograniczone możliwości sprzedażowe i customizacyjne." No tak, pomyślała Nina. Nikt o zdrowych zmysłach nie będzie customizować ofiary z brutalnej powieści, by bardziej ją przypominać.

Poczuła, że w gardle robi się jej sucho.

Dzisiaj rano nie widziała nikogo podejrzanego na parkingu apartamentowca, ale kiedy wyskoczyła po kawę do pobliskiej kawiarni pomiędzy spotkaniami, miała wrażenie, że przez chwilę, za przeszkloną witryną, mignął jej niepokojęco znajomy mężczyzna w czapce z daszkiem. Stał daleko, nie dostrzegała jego twarzy i nie miała żadnej pewności, że był to Hofstrader. Ale nie mogła się opanować i jak tylko wróciła do biura, odszukała jego dokumenty.

Robiło jej się od nich niedobrze.

Prawie podskoczyła do góry na dźwięk delikatnego pukania.

Przez przeszkloną ścianę, dzięki której widziała jak na dłoni cały open space, dostrzegła prawniczkę. Gabrielle, drobna brunetka, która rekompensowała swój niewielki wzrost szpilkami z tak wysokimi obcasami, że Ninie wydawały się one raczej jakimiś scenicznymi akcesoriami niż prawdziwymi butami, otworzyła drzwi do gabinetu bez czekania na "proszę".

Nina z trudem wzięła się w garść: przyjęła neutralny wyraz twarzy i zminimalizowała stronę z profilem Hofstradera. Ledwo zdążyła to zrobić, kiedy Gabi podeszła do jej biurka szybkim, pewnym siebie krokiem.

– Mamy to! – rzuciła z triumfem w oczach i filmowym uśmiechem, który musiał ją kosztować co najmniej 20 tysięcy dolarów u najlepszego specjalisty od gwiazdorskich licówek.

Nie usiadła w fotelu, który stał przed biurkiem Niny, jedynie położyła na blacie jakiś dokument. Nina sięgnęła po niego powoli. Przed oczami wciąż widziała słowo "krwawy" z profilu Hofstradera, ale zmusiła się, by skupić się na kartce, którą miała przed sobą.

– Udało ci się – wymruczała, przebiegając wzrokiem dokument. Była to umowa na udostępnienie praw autorskich do PAI. Na dole widniał zamaszysty podpis Gabi jako pełnomocniczki Your Book Now, a obok krzywy, pozbawiony uroku podpis niejakiego Artura von Steina. – Mąż?

– Syn. Jemu Donna zapisała prawa autorskie.

Nina odłożyła kartkę na blat i uniosła wzrok na Gabrielle. Ta wciąż się uśmiechała, ale jej oczy pozostały chłodne i Nina w jednej chwili zrozumiała, że czasy, w których mogła liczyć na Gabi także poza pracą, się skończyły.

– Potrzebujesz jeszcze czegoś ode mnie? Hofstrader już ci się nie naprzykrzał, prawda?

Nina przełknęła ślinę i wróciła wzrokiem na ekran, na którym jeszcze przed chwilą wyświetlał się profil autora.

– Chyba nie.

– Chyba? – Idealne brwi Gabi podniosły się do góry, a usta ułożyły w lekki dziubek.

– Wydawało mi się… – Nina zawahała się. Nie miała najmniejszej ochoty pokazywać, że się boi. Że jest słaba. Nie w takim momencie, kiedy najwyraźniej ona i Gabrielle przeszły na zupełnie inny poziom relacji. Z drugiej strony… Nie powinna chyba niczego zatajać? Ile mogła powiedzieć, żeby nie zrobić z siebie panikary? Z wahaniem dokończyła: – Wydawało mi się, że widziałam go na ulicy.

Brwi Gabi podjechały jeszcze wyżej. Gdyby nie była śliczna jak aktorka z kasowych filmów z Hollywood, pewnie wyglądałaby z taką miną jak ryba wyciągnięta z wody.

– Żebym mogła coś z tym zrobić, musisz być pewna. Nie ma miejsca na „chyba" – powiedziała z naciskiem.

Nina wzruszyła ramionami, jakby wcale nie przejmowała się tą sprawą tak bardzo. Jakby nie panikowała, kiedy widziała tego faceta w czapce. Jakby jej PAI nie głupiało. Jakby nie podskakiwała na krześle przy każdym najcichszym dźwięku, bojąc się, że gdzieś zza rogu wyskoczy na nią Hofstrader albo usłyszy dziwne pytanie w stylu "Czy chcesz umrzeć?".

– Pewnie mi się zdawało.

Gabi przyglądała się jej badawczo, ale milczała, a Nina zastanawiała się nad tym, jak bardzo wyważona i formalna była jej reakcja. Jeszcze dwa tygodnie temu, na babskim wyjściu z Laurą, śmiały się ze wstydliwych opowieści z lat młodzieńczych i przerzucały nad cosmopolitanami problemami z randkowaniem. Teraz najwyraźniej prawniczka miała Ninę zupełnie gdzieś.

Co się zmieniło? Przecież Nina nie powiedziała nic aż tak okropnego, prawda? Poza tym była szefową Gabrielle, więc nie musiała za takie rzeczy przepraszać. Albo dziękować za wykonywanie swojej pracy. Gabi powinna zrozumieć, że Nina tkwiła teraz pod ogromną presją. Jeśli nie potrafiła się odciąć od kilku słów krytyki i okazać prawdziwego zainteresowania, najwyraźniej była znacznie bardziej dumna i wyrafinowana, a ich relacja w ostatnim czasie znacznie bardziej formalna, niż wskazywały to pozory.

– Następnym razem, jeśli ci się będzie coś takiego wydawać, podejdź do niego i zrób mu zdjęcie z zapisem lokalizacji. Bez czegoś takiego będę miała związane ręce – powiedziała po chwili ciszy Gabi obojętnym tonem, a potem odwróciła się na pięcie i tak samo jak nie czekała na zaproszenie, tak samo nie czekała na pożegnanie.

To by było na tyle, jeśli chodzi o ich próbę zaprzyjaźnienia się.

 

***

 

Nawet prezeska wynajmująca jedną z prestiżowych lokalizacji biurowych w San Francisco nie mogła palić prawdziwych papierosów w budynku.

Elektryczne, od których Nina była właściwie uzależniona, paliła cały czas, zupełnie nie przejmując się restrykcjami i rozwieszonymi wszędzie eleganckimi powiadomieniami, które zakazywały elektryków.

Trochę pary wodnej, rakotwórczych substancji i intensywnego zapachu – komu mogłoby to przeszkadzać? Tylko, że ta sprawa wymagała staroświeckiego śmierdziucha, których paczkę Nina trzymała w ostatniej szufladzie biurka, tak na wszelki wypadek.Komisja Europejska zaplanowała bowiem posiedzenie dotyczące praw autorskich do dzieł tworzonych przez PAI. Pieprzeni Polacy, a właściwie ta komunistka z lewicowej partii, z tego co zrozumiała Nina – udało się jej się zebrać odpowiednią liczbę podpisów pod wnioskiem o debatę.

Kiedy ta informacja pojawiła się w jej podsumowaniu najważniejszych wiadomości dnia, Ninę zmroziło. I nie tylko ją – Matt, Laura i Gabi właściwie jednocześnie wpadli do jej gabinetu i nie czekając na reakcję, rozpoczęli długą, stresującą rozmowę o tym, jakie mieli możliwości. Nina oczywiście widziała przed sobą jedynie najczarniejszy scenariusz – kompletna klęska launchu. Jeśli nie teraz, to wprowadzenie przepisów wygoni ich z Europy z podkulonym ogonem. A jeśli nie… W głowie Niny rozbłyskały kolejne problemy i komplikacje, niczym zarzewia pożaru, którego nie potrafiła ugasić. Gdy tylko znajdowała odpowiedź na jeden kryzysowy scenariusz, za chwilę pojawiał się następny. Tym razem jednak każdemu puszczały nerwy i Nina pod koniec spotkania miała wszystkiego serdecznie dość – czuła się tak, jakby ktoś zamoczył ją jak szmatę w wiadrze z brudną wodą, a potem przejechał nią po całym korytarzu Your Book Now.

– Potrzebujemy wyjścia awaryjnego. Czegoś więcej, niż aktualna oferta, aby utrzymać się na europejskim rynku w razie wejścia w życie zakazu – powiedziała zamyślona Laura, ale Matt spojrzał na nią spod oka.

– Nie mamy żadnego innego produktu. To linia premium miała być nowym produktem na Europę! Mój zespół pracował nad tym miesiącami!

– A mój nie? – warknęła Laura.

– Wykorzystamy przecież to wszystko w kampaniach na Stany Zjednoczone. – Machnęła ręką Nina, ale Matt nie dał się zbyć.

– Europejski i amerykański odbiorca to nie są te same osoby! Musimy przyspieszyć badania rynkowe, znaleźć target do testów beta, zbudować na nowo persony marketingowe – wyliczał, a Nina wywróciła oczami. Miała dość Matta, który zamiast tonować nastroje, szukał dodatkowych problemów. Od tego była ona, czyż nie? To ludzie dookoła niej mieli rozwiązywać problemy, a nie ich dokładać?

– Gabi – zaczęła spokojnie Laura. Widać było, że ta rozmowa była dla niej równie ciężka, jak dla Niny. – Czy znasz kogoś w Komisji? Albo w otoczeniu Komisji? Kogo można wypytać o szczegóły?

– Może… Musiałabym wykorzystać pewną przysługę, ale może by mi się udało dotrzeć do pewnej osoby – odpowiedziała z wahaniem Gabrielle.

– Wysoko postawionej?

– Nie, nie ma na nic realnego wpływu, ale… wiele wie. – Gabi machnęła ręką. – Rozumiem, że mam do niej zadzwonić mimo wszystko?

– Tak. Zapytaj czy skończy się jedynie na tej tak zwanej "zielonej księdze" czy może nastawiają się na dyrektywę.

Gabi uśmiechnęła się z satysfakcją i podniosła z fotela, a Nina zdała sobie sprawę, że zaczyna jej nienawidzić. Czuła, że musi wyjść, bo inaczej rozszarpie prawniczkę, a potem Matta, który na nowo zaczął narzekać na to, jak Your Book Now straci na tym wszystkim wizerunkowo.

Zabrała więc z szuflady odłożoną na czarną godzinę paczkę Marlboro, zapalniczkę i uciekła z gabinetu. Wolała uniknąć komentarzy Laury na temat palenia. Czuła się jak dziecko, które ktoś przyłapał na gorącym uczynku i była na siebie za to wściekła. Ruszyła do wind i zjechała na poziom parteru, a potem wyszła przed budynek obrotowymi drzwiami. Wszędzie obowiązywał zakaz palenia – poza jednym, dość obskurnym chodnikiem na tyłach biurowca, ocienionym niskimi drzewami posadzonymi wzdłuż zjazdu na parking podziemny.

Nina stanęła w pobliżu jednego z cyprysów, wytrząsnęła z paczki długiego, cienkiego papierosa i przyjrzała się mu uważnie. Nie paliła od ośmiu lat – czyli od czasu, kiedy zaczynała z Laurą budować Your Book Now, najpierw w formie uczelnianego huba opłacanego grantem naukowym, potem startupu, by w końcu stał się jedną z najważniejszych firm na rynku wydawniczym w Stanach. Nie zawsze było łatwo, czasem wręcz było cholernie trudno, ale dopiero dzisiaj Nina miała wrażenie, że wszystko zaczynało się walić.

Wsadziła papierosa do ust i podpaliła, a potem zaciągnęła się powoli śmierdzącym, drapiącym w gardło dymem. Przetrzymała dym w płucach, a potem powoli wypuściła go długim wydechem. Zamknęła oczy. Myślała, że papieros będzie zbyt mocny, że zapomniała już jak to jest, ale z nałogiem było jak z jazdą na rowerze. Uderzenie nikotyny, palenie w gardle, szary dym spowijający jej dziwnie lekką głowę, dla kontrastu uczucie ciężkości w nogach, nie dające się pomylić z niczym innym.

Zaciągnęła się jeszcze raz. A potem jeszcze.

Bała się, że poczuje się po tym papierosie okropnie. Że będzie sobie robić wyrzuty, że poległa w walce z nałogiem, że postanowiła sobie coś i zupełnie się tego nie trzymała. Że ten papieros będzie dla niej kolejną porażką. Tymczasem Nina poczuła się… sobą. Niną, która wie, czego chce i nie waha się przed sięgnięciem po to.

Kontrola, musiała odzyskać kontrolę nad swoim życiem.

Otworzyła oczy i na chwilę zakręciło jej się w głowie, kiedy jasne światło lipcowego słońca nad San Francisco oślepiło ją. Nie mogła skupić wzroku, zamrugała kilkakrotnie i… Serce jej stanęło. Wydawało się jej, że w cieniu, przy początku podjazdu na parking podziemny, stoi mężczyzna i chyba na nią patrzy. Miał na głowie czapkę z daszkiem.

Nina nie myślała wiele. Zdała się na instynkt nowej, nikotynowej siebie. Wyrzuciła papierosa, wciąż lekko oślepiona światłem, i z załzawionymi oczami ruszyła w stronę mężczyzny. Pewnie, zdecydowanie, jakby miała nad wszystkim kontrolę. Była gotowa na konfrontację.

– Co ty tu robisz? – rzuciła, kiedy w końcu stanęła na tyle blisko mężczyzny, by go rozpoznać. Czarne loczki, modne okulary… Ulga rozlała się po jej napiętym ciele. To nie był Hofstrader.

Tylko pieprzony Billy Miller.

W pierwszej chwili wyglądał na równie zaskoczonego jak ona, ale nie było widać po jego twarzy zmieszania. Wręcz przeciwnie – uśmiechnął się do Niny szeroko i ruszył w jej stronę, jakby chciał się z nią przywitać objęciem albo może buziakiem w policzek. Nina zamarła, zupełnie zaskoczona sytuacją. To nie był żaden świr, tylko Billy! Głupia czapka, to ona ją zmyliła, oczywiście poza panikarstwem, pomyślała Nina i spróbowała odnaleźć się w tej nowej sytuacji. Billy podszedł do niej na zaledwie metr, ale nie dotknął jej w żaden sposób – stanął jedynie swobodnie i wsadził ręce w kieszenie.

– Niezbyt miłe powitanie, Nina – rzucił zaczepnie.

– Ja… przepraszam, pomyliłam cię z kimś – zaczęła się tłumaczyć, ale Billy najwyraźniej żartował. Uśmiechał się do niej łobuzersko, a Nina zrozumiała, że był to specjalny uśmiech, który służył do robienia wrażenia na ludziach, a nie do rozpoczynania potyczki słownej.

– Daj spokój, Nina, przyznaj się, że zaskoczył cię mój widok w twoim naturalnym środowisku! – zażartował Billy i zmierzył ją wzrokiem, a Nina nie mogła się oprzeć wrażeniu, że widzi w jego oczach uznanie. No cóż, dzisiaj nie zaspała i prezentowała się świetnie. Wiedziała, że czeka ją ciężki dzień i postanowiła stawić mu czoło, wyglądając najlepiej, jak tylko mogła, co zawsze trochę jej pomagało przetrwać trudne momenty. – Miałem parę spraw do załatwienia w okolicy, ale teraz już wracam z tego betonowego piekła do swojej części miasta – zażartował ponownie i uśmiechnął się. Znów tym firmowym, łobuzerskim uśmiechem.

Nina odzyskała rezon:

– Czyli uciekasz z podkulonym ogonem ze świata wielkiego biznesu do swojego małego świata sztuki? – zrobiła przytyk, ale Billy jedynie się zaśmiał. Uroczo, jakby naprawdę go rozbawiła.

– Coś w tym stylu. Trochę tu za dużo drapieżnych lwic dla takiego kociaka jak ja.

Trochę za dobrze wyglądał, jak był taki pewny siebie. Nina pomyślała jeszcze raz o tym, co powiedziała jej Laura o chemii pomiędzy nimi i o wnioskach, do jakich doszła po spotkaniu Millera na siłowni. Że chciał ją wykorzystać dla zasięgów. Tylko czy to miało naprawdę aż takie znaczenie? W tym momencie Nina chciała jedynie poczuć się lepiej, udowodnić sobie, że nie na każdym polu przegrywała. Była nabuzowana, wciąż zasilało ją zdenerwowanie ze spotkania kryzysowego i przekonanie, że powinna działać. Przecież mogli z Billym sobie pomóc, a mając w pamięci widok jego nagiej klatki piersiowej mogła podejrzewać, że pomoc Millerowi wcale nie byłaby nieprzyjemna.

– Wiesz, Billy, tak sobie myślę… Może miałbyś ochotę wyskoczyć gdzieś we dwoje? – wyrzuciła z siebie Nina, zanim zdążyła to dobrze przemyśleć.

Miller nie był zaskoczony. W gruncie rzeczy wyglądał tak, jakby spodziewał się tego pytania. Uśmiechnął się z zadowoleniem i w końcu wyciągnął ręce z kieszeni.

– Jasne, Nina. Bardzo chętnie.

 

8. Apartament

 

Wieczorem Nina postanowiła wziąć gorącą kąpiel i wypić butelkę wina, z nadzieją na zepchnięcie niepokoju o sprawę z Komisją Europejską gdzieś na peryferia mózgu.

Pachnąca lawendą piana jednak jej nie uspokoiła. Sylvia uparcie milczała, chociaż Nina bardzo liczyła, że w końcu PAI przekaże jej dobrą wiadomość. Co chwilę samodzielnie odblokowywała telefon i przeglądała powiadomienia, ale ze strony Gabi czy Laury była cisza. W pewnym momencie, kiedy ze zniechęceniem miała odłożyć telefon po raz kolejny na stołeczek z kosmetykami, na ekranie pojawiła się wiadomość z nieznanego numeru.

Nina podniosła się gwałtownie do pozycji siedzącej i mokrymi palcami kliknęła w powiadomienie, ale przez wilgoć telefon nie zareagował. Serce jej waliło, bo prawie nigdy nie dostawała takich wiadomości – chroniła swój numer telefonu, do tego Sylvia, niczym cerber, warowała przy powiadomieniach, aby odsiewać te mniej znaczące od tych naprawdę istotnych. Przez głowę przemknęło Ninie, że może to Laura pisze do niej z jakiegoś innego numeru, a potem zmroziło ją przeczucie, że to Hofstrader znalazł kolejny kanał, aby ją dręczyć.

Ale była to wiadomość od Billy'ego Millera.

"Zobacz, co mi polecił wasz asystent na Your Book Now. Billy".

Nina przełknęła ślinę. Dziś, po ich nieoczekiwanym spotkaniu, Billy powiedział, że się odezwie, ale Nina nie spodziewała się, że zrobi to tak szybko.

Do wiadomości dołączony był link do jakiejś powieści na stronie Your Book Now i po chwili wahania Nina kliknęła w niego, a potem aż sapnęła.

Był to bardzo ostry, wręcz pornograficzny romans, a na okładce widniała prosta grafika z siedzącą na kanapie blondynką, która niebezpiecznie przypominała… ją samą. Rzut oka na opis fabuły sprawił, że Nina aż się zapowietrzyła – był to romans między podcasterem, a bizneswoman. Co prawda nie zgadzały się branże, bo w powieści bloger pisał i nagrywał filmiki z gatunku true crime, a firma bohaterki zajmowała się filmami, a nie książkami, ale podobieństwo do rzeczywistości było uderzające. Dzięki szybkiemu streszczeniu fabuły przez PAI, Nina odkryła, że książka zawierała głównie sceny przebieranek i realizacji dzikich fantazji obu stron romansu. Klasyczny “smut”.

Co miała z tym zrobić? Z wahaniem wpatrywała się w ekran. Wino uderzyło jej do głowy w gorącej, zaparowanej łazience. a palce zawisły nad klawiaturą telefonu.

No cóż. Skoro nawet wszechświat wskazywał jej i Billiemu, że powinni iść do łóżka, to może wszechświat miał rację.

"Podobni do nas. Tylko tamci się pieprzą, a my… nie", odpisała i z bijącym sercem czekała na odpowiedź. Przez chwilę nic się nie działo, a potem na ekranie pojawiła się wiadomość zwrotna:

"Jeszcze".

Nina uśmiechnęła się pod nosem i zabrała do odpisywania.

Ten wieczór stał się nagle zdecydowanie bardziej odprężający.

 

***

 

Obudził ją jakiś dźwięk. 

W przestrzeni cichego apartamentu brzmiał dziwnie, mechanicznie. Nina przez chwilę tkwiła nieruchomo, zdezorientowana, zakładając, że odgłos pochodził z zewnątrz. Ale nie… To był ludzki, przytłumiony głos. 

Dochodzący z wnętrza jej mieszkania!

Poderwała się z łóżka, zupełnie rozbudzona. Głowa bolała ją nieznośnie, ale poza tym czuła się zupełnie trzeźwa. Wyraźnie słyszała… Tak! Głos dochodził z salonu, ale Nina nie potrafiła stwierdzić, czy był żeński, czy męski. 

Z drżeniem sięgnęła niezdarnie do stolika nocnego, gdzie leżał telefon. Chciała wybrać 911, ale ekran był zablokowany – wyświetlała się na nim ikona aktualizującej się PAI. Nina klikała kilkukrotnie w ikonkę iksa w lewym górnym rogu, ale nic się nie działo – telefon najwyraźniej się zawiesił. 

Na palcach podeszła do drzwi garderoby, która łączyła się z sypialnią – to tam,na krześle, zostawiła torebkę, a w niej gaz pieprzowy, który pod wpływem impulsu kupiła na stacji benzynowej. 

Nie umiała się nim posługiwać, nie wiedziała zupełnie, czy kiedy będzie chciała go użyć, nie zrobi też krzywdy sobie, ale nie miała wyjścia. Nie mogła zadzwonić po pomoc ani do portiera na dole, nie mogła uruchomić zdalnie alarmu w apartamencie – telefon wciąż nie odpowiadał, a jedyną możliwością było wyjście do salonu i panelu zarządzania, aby kliknąć manualnie w tryb awaryjny. 

Na palcach zbliżyła się do drzwi do salonu. Były lekko uchylone. 

Z walącym sercem zerknęła do pomieszczenia przez szparę. Światło księżyca wpadało przez duże okna do pomieszczenia, które wydawało się zupełnie puste. A mimo to Nina wciąż słyszała jakiś przytłumiony głos. Zupełnie jej nieznany, jakby przepuszczony przez syntetyzator mowy. Była zbyt zdenerwowana, by rozróżnić sens wypowiedzi, ale wydawało się jej, że rozpoznaje swoje imię. 

Nina popchnęła delikatnie drzwi, a te bezszelestnie otworzyły się szerzej. Powoli wyszła z sypialni, trzymając gaz przed sobą jak pistolet. Wyprostowana ręka trzęsła się jej mocno, nagie stopy nie robiły hałasu na panelach.

W salonie nikogo nie było. Poza głosem:

– Nina była niegrzeczną dziewczynką. Nina znów chce umrzeć. Nina zasługuje na karę. 

Głos dochodził z… szafki RTV?

Nina, pewna już, że jest w salonie sama, zapaliła światło i rzuciła się w stronę szafki. Już na kolanach, boleśnie otartych o dywan, otworzyła jedną z szuflad, w której kilka dni temu położyła pudełko z laleczką. Pogróżkę, straszak, groźbę – czymkolwiek była. Kiedy chciała ją wywalić do śmieci, Laura z wahaniem zwróciła jej uwagę, że laleczka może być dowodem w ewentualnej sprawie i nie powinna jej wyrzucać. Nina niechętnie przyznała jej wtedy rację i wepchnęła groteskowy prezent do nieużywanej szuflady w szafce. 

Teraz otworzone pudełko leżało na jej kolanach. 

– Jaką karę wybierzesz? 

Gadało pudełko – a właściwie głowa. 

Nina wściekle wyrwała ją z pudełka i dokładnie obejrzała pod każdym kątem. Pomachała nią mocno, ale nic nie zabrzęczało. 

Laleczka za to zamilkła. 

Nina pobiegła do wyspy po nóż, a potem zaczęła przecinać plastik w miejscu zgrzewu szyi lalki. Było to zaskakująco trudne, plastik był twardy, a Ninie trzęsły się ręce.

– Nino, myślę, że znów chcesz umrzeć. 

Tym razem powiedziała to jej PAI, usłużnym głosem Sylvii. Nina nie przestała dłubać w szyi lalki, zupełnie ignorując głos. 

– Znów nadużywasz alkoholu. Wybudziłaś się w nocy, co świadczy o pogłębieniu problemów ze snem. Moim priorytetem jest… 

– Zamknij ryj! – krzyknęła Nina, a potem z nową mocą zaczęła ciąć plastik. W końcu udało się! Przecięła na tyle duży kawałek głowy, by móc odgiąć jej część i zajrzeć do środka. W środku, przyklejony do jednej ze ścianek, znajdował się mini mikrofon z głośniczkiem. Wyglądał na drogi. 

Nina patrzyła na niego przez chwilę, a potem połączyła wątki. 

Mikrofon ukryty w głowie laleczki, przez który ktoś mógł się komunikować swobodnie z jej PAI. Mikrofon, który zapewne sama dodała do wykrytych urządzeń wtedy, kiedy nawalił sprzęt w łazience i Laura pomagała jej skalibrować urządzenie. Z przestrachem pomyślała, że wtedy kalibracja wykryła dodatkowe dwa urządzenia, a nie jedno. 

Pierdolony Hofstrader! 

Co ta głowa wygadywała? O tym, że była niegrzeczna i zasługiwała na karę? Ninę zmroziło. Zdała sobie nagle sprawę z tego, że znajdowała się w pułapce. Cały jej apartament był zintegrowany z PAI! A co za tym idzie, z Hofstraderem, który je zhakował. Nie dziwne, że pojawił się na jej parkingu. Osaczał ją, łaził za nią, kazał czytać PAI przerażające wypowiedzi o umieraniu, bo miał po prostu dostęp do Sylvii! 

Kolejne pytanie, jakie sobie zadała, ugodziło ją niczym cios: czy wiedział, co teraz się dzieje w mieszkaniu Niny? 

Pobiegła narzucić na satynową koszulkę nocną jeansy i bluzę, złapała adidasy. Musiała powiadomić kogoś. Tylko kogo i jak? Głowa jej pękała, ale myślała gorączkowo. Wszystko po kolei. 

Najpierw musiała stąd wyjść. 

Złapała kluczyki do Volvo, kamerę z mikrofonem wrzuciła do kieszeni spodni i szarpnęła za klamkę drzwi wejściowych, ale te nie otworzyły się. 

– Wypuść mnie! – krzyknęła. 

– Nino, jesteś w złym stanie psychicznym. Sugerowałabym pozostanie w domu. Może mogłabyś zadzwonić do kogoś, kto przyszedłby do ciebie i cię wsparł? Może do jakiegoś mężczyzny? – głos Sylvii, usłużny i pełen uprzejmego zainteresowania, zmroził Ninę. 

Do Hofstradera? 

Nie mogła zostać w tym miejscu ani chwili dłużej. 

Kliknęła na ekran domofonu i przeszła na panel, gdzie należało wpisać hasło. Wprowadziła swoje standardowe, ale PAI zablokowała dostęp. Drżącymi rękami spróbowała jeszcze raz i jeszcze, ale system uparcie nie przyjmował hasła. W końcu Nina spróbowała ostatniej deski ratunku – kliknęła w ikonę trybu serwisowego i wpisała do niego manualnie hasło. 

Nic. 

– Kurwa! 

Co do cholery miała zrobić? Przez chwilę szarpała bezsensownie za klamkę, a potem ze złością kopnęła w drzwi, co spowodowało jedynie to, że teraz do bólu głowy doszedł ból stopy. Odwróciła się do salonu, do którego wpadało jasne światło księżyca. Patio! Pobiegła przez salon, prawie przeskoczyła kanapę i spróbowała otworzyć drzwi przesuwne na obszerny balkon apartamentu, ale te oczywiście ani drgnęły – przecież system bezpieczeństwa obsługiwał także te drzwi.

Nina poczuła, jak zupełnie się rozpada. Krzyknęła głośno, ale odpowiedziała jej cisza. nikt nie zareagował, nikt nie przybiegł jej na pomoc i nagle zdała sobie sprawę z tego, że żaden z sąsiadów jej nie pomoże. Mieszkała na ostatnim piętrze luksusowego apartamentowca, dobrze wygłuszonego i tylko częściowo zamieszkanego – niektóre mieszkania przez większość roku stały puste, bo ich właściciele grzali tyłki na Seszelach albo byli w podróży służbowej. Kto miałby ją usłyszeć i jej pomóc?

Była sama, opuszczona, a ten pierdolony Hofstrader przejął jej PAI. 

– Będziesz miała gościa, Nino. 

Głos Sylvii przeraził Ninę. Gościa? Nie miała z nim szans! 

Ponownie przebiegła przez salon do drzwi wejściowych, przy których upuściła wcześniej gaz pieprzowy. Przez chwilę szukała go zdezorientowana, aż w końcu zacisnęła drżące ręce na niewielkiej buteleczce. Zdała sobie sprawę, że to była jej jedyna możliwość – zaatakować Hofstradera, zanim to on zrobi jej krzywdę i uciec przez otwarte przez niego drzwi. 

Nina zgasiła światło – z nadzieją, że może jej nie zauważy dzięki temu? Może nie była zupełnie bezsilna? W końcu znała to mieszkanie jak własną kieszeń. Kucnęła przy ścianie, za wielką donicą, niedaleko drzwi. Kiedy Hofstrader je otworzy, Nina nie będzie na linii jego wzroku i będzie miała czysty strzał. Może uda się jej po prostu go wyminąć, kiedy on… 

On właśnie szedł w jej stronę, Nina to czuła. Serce waliło jej tak głośno jak włączone na maksimum stereo. Ale to było jedynie wrażenie, bo wyczulony dzięki adrenalinie słuch wyłapał cichy sygnał dźwiękowy windy, która zatrzymała się na jej piętrze. Na korytarzu zapaliło się światło. Przez chwilę nic się nie działo, a potem, jakimś szóstym zmysłem, Nina wyczuła, że Hofstrader stanął dokładnie przed jej drzwiami. 

Co zamierzał jej zrobić? Nie, nie mogła o tym myśleć, musiała działać. W uszach jej szumiało, palce zacisnęły się niczym szpony na buteleczce gazu pieprzowego. 

Lampeczka alarmu na panelu przy drzwiach zmieniła się z żółtego, na zielony. 

Hofstrader nacisnął klamkę i otworzył drzwi, a potem płynnie zrobił krok w głąb mieszkania. Rozejrzał się i zaczął zamykać drzwi. 

Nina nie mogła dłużej czekać, nie mógł jej tutaj ze sobą uwięzić! 

Z krzykiem wyskoczyła zza donicy. Ciężko jej było wycelować, bo twarz Hofstradera zasłaniała kominiarka, ale oczy pozostały widoczne! Nacisnęła spust na pudełeczku. Udało się jej! Do cholery, udało! 

– Kurwa! – Hofstrader krzyknął stłumionym przez materiał głosem i zrobił najgorszą rzecz, jaką mógł w tej sytuacji zrobić. Zaczął pocierać oczy. 

Nina nie czekała na jego dalszą reakcję – w przypływie furii popchnęła go do tyłu i rzuciła się do drzwi. Wybiegła na korytarz z krzykiem i rzuciła ku schodom, ale nikt jej nie gonił. Dopiero na samym dole, kiedy z płaczem wpadła do portierni, gdzie natrafiła na zszokowanego i ewidentnie wyrwanego z drzemki portiera, przyszło jej do głowy, że to chyba było dziwne. 

Gdzie był Hofstrader? Uciekł? Wybiegł z mieszkania tuż za nią? Został w apartamencie?

Nie miała pojęcia. 

 

***

 

Nina tak szybko wybiegła, że nie miała szans zobaczyć, jak mężczyzna leci do tyłu, potyka się o zawinięty róg dywanu, następnie uderza głową w róg kamiennej wyspy kuchennej i przewraca. Nie zobaczyła, jak nieruchomieje na podłodze i jak na jej kafelkach powstaje coraz większa kałuża krwi dookoła jego schowanej pod kominiarką głowy. 

 

9. PAI.fun

 

Wiedziała, że stało się coś złego. Że być może, w obronie koniecznej, zrobiła przypadkowo coś więcej, niż porażenie oczu napastnika. Ale nie rozumiała, czemu traktują ją jak przestępcę. Przecież to ona była tutaj ofiarą!

Nina siedziała w pokoju przesłuchań. Tłumaczyła policjantowi zadającemu pytania, co takiego właściwie się wydarzyło, ale gubiła się w zeznaniach. Była zbyt zdenerwowana. PAI, facet w czapce, przypadkowe spotkania z Billym Millerem… wylewały się z niej potoki słów, zupełnie histerycznych, niewiarygodnych. Ale nie mogła nad sobą zapanować. Miała wrażenie, że po tak wielu dniach ciągłego napięcia, dopiero teraz znalazło ono ujście. Policjant zapisywał wszystko skrzętnie, a potem podziękował Ninie i pozwolił jej zadzwonić.

Miała prawo do jednego telefonu. Jak przestępca.

Przez chwilę wahała się, do kogo zadzwonić. Czuła, że dobrym wyborem byłaby Gabi, ale zwyczajnie Nina bała się, że prawniczka nie odbierze, więc zadzwoniła do Laury. Ta odezwała się w słuchawce już po pierwszym sygnale, ale to nie ona wkroczyła po godzinie do pokoju przesłuchań, tylko Gabrielle.

– Co się dzieje? Czemu mnie tu zamknęli? Coś mu zrobiłam? Gdzie jest Laura? – wyrzuciła z siebie jak karabin maszynowy Nina na widok Gabi. Wstała rozgorączkowana, ale prawniczka pokręciła głową, złapała ją za ramiona i popchnęła lekko ponownie na krzesło.

– Laura nie może się z tobą w takiej sytuacji zobaczyć. Ja jako twój adwokat, mogę – powiedziała spokojnie i siadła naprzeciwko niej.

– Adwokat…? – Nina miała ochotę wstać i potrząsnąć prawniczką. Dlaczego nikt nie tłumaczył jej co się dzieje? Potem przyszło jej do głowy, że naprawdę musiała zranić Hofstradera. – Coś mu się stało?

Gabi spojrzała na nią z namysłem.

– Jest w śpiączce. Uderzył głową o blat, stracił dużo krwi. Nie wiadomo, czy się ocknie.

Nina szarpnęła za włosy, jakby miała je sobie wyrwać.

– To nie moja wina! On za mną chodził! Chciał mnie skrzywdzić, wiesz przecież. To było w obronie własnej, chyba nie mogą mi nic za to zrobić? – Wypowiadała te zdania gorączkowo, zupełnie nie panując nad emocjami.

– O czym ty mówisz, Nina? Jaka obrona własna? – Gabi syknęła i pochyliła się do niej przez stół. – Ta rozmowa jest poufna, pomiędzy prawniczką i klientką. Nikt tego nie nagrywa, nikt tego nie podsłuchuje. Więc przestań mi pierdolić, że Billy Miller chciał ci zrobić krzywdę!

Ninę zatkało. Oderwała ręce od głowy i spojrzała uważniej na Gabrielle.

– Jaki Billy Miller? To był przecież Hofstrader! Hofstrader, którego ty miałaś usadzić.

– I którego usadziłam, Nina. – Prawniczka mówiła z naciskiem, jakby tłumaczyła coś niesfornemu dziecku. – Nie ma go w mieście od tamtego wieczora, kiedy ci groził. Wyjechał.

– Przecież to nie ma sensu – powiedziała powoli Nina. Potrząsnęła głową, jakby to miało przerwać ten skecz, w którym ewidentnie grała Gabi. Hofstrader włamał się do jej PAI, śledził ją od kilku dni, straszył i terroryzował. A teraz przyszedł do jej mieszkania i chciał ją skrzywdzić. Tak wyglądała sytuacja, Billy Miller nie miał z tym nic wspólnego. Miała ochotę się roześmiać, nawet parsknęła raz nieprzekonana, ale Gabi pozostawała poważna.

– Zwabiłaś do swojego mieszkania Billy'ego Millera i zaatakowałaś go – poinformowała spokojnie.

– Nie… to nie był…

– Był! Widziałam go i rozpoznałam, Nina!

– Nie wierzę ci!

Gabi pochyliła się jeszcze bardziej nad stołem i utkwiła w Ninie spojrzenie.

– Czarne loczki, tatuaż na szyi. Tylko ta krew do niego nie pasowała.

Nina kręciła przecząco głową, coraz szybciej i szybciej.

– Zwabiłaś go, Nina. Policja ma twoje wiadomości, jakie z nim wymieniałaś. Kazali mi to tobie pokazać, mają nadzieję, że przyznasz się jeszcze dzisiaj – powiedziała Gabi, a potem podsunęła jej pod nos ekran z wiadomościami. Zapis seks-rozmowy, jaką przeprowadziła z Billym, kiedy masturbowała się w wannie.

– To było zanim… – wydusiła Nina, ale potem, na końcu ekranu, zobaczyła coś. Wiadomość od niej, ale nie jej autorstwa.

Pamiętała, że wysłała Billemu ostatniego smsa pożegnalnego, a potem poszła do łóżka, jednocześnie zachwycona i zażenowana tym, co właśnie wyczyniała w wannie zgodnie z jego zaleceniami. Tylko, że na końcu ich rozmowy, dokładnie pod tekstem, jaki pamiętała, były jeszcze dodatkowe wiadomości.

Nina: "Miałam kłaść się spać… Ale wciąż zastanawiam się, czy nie chciałbyś przenieść tej rozmowy na bardziej realny grunt."

Billy: "Co masz na myśli?"

Nina: "Książka, którą podesłało ci nasze PAI… Jest w niej jedna taka scena, która mnie szczególnie nakręciła."

Billy: "Która? Bo porno jest tam bardzo dużo."

Nina: "Ta z włamywaczem, którego łapie na gorącym uczynku. Moglibyśmy ją u mnie odegrać. Ty w kominiarce, ja nago. Teraz."

Billy: "Wyślij adres, będę za niedługo"

Ninie zrobiło się niedobrze.

– Ja… to nie… to niemożliwe! To pisał Hofstrader! Włamał się do mojego PAI!

– O czym ty bredzisz? Jak niby miałby to zrobić? – W głosie Gabi dało się wyczuć zmęczenie i irytację, jakby miała już dość całej tej sytuacji.

– Przez mikrofon!

Nina zaczęła obmacywać spodnie, ale kieszenie miała puste. Gdzie była ta kamera? Zabrali ją, kiedy przyjechała na posterunek? Na pewno! Już otwierała usta, ale Gabi pokręciła głową.

– Nie było żadnego mikrofonu, Nina. Twoje PAI należy do Your Book Now dokładnie tak samo jak moje. Tego po prostu nie da się zrobić z zabezpieczeniami, jakie zrobiła Laura! – Gabi zamknęła na chwilę oczy i potarła je kciukami. Kiedy spojrzała na Ninę, wydawała się jej równie zmęczona, jak ona sama. – Posłuchaj, to nie są przelewki. Masz przejebane, a ja niewiele mogę dla ciebie zrobić, jeśli się nie przyznasz.

 

***

 

Laura siedziała i skrupulatnie kasowała wszelkie ślady po PAI.fun.

Nie poszło tak dobrze, jak myślała. W gruncie rzeczy, poszło fatalnie. Przyszedł moment, kiedy nie pozostało jej nic innego jak ograniczyć straty.

Kasując kolejne wpisy w rejestrze, wróciła myślami do pijackiej nocy, podczas której narodził się pomysł na Your Book Now. Kiedy Nina zaczęła roztaczać wizję przyszłości, gdzie można by wytrenować PAI do poziomu pozwalającemu generowanie czytelnikom książek na życzenie, Laura uznała ten pomysł za genialny. I zrobiła wszystko, żeby go urzeczywistnić.

Było to fascynujące przekraczanie granic tego, co może maszyna, a co może człowiek. LLMy miały ogromne możliwości, ale dopiero z PAI wytrenowanym zgodnie z gustem, wrażliwością i preferencjami autora, miało prawdziwą siłę. Nauczenie PAI wprowadzania zmian do powieści, było całkiem proste do zrealizowania, ale już wtedy Laura czuła, że muszą iść o krok dalej. Poziom premium, czyli pisanie książek na życzenie, był jej kolejnym celem i kwestią czasu.

A kiedy znów jej się udało, a wersja PAI do europejskiego launchu została właściwie opracowana i przekazana jej zespołowi programistów, Laura poczuła niedosyt.

Po co właściwie czytać o bohaterach, po co wymyślać opowieści, skoro można stać się ich bohaterem?

Pomysł chodził jej po głowie przez dłuższy czas, a ona w kółko i w kółko katowała filmy interaktywne. Oglądała tyle razy "Grę" z Michaelem Douglasem, że właściwie znała ją na pamięć. Czuła pod skórą, że to będzie coś. Coś wielkiego. Wyciągnięcie rozrywki z ekranu do prawdziwego życia.

Interaktywna gra, w której nieświadomie uczestniczysz, a którą kieruje sztuczna inteligencja.

Laura starannie wybrała dwa pierwsze PAI, do eksperymentu. Kierunek wydawał się oczywisty – potrzeba ekscytacji, akcji, tajemnicy… Kto nada się lepiej do takiego treningu niż autor thrillerów? Hofstrader był idealny. A jakiego rodzaju przygody chciałyby przeżywać i kupować kobiety? Oczywiście marzyły o tym, by stać się bohaterkami romansów i lekkich powieści, w których życie zmienia się na lepsze. Idąc takim tokiem rozumowania, na drugie PAI, które miało kierować interaktywnymi scenariuszami, Laura wybrała PAI Donny von Stein.

Z początku wcale nie planowała bawić się kosztem Niny.

Przez długi czas ich relacje układały się świetnie. Laura zajmowała się swoją działką, a Ninie pozwalała kierować swoją. Ale z czasem… zaczynało ją to męczyć. To Nina naciskała na launch na Europę, pomimo potencjalnych problemów z Komisją Europejską, zupełnie ignorowała możliwość wypuszczenia linii premium na Stany Zjednoczone. Ryzykowała, zaczynała tracić nosa, a firmy nie było stać na porażkę. Do tego zamykała się na książki, nie dostrzegała ogromnych szans, jakie przed nimi stały na innych polach rozrywki.

Co zabawne, Nina uważała najwyraźniej, że to ona odpowiadała za sukces Your Book Now.

Laura czuła, że firma wymyka jej się z rąk i zaczyna dryfować w jakimś nieokreślonym kierunku. A ona potrzebowała kolejnych środków, by rozwijać PAI do trybu fun. To było jej życie, jej marzenie, jej cel – rozwijanie PAI tak, by przekraczać wyobrażenia, nawet jej twórców.

Kiedy po raz kolejny nie potrafiły się dogadać, a Nina zupełnie zignorowała próbę rozmowy o nowych możliwościach PAI, w Laurze coś pękło. Czy naprawdę powinna przejmować się ludźmi, którzy nie przejmują się nią? W końcu postanowiła, że skoro Nina nie chce jej nawet wysłuchać, to dowie się, czym jest PAI.fun w praktyce.

Długo zastanawiała się, jak mogłaby przejąć Sylvię. Zdawała sobie sprawę, że włączenie wybranych komend na asystentce przez admina na serwerze Your Book Now byłoby banalnie proste, możliwe do wykonania właściwie w każdej chwili – w końcu miała pełen dostęp do wykupionych przez firmę PAI.

I dlatego właśnie nie chciała tego robić. Tłumaczyła sobie, że w normalnym świecie nie miałaby przecież dostępu do PAI osoby obdarowanej grą, głównego bohatera, jak nazywała go w myślach. Wyobrażała sobie, że jej interaktywny scenariusz kupowano by w prezencie dla innych: na śluby, wieczory kawalerskie i panieńskie, dla samotnych przyjaciółek na 35 urodziny, dla brata przechodzącego kryzys wieku średniego. Prawie jak w "Grze" z Douglasem. Chciała sprawdzić, czy to w ogóle byłoby możliwe, czy potrafiłaby przejąć czyjeś PAI tak, by główny bohater się nie zorientował. Chciała przetestować na Ninie całość procesu, od inicjalizacji gry aż do jej finału, a potem rzucić jej pozytywnym wynikiem testu w twarz.

Wiedziała, że jedną z niewielu możliwości do przejęcia PAI, był zintegrowany komunikator głosowy. Niewykrywalny, jeśli potraktowany jako część dotychczasowego ekosystemu sztucznej inteligencji, zbierający informacje, a w odpowiedniej chwili wydający, traktowane jako zaufane, kluczowe komunikaty.

Laleczka przyszła Laurze do głowy po tym, jak na jednym spotkaniu, na które wybrały się we trzy – ona, Nina i Gabi – Nina pojawiła się bezpośrednio do nieudanej wizycie u fryzjera. Miała włosy obcięte jak od linijki, łzy w oczach, przy czym fryzjer przekonał ją, że fryzura jest szykowna i francuska. Tymczasem Nina wyglądała jak obcięta przez niewprawną dłoń kilkulatki lalka. Do tego Gabi narzekała wtedy na Hofstradera i jego temperament, martwiła się, że sprawa się przedłuża, a Laura dostrzegła w tym szansę. Laleczka miała zyskać nadawcę, na którego Laura mogła zwalić winę. Oczywiście były prostsze i mniej okropne sposoby na to, by podrzucić mikroport do mieszkania Niny… Ale ta lalka wydawała się jej wisienka na torcie całej tej nieetycznej zabawy.

I udało się. Dorzucenie mikrofonu i głośnika do tego maleństwa pozwoliło Laurze na pełny dostęp do Sylvii, wystarczyło wcześniej skalibrować telefon Niny. Nina była technologicznym gamoniem, Laura robiła to tak wiele razy wcześniej, że przyjaciółka niczego by nie podejrzewała. Poszło gładko, chociaż prawie dostała zawału, kiedy Nina wywaliła pudełko z lalką do śmieci. Jakoś przekonała ją, że powinna je, w razie czego zostawić jako dowód.

Nie zastanawiała się zbyt wiele, co mogłoby się stać, jeśli Nina by ją nakryła. Momentami nawet na to czekała. Może w końcu Nina uświadomiłaby sobie, jak wiele w Your Book Now zależało od Laury.

Już pierwszej nocy wydała głosowe komunikaty integrujące Sylvię z trybem PAI.fun. Z lekkim drżeniem wydała pierwsze polecenia głosowe, dzięki którym zmieniła uprawnienia Sylvii, aby zewnętrzne PAI.fun miały nad nią kontrolę i potwierdziła rolę mastera dla tego od Donny von Stein. Od tamtego momentu PAI.fun mogła analizować dane i wpływać na Sylvię, która sama w sobie nie przeszła żadnych zmian ani aktualizacji. Laura ruszyła maszynę w ruch – i była to jej jedyna ingerencja, przynajmniej tak to zaplanowała. Za resztę procesu miała być odpowiedzialna PAI.fun.

Laura nie miała wielkich nadziei na prawdziwe zamieszanie. Nie pracowała nad PAI.fun zbyt długo i zdawała sobie sprawę z tego, że miało mnóstwo błędów. Do tego musiała porzucić rozwój nad nim na czas launchu, by nadzorować bezproblemowe wdrożenie w wersji premium. Ale miała ogromne nadzieje na bogate logi, które pozwoliłyby jej dopracować rozwiązanie i przy okazji zapewnić przyjemne poczucie władzy nad żałosnym życiem Niny.

Ale PAI.fun okazało się lepsze, niż myślała. Robiło wszystko, by w przypadkowy lub mniej przypadkowy sposób, zeswatać Ninę i Billy'ego Millera.

Niektóre pomysły były imponujące.

Nie było żadnego eventu na siłowni, ale był fake'owy news, który pozwolił skierować Ninę na siłownię, na którą chwilę wcześniej dotarł Miller. Kretyn nie wyłączył opcji śledzenia w aplikacji Your Book Now i PAI.fun miało dostęp do jego lokalizacji – a co za tym idzie, tak kierowało Ninę, aby zawsze była w pobliżu. Ale to nie wszystko, co obmyśliło PAI.fun. Ze strony Millera też musiał pojawić się haczyk, który przyciągnąłby go ku Ninie. Najstarsza prawda marketingowa na świecie mówi, że im więcej razy coś oglądasz, tym bardziej ci się to podoba i chcesz to mieć. Więc PAI.fun Donny von Stein podsyłało Billiemu to, co było w stanie – reklamy w aplikacji i rekomendacje książkowe Your Book Now kojarzące się z Niną.

I jak wynikało z logów, wszystko byłoby dobrze, w gruncie rzeczy rewelacyjnie, gdyby Nina nie włączyła My Safe Mode. Niepokojące komunikaty, jakie wydał i żywe reakcje Niny zainspirowały PAI.fun Donny von Stein. Sztuczna inteligencja doszła do wniosku, że poczucie zagrożenia może wzmocnić pozytywne uczucia Niny względem Millera. Ponieważ dark romanse Donny von Stein nie miały dużego wzięcia, uznała, że potrzebuje wsparcia, by poprowadzić w tym kierunku scenariusz – i przydzieliła pełne dostępy do Sylvii eksperymentalnemu PAI.fun Hofstradera.

Laura w głębi serca zdawała sobie sprawę z tego, że to było jej niedopatrzenie. Zbyt wielkie uprawnienia PAI.fun, zbyt mało testów. Jednak, na pewnym poziomie, była zachwycona samodzielnością i inwencją twórczą swojego niedopracowanego tworu.

Od tej pory życiem Niny władało nie jedno, ale dwa PAI.fun, uczące się nawzajem od siebie, działające częściowo niezależnie, a częściowo razem. Wspólnie analizowały dane i przejęły władzę nad Sylvią. Niepokojące pytania i pomyłki PAI, aranżowane spotkania z Billym Millerem, wykorzystywanie przypadkowych przechodniów i zupełnie nieprzypadkowych, wynajętych mężczyzn chodzących za Niną, a w końcu podszycie się pod Ninę w wiadomościach i wykorzystanie niepotrzebnego już mikrofonu do wygłoszenia utwierdzających w poczuciu zagrożenia komunikatów.

Zapędziły Ninę w kozi róg, a Laura musiała teraz to wszystko posprzątać.

Czerwone paznokcie biegały po klawiaturze i usuwały wszelkie ślady, które mogłyby wskazywać na ingerencję PAI.fun w Sylvię. Laura nie mogła popełnić błędu, musiała zrobić wszystko idealnie – miała tylko chwilę, zanim policja zdobędzie nakaz ujawnienia logów z PAI, by wykluczyć nielogiczną wersję zdarzeń, którą zaprezentowała im Nina. Na szczęście Gabi, która doskonale zdawała sobie sprawę z tego, z której strony za chwilę będzie wiał wiatr w Your Book Now i dodatkowo nienawidziła Niny, przejęła mikrofon i kamerkę. Więc jeśli Laura nie popełni błędu, nie będzie żadnych dowodów na to, co się naprawdę wydarzyło.

Nie była złym człowiekiem. Miała nadzieję, że Miller się obudzi. Miała nadzieję, że Nina nie pójdzie do więzienia na zbyt długo. Wystarczyło tak naprawdę, by zamknęli ją na chwilę. Na tyle, by przestała decydować o przyszłości Your Book Now, a właściwie Your Fun Now, jak planowała Laura.

I nie ograniczała tego, co było najważniejsze – rozwoju. 

 

 

 

Koniec

Komentarze

Hej, teksty powyżej 80 tysięcy znaków, nie muszą być czytane przez dyżurnych. Dodatkowo nie są brane pod uwagę, jeśli chodzi o nominacje piórkowe. I najważniejsze, nie cieszą się dużo popularnością:). Więc, mam taką propozycję, spróbuj tekst skrócić. Dobrym miejscem do takich cięć jest beta :). No i wrzucić już w wersji na 80 tysięcy znaków :). 

 

Pozdrawiam. 

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Wiem o tych wszystkich ograniczeniach, ale mimo to zdecydowałam się wrzucić. Tekst jest po betowaniach poza forum, mam odzew raczej w stronę rozwinięcia niż skracania. Na ten moment nie zamierzam go ruszać w żadną ze stron.

Niech wisi, może jednak ktoś znajdzie czas, przekonany moimi innymi tekstami :) 

Witaj. :)

Kwestie techniczne i fragmenty, które zatrzymały mnie podczas czytania (wątpliwości i sugestie są zawsze tylko do przemyślenia):

Miała nadzieję, że kamera, którą nagrywali live'a (przecinek, kończący wtrącenie?) wychwyci jej ruchy.

– Mam swoje sposoby, by się co nieco dowiedzieć – Billy wzruszył ramionami, uśmiechnął się łobuzersko i też pochylił w stronę Niny. – błędny zapis dialogu?

Kiedy Matt kazał jej grać oczarowaną Billym, stwierdziła, że to beznadziejny pomysł. Założenie obszernej marynarki i tak krótkiej spódniczki, że ledwo zakrywała jej pośladki (przecinek?) "bo to jest najbardziej trendy ciuch w naszym targecie wiekowym" (i tutaj też?) skwitowała najpierw śmiechem, a kiedy zobaczyła, że Matt nie żartuje, była wściekła. – powtórzenie?

Flirt na live wcale nie był trudny – Billy miał w sobie chłopięcy urok dorosłego Piotrusia Pana, któremu trudno było się oprzeć i którego był zapewne doskonale świadomy. – mam wątpliwość, bo – czasem odmieniasz wyraz „live”, a czasem nie – to celowe?, powtórzenia?

Nie miała kontroli nad tym, jak PAI Billiego na bieżąco obrabia ich live'a, ale nie była żółtodziobem. Wiedziała (przecinek?) jak się ustawić i w jaki sposób poruszać, by PAI doceniła jej ruchy i dobrze ją skadrowała. – powtórzenie?

Mam na myśli naprawdę idealną, w końcu 95,6% zadowolonych subskrybentów to jest coś, co robi wrażenie. – mam wątpliwość, czy każdej liczby nie powinno się zapisać słownie (?) – dalej jest więcej takich fragmentów

– Nina kocha czytać, a teraz każda rozpoczęta przez nią książka ją zachwyca. – powtórzenie – może „przez nią” zbędne i można usunąć?

Albo (przecinek?) że główny love interest przypomina tego przystojniaka z jej pracy.

– Czyli to tak (przecinek?) jakbym przechodził grę komputerową, tylko w książce?

– Ale (i tu?) jeśli kiedykolwiek, tak jak Nina, zastanawiałaś się, co by było (i tu?) gdyby…

Nie tylko z wachlarza zaprojektowanych opcji, ale (przecinek lub myślnik?) aby spotkała ją dowolna sytuacja…

Może Nina ma w głowie fabułę i bohaterów, których chciałaby zobaczyć w określonej historii, ale brakuje jej umiejętności pisania (przecinek?) albo marzy o tym, by była napisana stylem ukochanego autora?

– Brzmi imponująco – Nina prawie czuła, jak Billy przetwarza informację, którą właśnie mu zaprezentowała, a wraz z nią tysiące odbiorców tego live'a.  – błędny zapis dialogu?

– Bo jest imponujące. Ale jest jeszcze jeden smaczek… – powtórzenie?

Zdążyli z livem tak, aby w pełni wykorzystać złotą godzinę przed zachodem słońca, kiedy światło było najlepsze, a panorama widoczna z tarasu hotelu Las Salonas była najbardziej instagramowa. – i tu?

A one szły jak fala – bo europejczycy wciąż z jakiegoś powodu, może zazdrości, a może litości, uwielbiali amerykańskich influencerów. – wielką literą?

Chłopięcy urok mężczyzny był jedynie wspomnieniem – nie było dookoła kamer, więc nie trzeba było grać. Bo przecież tym właśnie było jego zachowanie na nagraniu, bez względu na to, jak naturalnie im ono przychodziło. Nina była dla Billiego jedynie zadaniem, które trzeba było odhaczyć, żeby dostać przelew. – powtórzenia?

– Jasne, dzięki. Gdybyś potrzebowała jeszcze kiedyś współpracy, to twój dział marketingu wie, gdzie mnie szukać – powiedział obojętnie Billy i chciał odejść, kiedy Nina rzuciła. (czy tu nie powinien być dwukropek?)

– Marketing wysłał ci link do konta VIP. Może stworzysz sobie jakąś książkę? – gdzieś z tyłu głowy pojawiła się szalona myśl, by mimo wszystko spróbować pociągnąć flirt z nagrania i napomknąć coś o pikantnych scenach, jakie mógłby w niej umieścić, ale się powstrzymała. – błędny zapis dialogu?

Nina nie spała kilka nocy, ale potem z pewnych źródeł dowiedziała się, że sprawa praw autorskich do materiałów wyprodukowanych przez PAI żywo interesowała o wiele większych graczy niż Your Book Now, w tym producentów z Hollywood. – styl?

Nina nie spała kilka nocy, ale potem z pewnych źródeł dowiedziała się, że sprawa praw autorskich do materiałów wyprodukowanych przez PAI żywo interesowała o wiele większych graczy niż Your Book Now, w tym producentów z Hollywood. Prawdopodobnie cała ta sprawa z Komisją była jedynie burzą w szklance wody… ale do cholery, jakby coś miało z tego wyjść, to jej miliony zainwestowane w europejski rynek były zagrożone. – powtórzenie?

Nina początkowo miała zamiar po pewnym czasie zmienić to imię na inne, bez skojarzeń, ale po kilku tygodniach, kiedy PAI witała ją niezmiennie służalczym, zawsze pełnym energii głosem, tak się przyzwyczaiła, że je pozostawiła. – styl/log.?

Spłynęło kilka innych gratulacji w neutralnym tonie od Grega, Dylana, Olivii i innych. – powtórzenie?

– Przyszedłem porozmawiać – wycedził mężczyzna i poruszył barkami – Nazywam się Dan Hofstrader. Na pewno mnie pani zna. – błędny zapis dialogu?

Dosłownie dwa dni temu dział prawny przyniósł jej na rękę pismo, które przyszło na adres YourBookNow. – ten termin zapisujesz dwojako, co niepotrzebnie tworzy błędy rzeczowe – trzeba to ujednolicić?

O ile twarz mężczyzny mogła być jej tylko w przybliżeniu znajoma, o tyle jego imię i nazwisko było jej doskonale znane. Dosłownie dwa dni temu dział prawny przyniósł jej na rękę pismo, które przyszło na adres YourBookNow. – powtórzenia?

Dosłownie dwa dni temu dział prawny przyniósł jej na rękę pismo, które przyszło na adres YourBookNow. – aliteracja – czy celowa (w tekście jest ich więcej)?

– Oszukaliście mnie. Obiecywaliście, że będę sławny. Że moje książki będą stać na półkach bestsellerów. A potem, gdy tylko nakarmiłem wasze PAI, porzuciliście mnie. – powtórzenia?

 

Na razie przerywam, postaram się jeszcze wrócić; jak widzę, powoli zaczyna się zapowiedziany thriller. :)

Pozdrawiam serdecznie, powodzenia. :)

 

Edit, po krótkim powrocie wyłapałam jeszcze:

I z tego (przecinek?) co wiem, będzie pisać wszystko to, o co ktokolwiek je poprosi.

Moim stylem, Moim językiem. – tu albo kropka między zdaniami, albo przecinek zostaje i wtedy małą literą?

– Możesz zmienić styl. – W tym momencie Nina nagle przechodzi na “ty”? – to bardzo nienaturalnie mi zagrało, dotąd mówiła per “pan”, w dodatku się go boi (?).

 

Zaczyna być strasznie, zatem porzucam technikalia i później skupię się już tylko na samej fabule. ;)

Pozdrawiam. :)

 

Edit 2:

Wpadła mi w oko jeszcze jedna, dość poważna kwestia:

“Hofstrader” piszesz kilkadziesiąt razy, lecz kilkakrotnie to nazwisko zostało niestety przekręcone na “Hostrader”. Ponieważ to nowy termin, wprowadzony przez Ciebie, Czytelnicy nie mają pojęcia, jak powinien on brzmieć i wskutek tej pomyłki niepotrzebnie powstało ponad 60 błędów rzeczowych. Warto je wszystkie poprawić i pod tym kątem przejrzeć starannie całość.

 

Na razie tyle, pozdrawiam serdecznie. :)  

Pecunia non olet

@bruce, poprawiłam prawie wszystko co wskazałaś (poza aliteracją, powtórzeniami w jednej kwestii dialogowej, które chyba pasują do emocjonalnej wypowiedzi i liczebnikami zapisywanymi cyframi, gdzieś mi kiedyś mignęło, że ważne, aby zachować konsekwencję w tekście, a sam zapis jest mniej ważny, wydaje mi się że zapisane słownie mniej by pasowały) + Hofstradera, faktycznie się mi ono kilka razy przekręciło ;/ 

 

Z twojego komentarza wynika, że największym problemem jak na razie są powtórzenia, postaram się je ogarnąć w całości. 

 

Super, że miałaś chęć, aby tak szczegółowo skomentować początek :) Mam nadzieję, że fabuła wciągnie na tyle, aby błędy aż tak nie wybijały z rytmu przy czytaniu :( 

To tylko drobiazgi, w dodatku – sugestie; tekst jest baaardzo długi, zatem może coś się pojawić. :) 

Tak, wciągnęłam się mocno, bo piszesz bardzo ciekawie; na razie nie dam rady poczytać szczegółowo reszty, ale postaram się najszybciej, jak to tylko możliwe. :) Thrillery nieco mnie przerażają, wolę zdecydowanie horrory, bo tam – wszystko nieprawdziwe. :) 

Pozdrawiam ciepło. heart

Pecunia non olet

Ha, jak już @bruce wzięła Cię na tapet, to z pewnością “oporządzi” przecinkowo i do tego da bardzo ciepły, miły i pozytywny feedback. Zazdroszczę, że tak nie potrafię.

 

Mnie może i by utwór wciągnął, ale trochę powstrzymała przed dalszą lekturą pewna niechlujność tekstu, ale to w sumie drobiazg, myślę, że by mi aż tak to nie przeszkadzało (sam mam często problemy z technikaliami) – jednak na szybko taki “pro tip” co zrobić, by tekst wyglądał nieco mniej niechlujnie: wielokropek zawsze ma trzy kropki, nie dwie, nie cztery, pięć jest zabronione – a u Ciebie przynajmniej w dwóch miejscach ma jedynie dwie. Ogólnie wielokropków jest za dużo, sam się przeciw temu kiedyś buntowałem, twierdząc, że to taka moja pisarska maniera – ale nie, to rzeczywiście wybija z rytmu i lepiej jeśli chcesz przerwać jakąś wypowiedź, to po prostu ją przerwać, dać jakieś didaskalia w stylu: “urwała” albo “zawiesiła głos”, albo wręcz wpleść fragment opisu otoczenia czy cokolwiek – niż co chwilę dialogi (i nie tylko) wielokropkować a wielokropków masz tu ponad setkę (niektóre mają inną liczbę kropek niż trzy, ale to już pisałem) – i czasem występują zaraz po sobie, robiąc taką wizualną sieczkę.

 

Ale nie wielokropki mnie od tekstu odepchnęły.

Nie jest to też jego długość.

Prawdziwy powód, dla którego utworu nie przeczytam, tkwi w przedmowie:

 

Prośba o bycie delikatnym, bo to mój pierwszy thiller i pierwsze sf.

 

Wybacz proszę, ale ja nie potrafię być delikatny.

Jestem zawsze brutalny.

Jeśli chodzi o teksty – brutalnie szczery – bo tylko brutalna szczerość jest rozwojowa.

Wiem, w czasach powszechnej political corectness to troszkę zaskakuje.

Oczywiście – mogę się mylić – ale świadomość tego, że jestem omylny, nie sprawi, że będę owijał w bawełnę, albo w każdym zdaniu podkreślał “moim zdaniem” albo “wydaje mi się, że” – nie, skoro coś piszę, to wiadomo, że to mi się wydaje i o ile kogoś wyraźnie nie cytuję – to piszę swoje zdanie, nie ma sensu tego podkreślać.

 

Życzę jak najwięcej czytelników, którzy jednak delikatnymi i taktownymi być potrafią.

 

Nasza kochana @bruce na pewno taka jest :)

 

 

ksiegamiliona.pl - premiera już 14 lutego 2026 // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Jimie, dziękuję kiss, ale dzięki takim Dobrym Portalowym Serduchom, jak Ty, przetrwałam tu ciężkie chwile po tragediach rodzinnych, zatem nie bądź aż tak skromny. :) 

Poczytam dziś dalej, na pewno, zgodnie z obietnicą, choć – głównie zwracając już uwagę tylko na fabułę. :)

Pozdrawiam Was! heartkiss

Pecunia non olet

@Jim, nie wiem skąd przekonanie, że delikatność wyklucza szczerość, ale nie będę się spierać. Rozumiem, że zacząłeś czytać, ale w końcu doszedłeś do momentu, w którym stwierdziłeś: nie no, tekst jest tak kiepski, że mój feedback byłby brutalny, więc lepiej nie czytac, bo autorka nie zniesie. Mógłbyś chociaż powiedzieć mi do jakiego momentu dotrwałeś? :) 

Witam ponownie i – zgodnie z obietnicą – wracam do dalszego ciągu czytania. :)

Mam już wprawdzie nie wypisywać technikaliów, aby skupić się wyłącznie na fabule, lecz w oko wpadły jeszcze, zatem o nich wspomnę:

Często powtarzane zaimki osobowe, np. tu:

– Słuchaj, ty głupia dziwko – wycedził Hofstrader, a potem pochylił się w jej stronę tak, że jego usta znalazły się przy uchu Niny. Ciepły oddech owionął jej szyję i poczuła mdłości.

 

 

 

Literówki (tych jest sporo); np.:

Mężczyzna odsunął się od niej i omiótł ja wzrokiem.

Na palcach podeszła do drzwi garderoby, która łączyła się z sypialnią – to tam na krześle zostawił torebkę, a w niej gaz pieprzowy, który pod wpływem impulsu kupiła na stacji benzynowej. 

Przez chwile zdezorientowana szukała go, aż w końcu zacisnęła drżące ręce na niewielkiej buteleczce.

Co zmierzał jej zrobić?

Nina tak szybko wybiegła, że nie miała szans zobaczyć, jak mężczyzna leci do tyłu, potyka się o zawinięty róg dywanu, następnie uderza głową w róg kamiennej wysypy kuchennej i przewraca.

Czuła, że dobrym wyborem byłaby Gabi, ale zwyczajnie Nina bała się, że prawniczka nie odbierze, więc zadzwoniła do laury. – przy okazji błąd ortograficzny, bo to imię

A teraz przyszedł do jej mieszkania i chciał ja skrzywdzić.

Nie pracowała nad PAI.fun byt długo i zdawała sobie sprawę z tego, że miało mnóstwo błędów.

 

 

 

Powtórzenia (bardzo dużo); np.:

Nina nie była pewna, co jej prawniczka miała na myśli, ale miała nadzieję, że Gabrielle nastraszy Hofstradera przynajmniej tak mocno, jak on ją. Gabi była inteligentna i bezwzględna, jak bohaterka prawniczego serialu, miała znajomości od prokuratury po podrzędnych bandziorów, więc Nina odpuściła.

Hofstrader nie wyglądał na faceta, którego łatwo było zastraszyć, ale może kwestią było, kto stał naprzeciwko niego i czym mu groził?

W ostatniej chwili złapała się krawędzi blatu wyspy kuchennej i złapała równowagę.

Ewidentnie chciał cię nastraszyć, tyle, że teraz pewnie robi pod siebie ze strachu. Gabi, wbrew temu, co o niej teraz myślisz, nie z takich kłopotów nas wyciągała. A jeśli naprawdę czujesz się zagrożona, to powinnaś zatrzymać się u nas.

– A może właśnie w końcu mogłybyśmy na spokojnie obgadać parę spraw. Mogłabym ci pokazać, co wymyśliłam. To trochę skomplikowane, ale mam pewną nową funkcję PAI, która mogłaby ci się spodobać.

Tym razem jednak wszystkim puszczały nerwy i Nina pod koniec spotkania miała wszystkiego serdecznie dość – czuła się tak, jakby ktoś zamoczył ją jak szmatę w wiadrze z brudną wodą, a potem przejechał nią po całym korytarzu Your Book Now.

Nie zawsze było łatwo, czasem wręcz było cholernie trudno, ale dopiero dzisiaj Nina miała wrażenie, że wszystko zaczynało się walić.

No cóż, dzisiaj nie zaspała i wyglądała o wiele lepiej. Wiedziała, że czeka ją ciężki dzień i postanowiła stawić mu czoło wyglądając najlepiej, jak tylko mogła, co zawsze trochę jej pomagało przetrwać trudne momenty. – Miałem trochę spraw do załatwienia w okolicy, ale teraz już wracam z tego betonowego piekła do swojej części miasta – zażartował ponownie i uśmiechnął się.

 

 

Czasem brak przecinka przy Wołaczu. np.:

– Pytałem Nino, czy chcesz umrzeć?

– Nie było żadnego mikrofonu Nina.

 

Inne:

– Potrzebujemy wyjścia awaryjnego. Czegoś więcej, niż aktualna oferta, aby utrzymać się na europejskim rynku w razie wejścia w życiu – powiedziała zamyślona Laura, ale Matt spojrzał na nią spod oka. – tu nie rozumiem końca jej wypowiedzi (?)

– I którego usadziłam, Nina – Prawniczka mówiła z naciskiem, jakby tłumaczyła coś niesfornemu dziecku. – tu znowu jest błędnie zapisany dialog?

Było to fascynujące przekraczanie granic tego, co może maszyna, a co może człowiek. – tu dopytam – czy nie powinno być (?): Było to fascynujące przekraczanie granic tego, co może maszyna, a czego nie może człowiek.

A kiedy znów jej się udało, a wersja PAI do europejskiego launchu właściwie opracowana i przekazana jej zespołowi programistów, Laura poczuła niedosyt. – czy tu nie brakuje części zdania?

Idąc takim tokiem rozumowania, na drugie PAI, które miało kierować interaktywnymi scenariuszami, Laura wybrała PAI Donny von Stein.. – tu albo za dużo, albo za mało kropek?

Dopytam, bo się gubię, czy Matt i Mark to ta sama osoba?

 

Doczytałam do końca. :) Zaskakujące. ;) Czyli Nina przez moment trafnie się domyślała. :) Świetny tekst, moje wielkie gratulacje. ;) Nominowałabym, a – wobec niemożności – przynajmniej klikam. :)

Pozdrawiam serdecznie, dziękuję za dawkę znakomitego, trzymającego w napięciu thrillera, powodzenia w dalszej twórczości. :) 

Pecunia non olet

@bruce

 

Jimie, dziękuję kiss, ale dzięki takim Dobrym Portalowym Serduchom, jak Ty, przetrwałam tu ciężkie chwile po tragediach rodzinnych, zatem nie bądź aż tak skromny. :) 

 

Cóż, to były chyba chwile mojej słabości, proszę mi tu nie imputować istnienia jakiegokolwiek serca u mnie.

Dla informacji autorki: jestem dokładną odwrotnością drogiej @bruce, ale ona ma tak dobre serducho i jest takim aniołem, że gotowa szukać dobrych cech w najgorszych diabłach.

 

 

 

@pisze.po.swojemu

(…)Mógłbyś chociaż powiedzieć mi do jakiego momentu dotrwałeś? :) 

 

Nie, nie, nie droga autorko, ze mną tylko można wóz albo przewóz – nie oceniam książek po okładce, kobiet po paznokciach i pomadce, ani opowiadań po początkowych fragmentach.

 

Skoro już zacząłem to czytać i ciekawa jesteś opinii, to doczytam (jak znajdę czas, teraz go nie mam) – do końca – mogę co najwyżej, jeśli się boisz, że moja szczerość będzie zbyt miażdżąca, wysłać Ci tę opinię na priv, bo o ile z komentarzy uczyć się mogą wszyscy, to niekoniecznie takie opinie w dżimowym stylu, bez ogródek, zawierać mogą na tyle uniwersalne zalecenia, by z nich inni skorzystali (choć trudno powiedzieć) – a ostrą krytykę łatwiej znieść, gdy się ją czyta samotnie.

 

To decyduj – mam czytać i strzelić tu komentarz, czytać – i wysłać opinię na priv czy po prostu – nie czytać.

 

Piłka po Twojej stronie.

 

 

ksiegamiliona.pl - premiera już 14 lutego 2026 // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Jimie… heartsmiley Masz dobre serducho, masz. :)

I – zachęcam, aby czytać. Świetny tekst! yes

Pecunia non olet

@bruce dziękuję heart Poprawiłam jeszcze kilka błędów, jakie mi się udało znaleźć

 

@Jim, trochę mi rzuciłeś wyzwanie, teraz się nie mogę wycofać :) Aż tak miękkiego tyłka nie mam – oczywiście czytaj i komentuj tutaj, “w żadne opinie na priv się nie będziemy bawić” :P Tak naprawdę, to zniosę każde uwagi, po których wiem, co poprawić, co nie zagrało. I co poprawiania, usunęłam trochę wielokropków, żeby tak nie wybijały, ten pierwszy dialog był faktycznie nimi napakowany, aż dziwne, że nikt wcześniej mi nie zwrócił uwagi. Zostawiłam tyle, ile uważałam, że jest naturalne – bo oni jednak trochę “występują” niż rozmawiają. Btw miejsc, gdzie kropek było więcej/mniej niż trzy znalazłam tylko dwa, poprawiłam (w obu przypadkach to powinna być kropka).

Pisze.po.swojemu, cała przyjemność po mojej stronie, pozdrawiam. :)

Pecunia non olet

@pisze.po.swojemu

 

 

Buuahahaha – to przeczytam i skomentuję

 

pewnie w łikęd, bo wcześniej nie będę miał czasu.

 

 

Może do tego czasu wprowadzisz już uwagi bruce w życie i będzie nieco gładziej, więc będę się mógł skupić na zarzutach poważniejszych niż liczba kropek w wielokropku :)

ksiegamiliona.pl - premiera już 14 lutego 2026 // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Nowa Fantastyka