- Opowiadanie: tomaszg - Pozytywka. Władza należy do sutenera

Pozytywka. Władza należy do sutenera

Ostatnio czytałem m.in. cykl „Fundacja” (jest jakby inny niż ekranizacja Apple) i książkę „Przestrzeni! Przestrzeni!” (pierwowzór „Zielonej pożywki”) i naszła mnie myśl, że wiele razy te same rzeczy przedstawione przez ludzi z Ameryki czy ogólnie z zagranicy są przyjmowanie przez nas znacznie lepiej niż te pisane przez autorów polskich.

Obecny tekst stanowi kolejną cegiełkę do mojej twórczości. Tym razem próbuję odpowiedzieć m. in. na pytanie, czym ewentualnie mogliby zająć się ludzie z obszaru wyłączonego z istniejącego porządku prawnego. Temat jest chyba bardzo aktualny w sytuacji, gdy Polska praktycznie nie może sama o sobie decydować i coraz więcej mówi się o Polexicie (z faktami się nie dyskutuje i nie ma co zaklinać rzeczywistości). W środku zamieściłem ileś różnych nawiązań i rozwiązań - ciekawe ile z nich uda się zauważyć moim szanownym Czytelnikom (z doktorem Robertem Romano ostatnio nikt nie trafił). Można czytać z poprzednimi tekstami z tego uniwersum albo oddzielnie.

Polityka? Trochę. Strumień świadomości? Starałem się, żeby było jak najmniej. Erotyka? Nie. Przekleństwa? No może kilka. Stare schematy? Oby nie.

A jeżeli chodzi o komentowanie przeze mnie… to nie ignoracja. Choroba nie wybiera, do tego gdzieś z tyłu głowy ciągle tkwi mi to, co działo się kiedyś w różnych miejscach - np. ileś razy przedstawiałem rzeczy, które się sprawdzały (w temacie SCT, AI, szczepionek i innych), byłem jednak odbierany w sposób nazwijmy to dyskusyjny.

Ze swojej strony dziękuję za konkurs z mapą - bardzo wysoki poziom, bardzo przyjazne komentarze i ogólna życzliwość, na którą niestety nie byłem w stanie odpowiedzieć (za co przepraszam).

Szczęśliwego nowego roku! Peace brothers & sisters!

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Biblioteka:

Użytkownicy III

Oceny

Pozytywka. Władza należy do sutenera

Starożytny Rzym

Letnia rezydencja jednego z patrycjuszy

– Pani, jesteśmy gotowi. – Penelopa, młoda niewolnica, której matka, znana kurtyzana, miała przyjemność z samym Cezarem, podeszła do gospodyni, siedzącej na patio z kielichem wina i patrzącej na męża, starszego pana z łysiną i brzuszkiem, gorączkowo piszącego coś na pergaminie.

– Kwiryniuszu, czas na jedzenie.

– Eurydyko, nie teraz. – Mężczyzna spojrzał na nią, piorunując ją wzrokiem.

– A pamiętasz, że zaprosiliśmy na obiad Owicjusza Poncjusza z Eurydyką?

– To dzisiaj? Naprawdę?

– Tak.

– Ale ja mam swoją pracę.

– Gapienie się w chmury czy skrobanie piórem to nie jest żadna praca. Powinieneś założyć winnicę czy zrobić coś porządnego, z czego będą jakieś pieniądze. Ludzie cały czas gadają, że jesteś nierobem i leniem.

– Którego kochasz.

– Naprawdę nie wiem co w tobie widziałam.

– Zapewne fortunę mojego ojca.

– Nie zaczynaj.

– Bo co? Zostawisz mnie i pójdziesz w świat z jakimś niewolnikiem?

– A co tam piszesz?

– Próbuję odkryć, co popycha ten świat do działania.

– Ty naprawdę jesteś szalony.

 

Renesans

Wenecja

– Nad czym pracujesz szlachetny mistrzu? – Młody czeladnik spojrzał na mężczyznę w kwiecie wieku, o którego mocnej sprawności nieraz plotkowała kobieca część miasta.

– Spójrz tu, mój uczniu.

– Ale to tylko kamienny stół.

– No właśnie. Przedstawiam ci zero, czyli nic. I popatrz teraz. – Ptolemeusz wziął trochę piasku z ziemi obok i zaczął to wysypywać. – Co widzisz teraz?

– Piasek.

– Nie. – Z przekonaniem odezwał się mistrz. – To jest jedynka, czyli coś. Ale brakuje tu jeszcze jednego elementu. Wiadomo, że zero nie zamieni się samo w jedynkę. Eureka! Mam!

– Co masz?

– Dwójka. To jest odpowiedź na wszystko. Żeby coś się stało, trzeba jeszcze czynnika, który nazwę dwójką.

 

Teraźniejszość

Cały czas Kraków

 

Ulica

Tu, gdzie teraz jestem, nie jest właściwie tak źle. To stało się to dla mnie nową religią. Kłamstwo powtarzane tysiąc razy zamienia się w prawdę czy jakoś tak.

Już rok, odkąd nic nie łączy mnie z moim dawnym ja, a przynajmniej chcę w to mocno wierzyć. Wcześniej żyłem na pełnej kurwie, gwałtownie i szybko, i tak było do pewnego pięknego dnia, w którym pękłem, zupełnie jak balonik.

Dobra guma to podstawa, a ja jej akurat nie miałem.

Moja głowa i ciało przeżyły wtedy prawdziwe załamanie i szok.

Teraz jest lepiej, tylko trochę, ale to zawsze coś. Często idę spać normalnie, o północy, i budzę się o trzeciej czy czwartej rano. W takich chwilach długo nie mogę zasnąć. To podobno wątroba, ale ja wiem swoje. Wracają natrętne myśli, że wystarczyło podjąć jedną, jedyną decyzję, być na miejscu kilka sekund wcześniej czy później, i teraz pewnie znajdowałbym się w innej, lepszej rzeczywistości.

Nie pykło, a ja dostałem wpierdol, od ludzi i całego systemu.

Obecnie mam pracę. Gównianą. Taką, w której niewiele się dzieje. Ludzie nie są tacy jak moi dawni współpracownicy. Próbuję rozbudzić w nich jakiekolwiek pasje, wykrzesać cokolwiek, ale jak dotąd nie daje to widocznego rezultatu. To nie są może żadne tuzy umysłu, mimo to nie poddaję się.

Sekunda.

Właśnie tyle zabrakło mi rok temu.

Gdy jadę dzisiaj w tramwaju, widzę dokładnie to samo, co kiedyś.

Ludzie chcą czuć się bezpieczni. Mają w nosie wszystko co dzieje się wokół, dopóki nie dotknie ich to samych, nie zaboli i nie przeniknie aż do szpiku kości. Wojny, podwyżki, napady, gwałty i cała zgnilizna, którą jesteśmy przesiąknięci. Nikt nie komentuje tego aż do momentu, gdy znajdzie się po drugiej strony barykady.

Tym na górze naprawdę to odpowiada. Mają swoje bankiety i cieszą się, że pożyteczni idioci, silniczki pracujące dzień i noc z nor na całym świecie, odwalają za nich całą brudną robotę, broniąc do upadłego tego chorego systemu.

Idę wśród bezimiennego tłumu, gdzie każdy spieszy się jak leming czy szczur, nie wiadomo po co, gdzie i dlaczego.

– Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię. I będą znaki na niebie i ziemi, a wy ich nie poznacie, nim będzie za późno. – Mężczyzna ze skołtunioną białą brodą stoi na drewnianej skrzynce, patrząc nieobecnym wzrokiem gdzieś w dal, ale niemal chwyta mnie za ramię, gdy przeciskam się przez ludzki mur zmęczenia i obojętności tuż obok niego. – Carlo Acutis wskazał na ciebie, bracie.

Staję, nie wiedząc co odpowiedzieć. Facet wygląda na nawiedzonego, z drugiej strony dobrze znam przepowiednie, na które się powołuje.

Może rzeczywiście w końcu coś się zmieni? Ale jaką powinienem odegrać rolę?

Mój największy błąd jak dotąd polegał na tym, że z pracy zrobiłem hobby. Miałem pasję i byłem w tym bezkompromisowy. Spędziłem tak najlepsze lata swojego życia, a na końcu zostałem tanio sprzedany, potraktowany i wyżęty jak ostatnia szmata, pozostawiony na lodzie jak Marcin Miksza. Bo w pracy zawsze jest tak, że każdy myśli tylko o sobie.

Wiem, że mam potencjał i zauważam różne rzeczy. Pięćdziesiątka na karku mnie ogranicza, ale równocześnie pozwala ominąć najbardziej problematyczne ścieżki w projektach technicznych.

 

Jedno z mieszkań

– Mam pomysła. I nie zawaham się go użyć. – Pielgrzym usłyszał od informatyka, swojego dobrego znajomego. – Technologia już dawno przestała być dla ludzi. Wypalające mózg ekrany, brak myślenia o zużyciu energii i samochody, które trują bardziej niż w katalogu. Musimy być lepsi.

– Daj spokój. Jesteśmy odcięci od świata i nie mamy za dużo ziemi. To chyba oczywiste, że nie możemy nic produkować.

– Zacznijmy od oprogramowania i usług.

– Co proponujesz?

– Będziemy rozwijać ReactOS.

– A bardziej po ludzku?

– Darmowy Windows, ale zrobiony zupełnie inaczej.

– Dlaczego nie linuks?

– Czy wiedziałeś, że Linus Torwalds jest wymieniony na stronie WEF?

– Tej WEF?

– Tak.

– A co to ma do rzeczy?

– Co, jeżeli linuks to jakiś koń trojański? Sposób na kontrolę nad całymi państwami? I najważniejszymi systemami?

– Nie, nie może tak być. I słyszałem, że nikt poważny nie chce Windows. Ma złą renomę i opinię, ugruntowaną przez wiele lat.

– No to są jeszcze alternatywy. Haiku, FreeBSD, OpenBSD i inne.

– Żartujesz chyba.

– Coś musimy wybrać.

– No to wróćmy do tego później.

– OK, na razie zbieramy paczkę starych znajomych. I mam tu kogoś, kto pracował dla Google przy Rynku Głównym 13.

– Jaka specjalizacja?

– Chmury obliczeniowe.

– Jak nam może pomóc?

– Jeszcze nie wiem. Pewne jest tylko to, że musimy wykorzystać to co nam zostało i wycisnąć z tego ostatnie soki.

– Brzmi to trochę jak utopia.

– Od czegoś trzeba rozpocząć.

 

Stare Miasto

Wszędzie wokół mnie trwa jedna, nie kończąca się impreza. Ludzie cieszą się, że Kraków nie będzie już pod butem Brukseli i Warszawy. Wszyscy jedzą i piją, i strzelają do znaków Strefy Czystego Transportu, znienawidzonego symbolu ucisku bogaczy, nałożonego siłą na całe miasto.

Mam tego wszystkiego naprawdę dosyć. Wygląda to jak zryw wolności na dawnych obrazach, ale równocześnie jak nie kończący się chocholi taniec, gdzie gawiedź cieszy się, że skończył się cały znany świat.

Powoli wycofuję się na jedną z bocznych uliczek, gdzie mam nadzieję na chwilę spokoju.

– Buziaczek dwadzieścia trzy?

Sztywnieję, słysząc jeden z moich licznych pseudonimów. Obracam się i staję w bezruchu, nie mając pojęcia, jak się zachować. Nie bardzo kojarzę gościa, który przede mną stoi. Wygląda groźnie, trochę na mnicha albo wojownika, i jest sam. Mam wrażenie, że już go gdzieś widziałem, ale mogę się mylić. Cały czas milczę.

– Przejdę od razu do rzeczy. To wszystko, co dzieje się w Krakowie, to prawdziwa rewolucja. Potrzebujemy fachowców.

Nadal nic nie mówię.

– Doskonale wiemy, co odwaliło się rok temu. Zostałeś skrzywdzony przez pizdusiów, którzy nie dorastali ci do pięt. Odezwij się, gdy będziesz już gotów. Mamy dla ciebie pracę. Legalną. – Mężczyzna podaje mi kartonik i odwraca się na pięcie.

Na wizytówce widać tylko adres i numer telefonu.

Nie mam pojęcia, dlaczego chowam ją do kieszeni.

Wiem, że ostatnie kilka dni jest jakieś inne. W powietrzu czuć zapach i smak rewolucji. Nad miastem pojawiła się półprzezroczysta kopuła, ale mnie to zupełnie nie odchodzi. Od jakiegoś czasu nie mam ochoty mieszać się w politykę i zbawiać całego świata.

Zaczyna boleć mnie głowa. Pomyślę o tym jutro.

 

Wawel

– I jak? – Królowa spojrzała na pielgrzyma.

– Zaczęliśmy rozmawiać z ludźmi. Zgodzą się. Na razie dostali możliwość namysłu.

– Nie ma na to czasu.

– Kilka godzin nic nie zmieni.

– Musimy się spieszyć. Bracia z bliskiego wschodu znaleźli prawo zwyczajowe z tysiąc siedemset drugiego. Chcą mieć na własność wszystkie budynki w mieście. Amerykanie żądają sto procent udziałów do wszystkiego, co wydobędziemy. Podali już listę. Argumentują, że to uczciwa cena za opiekę ich wojsk wokół całej strefy.

– Przewidywaliśmy, że tak będzie.

– Tak.

– Pytanie, czy nas zagłodzą.

– Wiedzą, że zraniony lew może być nieprzewidywalny.

– Tym bardziej zbierają przeciwko nam swoje wszystkie siły.

– Co do tego nie ma żadnych wątpliwości. I właśnie dlatego rój w Warszawie dba, żebyśmy przynajmniej mieli prąd elektryczny.

– A co z Niemcami?

– Zabawna sprawa. – Królowa uśmiechnęła się, chociaż nie było jej wcale do śmiechu. – Jednostki Bundeswehry walczą między sobą. Okazję dla siebie zwietrzyli dzieci imigrantów w trzecim pokoleniu.

– Ale nie mają dostępu do broni jądrowej?

– Chyba nie.

 

Jedna z ulic

Stoję w tramwaju i pilnuję się, żeby się nie gapić. Dziewczyna przede mną jest zrobiona, ale nie wulgarna. Stała do mnie przodem, a teraz prezentuje się bokiem. Trzeba przyznać, że jest na co patrzeć. Szerokie biodra, wcięcie w pasie i dorodne, sterczące cycki wielkości dwóch donic, po pięć litrów każda. Całość została podkreślona długą spódnicą i czerwoną górą, mocno rozkloszowaną na dole. Takie połączenie widać tylko w filmach, na przykład u Moniki Belluci w Matrixie.

Krew napływa mi do głowy. Czuję się niepewnie, bo to jeden z tych momentów, kiedy kobieta kontroluje mężczyznę, a co najgorsze, doskonale zdaje sobie z tego sprawę.

 

Wawel

– Konieczne są nowe regulacje, żeby państwo mogło kontrolować cały rynek krypto. Po wecie pana prezydenta wartość niektórych środków spadła o pięćdziesiąt procent. Eferum i stabletkoiny i black chainy używane są przez ruską mafię…

– Jestem tym mocno zmęczona. – Królowa przyciszyła telewizor na ścianie i spojrzała na swojego przybocznego. – Tępi biurokraci i idioci myślą, że są pępkiem całego świata. Uważają, że wystarczy napisać coś na papierze i załatwi to całą sprawę. I jeszcze chwalą się, że do policji dostarczono samochody i drukarki. Propaganda bardziej tępa niż za Gierka.

– Tylko czekać, aż zaczną cieszyć się z długopisów i spinaczy. – Mężczyzna skinął głową. – Albo z tego, że policja ma komisariaty.

– Tak. Prowadzą wojenki i ciągle obcinają pazury ludziom z pasją, obsadzając wszystko kolesiami z klucza partyjnego, którzy pracują tylko od ósmej do szesnastej.

– Mówisz pani o tym jak wywalono na bruk Marcina Mikszę?

– Między innymi. Totalna zgnilizna i grażynkokracja.

– Dobrze wiemy, że są kontrolowani przez innych.

– I to jest właśnie najgorsze. Ktoś nimi steruje, a te miernoty niszczą życie tych mądrych.

– Chcą spowodować, żebyśmy zaakceptowali inny porządek świata.

– Tak. Wiem. Na przykład taki tysiącletni z sąsiednich Niemiec. – Kobieta wzięła do ręki kielich z lubelskim cydrem i zaczęła wodzić palcem po jego krawędzi. – A najbardziej rozbawiło mnie, gdy stwierdzili, że największym problemem są zaimki w ogłoszeniach o pracę.

– Ci mądrzy nie są chyba tak inteligentni, bo na to pozwalają. Pani, jeżeli mogę coś zaproponować. – Mężczyzna skłonił głowę. – Zastanówmy się, jak utrzymać entuzjazm wśród ludzi. Patriotyzm może nam na długo nie wystarczyć. Zapłonie i zgaśnie.

– Na razie musimy zrobić finansowy deal. Wymienić to, czego mamy w nadmiarze, na bardziej realne rzeczy.

– Czy ty chcesz handlować kontrolą ludzi?

– Towar dobry jak każdy inny. – Wzruszyła ramionami.

– Chińczykom czy Amerykanom?

– Kto da więcej.

– A nasi obywatele?

– Od zawsze byli jak otępiali. Rój już im mówi, że albo podejmą ryzyko na własną rękę i poniosą konsekwencje, jakiekolwiek nie będą, albo muszą oddać jakąś część swojej niezależności. Wyegzekwujemy to z całą surowością. Będzie kij i marchewka. Zaczniemy upraszczać wszystkie zasady, żeby były bardziej jasne. Jeden nowy dodany przepis to usunięcie dwóch istniejących.

– Wielu ludziom to się nie spodoba.

– Ale jest dobre, a cel uświęca środki. Większość to szybko polubi. Ludzie instynktownie czują, co jest pozytywne, a co nie.

– Tylko jak ich zmusić, żeby się rozmnażali?

– Po prostu dać im wolność i nie przesadzać z ilością pracy. Mają robić co chcą, w pewnych granicach oczywiście, a państwo niech się niepotrzebnie nie czepia.

– No ale jak wtedy uzasadnić jego istnienie?

– Powinno zajmować się tylko tym, czego sami nie zrobią. To w zupełności wystarczy.

– Opieka zdrowotna?

– Tak. I wojsko, i policja, i utrzymanie podstawowej infrastruktury. A do tego wartościowa nauka w szkołach, zgłębianie nauk ścisłych, filozofii, ekonomii i wielu innych rzeczy. Stawianie człowieka ponad całą biurokrację i wyrabianie w nim zdrowych odruchów.

– Czy my przypadkiem nie mówimy o szerzeniu ideologii?

– Nie może być dzikiego zachodu, który niszczy podstawowe wartości, tworzące przez wieki naszą kulturę. Postęp jest ważny, ale musi być wprowadzony z głową.

 

Piwnica w jednym z bloków

Wciąż jestem w szoku po spotkaniu tamtej dziewczyny w tramwaju. Nie zwróciła na mnie większej uwagi, ale to zupełnie zrozumiałe. Wzbudzała podziw wszystkich mężczyzn wokół i tak jest pewnie każdego dnia. To musi być nudne, gdy każdy je jej z ręki.

Ten widok wywołał we mnie nie tylko pożądanie, ale coś jeszcze. Sięgam po jedno z pudeł, przecieram je ręką i zastygam w lekkiej zadumie. Wiem, co jest w środku. Nie chcę tego oglądać, z drugiej strony dziewczyna przywołała wspomnienia tego, co działo się kiedyś.

Czuję teraz, jakby w mojej głowie coś chciało wydostać się na powierzchnię, przebić czaszkę i eksplodować. Wygląda to zupełnie jakby gdzieś grała urywana muzyka, a ja wiem, że odzyskam swoją energię, gdy ta zabrzmi z pełną siłą i mocą.

Mój wzrok mimowolnie pada na szafkę, gdzie powinny leżeć stare czasopisma. Miały na mnie ogromny wpływ w świecie, którego nie ma, w rzeczywistości, w której mózg nie dostawał co chwilę dopaminowego haju i nie był przytłoczony newsami, streamami i wideo. Wtedy czekałem co dwa tygodnie czy miesiąc na kolejny papierowy numer, tworzony z pasją i sercem, i miałem czas na przetrawienie tego, co widzę. To spowodowało, że dzisiaj jestem dobry w tym co robię.

Wyciągam to i owo i idę na górę, gdzie zabieram się do lektury. Jest trzecia w nocy, gdy w końcu podejmuję decyzję. Nie może być inna.

 

Jedno z mieszkań

– Odezwał się. I zgadza się, żeby nam pomóc. – Informatyk spojrzał na pielgrzyma.

– A nie mówiłem?

– Masz jeszcze innych?

– Trzydzieści osób. Nasz mały dream team.

– A jak się pomylimy?

– Nie myli się tylko ten, kto nic nie robi. W biznesie sukces osiągają tylko głupcy albo ludzie z planem na każdą okoliczność. Rój zgadza się, że zaczniemy od wspierania ReactOS i WinE. Będziemy mieć też własną wersję linuksa, ale bez długu technicznego.

– I jak nam ma to niby pomóc? Przecież nie będziemy tego jeść.

– Trzeba budować piętrowo budynki. Hydroponika i piętrowa hodowla roślin i zwierząt.

– Czy nie za bardzo skaczemy z branży na branżę?

– To na razie tylko burza mózgów, bałagan twórczy, który kiedyś musiał nastąpić.

 

Biurowiec

Brutalna siła czy potęga umysłu?

Przez wiele lat zachód podążał tą drugą drogą, budując inżynierską doskonałość. Tunel pod kanałem La Manche, Airbus, Concorde i wiele europejskich marek. Zrezygnowano ze ścieżki rozwoju, oddając Europę inżynierom z Afryki, a fabryki i wytwarzanie Chińczykom. Oni to dobrze wykorzystali, skupując za grosze stare technologie i patenty, i na nich trenując swoich najlepszych ludzi. Dzięki temu mają teraz podstawy i mogą budować dalej, niekoniecznie podążając drogą wyznaczoną przez zachodnie korporacje.

To jest teraz nasza misja, wizja i cel. Będziemy pracować u podstaw i zaglądać w liczby, a nie powtarzać populistyczne hasełka lewicy. I spełnimy wizję Steva Jobsa. Zaczniemy od potrzeb użytkowników i dopiero potem przejdziemy do tego, jak to osiągnąć.

Właśnie dlatego tak długo siedzę z pustą kartką papieru. Piszę bardzo ogólne punkty. Zajmuje mi to kilka godzin, w trakcie których przechowuję do coraz większych szczegółów.

Cały czas zastanawiam się, czy właśnie to jest mi pisane w kolejnych latach. Zachód zamknął każdą rzecz w patentach albo ukrył w archiwach, Chińczycy to zdobyli, a my musimy odtworzyć od nowa, najczęściej zgadując.

Życie w ogóle dziwnie się plecie. Najczęściej wchodzimy na jakieś tory i tak sobie żyjemy, bojąc się to zmienić, i tak jest aż do jakiegoś wielkiego wybuchu.

Weźmy Unię Europejską. To zupełnie inny twór niż w dwa tysiące czwartym. Zmieniła się nie do poznania przez ostatnie kilkanaście lat. Eurokraci ustalają przepisy i prawa, nie pytając nikogo, a ludzie się na to zgadzają, zajęci kredytami i wychowywaniem dzieci albo samymi kredytami i przeżyciem do pierwszego, bo na dzieci im nie wystarcza. Tłum zgina kark i tak pewnie będzie aż dotąd, gdy nastąpi jakiś szok, ogromne zdarzenie z zewnątrz, wojna czy coś podobnego. Wszyscy żyjemy w takim bagienku, nazywając to strefą komfortu i łudząc się, że jest dobrze, i dopiero po ciężkim doświadczeniu zaczynamy iść dalej.

Czy zgodziłem się na ten nowy projekt, bo zobaczyłem tamtą kobietę? A może coś w mojej głowie zdecydowało, że czas zakończyć żałobę? I uznało, że ja też mam prawo do przeżywania własnego szczęścia?

 

Wawel

– Zaczęliśmy działać, niestety jeden z pracowników ma dużo wątpliwości. – Pielgrzym spojrzał na królową, kobietę, która jeszcze miesiąc temu była zwykłą myszką.

– To normalne. Nie zrobimy żadnych działań korygujących. Rój nie chce mieć niewolników.

– Cały czas mówimy o nas, tych lepszych, i innych, na całym świecie. Czym właściwie się od nich różnimy? Jak długo będziemy tymi dobrymi? Kiedy zaczniemy zniewalać ludzi?

– Widzę, że ty też masz wątpliwości. Pokażę ci coś. – Kobieta sięgnęła po kartkę papieru i narysowała na niej dwie linie. – Całe nasze życie to balans między dobrem i złem, minimum i maksimum. Gdy dochodzimy do tego, że jest bardzo źle, coś natychmiast trzeba zmienić. Ale wtedy jest już bardzo trudno. I właśnie dlatego potrzebny jest czynnik zewnętrzny, taki jak rój. On nam pomoże.

– Królowo, z całym szacunkiem, każdy, kto chce wejść na rynek, zawsze obiecuje złote góry.

– Rój przetrwa bez ludzi. Nazwij jego działania jak chcesz, kaprysem czy filantropią. Na początku potrzebny będzie tylko impuls, pomoc w tym, żeby ruszyć z miejsca, potem wszystko pójdzie już z górki.

– Każda rzecz na świecie kosztuje, również taka pomoc.

– Może kiedyś zrozumiesz, że rolą silniejszych jest ochrona słabszych, a dobra energia zawsze procentuje jako lokata kapitału. Obecny system o tym zapomniał i czas go zmienić. Ludzie za bardzo zaczęli wszystko przeliczać na pieniądze. To było jeszcze w miarę dobre, gdy nie drukowano ich z powietrza, ale teraz to się zmieniło i rewolucja zjada swoje dzieci. Obecne pokolenie uważa, że nie musi walczyć, bo ma ciepłą wodę w kranie, ale to tylko złudzenie. A wiesz, gdzie jest prawdziwy wróg?

– No gdzie?

– Czas. Tracimy go na nieistotne rzeczy i sprawy, a potem żałujemy, że jest go za mało i nie zrobiliśmy w życiu wszystkiego.

– Co to ma wspólnego z całą sytuacją i rojem?

– Oni mają ten sam problem. Próbowali przenieść się do systemów komputerowych i wiedzą, że ślepa uliczka. I pewnie dlatego nam pomagają.

– Prawdziwi filantropi. Jeszcze tylko białego konia albo marszałka i kasztanki brakuje.

– Nie kpij sobie. Naprawdę myślisz, że największe firmy na tej planecie działają z dobrego serca? Że taki apple tworzy kolejne macbooki tylko po to, żeby ich więcej sprzedać? Oni mają plan, rozpisany na kolejne dziesięciolecia.

– Wchodzimy w teorie spiskowe.

– Nie. Wszyscy jedziemy na jednym wózku. Ten wszechświat musiał kiedyś powstać. Ludzie mówią o wielkim wybuchu, bo to łatwe, proste i przyjemne. Mówisz dwa słowa i tak jakby to wszystko wyjaśniało, a tymczasem zupełnie nie mówi, co było przedtem.

– Pewnie inny wszechświat.

– A przed nim?

– Kolejny.

– No widzisz, że to się kupy nie trzyma. Czy to nie straszne, że jest coś, czego nigdy nie poznamy? Rój wiele lat próbował zgłębić tę tajemnicę i dowiedzieć się chociaż, ile czasu nam zostało.

– I co? Nie mogli?

– To wymaga znacznie więcej inteligencji. Ja tylko mogę przypuszczać, że właśnie do tego potrzebni są im ludzie.

– A jak znajdziemy, że mamy miliard lat zamiast pięciu, to czy coś to zmieni?

– Poniekąd. Popatrz na odległości międzygwiezdne. Cywilizacja taka jak nasza nie znajdzie sposobu na ich przebycie, jeżeli będzie kłócić się o mało istotne sprawy i tkwić w niskich, niszczących wszystko energiach.

– No dobrze. Mamy szeryfa w mieście, który postawi nas trochę do pionu. I może dzięki nam wyrwie się z tego więzienia. I co dalej? Czy da cokolwiek kobietom, które chodzą dziewięć miesięcy z brzuchem? Albo mężczyznom, pijącym harnasia przed telewizorem? Czy zrobi, że jedno dziecko przyjdzie na świat w ciągu miesiąca, jeżeli zatrudni się dziewięć ciężarnych?

– Ty mnie chyba nie słuchasz. Współczynniki dzietności spadają na łeb na szyję, drogi nie są odśnieżane i codziennie ogranicza się wolność. Z jakichś względów obcym z innych kontynentów zależy na zniszczeniu białych. Właśnie dlatego musimy się trzymać roju. Nie mamy po prostu wyboru.

– To może być koń trojański. I lepiej by im wyszło zainfekować żółtych. Są coraz mądrzejsi i na pewno zagrożą wszystkim innym.

– Może nie są z nimi zgodni albo tamci za bardzo ulegają wpływom i zupełnie głupieją. Nie mam pojęcia.

 

Biuro

Wciąż pamiętam jej twarz, oczy i uśmiech. To był ten czas, kiedy ciągle miałem wyidealizowane pojęcie o kobietach, naiwnie myślałem, że pachną tylko fiołkami i stąpają po ziemi jak anioł, cały czas otoczone pianą morską. Takie myślałem, przynajmniej w stosunku do niektórych z nich, z drugiej większość dziewczyn i pań nie była dla mnie warta splunięcia, gdacząc coś o jakichś mało istotnych sprawach i na każdym kroku udowadniając, że nadają się jedynie do garów. To był chyba ten okres, w którym po prostu bałem się, i to bałem jak cholera.

Kilka razy lekko odsłoniłem się i czułem prawdziwe gorąco i to, że niektóre z nich mogą zrobić ze mną, co tylko chcą. Zawsze kończyło się to raczej tragicznie, pozostawiając mnie z głębokimi ranami w psychice.

I chyba właśnie dlatego tkwiłem przez lata w dziwnym stanie, półśnie, w których bawiłem się czyimś uczuciami, ale nie pozwoliłem nikomu zbliżyć się do siebie. I pewnie byłoby tak dalej, gdyby nie to, że po ośmiu latach moja wyidealizowana miłość pokazała, gdzie jest moje miejsce.

Skończyło się jak zawsze, na cierpieniu i leczeniu ran, na ucieczce i ciągłym życiu na pełnej kurwie, jakby jutra nie było, na miarę moich możliwości i zdrowia oczywiście. Z dzisiejszej perspektywy myślę sobie, że dostałem podarek z nieba. Dzięki niemu któregoś dnia w końcu dorosłem i zdecydowałem się pójść do burdelu, bo tak należy nazwać rzeczy po imieniu. Teoretycznie klub miał w nazwie „dla swingersów”, ale przyciągnął mnie raz, drugi i trzeci i pokazał, że nie ma się czego bać. Swoje w tym pewnie odegrało to, że byłem po trzydziestce, a najnowsze badania mówią, że właśnie w tym wieku mózg osiąga pełną dojrzałość.

Myślałem, że ten etap mam już za sobą, i tak było aż do momentu, gdy zobaczyłem dziewczynę w tramwaju.

Po co my właściwie żyjemy? Czy chodzi tylko o to, żeby spłodzić dzieci? Czy pozostawić po sobie coś jeszcze?

 

Jedno z mieszkań

– Jaka jest wydajność naszych ludzi w projekcie? – Pielgrzym spojrzał na informatyka.

– Zaczęliśmy im zmniejszać czas na media społecznościowe.

– I jak?

– Aktywność mózgów wzrasta w tempie wykładniczym.

– Czy coś zauważyli?

– Nie wiedzą nawet, że są zainfekowani. Najnowszy szczep nie chce z nimi żadnego kontaktu.

– A jak sobie nie poradzą?

– To przeniesiemy ich gdzie indziej. Będą uczyć dzieci FPGA i RISC-V. Albo pokazywać jak działa ekonomia i gospodarka. Ewentualnie w ostateczności zaczną powielać to, co robił Adam Słodowy.

 

Biuro

Czy scroluję coś w telefonie czy nie, różne rzeczy i tak dzieją się na świecie. Nie muszę sprawdzać tego co pięć sekund i dawkować sobie ciągłej przyjemności. Ten mechanizm jest teoretycznie wszystkim znany, w praktyce wszyscy o nim zapominają, uważając X czy facebooka za mniej szkodliwe od wódki, seksu czy narkotyków.

– I jak? – Moje działania przerywa któryś z nowych kolegów.

– Nie mogę się skupić. To chyba ten monitor. – Odkładam telefon.

– Nie za bardzo gwiazdorzysz?

– A widziałeś kiedyś dobrze zrobiony ekran?

– No jasne. Macbooki.

– Aha. – Uśmiecham się pod nosem. – Masówka dla plebsu.

– Ale taki Air to coś pięknego. Stosunkowo lekki, bez uciążliwych pisków i jęków małego wentylatora, działający bez ściemy kilkanaście godzin na baterii.

– I panel osiem bitów z szybą i ditheringiem. A jak chcesz model pro, to nie masz szyby, ale jest PWM. I co ty na to?

Mój rozmówca zawiesza się, nie wiedząc co odpowiedzieć.

– Widzisz misiu sympatyczny, na początku pracowałem na normalnych monitorach z kineskopem. Mrugały. Potem przesiadłem się na pierwsze LCD, gdzie mruganie też widać było gołym okiem. – Kuję żelazo, póki gorące. – Jak pojawiły się kable HDMI, to teoretycznie wszystko zrobiło się lepsze. Ale tylko teoretycznie. Weszli księgowi. Oszczędzono na podświetleniu i prześcigano się w specyfikacjach, i teraz więcej kolorów robione jest przez mruganie pikseli. To jest chore.

– Ty jakiś nawiedzony jesteś.

– A ty nie czytasz dokumentacji.

– Nie muszę. Wystarczy wrzucić prompta w AI.

– A jak odetną ci sieć?

 

Wawel

– Wasz projekt to kropla w morzu potrzeb. Potrzebujemy własnej waluty. – Królowa uśmiechnęła się szeroko do informatyka, pierwszy raz przyjętego w jednej z komnat zamku.

– Wtedy damy naszym wrogom pretekst do ponownego ataku.

– Musimy wprowadzić system płatności, taki, żeby nie płacić zewnętrznym dostawcom za każdą transakcję.

– I jak zachęcimy do niego ludzi?

– Elektroniczne urządzenia wielkości karty kredytowej z własną pamięcią. Do tego pełna anonimowość i własna kontrola, ile środków ma być przetransferowane.

– Jakaś klawiatura?

– Tak. I wyświetlacz. Podobnie jak kiedyś w kalkulatorach.

– Ale co zrobić, gdy ktoś złamie zabezpieczenia?

– Urządzenia będą zaplombowane i zaklejone na amen, bez fizycznej możliwości uaktualnienia. Każdy będzie mógł przyjść do banku i wybrać je losowo. A transakcja między dwoma z nich będzie zakończona tylko wtedy, gdy oba potwierdzą usunięcie środków z tego, który je zainicjował.

– A co będzie tam pieniędzmi?

– Całkowicie losowy ciąg znaków wielkość dajmy na to jednego megabajta, podpisany naszym certyfikatem.

– Ale to nie ma sensu.

– Chodzi o to, żeby całość wyglądała podobnie jak anonimowe klasyczne pieniądze, ale była całkowicie elektroniczna.

– Królowo, jest jeszcze coś. Amerykanie przyszli do nas i chcą sprzedać nam sprzęt Apple z dużym rabatem.

– Rój mówi, że ludzie nie są zadowoleni z ich ekranów. O możliwym uzależnieniu się od ich kraju nie ma co nawet wspominać. Myślę, że to właśnie powinien być nasz kolejny projekt. Weźmiemy dobre komponenty od Chińczyków, połączymy je w moduły i przygotujemy własne komputery i laptopy. Do tego dojdą nasze polskie marki, takie jak Hyperbook i Goodram.

– Pani, skąd ty masz taką wiedzę techniczną?

– To wynik działania roju. Procesory mogą być od Apple, AMD, Intela czy każdej innej firmy. Wykorzystajmy też projekty Framework.

– Ale uzależnimy się wtedy od jednego platformy.

– I właśnie dlatego potrzebujemy Chińczyków. Oni mają wszystko we wszystkich smakach. Nawet telefony da się kreatywnie użyć. Na początek możemy kupić tysiące egzemplarzy i połączyć je z obudową jak w laptopach.

– I co potem?

– Wymagane byłoby, żeby użytkownik mógł łatwo wymienić dysk ze swoimi danymi. A państwo powinno zapewnić jedno urządzenie na człowieka.

– Był już taki projekt za czasów PIS.

– Ale tam nie zdefiniowano kryteriów kluczowych dla zdrowia i rozwoju. To było raczej coś na miarę KPO.

 

Biuro

Chodzą pogłoski, że w naszym państwie od nowa zdefiniujemy normy, według których będą oceniane wszystkie urządzenia elektroniczne. Obowiązkowe stanie się oznaczenie każdego rodzaju migania obrazu czy wytwarzanie uciążliwych dźwięków. Dodatkowe punkty zostaną przyznane za pełną modułowość i łatwość naprawy.

Do tego trzeba dodać negocjowanie krótkich umów. Niektóre poradniki biznesu mówią, że to złe, zapominają jednak o tym, że za każdym razem można ustalać inne, lepsze ceny.

W końcu pojawi się wolność gospodarcza jak za ministra Wilczka. To zbyt piękne, żeby było prawdziwe.

 

Wawel

– Wiesz, że znam twoje myśli. – Królowa spojrzała na pierwszego ministra, jej prawą rękę. – Wykrztuś to wreszcie z siebie.

– Cały czas się zastanawiam, gdzie jest granica zniewolenia tak zwanych normalnych ludzi.

– Muszą mieć pewną dawkę samodzielności, ale również wspólny cel. Tylko wtedy są w stanie dokonać czegoś wielkiego. Właśnie do tego potrzebują mądrych przywódców.

– Wszyscy z nich z biegiem czasu przeżywają upadek. Dlaczego z rojem miałoby być inaczej?

– Czy uczyłeś się na lekcjach historii o wielkiej Polsce połączonej unią z Litwą?

– Tak.

– Możemy to odbudować. Zobacz, co było wtedy, i jak bardzo inni boją się nas nawet po setkach lat.

– Wciąż nie wierzę w bezinteresowność naszych nowych panów. Załóżmy, że Polska urośnie w siłę. I co wtedy? Jaka będzie prawdziwa cena za ten wzrost?

– Kilka pokoleń wyrosło w przeświadczeniu, że musi być VAT, CIT, PCC, podatki od wody, żywności, oddychania, nieruchomości i tego, co opodatkowano już wiele razy. Wystarczy wyjść do zwykłych ludzi, żeby zobaczyć, do czego to doprowadziło. Rój przynajmniej daje nam jakąś nadzieję. Możliwe, że jesteśmy dobrym materiałem na inżynierów, którzy mogą budować statki międzygwiezdne.

– Jakoś ciężko w to uwierzyć.

– Niejeden mówił, że Polacy mają różne rzeczy w genach. A czy wiesz, jaka jest największa wada systemów stworzonych przez ludzi?

– Jaka?

– Ci, którzy dochodzą do władzy, zaczynają panicznie się bać, że ktoś ich zniszczy. A do tego cały czas chcą więcej. Rój nie ma tych ograniczeń.

– Wychodzi na to, że przestajemy być najważniejszym gatunkiem na tej planecie.

– I co z tego? Zawsze byliśmy mocno ograniczeni, wilgotnością czy temperaturą.

– To co teraz?

– Najtrudniej będzie rozpocząć. Zmontujemy proste rzeczy takie jak komputery i pieniądze. A potem zbudujemy na tym dalej.

– Ale ciężko będzie to zrobić, jak ludzie nie są na odpowiednim poziomie. Oni piją alkohol, palą papierosy i jedzą różne niezdrowe rzeczy, a ćwiczenia fizyczne dla nich to science–fiction.

– I właśnie dlatego musimy wprowadzić szereg zachęt. I powoli wycofywać używki i śmieciowe jedzenie. Trzeba tu dużo delikatności. Zaczniemy od usunięcia papierowych i plastikowych butelek i flaszek, zastępując je wielkimi szklanymi butlami pozwalającymi przelewać płynne produkty do własnych opakowań.

– Był już podatek cukrowy. Prosty lud nigdy tego nie kupi.

– Kupi, jak dostanie lepszą alternatywę.

– Wtedy wszyscy zaczną mówić o kredytach i socjalu. I będą mieć rację. Skąd wziąć na to wszystko pieniądze?

– Lepiej jest zapobiegać niż leczyć. Właśnie dlatego przywrócimy żółte oświetlenie i inne zdrowe rzeczy. Na początek ludzie przeżyją szok, potem będzie już tylko lepiej.

– Tak jak z Brexitem?

– Anglicy sami są sobie winni przez swoją politykę imigracyjną. Gdyby nie ona, nie byłoby żadnych obecnych problemów.

– Czy nie idziemy w stronę komunizmu i gospodarki sterowanej centralnie?

– A wiesz, co to jest kapitalizm?

– Nie. I spodziewam się, że odpowiedź nie jest zbyt oczywista.

– Za PRL w sklepach najczęściej miałeś jeden produkt, często produkowany za długo. Teraz jest ich wiele, ale tylko teoretycznie. To znaczy na początku kapitalizmu rzeczywiście tak było, potem jednak zaczęły się niekończące się konsolidacje i optymalizacje kosztów. W większości branż masz obecnie maksymalnie dwie korporacje, skupiające dziesiątki marek. I one zaczynają dyktować, z czego masz korzystać, co jeść, i tak dalej. I to jest prawdziwy problem. Tworzą się monopole i duopole, niestety ich nadrzędną zasadą nie jest dobro ludzkości, tylko zarabianie pieniędzy. Firmy od leków i fastfoodów chcą nas uzależniać, wiele razy nie ma mowy o jakości czy postępie, i tak dalej. Właśnie dlatego obecny kapitalizm to taki komunizm, w którym tylko mocno przesunięto granicę dobrobytu. To musimy zmienić i nie chodzi nawet o to, że klient ma zawsze rację. To również prowadzi do mocnych patologii, a na to nie możemy sobie pozwolić.

– Ale Amerykanie zmienili w końcu piramidę żywienia i teraz proteiny są na górze.

– Nie mieli wyjścia. Tam naprawdę musi już być bardzo źle. Właśnie dlatego bym na nich nie liczyła.

Koniec

Komentarze

Witaj, Tomaszu, szacun za miłe słowa z Przedmowy, raz jeszcze dziękuję za udział we wspomnianym Konkursie; także życzę Ci Wszystkiego Najlepszego w Nowym Roku. :)

Dziękuję też za uprzedzenie o wulgaryzmach. :)

 

Pierwsza część tytułu przywodzi na myśl wstrząsający dramat amerykański sprzed lat o ukrywającym się za oceanem zbrodniarzu hitlerowskim i odkryciu makabrycznej prawdy przez jego najbliższych…

 

Kwestie techniczne i wątpliwości oraz sugestie (tylko do przemyślenia):

Gapienie się w chmury czy skrobanie piórem to nie jest żadna praca. Powinieneś założyć winnicę czy zrobić coś porządnego, z czego będą jakieś pieniądze. – powtórzenia?

– Naprawdę nie wiem (przecinek?) co w tobie widziałam.

– Nad czym pracujesz szlachetny mistrzu? – przecinek przy Wołaczu?

To stało się to dla mnie nową religią. – powtórzenie?

Kłamstwo powtarzane tysiąc razy zamienia się w prawdę (przecinek?) czy jakoś tak.

Mają w nosie wszystko (przecinek?) co dzieje się wokół, dopóki nie dotknie ich to samych, nie zaboli i nie przeniknie aż do szpiku kości.

Mają swoje bankiety i cieszą się, że pożyteczni idioci, silniczki pracujące dzień i noc z nor na całym świecie, odwalają za nich całą brudną robotę, broniąc do upadłego tego chorego systemu. – powtórzenie?

Idę wśród bezimiennego tłumu, gdzie każdy spieszy się jak leming czy szczur, nie wiadomo po co, gdzie i dlaczego. – i tu?

Pewne jest tylko to, że musimy wykorzystać to (przecinek?) co nam zostało i wycisnąć z tego ostatnie soki.

– Brzmi to trochę jak utopia. – powtórzenia?

Obracam się i staję w bezruchu, nie mając pojęcia, jak się zachować. Nie bardzo kojarzę gościa, który przede mną stoi. – i tu?

Bracia z bliskiego wschodu znaleźli prawo zwyczajowe z tysiąc siedemset drugiego. – 2 x ort – wielkimi?

Tym bardziej zbierają przeciwko nam swoje wszystkie siły. – w kontekście całego dialogu, czy tam jeszcze nie powinno być: „że”?

Okazję dla siebie zwietrzyli dzieci imigrantów w trzecim pokoleniu. – składniowy?

Czuję się niepewnie, bo to jeden z tych momentów, kiedy kobieta kontroluje mężczyznę, a co najgorsze, doskonale zdaje sobie z tego sprawę. – aliteracja (jest ich więcej, reszty już nie wypisuję); czy celowa?

Tępi biurokraci i idioci myślą, że są pępkiem całego świata. Uważają, że wystarczy napisać coś na papierze i załatwi to całą sprawę. – kolejne powtórzenie z tym samym wyrazem (nie wypisuję już reszty, ale jest ich znacznie więcej)?

– Mówisz pani o tym (przecinek?) jak wywalono na bruk Marcina Mikszę?

– I to jest właśnie najgorsze. Ktoś nimi steruje, a te miernoty niszczą życie tych mądrych. – zaimków, szczególnie: „ten” w rozmaitych odmianach i formach, także jest sporo, ja już kolejnych nie wypisuję

– Tylko (przecinek lub myślnik?) jak ich zmusić, żeby się rozmnażali?

Mają robić (przecinek?) co chcą, w pewnych granicach oczywiście, a państwo niech się niepotrzebnie nie czepia.

– No (przecinek?) ale jak wtedy uzasadnić jego istnienie? – nad interpunkcją też trzeba jeszcze posiedzieć i poprawić pewne usterki, ja już reszty błędów nie wypisuję, aby skupić się wyłącznie na treści

 

Zajmuje mi to kilka godzin, w trakcie których przechowuję do coraz większych szczegółów. – zdanie niejasne?

Próbowali przenieść się do systemów komputerowych i wiedzą, że ślepa uliczka. – i tu?

 

 

Ok, doczytałam do końca z pewnymi odstępami czasowymi, lecz przyznam, że mam spory mętlik w głowie. :) W Twoim opowiadaniu, jak zwykle zresztą, jest tak ogromne nagromadzenie szczegółowych faktów, planowanych zmian, detali technicznych, śledztw, rozkazów, fachowych dyskusji, nawiązań do historii i polityki, erotyki i kwestii społecznych, podsumowań i wrażeń bohatera/narratora, przeplatających się ze sobą, że naprawdę trudno śledzić jeden główny wątek całej tej zawiłej fabuły. ;) Gdybym miała napisać streszczenie bądź też plan ramowy, nie umiałabym. :)

Myślę, że łatwiej byłoby Czytelnikom stopniowo poznawać i śledzić jeden logiczny ciąg wydarzeń, bez aż tak wielu odstępstw. ;)

Pozdrawiam serdecznie, klikam za fantastykę, bo niewątpliwie tu jest (choć mocno zagmatwana…); powodzenia w dalszym pisaniu. :)

Pecunia non olet

Nowa Fantastyka