- Opowiadanie: Fasoletti - Rodryk II

Rodryk II

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Rodryk II

Na pieczarę Rodryk trafił przypadkiem. Szukając ustronnego miejsca, gdzie mógłby przykucnąć w celu wypuszczenia klocka napierającego na zwieracze, odgarnął zarośla porastające zbocze niebosiężnej góry i wtedy ujrzał otwór w skale. Najpewniej zignorowałby owe tajemnicze wejście gdyby nie mocno już zatarte lecz wciąż widoczne tajemnicze symbole wydrapane w kamieniu przed grotą.

Rodryk podrapał się po porośniętym rudymi kudłami czerepie i zastygł w bezruchu. Mózg wojownika pracował teraz na najwyższych obrotach, o czym świadczyły zaczerwienione koniuszki uszu, a także wyraz wysiłku na twarzy nie związany wcale z trudnością w utrzymaniu w ryzach desperacko błagającego o wolność stolca.

Przez kilka chwil usiłował przypomnieć sobie jakikolwiek z alfabetów funkcjonujących w krainach ale bez rezultatu. Z trudem potrafił posługiwać się potocznym, o innych nie wspominając. Prawda wyglądała niestety tak, że rodzina i znajomi  mówili o nim: silny jak tur, głupi niczym kurczak. Gdy poczuł ból w skroniach, zrezygnował. Doszedł do wniosku, że może później coś skojarzy, a jeśli nie, to trudno.

Już miał odwrócić się i odejść, gdy z groty dobiegł pomruk. Rodryk w momencie dobył miecza. Pięknie zdobione ostrze, pamiątka po ojcu, rozbłysło czerwienią w promieniach zachodzącego słońca. Napięty niczym struna lutni wędrownego barda, z kroplą potu spływającą po czole i zaciśniętymi pośladkami, wycofał się. Omal nie narobił w portki z przerażenia, kiedy pod jego stopą strzeliła gałąź.

Z mroku jaskini coś wychynęło. Nie przypominało czegokolwiek, co Rodryk w życiu spotkał. Choć mogło być i tak, że na innych lądach, w zamorskich krajach, to coś występowało tak licznie, jak tutaj psy, koty czy jastrzębie. Widok plątaniny zwierzęcych ciał wszelakiego rodzaju przyprawił Rodryka o gęsią skórkę oraz palpitację serca. Źrenice wojownika rozszerzyły się. Odbyt też, bo krecik wystawiał już główkę z norki.

Od wschodu powiał wiatr, zaszumiał w koronach pobliskich drzew. Trawy pochyliły się, by zaraz znów stanąć na baczność. Z gniazda uwitego na skałach dużo, dużo wyżej niż ktokolwiek sięgnąłby wzrokiem wypadło pisklę i roztrzaskało się pomiędzy stojącymi naprzeciw siebie Rodrykiem oraz pokraczną istotą.

To niespodziewane zdarzenie stało się dla wojownika pretekstem do ataku. Uniósł miecz nad głowę i nie zważając na ekskrementy spływające po nogach, bo kupsko w końcu zdołało wyjść, a raczej wystrzelić, Rodryk, wykrzykując wszelkie znane sobie przekleństwa, ruszył na przeciwnika.

Nie osiągnął celu. Jego zmysły nawet nie zdążyły zarejestrować pomarańczowego promienia, który wypalił mu w klatce piersiowej dziurę wielkości pięści. Martwy runął na ziemię i zaległ w kałuży krwi mieszającej się z kałem.

Z mroku pieczary wyszły dwie człekokształtne postaci o szarej skórze, jajowatych głowach i owadzich oczach. Jedna trzymała w trójpalczastej dłoni miotacz laserowy. Jej towarzysz pogładził mutanta po falującym korpusie.

– Spokojnie Pimpek, już nic ci nie grozi – powiedział uspokajającym tonem, wzbraniając się jednocześnie przed wężowym językiem usiłującym polizać go po policzku.

Drugi szarak tymczasem nachylił się nad truchłem Rodryka i precyzyjnym cięciem laserowego noża oddzielił czerep od reszty ciała, po czym uniósł, by pokazać koledze.

– Ty, a może jeszcze to doszyjemy Pimpkowi?

Ten z pistoletem skrzywił się z niesmakiem.

– Pojebało cię? Sam sobie doszyj łeb rudego.

– W sumie… – burknął tamten, odwracając się, by wrócić do groty.

Głowa Rodryka wylądowała w krzakach i leżała tam jeszcze długo, bo dopóki włosy nie wyblakły na słońcu, nawet robactwo nie chciało się jej chwycić.

Koniec

Komentarze

Hej. Bardzo udany szorcik. Znacznie lepszy niż poprzedni :) Tym razem mięso jest tam gdzie powinno a szkielet trzyma się twardo :)

 

W tym sensie, że przekleństwa moim zdaniem są nieoddzownym elementem twórczości i funkcjonują w języku nie bez przyczyny. Typowo – jak jesteś wkurwiony, to nie bez powodu. Mam teorie, że zwyczajnie wyrażają emocje – w większości przypadków przynajmniej.

 

Z tymże kiedy za dużo emocji, to wtedy ciężko. A tutaj naprawdę bardzo dosadny, fajny tekst. Gratulacje.

 

Gdybym mógł dałbym głos. Takto, daje ocenę ;)

 

Melendur88

Witaj. :)

Jak widzę, znowu opko trafia na mój dyżur, zatem przybywam z wątpliwościami oraz sugestiami wyłącznie co do strony językowej. O tematyce (czyli – o gustach i mocno zawężonym kręgu zainteresowań) już nie dyskutuję; to nie moja bajka, jak i kiedy zamierza wypróżnić się bohater opowieści. :)

Najpewniej zignorowałby owe (gramatyczny?) tajemnicze wejście (przecinek?) gdyby nie mocno już zatarte (przecinek?) lecz wciąż widoczne (przecinek?) tajemnicze symbole wydrapane w kamieniu przed grotą.

Mózg wojownika pracował teraz na najwyższych obrotach, o czym świadczyły zaczerwienione koniuszki uszu, a także wyraz wysiłku na twarzy nie związany wcale z trudnością w utrzymaniu w ryzach desperacko błagającego o wolność stolca. – ortograficzny?

Przez kilka chwil usiłował przypomnieć sobie jakikolwiek z alfabetów funkcjonujących w krainach (przecinek?) ale bez rezultatu.

Prawda wyglądała niestety tak, że rodzina i znajomi  mówili o nim: silny jak tur, głupi niczym kurczak. – za dużo spacji w zdaniu?

Z gniazda uwitego na skałach dużo, dużo wyżej niż ktokolwiek sięgnąłby wzrokiem (przecinek?) wypadło pisklę i roztrzaskało się pomiędzy stojącymi naprzeciw siebie Rodrykiem oraz pokraczną istotą.

Uniósł miecz nad głowę i (przecinek?) nie zważając na ekskrementy spływające po nogach, bo kupsko w końcu zdołało wyjść, a raczej wystrzelić, wykrzykując wszelkie znane sobie przekleństwa, ruszył na przeciwnika. – aliteracja?

– Spokojnie Pimpek, już nic ci nie grozi – powiedział uspokajającym tonem, wzbraniając się jednocześnie przed wężowym językiem usiłującym polizać go po policzku. – przecinek przy Wołaczu?

 

O wspomnianych, tajemniczych symbolach – zero info. Taki wątek pogrzebany! :)

 

Szkoda, że fantastyka znów zdominowana przez wulgarności i obrzydlistwa. :) Mogło być super ciekawie… :) 

Frajda dla Autora to jednak rzecz święta. :)

Pozdrawiam serdecznie, powodzenia w dalszej twórczości. :)

Pecunia non olet

O, Fasoletti! Chłopie, jak ja Cię dawno nie widziałem! Cieszę się, na prawdę cieszę się. Wpadełm dziś na forum, bo miałem nadzieję, że Fanthomas coś nowego napisał, ale nie, nie napisał nic. Za to jesteś Ty i Twój tekst. No to czytamy, Wrócę z dłuższym komentarzem. 

Przeczytałem. Spodobało mi się. Rozbawiło mnie w kilku miejscach. Tak trzymać (trzymać można różne rzeczy)! ;-)

Hej, Maciek. Trochę dłużej niż trochę. Prawie jak nowy użytkownik. Flaszkę wpisową by pasowało postawić ;)

Zaufaj Allahowi, ale przywiąż swojego wielbłąda.

Nowa Fantastyka