Nie miałem łatwo, będąc Polakiem, ale udało się zrobić karierę. Jestem stomatologiem, nie zwykłym dentystą. Bezustannie się dokształcam i mam już gabinet na Fifth Avenue. Moi pacjenci zapisują się na wizytę z półrocznym wyprzedzeniem. Znam wszystkich i jestem często powiernikiem ich sekretów, bo wiedzą, że jestem dyskretny, jak grób. Czasem ktoś w ostatniej chwili odwołuje przyjście, mam wtedy wolną godzinę, którą mogę wykorzystać na relaks.
Była już osiemnasta i zapadł zmrok, bo dzień krótki, jak to zimą. Trochę zmęczony ucieszyłem się, gdy Mary, dziewczyna rejestrująca przychodzących pacjentów, dała znać przez interkom:
– Dwójka ostatnich w tym dniu właśnie odwołała przyjście.
Poleciłem jej przynieść kawę i oznajmiłem, że będziemy mogli wyjść wcześniej. Po paru minutach zapukała, po moim:
– Wchodź! – stanęła w drzwiach i powiedziała z niewyraźną miną:
– Przyszła nowa pacjentka. Nie znam jej, ale jest polecona przez księdza Browna. Przyjmie ją pan, doktorze?
Nie zdążyłem odpowiedzieć, gdy do gabinetu weszła nieduża kobieta, władczo odsuwając moją pomocnicę. Chyba w moim wieku, elegancka, zadbana, mająca figurę, której mogłaby pozazdrościć jej Mary, była modelka. Tylko oczy zdradzały, że nie jest młoda.
– Musi mnie pan poratować, doktorze, miałam wypadek i ksiądz Brown skierował mnie tutaj, bo słynie pan z dyskrecji. Koszty nie mają znaczenia – rzekła przybyła, sadowiąc się na fotelu zabiegowym.
Byłem nieco zszokowany jej pewnością siebie, ale pracowałbym planowo jeszcze prawie dwie godziny, więc spytałem tylko:
– Co się stało? Jak mogę pani pomóc?
– Złamał mi się ząb, nie będę mogła jeść i wstyd będzie otworzyć usta szerzej.
– Jak do tego doszło?
– Stara jestem, a głupia…
Tu jej przerwałem, uprzejmie komplementując:
– Przesadza pani, tak mówiąc o sobie.
– Zdziwi się pan. Otóż młody przyjaciel przyniósł orzechy, takie duże, że nie mieściły się w dziadku do orzechów. Jak pan widzi, nie mam gabarytów takich, żeby siadając na ławie łupać orzechy i ławy też nie mam. (Czytałam “Krzyżaków” w Polsce, gdy byłam dzieckiem). Chciałam trochę zaszpanować przed młodym i zaczęłam rozgryzać skorupki. Z pięcioma poszło łatwo, ale na szóstej złamałam ząb.
– Rzeczywiście nie należało tak robić – powiedziałem.
W szczęce po lewej stronie trójka była ułamana prawie przy dziąśle, ale to co zostało, było zdrowe. Widziałem, że wystarczy odbudować brakującą część zęba i mogę to zrobić, nakładając milimetrowe warstwy, jedną po drugiej, dbając, by kształt zęba był taki, jak jego bliźniaka po drugiej stronie szczęki.
Kolejne warstwy utwardzałem promieniem lasera. Tym razem moją pracę określiłbym jako dzieło artysty rzeźbiarza, ale gdy skończyłem i wygładziłem drobne nierówności, powiedziałem skromnie:
– Chyba mi się udało. Ząb będzie mocniejszy niż naturalny, bo zastosowałem najnowszy preparat, niedawno opracowany i rewelacyjny pod każdym względem, ale rozgryzania orzechów nie polecam. Proszę, oto lusterko, żeby mogła pani ocenić efekt mojej pracy.
Gdy dama otworzyła usta, by zobaczyć, czego dokonałem, zobaczyłem coś, od czego dreszcz mi przebiegł po plecach. Naprawiony przeze mnie kieł został wysunięty i trzy pozostałe też tak, że były dwukrotnie dłuższe. Zrozumiałem, z kim miałem do czynienia. Na szczęście uśmiech pacjentki świadczył o zadowoleniu. Potwierdziły to jej słowa:
– Dobra robota, doktorze. Mam zapłacić gotówką, czy woli pan zyskać długie życie w dobrym zdrowiu?
– Jeżeli pani pozwoli, wolę gotówkę lub czek, bo unikanie słonecznego światła jest trochę męczące i proszę oszczędzić Mary.
– Rozumiem. Zdradzę, że wolę mężczyzn niż kobiety, a zresztą ostatnio żywiłam się wyłącznie świńską krwią na prośbę księdza Browna, który mówił o dużej zgodności organizmów ludzi i świń. Taka dieta zapewne doprowadziła do osłabienia struktury mojego zęba.
– Nie potrafię pani tego potwierdzić. Być może, ale nie było to jeszcze badane. Proszę pozdrowić, to znaczy, przekazać moje pozdrowienia księdzu i nie mieć do niego urazy. Chciał jak najlepiej.
Dama wyszła, a ja padłem na fotel i zastanawiałem się, co by było, gdybym nie zgodził się jej przyjąć, albo nie byłaby zadowolona z rekonstrukcji ząbka.
Udany shorcik! Wciąż wyczekiwałem fantastyki i dostałem ją w dość subtelnym wydaniu. Gratuluję udanego kolejnego shorta (tym razem bez gadających zwierząt :D ). Pozdrawiam!
Fajny Szort ;) Chociaż osobiście spodziewałem się, że historia dla dentysty nie skończy się dobrze. Osobiście jednak liczyłem za troszeczkę inną puentę. NIe mniej bardzo sprawnie napisane i fajny pomysł na całe opowiadanie :)
Melendur88
Witaj. :)
A więc mamy tutaj całkiem pomysłowy wywiad z wampirem leczenie wampirzycy. :)
Dobrze, że powodem wizyty był wypadek przy rozgryzaniu orzechów, a nie kości. :) Z takimi wampirami to nigdy nie wiadomo…:)
Pomysł szorcika w sam raz na kliczek, pozdrawiam serdecznie. ;)
Pecunia non olet
Cześć, Misiu!
mam już gabinet na Fifth Avenue.
Matko jedyna, facet jest stomatologiem i to jeszcze w Hamerce. Mam wrażenie, że wolne chwile spędza na bankietach z Gates’em, Muskiem i resztą ferajny.
Miła ta wampirzyca, że się przerzuciła na wieprzowinę. Niemniej wolałbym nie znaleźć się w jej pobliżu i w ogóle w tej krainie dzikiego kapitalizmu.
Pozdrawiam. :)
ani pospolity, ani niepospolity, taki w sam raz
Spodziewałam się raczej wiewiórkołaka (ten tytuł mnie zmylił), więc zaliczyłam zaskoczenie.
Zgrzytnęło mi odwołanie do naszej Sienkiewiczowskiej Jagienki i jej metody na orzechy. Czy w Hameryce czytują naszych “Krzyżaków”?
Szort sympatyczny. Dobrze, że wszystko się dla wszystkich dobrze skończyło.
Babska logika rządzi!
Hej, krwiopijca u dentysty, a do tego amatorka orzechów, a bym brał długie życie w zdrowu, słońce jest przereklamowane ;). Klik i pozdrawiania :)
"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."
Adexsie, zamiast gadających zwierząt jest gadająca… :)
Melendurze, wizyta u dentysty nigdy nie jest przyjemna, ale musi się dobrze kończyć. :)
Bruce, dzięki za kliczek. Tak, z wampirzycami nigdy nie wiadomo. :)
Gryzoku, wampirzyca rzeczywiście miła. Widocznie ksiądz Brown miał dobry wpływ. :)
Bardzie, ja lubię słońce i nie dziwię się jemu. Dzięki za klik. :)
Finklo, dentysta i wampirzyca mieli polskie korzenie. Niemało jest takich w USA. Powinienem o tym wspomnieć i zrobię to. :)
Aha. Korzonkami można wiele wytłumaczyć.
No. Już się bałam, że mój komentarz pominąłeś.
Babska logika rządzi!
Finklo, nie śmiałbym. ;)
Oj tam, oj tam… Przecież nic bym Ci nie zrobiła.
Babska logika rządzi!
Oj tam, oj tam. Nie ugryzła, uprzejma była. Same sukcesy!
Ale, że ksiądz…
delulu managment
mam wtedy wolną godzinę, którą mogę wykorzystać na zrelaksowanie się.
Zmieniłabym na relaks.
Końcówki zdań z się wywołują u mnie zgrzyt zębów. Chyba Tarnina mnie zaraziła.
Zdarza się, że ktoś odwołuje przyjście, mam wtedy wolną godzinę, którą mogę wykorzystać na zrelaksowanie się.
Była już osiemnasta i zrobiło się ciemno, bo dzień był krótki, jak to zimą. Trochę zmęczony ucieszyłem się, gdy Mary, dziewczyna zajmująca się przychodzącymi pacjentami, dała znać przez interkom:
→ Zdarza się, że ktoś odwołuje przyjście, mam wtedy wolną godzinę, którą mogę wykorzystać na relaks.
Była już osiemnasta i zapadły ciemności, bo dzień był krótki, jak to zimą. Trochę zmęczony ucieszyłem się, gdy Mary, recepcjonistka, dała znać przez interkom:
Poleciłem jej przynieść
mikawę
Zbędne.
Po paru minutach zapukała, po moim:
– Wchodź! – stanęła w drzwiach i powiedziała z niewyraźną miną:
Interesujący zapis, ale czy stanęła nie powinno być z dużej litery?
Hahah :) Wspaniałe! Krótkie, lekkie, zabawne. I tego Ci zazdroszczę, Misiu, że tak często udaje Ci się rozbawić czytelników.
Klik.
Pozdrawiam ściskiem!
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
Finklo, zawsze pamiętam, że byłaś moją cierpliwą przewodniczką po forum, gdy byłem zupełnym świeżakiem. :)
Łowuszko, kulturalna była i zadowolona. Ksiądz Brown każdemu pomagał. :)
Holly, Dzięki za klik i uwagi do tekstu. :) Zaraz się zajmę poprawkami. Nad zapisem:
– Wchodź! – stanęła w drzwiach i powiedziała z niewyraźną miną:
zastanawiałem się i w końcu przyjąłem taki, bo wydał mi się logiczny. Alternatywa:
Po paru minutach zapukała, po moim:
– Wchodź!
Stanęła w drzwiach i powiedziała z niewyraźną miną:
nie spodobała mi się.
Również mi się podobało, urocze i zabawne, ale doprawione taką odrobiną dreszczyku.
Pozdrawiam
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Spodziewałam się scenki z wiewiórka w Łazienkach, ale tym razem, Misiu, umieściłeś opowiastkę za oceanem i okazało się, że – jak zwykle – miałeś dobry pomysł. :)
Zdumiała mnie trochę zażyłość pani wampir z księdzem. No, ale w Ameryce…
Była już osiemnasta i ciemno, bo dzień był krótki, jak to zimą. → A może wystarczy: Była już osiemnasta i ciemno, bo dzień krótki, jak to zimą.
Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.
Była już osiemnasta i ciemno, bo dzień był krótki, jak to zimą.
A to nie jest błąd? Była ciemno? Można to tak połączyć z osiemnastą?
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
Holly, Miś zdecyduje, ale jeśli to Cię razi, proponuję: Była już osiemnasta i panowała ciemność, bo dzień krótki, jak to zimą.
Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.
Była już osiemnasta i panowała ciemność, bo dzień krótki, jak to zimą.
Idealnie, aż szkoda, że sama nic nie piszesz :)
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
No jak to nie piszę? Przecież kiedy trzeba to piszę! ;D
Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.
Galicyjski, dreszczyku troszeczkę, bo nie lubię horrorów. :)
Reg, sięgnąłem za ocean, żeby zrobić wrażenie, że się rozwijam. ;)
Drogie Panie, ponieważ kobiety zawsze mają rację, zmieniłem dyskusyjne zdanie, ale nie byłbym sobą, gdybym nie zrobił tego po swojemu. ;D
Misiu, nie robisz wrażenia, że się rozwijasz – dajesz pewność! :)
…nie byłbym sobą, gdybym nie zrobił tego po swojemu. ;D
Misiu, bardzo dobrze zrobieś! :)
Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.
Reg, dzięki za tak miłe słowa. :)
Miś zawsze będzie się piął do góry – przecież liście eukaliptusa nie leżą na ziemi. :D
![]()
ani pospolity, ani niepospolity, taki w sam raz
A bohater nie zauważył, że mu się pacjentka w lusterku stomatologicznym nie odbija? :)
Bardzo dobre i pełne nawiązań. Ciekawe, czy znalazłem je wszystkie 
będąc Polakiem
Będąc młodą stomatolożką…
Zamierzone?
ksiądz Brown
Chesterton!
(Czytałam “Krzyżaków” w Polsce, gdy byłam dzieckiem)
Och, ja nieszczęsny, odebrano mi radość z rozpoznania nawiązania! Przedobrzyłeś, znaczy się
dentysta i wampirzyca mieli polskie korzenie. Niemało jest takich w USA. Powinienem o tym wspomnieć i zrobię to. :)
No właśnie nie. Ta informacja niczego nie wnosi do fabuły. A ty się nie odwołujesz do erudycji własnej postaci, tylko czytelnika. Wywal to, co w nawiasie i zostaw samo nawiązanie.
Polski autor mruga do polskiego czytelnika, kropka. Żeby polska wampirzyca mrugała do polskiego dentysty potrzebowałbyś to rozbudować, żeby coś z tego wynikało.
Najciekawsze jest to, czego tu nie ma. Stomatolog – artysta, powiernik sekretów, przyjaciel księdza – detektywa. Żyjący w świecie wampirów – i kogo jeszcze? Naprawia zęby ludożerce – jaki dylemat moralny! Hoho. Kupiłbym książkę o tym (do roboty, łajzo, sama się nie napisze!
).
Co do Interpunkcji… Podnieś panią. Eee… Się wzięłą i potkła. I leży… 
The KOT