- Opowiadanie: dawidiq150 - Schizofrenia

Schizofrenia

Pomyślałem, że może zaciekawi opowiadanie, w którym zawrę prawdziwe fakty o chorobie psychicznej schizofrenii. Mógłbym jeszcze coś napisać ale czuję, że mnie “łapie” :(

 

Zapraszam do czytania i proszę o komentarze :)

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Oceny

Schizofrenia

Australia, 80 milionów lat temu, noc

 

Zwierzę mozolnie, ale konsekwentnie wspinało się na wysoką górę. Jego wielkie, jedyne oko nabrzmiało, powiększając się prawie trzykrotnie. Gad znacznie różnił się od innych dinozaurów, posiadał czworo zwinnych przednich łap wyposażonych w chwytne palce i parę nóg, na których mógł biegać z prędkością ponad siedemdziesięciu kilometrów na godzinę.

Łuski pokrywające jego plecy, teraz stanęły na sztorc i zabarwiły się na żółto.

Gdy wdrapał się na szczyt, popatrzył w niebo. Następnie otwarł pysk i wydał głośny jazgot, aż krople potu wystąpiły mu w pachwinach i zaczęły spływać po skórze. Wybałuszył oko, które prawie wyszło z oczodołu, a ze źrenicy trysnął kolorowy promień. Łuski nabrzmiały i zaczęły świecić na zmianę, na czerwono i żółto. Wszystko po to, by zwabić jakiegoś chętnego do kopulacji samca. Promień widać było z odległości miliardów kilometrów. Równie daleko dochodził zachęcający jazgot.

Samica olbrzymiego gada starała się ze wszystkich sił. Gdy nadszedł poranek, opadła zmęczona na ziemię. Teraz musiała tylko czekać.

Samiec pojawił się po ośmiu dniach. Spółkowali przez siedem godzin. Potem, ona wykopała dół w ziemi, by w nim złożyć jaja. Jej kochanek natomiast zapolował w celu zdobycia pokarmu. Matka musiała zjeść trzydzieści ton mięsa, gdyby tego nie zrobiła, nie miałaby siły złożyć wszystkich jaj.

Potem zostawił ją, gdyż nie był już do niczego potrzebny.

Samica zniosła dziewięć jaj i zapadła w letarg. Młode miały wykluć się po, od siedemdziesięciu, do osiemdziesięciu milionach lat.

 

&&&

 

Polska, aktualnie

 

Robert przebrany w pidżamę, siedział na szpitalnym łóżku. Mama z czułością gładziła go po twarzy i odpowiadała na jego dziwne pytania. Nie miały one sensu i świadczyły o bardzo złym stanie umysłu chłopca.

Robert cierpiał na schizofrenie, która ostatnio bardzo się nasiliła.

– Musimy już iść synku – powiedziała w końcu kobieta.

– Jeszcze tylko jedna sprawa – chłopak zniżył głos do szeptu – dostałem cynk, na liczby w Eurojackpoint.

Następnie po kryjomu wyciągnął z szafki kupon i dał go mamie.

– Tylko go nie zgubcie i odbierzcie wygraną. – powiedział jeszcze, zanim wyszli.

 

&&&

 

Wieczorem rodzice Roberta usiedli przed telewizorem, by sprawdzić jakie liczby zostaną wylosowane. Doznali szoku, kiedy okazało się, że wygrali 75 000 000 milionów złotych.

Życie Roberta, jego rodziny i trojga najbliższych przyjaciół, którzy także byli chorzy, miało się teraz bardzo zmienić. Wyjechali do Holandii, gdzie mieszkał najlepszy lekarz psychiatra na świecie. Przeszli bardzo drogą terapię, na którą teraz było ich stać i po dobraniu równie drogich, nowoczesnych leków, stan Roberta bardzo się polepszył. To samo stało się z trójką jego przyjaciół Moniką, Kazikiem i Bartkiem. Wszyscy wracali do Polski w doskonałym stanie.

Gdy jedli obiad w restauracji na lotnisku, tuż przed wylotem do Polski, Robert powiedział:

– Wyjedźmy gdzieś razem na wypoczynek. W moim obecnym stanie czuję, że mogę robić wszystko. Żebym tylko miał ze sobą leki.

– Byłoby super, jakieś wypasione wakacje, mieszkając w pięciogwiazdkowym hotelu – rozpromieniła się Monika.

Rodzice Roberta, Władysław i Krystyna popatrzyli tylko na siebie zadowoleni i szczęśliwi, następnie Krystyna zwróciła się do czworga młodych przyjaciół:

– My też wpadliśmy na ten pomysł. Przeglądaliśmy już w internecie różne oferty biur podróży, w sumie to interesowały nas te najdroższe. Jedna opcja bardzo nam się spodobała.

Kobieta wyciągnęła komórkę i zaczęła coś wpisywać. Po chwili przeczytała:

– „Raj w Australii!” Dom na wysokiej skale. Czterdzieści kilometrów od cywilizacji. W pobliżu wspaniała plaża. Świetne miejsce do nurkowania. Przeloty helikopterem nad dżunglą. Możliwe wypady z wykwalifikowanym myśliwym na polowania… – czytała jeszcze przez chwilę.

Potem puściła w obieg telefon by pokazać zdjęcia. Wszyscy byli zachwyceni.

 

&&&

 

Australia, tydzień później

 

Robert, Monika, Kazek i Bartek oraz rodzice każdego z nich, w sumie dwanaście osób lecieli firmowym helikopterem biura „Spełniamy marzenia” nad australijską dżunglą. Było to cudowne przeżycie, nikt z nich jeszcze czegoś takiego nie zaznał. Wypoczynek zapowiadał się wspaniale. Po około czterdziestu minutach, ukazała im się rezydencja na wysokiej górze. Właśnie tam mieli spędzić cudowne trzy tygodnie. A może i dłużej, kto wie? Gdyby im się spodobało mogliby dopłacić i mieszkać tu nawet latami.

Trzy minuty później pilot lądował już na lądowisku, trzydzieści metrów od domu.

Wszyscy oprócz sterującego helikopterem wysiedli. Także mężczyzna, który miał mieszkać tutaj w osobnym domku kawałek dalej, by spełniać zachcianki przewidziane w kontrakcie i dbać by wszystko było w porządku. Potem helikopter odleciał.

Dom wypoczynkowy był ogromny i wyposażony w niemal wszystko, co człowiekowi mogło przyjść do głowy. Siłownie, saunę, basen, obserwatorium astronomiczne, kino, bibliotekę z tysiącami książek i wiele innych rzeczy.

Każdy miał swój pokój. I po wypakowaniu się, zaczęli zwiedzać ogromną rezydencję, wyszli też oglądać widoki z wysokiej góry, na której się znajdowali. Tak minął im cały dzień. Potem niektórzy wcześniej, inni później, szczęśliwi położyli się spać.

 

&&&

 

trzy dni wcześniej w gnieździe

 

Mózg samicy zaczął reagować na dojrzałe emocje, gotowych do wyklucia dzieci. Sprawiło to, że wybudziła się z letargu. Przyszedł czas na rozłupanie twardych jaj. Młode same nie wydostałyby się na zewnątrz i pozdychałyby w środku z braku pokarmu.

Najlepszym sposobem na rozbicie skorup było użycie zębów. Gad brał jajo po jaju i wkładał do pyska. Następnie używając dużej siły, lecz ostrożnie, gryzł.

Wyklute młode miały zdolność samodzielnego życia. Ruszyły więc by zdobyć pożywienie. Lecz z matką związane były uczuciowo, tak że nie miały zamiaru oddalić się zbytnio od niej i po polowaniu wracały. Większość czasu jednak były rozproszone po okolicy.

 

&&&

 

Następnego dnia, gdy wszyscy się wyspali i zjedli śniadanie zrobiono głosowanie co teraz robić. Najwięcej głosów miał wypad na plażę. Tak więc zrobiono. Z każdego tryskała radość. Idąc rozmawiali, jak to cudownie jest być bogatym. Planowali co zrobią z pieniędzmi.

Zeszli z góry po krętych schodkach i szybko dotarli na plażę, która była bardzo blisko. Mieli ją wyłącznie dla siebie. Otoczenie było cudowne. Rosły tu palmy z kokosami. Ktoś zauważył siedzące na drzewie papugi, które wywołały duże zainteresowanie. Zwłaszcza poruszona była Grażynka, matka Moniki.

– Cudownie widzieć egzotyczną przyrodę na żywo. Do tej pory oglądałam ją tylko na National Geographic. – powiedziała podniecona Grażynka i zaczęła robić zdjęcia swoją nową, drogą komórką.

Niedaleko znajdowała się altanka, gdzie znaleźli wielką lodówkę z napojami, lodami i przekąskami.

Blisko niej ciągnął się rząd, jak się chwilę później okazało bardzo wygodnych leżaków, usytuowanych pod parasolami, które można było przenieść jeśli ktoś chciał leżeć na słońcu.

Z uwagi, że dzieci, a także niektórzy rodzice bardzo lubili grać w gry planszowe, zaznaczyli w umowie, by na plaży znajdowały się duże stoły. Życzenie oczywiście zostało spełnione. Po kilkunastu minutach, gdy wszyscy obejrzeli okolicę Monika i rodzice Roberta wyciągnęli scrabble i zaczęli grać.

Robert, Kazek i Bartek woleli gry bitewne. Rozłożyli więc planszę do Summoner Wars i zaczęli tasować karty. Kazik, który był niezwykle skrupulatny, wyjął z plecaka zeszyt i długopis, a potem zaczął rozpisywać tabele i kojarzenia par. Wszystko po to, by rozegrać wielki turniej.

Było cudownie, sielanka trwała.

 

&&&

 

Trochę później, Helenka i Krystyna leżąc na leżakach dokładnie wysmarowane olejkiem do opalania prowadziły przyjacielską rozmowę. Kobiety wyciągnęły leżaki spod parasoli i mocne słońce operowało teraz na ich ciałach.

– Wiesz ta wygrana w lotto…

– W EuroJackpoint – poprawiła ją przyjaciółka. – w lotto nie ma tak wysokich wygranych.

– Nieważne, ale ta wygrana… uważam, że to palec Boży. Wiesz ile się modliłam by to wszystko się jakoś dzieciom ułożyło?

– Wiele jest ludzi w gorszej sytuacji, czemu Bóg miałby pomóc właśnie nam?

Helenka już miała odpowiedzieć, gdy na obie kobiety padł cień.

– Kto tam zasłania słońce? – zamarudziła Krystyna.

Gdy nie było odpowiedzi. Podniosła się nieco i spojrzała do tyłu. Pierwszą jej reakcją na to co zobaczyła, było rozbawienie.

Za nimi stało zwierzę, bardzo podobne do dinozaura, którego widziała w filmach „Jurassic Park”. Miało ponad dwa i pół metra wzrostu i charakterystyczne było, że ma dwie pary rąk. Skórę, gdzieniegdzie pokrywały mu fioletowe łuski. Stał na dwóch muskularnych nogach. Jego nieco podłużna głowa, wyposażona była w jedno duże oko.

– Co to za dziwny żart?! – powiedziała rozbawiona Krystyna.

Przyjaciółka również podniosła się z leżaka i spojrzała tam, gdzie Krystyna.

– Uciekajmy bo nas zje! – krzyknęła Helena bardzo dobrze się bawiąc.

Gad otworzył paszczę i kłapnął nią kilka razy. Wyglądało jakby się śmiał razem z kobietami. To wywołało u nich dodatkowe salwy śmiechu.

Potem zbliżył się, szeroko otwierając gębę, tak że kobiety ujrzały dwa rzędy białych zębów, umieszczonych w czerwonych dziąsłach i zielony, długi, wąski, ośliniony jęzor. To co dalej nastąpiło, stało się bardzo szybko. Gad jednym chapnięciem odgryzł głowę Krystynie. A potem ją przełknął. Wyraźnie widać było, jak z lekkim trudem przechodzi mu przez gardło.

Helenka krzyknęła przerażona:

– Ratunku, pomocy!!!

I zerwała się biegnąc boso po piasku, z szybkością którą może osiągnąć tylko zdesperowany człowiek, którego życie jest w wielkim niebezpieczeństwie.

Wszyscy ją usłyszeli i ruszyli zobaczyć co się stało.

Bezgłowe ciało Krystyny leżało na leżaku, a z szyi tryskała krew. Helenka biegła w ich stronę, po jej nogach spływały strużki moczu. Bestia natomiast stała w miejscu, patrząc na nich i kłapała paszczą. Każdy bez wyjątku mógłby przysiąc, że zwierzę się śmiało.

Rzucili się do ucieczki. Potwór szedł za nimi powoli, z jakąś dziwną pewnością, że i tak mu nie uciekną.

Po kilku minutach zdyszani dotarli do rezydencji.

– Zaryglujmy drzwi, tu będziemy bezpieczni. – powiedział Mateusz, ojciec Kazika.

Gdy to zrobili wszyscy pobiegli na taras mieszczący się wyżej. Jedynie Robert i Monika, również pośpiesznie, udali się po mężczyznę, który miał spełniać zakontraktowane zachcianki.

Znaleźli go w jego pokoju. Gdy tam wpadli Robert krzyknął:

– Zostaliśmy zaatakowani przez jakieś wielkie zwierzę. Mama Kazika nie żyje. Odgryzł jej głowę.

– To jakiś żart? – mężczyzna był zły, że robią sobie z niego jaja.

– Klnę się na Boga, to nie żarty. Niech pan dzwoni po pomoc.

Mężczyzna w końcu uwierzył i spytał:

– Gdzie teraz jest to zwierzę?

– Szło za nami. Nie wiem.

– Dobrze, już idę, zabiorę tylko strzelbę.

Wyciągnął z szafy broń, która wyglądała na bardzo nowoczesną, a którą miał przygotowaną na zakontraktowane polowania w dżungli i poszedł za dziećmi. Dołączyli do reszty na tarasie, skąd mieli dobry widok na ścieżkę prowadzącą na plażę.

– Idzie w naszą stronę – ktoś powiedział.

Faktycznie gad powoli szedł w górę, jakby świetnie znał drogę do rezydencji. Teraz mogli się mu dobrze przyjrzeć.

– Wygląda prawie jak dinozaur z naukowych książek i filmów. – powiedział Władysław.

– Dokładnie tak! Niesamowite. – krzyknął Kazek.

Mężczyzna z firmy podróżniczej powiedział powoli, by wszystkich uspokoić:

– Tutaj nic nikomu nie grozi. Poczekamy aż się zbliży, wtedy go zastrzelę następnie wezwę pomoc, w razie gdyby było ich tu więcej.

Bestia potrzebowała sześciu minut, by wejść na górę, gdzie znajdował się wielki dom wczasowiczów. Zobaczyła ludzi na tarasie i zrobiła coś bardzo dziwnego jak na bezrozumne zwierzę, którym wszyscy myśleli, że jest. Kiwnęła dwa razy głową co wyglądało bardzo ludzko, można było to różnie zinterpretować.

Potem dziarsko ruszyła w stronę domu. Uzbrojony w strzelbę mężczyzna wyczekał na odpowiedni moment, aż się zbliży i strzelił.

Celował w głowę ale trafił w szyję. Okazało się to równie skuteczne. Pocisk wyrządził gadowi poważną szkodę. Zaczął on broczyć żółtą krwią i się krztusić. Szybko zawrócił i uciekł.

 

&&&

 

– Prawdopodobnie nic już nam nie grozi – powiedział mężczyzna z firmy – ale wasz wypoczynek niestety się zakończy. Musimy zbadać teren, czy nie ma więcej takich niezwykłych zwierząt. Myślę, że możecie zacząć się pakować. I bardzo mi przykro, że stała się taka tragedia.

Minęła około godzina, kiedy dzieci, które razem obserwowały okolicę z punktu obserwacyjnego na dachu zaalarmowały rodziców, że zbliżają się potwory.

Mężczyzna z firmy wziął ponownie strzelbę i przeładował ją. Następnie, znowu zaczął wszystkich uspokajać. Potem wyszedł na taras, ten sam skąd strzelił i trafił gada. Wszyscy teraz stali na tym tarasie oprócz Roberta, który źle się poczuł.

Roberta złapał chorobowy stan, teraz potrzebował położyć się w łóżku i wyciszyć. Odpocząć. Choroba aktywowała się, gdy było za dużo bodźców i stresu. W czasie takiego stanu bardzo cierpiał.

Po kwadransie armia gadów licząca osiem osobników, stanęła naprzeciw rezydencji. Tak jak postrzelony osobnik wszystkie wydawały się bardzo inteligentne. Może nawet dorównujące, albo przekraczające inteligencją ludzi.

Zwierzęta stały tak kilkanaście sekund, aż jeden wydał gardłowy wrzask i ramię w ramię ruszyły by zabić, bo to było w ich naturze.

Zbliżyły się na pół metra do drzwi i ścian domu, następnie dwoje z nich uniosło wzrok w górę na taras. Reszta popatrzyła na siebie i zaczęły kłapać paszczami. Wyraźnie wyglądało, że się śmieją. Wszyscy na tarasie mieli co do tego pewność. I w serca ludzi wdarł się strach. Zachowanie gadów było dziwne, nie mogły im przecież nic zrobić.

I po chwili stało się coś, czego nikt się nie spodziewał. Zwierzęta weszły do środka domu jakby ściany były tylko hologramem. Wyglądało jakby zniknęły. I przez moment wszyscy tak myśleli.

– Chowajcie się, gdzie tylko możecie – krzyknął pan z biura podróży. A sam oburącz chwycił strzelbę by być gotowym do strzału. Czuł się odpowiedzialny i był gotowy oddać swoje życie za swoich podopiecznych.

– Dzieci niech każdy biegnie do swojego pokoju.– Krzyknęła Grażyna.

Niedługo potem, dało się słyszeć strzał ze strzelby, a potem przeraźliwy krzyk. Mężczyzna wypalił z broni, rozwalając głowę jednego z agresorów, ale drugi zębami oderwał mu rękę, a potem zgniótł łapami czaszkę.

To co się później stało, było krwawą jatką. Gady nie tylko potrafiły przechodzić przez ściany, ale również widziały przez nie. Dopadły prawie wszystkich.

Każdy mordował na inny sposób, jakby to była jakaś rywalizacja, kto będzie bardziej brutalny.

Gdy jedna z bestii znalazła się w pokoju Roberta, stanęła jak wryta. Chłopak nie zważając na nic leżał z głową mocno przytuloną do poduszki. Potwór stał przez dziesięć sekund, przyglądając się z zainteresowaniem, następnie podszedł do łóżka i delikatnie łapą trącił nogę Roberta.

Ten podniósł głowę i popatrzył na zwierza. Potem z powrotem wcisnął głowę w poduszkę. Tak, w tej sytuacji zachować się mogła jedynie osoba z chorobą psychiczną. W tym stanie wszystko było mu obojętne. Żeby tylko odpocząć.

Później potwory odeszły, zostawiając dziesięć zmasakrowanych trupów. Trzy godziny później, Robert wstał z łóżka, czuł się już lepiej. Widząc martwych przyjaciół przeżył szok. Zapłakany zaczął myśleć o swojej wygranej fortunie. Po co mu pieniądze, gdy nie ma już bliskich. Oddałby wszystko co do grosza, byle by oni żyli.

Z bolesnej zadumy wyrwał go głos Kazika:

– Wygląda na to, że tylko my przeżyliśmy.

Robert popatrzył na przyjaciela i odparł:

– Gdzie się schowałeś?

– Wyszedłem oknem z drugiej strony domu i zszedłem na dół. Tam przeczekałem. A ty gdzie?

– Wyobraź sobie, że tamten potwór nic mi nie zrobił. A mógł, był ze mną w pokoju. Ale ja się wtedy źle czułem i wszystko było mi obojętne. Słuchaj jestem pewien, że on mi współczuł. Przez chwilę patrzyłem mu prosto w oko i widziałem, choć teraz nie jestem pewny, łzę.

– Łzę? Swoją drogą co tu się wyprawia? One kurde mogą przechodzić przez ściany. Dam głowę, że to przybysze z kosmosu. Co zrobimy? One mogą wrócić. I dlaczego jeszcze nie przyleciała pomoc?

– To prawda powinni już tu być. Ale myślę, że jest sposób byśmy wyszli z tego cało.

– Jaki?

– Po pierwsze nie zażyjemy leków. Musimy być w najgorszym stanie, gdy przyjdą.

– Uważasz, że potwór nie zabił cię bo zobaczył, że jesteś chory?

– A jak inaczej wytłumaczysz jego zachowanie? Nie odczułeś, że te bestie są piekielnie inteligentne?

– Wiesz, ciężko mi w to wszystko uwierzyć, ale dobrze, jeśli postanowią wrócić dopiero jutro, albo później może się udać. Nie będziemy spać w nocy, wtedy choroba przyjdzie. W ogóle wypatrujmy helikopter, przecież zaraz powinna się zjawić pomoc.

– Dobrze, chodźmy na punkt widokowy, nie mogę patrzyć na te zwłoki.

 

&&&

 

trochę wcześniej

 

– Tutaj Mateusz! Trzeba ewakuować naszych klientów z „Raju w Australii” zostali zaatakowani przez jakieś dzikie zwierzęta, jest już ofiara śmiertelna. Nie byłem przy tym, ale podobno jednej z kobiet została odgryziona głowa.

– W porządku przybędziemy do czterdziestu minut.

 

&&&

 

Samica gada, zauważywszy brak jednego ze swoich dzieci, pojęła wnet, że zginęło i reszta jest w niebezpieczeństwie. Potrafiła zabijać nie tylko przy pomocy pazurów i zębów. Jej oko, które służyło do wabienia samca z odległości miliardów kilometrów, było w stanie dosłownie „usmażyć mózg” wroga.

Gdy zauważyła helikopter z dużym wysiłkiem wybałuszyła oko, a z niego wystrzelił promień na tyle szeroki, że objął połowę helikoptera. Pilot z krzykiem chwycił się za głowę a dwie sekundy później krew trysnęła mu z uszu, nosa i ust. Oczy wyszły mu z orbit. Po chwili był martwy.

Razem helikopterem leciały jeszcze dwie osoby. Nie były one przeszkolone w pilotażu. Miały jednak zapięte pasy. Maszyna po kilkunastu sekundach spadła w dżunglę. Śmigła cięły drzewa, aż po chwili się zatrzymały. Zawisnęli na wysokości kilku metrów. Na dwojga pasażerów na dole czekały już gady, by ich pożreć. Dlatego nie odpięli pasów postanawiając, że jedynym wyjściem, żeby przeżyć jest czekać na pomoc.

 

&&&

 

Nadszedł wieczór, przyjaciele wynieśli stolik na taras, ten skąd ich opiekun zastrzelił bestię. Następnie rozłożyli bardzo złożoną grę planszową Mage Knight i zaczęli grać.

Nie zażyli leków. Ich celem miało być przemęczenie umysłu i doprowadzenie do bardzo bolesnego stanu, który jednak miał ich uratować.

Grając rozmawiali:

– Jak przeżyjemy, co teraz z nami będzie? Kto się nami zaopiekuje?

– Jakoś sobie poradzimy. Mamy pieniądze.

– Tak ale, powiem ci szczerze; chciałbym się zabić. Moi kochani rodzice nie żyją, byłem do nich tak przywiązany.

– W pełni cię rozumiem. Ale życie jest cenne nawet takie jak nasze, pełne bólu.

– Jak myślisz dlaczego pomoc nie przyleciała?

– Zielonego pojęcia nie mam.

Godzina, za godziną mijały. Chłopcy zmienili grę na inną, potem jeszcze inną. Gdy zaczęło świtać byli wykończeni.

– Czuję, że mnie łapie – powiedział Robert. – idę się położyć.

– Tylko pamiętaj nie możesz zasnąć.

Kazek czuł się jeszcze dobrze, więc spróbował zrobić wszystko co mógł by zapaść w jakże znajomy mu bolesny stan. Zaczął rozmyślać o problemach, jakie miał. Rozważał np. swoją sytuację, że teraz ktoś może ukraść mu pieniądze. Włamać się na konto w banku. Myślał o tym jak ma sam prowadzić dom. Myślał o tym, że nie będzie wiedział co zrobić jak rozboli go ząb. Tego typu rzeczy. W końcu poczuł się źle. Prędko poszedł do swojego pokoju i wtulił głowę w poduszkę.

Czas leciał szybko, zawsze tak było, gdy chłopcy źle się czuli. Kwadrans za kwadransem mijał. W końcu bestie przyszły. Przyprowadziły matkę, jakby chciały jej coś pokazać. Gdy znalazła się ona w pokoju Roberta, ten podniósł głowę by na nią spojrzeć i powiedział.

– Bardziej niż ciebie i śmierci boję się mojej choroby.

Stało się wtedy coś niezwykłego. Oko gadziej samicy zwilżyło się i poleciała z niego łza. Potem potwór odwrócił się i odszedł.

 

EPILOG

 

Po dwóch dniach, w końcu przyleciała pomoc. Znaleziono dwóch zagłodzonych chłopców, którzy byli w bardzo złym stanie psychicznym. Umieszczono ich w szpitalu psychiatrycznym. Teraz trzeba było poradzić sobie z morderczymi zwierzętami. Ludzie jednak nie zdawali sobie sprawy, z kim się mierzą.

Koniec

Komentarze

Witaj. :)

Niezwykle dramatyczne, pełne grozy i pomysłowych zwrotów akcji wydarzenia! :) Byłam ogromnie ciekawa, jak zakończysz ten horror. :) Podobał mi się; widać, że masz świetną wyobraźnię i że nadal sprawia Ci przyjemność pisanie. :)

Pozdrawiam serdecznie, powodzenia, klik. :) 

Pecunia non olet

OOO! bruce :)))))

 

Tak mi jest miło :-) Dziękuje. To chyba prezent na imieniny.

 

Wiesz nigdy nie wiadomo przynajmniej ja tak mam, czy tekst się spodoba.

Jestem niepełnosprawny...

Witaj w kulbie. Też na podobny temat kiedyś pisałem. Biorę się do lektury. :)

Wszystkiego Najlepszego z okazji Imienin, Dawidzie! :)

Pozdrawiam i także dziękuję. :) 

Pecunia non olet

Nowa Fantastyka