- Opowiadanie: Anonimowy bajkoholik - Białe Ćmy

Białe Ćmy

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Oceny

Białe Ćmy

Białe Ćmy

W przypadku opisu tegoż rodzaju istoty sięgałem po pomoc jednego z jej przedstawicieli. Może to się wydawać wielce nieprofesjonalne oraz może to budzić wątpliwości wokół rzetelności i obiektywności samego opisu. Jednak argumentuje swoją decyzję następującymi punktami.

Po pierwsze, opisywany gatunek posiada inteligencję umożliwiającą wzajemną komunikację. Nie zna naszego języka ojczystego, ale zdołałem nawiązać z nim osobistą nić glossos. Nasz powstały w ten sposób unikalny język posłużył jako narzędzie do powstania serii rozmów, z których byłem wstanie wyłuskać dokładniejszy obraz sposobu funkcjonowania Białych Ciem. Dołożyłem wszelkich starań, aby wiernie przełożyć całą nabytą na ich temat wiedzę z nici na nasz język ojczysty.

Po drugie, bazując jedynie na osobistych, naocznych obserwacjach początkowe wnioski bardzo odbiegały od faktycznego obrazu Białych Ciem. Rozmowa z jednym z osobników nadaję wymaganego kontekstu dla zrozumienia w pełni i prawdziwie tych istot. Bez tego niemożliwym jest ujęcie zachowania tego gatunku w logicznych dla nas ramach.

Po trzecie, kłamstwo ze strony osobnika jest wielce mało prawdopodobne. Przez swoją unikatową specyfikę wszystkie osobniki Białych Ciem są zjednoczone wokół jednej społeczności, która efektywnie żyje w izolacji od innych istot, w tym ludzi. Gatunek ten nie miał – jako całość – żadnej okazji na szerszy kontakt z innymi rozumnymi istotami, nie wie z jakimi potencjalnymi zagrożeniami się to wiąże. Przez inną unikalną specyfikację, która zostanie opisana później, są kompletnie szczerzy między sobą. Przez wzgląd na te dwa fakty doszedłem do wniosku, że obcy jest im koncept kłamstwa. Zauważyłem, że dopiero po czasie mój rozmówca zaczął przekazywać mi swoje myśli w bardziej emocjonalny i skrótowy sposób, co miało odbicie na naszej nici glossos.

Po czwarte, jedynie w ramach jednostki, z którą prowadziłem serie wywiadów, ujawniły się inne, niezauważalne przez regularną obserwacje cechy Białych Ciem. Dają one o sobie bardziej znać dopiero, gdy percepcje względem nich kreuje ktoś spoza ich hermetycznej społeczności. Wynika to z bardzo wysokiej wrażliwości tego gatunku na percepcje innych istot. Nawet samych siebie nawzajem. Zostanie to bardziej rozwinięte we właściwym opisie Białych Ciem.

Prócz jedynego osobnika, z którym miałem okazję rozmawiać, wszystkie Białe Ćmy występują wokół obiektu zwanego Czarną Latarnią – nazywanego przez jej mieszkańców słowami, które można na nasze przetłumaczyć jako Szczęśliwy Rodzic lub Zrozpaczony Rodzic. W ich języku – brzmiącym jak krzyżówka śpiewu ptaków z piskami ciem – słowo „szczęście” oraz „rozpacz” to jedno i to samo określenie odnoszące się do obu tych konceptów, które w naszym języku rozdzielamy i traktujemy jako przeciwieństwa. Podczas rozmowy z Białą Ćmą idea nazwy tego obiektu, którą próbował mi przekazać przez naszą nić glossos, budziła skojarzenia z nazwą Szczęśliwy Rodzic i Zrozpaczony Rodzic równocześnie i z tą samą mocą.

Obiekt ten znajduje się nisko nad powierzchnią wyspy, którą dla uproszczenia oraz z powodu dominującej roli samego obiektu nazywa się tak samo tak samo – Czarna Latarnia. Sam obiekt stanowi olbrzymia, sferyczna kula koloru czerni, będąca wstanie otulić swoim cieniem niemałą dolinę. Kiedy zobaczyłem ją po raz pierwszy a co dopiero podszedłem pod nią w celu bliższego przyjrzenia się jej, wzbudziła we mnie nie mały lęk. Stała tak zawieszona, jakby była ciągłą groźbą zwiastującą ostateczną zagładę. Dla samych Białych Ciem jednak stanowi ona integralną cześć codzienności. Są do niej przyzwyczajeni do tego stopnia, że nie boją się wznosić kolejnych budynków swojego miasta w jej cieniu oraz jej pobliżu. Tak naprawdę powiedzenie, że to kwestia przyzwyczajenia to duże niedopowiedzenie. Czarna Latarnia jest najważniejszą rzeczą dla wszystkich Białych Ciem. Traktują ten obiekt jakby posiadało swoją własną niezależną świadomość i podchodzą do niej z niemalże religijną czcią. Na początku myślałem, że jest on wykonany z czegoś twardego, idealnie wyrzeźbionego materiału. Późniejsze badania zaprzeczyły tej hipotezie. Czarna Latarnia była raczej z substancji bardziej przypominającej coś pomiędzy smołą a wodą – trudno było się zorientować, gdyż nie miałem bezpośredniego kontaktu z tym obiektem, jednak sama naoczna obserwacja kontaktów Białych Ciem z gigantyczną kulą na to wskazywała. Co ciekawe, mimo że Czarna Latarnia była aż tak ważnym obiektem dla Białych Ciem, to każde z nich miało z nią bezpośredni kontakt tylko dwa razy w całym swoim życiu: przy (chyba) narodzinach oraz (chyba) śmierci.

Sam sposób reprodukcji Białych Ciem jest ściśle związany z Czarną Latarnią. Rodzą się w parach, wyłaniając się z wodno-oleistej masy jako młode bliźnięta. Świeżo zrodzone ciała są na poziomie około dziesięcioletnich ludzkich dzieci. Mój rozmówca nazywa to stanem niemowlęcym i że są wtedy dopiero na początku swojego życia. Nie ma w procesie narodzin ani żadnego z rodziców ani (jak się wydaję) okresu prenatalnego. W tej drugiej kwestii jest pewna wątpliwość, gdyż nie wiadomo co się dzieje we wnętrzu Czarnej Latarni. Ze względu na swoje bezpieczeństwo i brak odpowiednich środków nikt nie odważył się do tej pory wejść w głąb wnętrza Czarnej Latarni. Robią to jedynie Białe Ćmy na końcu swojego żywota i nigdy z niej nie wracają. Osobnik, z którym rozmawiałem mówił, że stają się w ten sposób częścią Szczęśliwego Rodzica, wracając do swojej macierzy, z której się narodziły. Jeżeli spróbuje się zapytać nowo narodzone bliźnięta to nic nie powiedzą, a przynajmniej nic sensownego. Podobnie jak niemowlę, wydają z siebie niezrozumiałe krzyki i jęki. A kiedy już nauczą się natywnego języka i będą wstanie rozmawiać, nie pamiętają co było przed wyjściem z otulającej je wcześniej masy. „To tak jakbyś ty miał opisać, jak to było, kiedy byłeś jeszcze w łonie matki czy nawet jeszcze wcześniej” – tak opisywała to Biała Ćma, która od tej pory będzie tutaj nazywana swoim imieniem Albi. Dlatego też to co jest we wnętrzu Czarnej Latarni pozostaje nieodgadnioną tajemnicą.

Wszystkie Białe Ćmy rodzą się i dojrzewają w nurcie jednego, podobnego fenotypu. Praktycznie każdy osobnik ma następujący zespół cech fizycznych: wychodzące z głowy szarawe czułki, bardzo długie, sięgające do stóp, proste, prawie kompletnie białe włosy, brak jakiekolwiek innego zarostu na twarzy i reszcie ciała, delikatne, podobne do ludzki kobiet rysy twarzy oraz rzucające się w oczy mgliste ślepia. Nie oznacza to bynajmniej, że Białe Ćmy są z natury ślepe czy chorowite. Albi wyjaśnił mi, porównując do moich opisów w jaki sposób widzą świat materialny ludzie, że Białe Ćmy widzą wszystko monochromatycznie – w odcieniach bieli i czerni. Odróżniają jednak poszczególne odcienie o wiele bardziej wyraźnie, przez co jeden biały wydaje się im zupełnie inny niż drugi, kiedy dla ludzkich oczu te dwa białe kolory położone obok siebie byłyby nieodróżnialne. Dlatego też, kiedy dla zewnętrznego obserwatora ubrania czy budynki mogą wydawać się szarobure i jednakowe, w tym samym czasie dla oka Białej Ćmy budynki są malowane różnorako w zależności od dzielnicy a ubrania pełne wzorów. Nawet ich obrazy z naszej ludzkiej perspektywy to puste płótna, kiedy dla nich są dziełami sztuki pełnymi detali.

Unikają sztucznej interwencji w swój wygląd, czy to przez makijaż czy charakteryzacje włosów. Zakłóciłoby to samą naturę ich funkcjonowania. Ciało Białych Ciem zmienia się jedynie na dwa osoby: poprzez naturalne starzenie się lub percepcje innych. Ćmy, tak jak my, rosną z wiekiem i po osiągnięciu wieku dojrzałości zaczynają stopniowo tracić siły, a ich ciało pokrywają nakładające się zmarszczki. Jedyną znaczącą różnicą w procesie starzenia się jest to, że w ostatnich latach życia ich ciało coraz bardziej się suszy i twardnieje. Proces ten zaczyna się około pięćdziesiątki, stanowiąc marginalną niedogodność. Z biegiem czasu jednak proces przyśpiesza dochodząc do punktu przypominającego pełną mumifikację ciała. Osobnik osiąga ten stan w zakresie wieku 100-120 lat. Kiedy Biała Ćma już nie jest wstanie się ruszać ani kontaktować w żaden sposób ze światem zewnętrznym, ciało zaczyna wchodzi w kilkudniowy proces poczwarkowania, aż do momentu powstania pełnego kokonu otulającego ciało. Po niedługim czasie kokon wraz ze znajdującym się w środku ciałem samoistnie wznosi się i w linii prostej powoli przemieszcza się w stronę Czarnej Latarni, w celu ostatecznego wtopienia się w niej. Albi zapewniał mnie, że podczas całego tego procesu Biała Ćma jest cały czas świadoma i jak najbardziej żywa. Umiera ostatecznie dopiero w momencie powrotnego złączenia się z macierzą.

Percepcja wpływa o wiele szybciej i bardziej inwazyjnie na wygląd Białych Ciem, niż powolny proces starzenia czy poczwarkowania. Gatunek ten jest bardzo wrażliwy na to jak jest widziany przez inną świadomą istotę. I jest to prawdą nawet biorąc pod uwagę to, jak patrzą na siebie nawzajem na swojej odizolowanej wyspie. Jest to wpływ tak silny, że nawet przez kilkudniowe, ciągłe wystawienie danego osobnika na czyjąś percepcję – i to w środowisku o w miarę bezpiecznym poziomie zagęszczenia złej nowiny – jest wstanie nanieść zauważalne zmiany psychofizyczne na danej Ćmie. Przykładowo, po tym jak przedstawiłem Albi koncept innych kolorów niż czerń czy biel i próbowałem je opisywać, przekazywać ich idee przez naszą nić glossos, mój rozmówca zafascynował się tym tematem. Rozpoczęło to litanie rozmów na temat kolorów: jak widzą je ludzie, które kolory lubię a za którymi nie przepadam, jak je odróżniam między sobą, który myślę, że by mu pasował. Po kilku dniach Albi zaczynał nabywać umiejętność dostrzegania kolorów, aż do stopnia, kiedy był wstanie nazwać każdy z nich, który mu pokazałem. Po tym jak opowiedział mi, w jakich kolorach marzyłoby mu się urodzić, pojawił mi się w głowie obraz Albi w tych właśnie barwach i wzorach. Biała Ćma od tamtego momentu zaczęła sukcesywnie zmieniać kolory swojej bladej jak śnieg skóry i kompletnie czarnych dla moich oczu ubrań. Zaczęły rysować się na nich wzory różnorakich kształtów. Albi powiedział, że miał te wzory od pierwszego naszego spotkania, ale po prostu w jedynych znanych na Czarnej Latarni odcieni czerni i bieli. Stały się one po prostu bardziej widoczne dla ludzkich oczu przez nabranie nowych kolorów. Narzekał wcześniej, że jego wzory stały się mniej wyraźne i zaczęły zanikać, ale od kiedy jego ciało nabrało nowych kolorów, stały się wyraźne jak nigdy dotąd. Domyśliłem się, że ich zanik na początku naszych rozmów również był spowodowany przez moją percepcje. Przez to, że fizycznie nie byłem wstanie ich dostrzec, miałem jego obraz pozbawiony licznych wzorów. To, że stały się jedynie mniej wyraźne a nie zanikły kompletnie były zasługą tego, że reszta jego pobratymców widziała te wzory. Podtrzymywało to ich istnienie i nie pozwoliło kompletnie zniknąć. Niewykluczone, że również percepcja samego zainteresowanego ma, jeżeli nie dominujący to znaczący, wpływ na zmiany na ciele danej Białej Ćmy. Nie przywiązywałem myślom o kolorowym Albi zbyt dużej uwagi. W tym samym czasie sam Albi zdawał się być bardzo podekscytowany całym tematem i opisywał swoje własne wizje siebie w wielu barwach. Z drugiej strony, siła percepcji samych Białych Ciem nie wydaje się nadzwyczajna. Podczas jednej z rozmów o kolorach Albi pokazał trzymający w ręku biały owoc zwany pomidorem, stanowiący główny element diety na wyspie. Tłumaczył, że dzięki swoim czułka są wstanie usłyszeć głos jaki wydają pomidory i inne rośliny. Niekiedy nawet próbują z nimi rozmawiać, ale taki kontakt przypomina raczej próbę komunikacji człowieka ze zwierzęciem niż jakąś bardziej zaawansowaną rozmowę. Albi był niezwykle ubawiony myślą, jakby pomidor zamiast swojej naturalnej barwy był czerwony. I mimo naszego wracania co jakiś czas do tego tematu, pomidor sam w sobie nie stawał się ani trochę bardziej krwisty.

Całe to małe zamieszanie doprowadziło mnie do interesującego odkrycia. Życie Białych Ciem kręci się wokół tej nadzwyczajnej wrażliwości na percepcje. Same Ćmy są jej jak najbardziej świadome i biorą to pod uwagę podczas kształtowania swojego porządku społecznego. Kiedy rodzi się para to żadne z nowonarodzonych nie posiada żadnych wyraźnych cech żadnej z dwojga płci. To samo w sobie mogłoby nie być dziwne, gdyż wyłaniają się z Czarnej Latarni jako dzieci. Jednak nie posiadają nawet żadnych organów płciowych. Można by tu z kolei powiedzieć, że to też jest oczywiste, gdyż nie potrzebują ich w ogóle do reprodukcji. A jednak kształtują się one w późniejszym życiu. Sam Albi na jednym z naszych pierwszych spotkań wyjaśnił mi, że on sam przykładowo posiada męskiego członka. Niestety moja ciekawość musiała zadowolić się jedynie tą pustą informacją, gdyż osobnik nie pozwolił mi się bliżej przyjrzeć, jak wygląda mimo moich próśb i nalegań, więc też nie mam, jak potwierdzić czy narządy płciowe Białych Ciem odstają znacznie od tych ludzkich. Pozostaje ufać zapewnieniom Albi, że wszystko wygląda identycznie jak u nas ludzi.  Członki i waginy pojawiają się u tych istot pod wpływem oczekiwań, które narzuca na nie reszta Białych Ciem. Kiedy bliźnięta schodzą na ziemie, zostaje im przyznana opiekunka, będąca od tej pory ich rodzicem do momentu ich usamodzielnienia i rozdzielenia. Wyznacza każdej z bliźniąt rolę do odegrania: mężczyzny i kobiety. Cała lokalna społeczność od momentu naznaczenia ich piętnem jednej z płci zaczyna w pełni postrzegać je w kontekście przeznaczonych im ról. Uznaje się, że bliźnięta od momentu narodzin są związane małżeństwem do momentu osiągnięcia pełnoletności. Jest to okres dzieciństwa i lat nastoletnich dla Białych Ciem. Opiekunka jako matka i jedyny rodzic utrzymuje i wychowuje bliźnięta w ramach wyznaczonych im ról. Kiedy ich płeć jest już w pełni wykształcona i psychofizycznie dojrzała, uznaje się, że osiągnęły już pełnoletność i inicjuje się ceremonialny rozwód bliźniąt: w pełni rozwiniętego samca i pełni rozwiniętej samicy.

Albi już podczas serii rozmów o kolorach zaczął wyraźnie zabarwiać emocjami swoje wypowiedzi i w przypadku tej kwestii funkcjonowania jego gatunku było podobnie. Mu samemu było przeznaczone bycie mężczyzną. „Taka była wola Szczęśliwego Rodzica” sam często kończył swoje wypowiedzi. Z moich osobistych wniosków wynika, że o wyborze które z bliźniąt zostanie wybrane na mężczyznę a które na kobietę decyduje czysty przypadek, jednak wedle Albi – przynajmniej na tamten moment – i reszty Białych Ciem dana opiekunka podejmuję decyzje na podstawie intuicji zesłanej od samej Czarnej Latarni. To jej wola decyduje o losach przypisania płci danemu osobnikowi. Dlatego też otrzymanie i odgrywanie przypisanej roli płciowej ma charakter mocno sakralny i moralny. Im bardziej dana Biała Ćma spełnia przypisaną jej role, tym cieszy większym się szacunkiem wśród społeczności. Z drugiej, jej zaniedbanie lub odrzucenie spotyka się z ostracyzmem, jednak dzieję się to bardzo sporadycznie z uwagi na fakt, że percepcja wszystkich Białych Ciem jest na tyle silna, że zmienia bezpośrednio psychikę danej Ćmy w taki sposób, że czuje się ona sama z siebie mężczyzną lub kobietą w zależności od przypisanej jej roli.

Albi wydawał się pochmurny podczas mówieniu o swojej roli. Przypisane mu było być mężczyzną. Mówił jednak, że nigdy nie odnajdywał się w tym. Bardzo kochał swoją jak się miało okazać siostrę i czuł się winny, że nie odgrywa w godny sposób roli męża. Ich opiekunka tłumaczyła im, że w celu poprawnego wykształcenia się płci potrzebne jest wzajemne uzupełnienie się w małżeństwie. Dlatego nieudolność Albi nie pozwalała jego siostrze osiągnąć pełnego potencjału w tym względzie. Mimo upomnień i narastających oczekiwań reszty Białych Ciem, Albi popełniał kolejne błędy i nie udawało mu się stać dobrym mężczyzną dla swojej siostry. Raz zbyt bardzo przypominał swoim sposobem wypowiadania się siostrę, raz siadał nie w taki sposób jak należy. Mój rozmówca tłumaczył, że przez to, że młode Białe Ćmy niezbyt różnią się wyglądem między sobą, każda zachowanie niepasujące do roli kreuje inną od zamierzoną percepcje wśród obserwatorów. Ciało wtedy fluktuuje raz w jedną, raz w druga stronę a psychika – w opinii dorosłych już Białych Ciem – nie rozwija się prawidłowo.

Samemu Albi to nie przeszkadzało. Często wspominał o swoim rodzeństwie, że cieszyło go to, że się upodabnia w pewien sposób do swojej siostry. Na samym początku życia byli nierozłącznymi bliźniętami o praktycznie identycznym charakterze. Zdaje się, że podejście samego zainteresowanego miało decydujący wpływ na wygląd całego procesu dojrzewania. Po moich pytaniach, dlaczego Czarna latarnia skazała go na takie ułomne dla Białych Ciem niezdecydowanie, Albi zawsze gwałtownie zaprzeczał, że to nie wina czy wola samego Szczęśliwego/Zrozpaczonego Rodzica. Odgórnie i poprawnie zostało przypisane mu bycie mężczyzną. Wszystkie porażki określał jako wyłącznie wynik swoich niepowodzeń w spełnieniu przypisanej mu powinności. Przyznawał, że nawet do dziś nie wyzbył się w pełni dziwnych odczuć i pragnień związanych ze swoim ciałem oraz swoją rolą, których powinien już dawno się wyzbyć. To dziwna, idąca od samego wnętrza siła jak to mówił Albi, miała nigdy nie przestawać go nawiedzać.

Siostra z kolei była jego odwrotnością. Była doskonała w odgrywaniu roli kobiety i wyznaczała się niezwykłą dojrzałością jak na swój wiek. Wedle świadectwa Albi, wszyscy chwalili ją i widzieli w niej doskonałą przyszłą opiekunkę kolejnych bliźniąt. Jej jedyną skazą było to, że nie była wstanie idealnie dopełnić się z bratem, co w jej przypadku ujawniało się w coraz wyraźniejszą wyniosłością krtaniową. Kiedy zbliżał się czas rozwodu, Albi był coraz bardziej zrozpaczony, gdyż bardzo nie chciał się rozdzielać ze swoją siostrą. Tłumaczył mi, że takie nadmierne przywiązanie do swojego rodzeństwa i ukochanej jest najwyższym wyrazem niedojrzałości i zdziecinnienia. Stracił wtedy kompletnie w oczach opiekunki, reszty Białych Ciem oraz w ostateczności swojej idealnej siostry, która wymusiła rozstanie. Obie strony osiągnęły pełnoletność nie będąc wstanie wyzbyć się w pełni swoich płciowych niedoskonałości.

W momencie, kiedy zaczynałem serie wywiadów z Białą Ćmą minęło już kilka lat po tamtych wydarzeniach. Mimo tego czasowego dystansu, im więcej rozmów skręcało na tory jego młodości, jego emocje zdawały się coraz bardziej wychodzić na wierzch. Białe Ćmy generalnie jako gatunek są pod tym względem bardzo ostrożne. Wraz z silniejszymi odczuciami względem danej Ćmy, silniejsza się staje również percepcja oraz idący za nią wpływ na daną jednostkę. Z tegoż powodu od najmłodszych lat są tonowani w ich wyrażaniu czy nawet odczuwaniu, bo nawet sama percepcja, nieokraszona żadnymi słowami na zewnątrz, ma moc kształtowania psychiki i ciała Białej Ćmy. Przy mnie jednak, będąc równocześnie daleko od oceniających go pobratymców, Albi czuł się coraz bardziej swobodnie. Na tyle, że jego poluzowana percepcja zaczęła wyraźnie wpływać na jego cechy psychofizyczne. To dzięki temu w głównej mierze byłem wstanie dojść do prawdy o wysokiej wrażliwości gatunku Białych Ciem na percepcje świadomych istot.

W ogóle Albi wydawał się ewenementem na tle innych Ciem. Miało to okazje wyrazić się wielokrotnie. Innym przykładem może być jego spojrzenie na instytucje małżeństwa wśród swoich pobratymców. Tam naturalnym jest fakt, że rodzeństwo w pewnym momencie się od siebie rozdziela i zaczyna działać na rzecz dalszego rozwoju kolonii pod Czarna Latarnią. W pełni ukształtowane samice stają się opiekunkami, ale również pełnią funkcje o charakterze przywódczym. To one decydują o na drodze dyskusji między swoimi sektorami kolonii co jest na ten moment wymagane do zrealizowania, jak powinno wyglądać prawo i tak dalej. Jest to oczywiste dla matriarchalnego społeczeństwa Białych Ciem. Niemalże każda z nich w całym swoim życiu obejmuje opieką kilka bliźniąt i umiera w późnym wieku ze starości. Albi nigdy nie rozumiał tej konieczności rozwodu. Zawsze wolał pozostać ze swoją siostrą, najlepiej do końca życia.

Z samcami sprawa wygląda z goła inaczej. Co może się wydawać z ludzkiej perspektywy paradoksalne, ich głównym zadaniem w ramach funkcjonowania społeczeństwa jest optymalizacja reprodukcji gatunku. Poza stanowieniem głównej siły roboczej, mężczyźni muszą osiągnąć szczyt szczęścia/rozpaczy. W praktyce sprowadza się to do doprowadzenia się jednostki do kompletnego, psychicznego stoczenia się. Do tego między innymi służy instytucja rozwodu i siłowej rozłąki z rodzeństwem. Popadanie w stopniową rozpacz jest również mile widziane u samic, jednak od samców jest to wręcz wymagane. Od tego zależy dalsza przyszłość całego gatunku. Kiedy kokon Białej Ćmy będącej na finale swojej egzystencji rozpływa się w Czarnej Latarni, to to jak bardzo wzrośnie całkowita masa wielkiej sfery jest bezpośrednio sprężone z tym jak wiele smutku i cierpienia doświadczyła dana Biała Ćma za życia. Widać to już po samej formie tworzącego się kokonu: w im większej rozpaczy Biała Ćma doświadczyła w swoim życiu, tym formujący się kokon staje się większy i przechowuje więcej konserwującej ciało, czarnej jak smoła mazi w swoim wnętrzu. Dlatego też wiele mężczyzn gatunku Białych Ciem nie dożywa nawet pięćdziesiątki, co czyni ich średnią długość życia dwa razy krótszym niż u kobiet. Wpadają w liczne niezdrowe nawyki i uzależnienia co ma stopniowo pogarszać ich stan psychiczny. Jedną z najpopularniejszych form autodestrukcji jest uzależnienie od alkoholu wytwarzanego z tutejszych pomidorów. Specjalnie wyznaczona grupa samic bacznie bada wszelkie zmiany na Czarnej Latarni. Jeżeli mimo kolejnych narodzin bliźniąt masa Latarni jest na końcu roku sumarycznie większa, oznacza to, że wzrost demograficzny całej społeczności jest stabilny. To wielki krąg życia Białych Ciem: zradzanie się z a następnie umieranie w ramionach wielkiego Szczęśliwego Rodzica.

Albi opisywał to często ze swojej perspektywy jako wielkie tchórzostwo całego jego gatunku. Nie do końca wtedy rozumiałem co miał przez to na myśli, ale mówił, że tę samą ilość rozpaczy można osiągnąć w dużo przyjemniejszy sposób, nawet jeżeli wymagający dużo większej pracy i niosący za sobą ryzyko wymarcia Białych Ciem. W jego opinii wystarczyłoby pozwolić wszystkim bliźniętom żyć nieprzerwanie razem i pozwolić mieć o sobie percepcje jakąkolwiek chcą. Mógłby być to dobry pierwszy krok do stworzenia na końcu takiego życia równie dużej ilości pokarmu dla Szczęśliwego/Zrozpaczonego Rodzica.

Zrozumiałem wtedy, dlaczego dla Białych Ciem idee „szczęścia” i „rozpaczy” są tożsame. Słowo, które przywołuje te dwie idee na raz, oznacza pewien dominujący charakter tego, jak wyglądało dane życie. Dla Białych Ciem nie jest ważne jaki jest to ostatecznie charakter a jego intensywność. To ona w ostatecznym rozrachunku liczy się dla przetrwania gatunku. Istoty obrały filozofie i strukturę społeczną maksymalizującą szanse przetrwania. Maksymalizowanie nieprzyjemności i stresu w jednostce jest dużo tańsze niż zapewnienie zaspokojenia jej potrzeb i odpowiadanie w zadowalający sposób na jej zachcianki.

Jednak wśród Białych Ciem ukształtowała się mimo wszystko sztuka, jakaś forma ekspresji, która pozwoliła później na narodzenie się sztuki tradycyjnej jak obrazy bawiące się różnymi odcieniami bieli i czerni. Najpewniej więc obecne funkcjonowanie społeczeństwa tych istot nie było takie u samych początków a wyłoniło się dopiero później. Wysunąłem stąd hipotezę, że Czarna Latarnia, ten tajemniczy obiekt, nie zawsze był w pełni czarną masą. Być może była bardziej różnorodną mieszaniną, łączącą w sobie zarazem biel i czerń. A może była kiedyś, lśniącą, całkowicie Białą Latarnią?

Mojemu towarzyszowi bardzo spodobała się ta niepotwierdzona, wymyślona przeze mnie na szybko teoria Białej Latarni. Później nawet uznał, że ją ulepszył. Że jeśli ktoś będzie wiódł dość skrajnie szczęśliwe, wolne życie to u progu swojej śmierci pozostawi na powierzchni Zrozpaczonego Rodzica nie czarną, nie białą, a kolorową plamę. Muszę przyznać się czytelnikowi, że był to moment, w którym się uśmiechnąłem w duchu. Było to na tyle naiwne i sprzeczne z tym, co do tej pory udało mi się dowiedzieć o Białych Ćmach, że trudno było mi zareagować inaczej. Jakbym nie był świadom, że Albi jest rodzoną, czystej krwi Białą Ćmą to zwątpiłbym, czy aby na pewno jest on przedstawicielem tego gatunku. A o to postronnemu obserwatorowi nie byłoby na tym etapie trudno. Poza charakterystycznym kształtem czułek cała reszta ciała diametralnie się zmieniła od czasu, kiedy rozmawiałem z Albi po raz pierwszy. W zamglonych ślepiach zawitały plamy przypominając przez to kałuże paliwa, narzucona płachta na całe ciało oraz same wzory okraszone zostały w lekko przyćmione kolory tęczy a z pleców wyrosły ozdobione nie mniej niż same ubranie skrzydła, mimo że żadne Białe Ćmy nie posiadają ich naturalnie. Płeć też przekształciła się u Albi diametralnie łącząc cechy zarówno samca jak i samicy.

Kiedy zbierałem się w podróż powrotną w celu zredagowania moich notatek i uwag w formę tegoż tekstu, Albi gorącą podziękowało mi za moje towarzystwo i zamiast odlecieć powrotem do kolonii pod Czarną Latarnią, odleciało na swoich skrzydłach w dal, daleko poza wyspę. Do momentu napisania tych słów nie miałem okazji powtórnie spotkać tego specyficznego osobnika. Mimo świadomości paradoksu wypowiadanej frazy, najprawdopodobniej należałoby ono przypisać do kategorii albinosa wśród Białych Ciem. Albinosa, który na przekór innych odleciał szukać swojej własnej rozpaczy i swojego szczęścia. Być może na końcu swojego żywota pozostawi na Czarnej Latarni maleńką, kolorową plamkę.

Koniec

Komentarze

Witaj. :)

Nie wiem, czy dobrze odgaduję, ale to chyba Twój debiut. :)

 

Kwestie techniczne i sugestie oraz wątpliwości (tylko do przemyślenia):

Tytułu już nie powtarzamy w opowiadaniu.

Całość jest złożona z wielkich bloków tekstu, które należy zmniejszyć, czyniąc opowiadanie przystępniejszym w odbiorze oraz czytelniejszym.

Czy celowym jest brak jakichkolwiek dialogów? Opowiadanie jest dość długie i – tylko opisy?

 

W tekście jest sporo literówek, np.:

Jednak argumentuje swoją decyzję następującymi punktami.

Miało to okazje wyrazić się wielokrotnie.

Innym przykładem może być jego spojrzenie na instytucje małżeństwa wśród swoich pobratymców.

 

Dostrzegłam też błędy ortograficzne, np.:

To dzięki temu w głównej mierze byłem wstanie dojść do prawdy o wysokiej wrażliwości gatunku Białych Ciem na percepcje świadomych istot. – ten jeden błąd występuje aż jedenaście razy!

Z samcami sprawa wygląda z goła inaczej.

 

Są także powtórzenia, np.:

Nie zna naszego języka ojczystego, ale zdołałem nawiązać z nim osobistą nić glossos. Nasz powstały w ten sposób unikalny język posłużył jako narzędzie do powstania serii rozmów, z których byłem wstanie wyłuskać dokładniejszy obraz sposobu funkcjonowania Białych Ciem. Dołożyłem wszelkich starań, aby wiernie przełożyć całą nabytą na ich temat wiedzę z nici na nasz język ojczysty.

Na tyle, że jego poluzowana percepcja zaczęła wyraźnie wpływać na jego cechy psychofizyczne. To dzięki temu w głównej mierze byłem wstanie dojść do prawdy o wysokiej wrażliwości gatunku Białych Ciem na percepcje świadomych istot.

Albi powiedział, że miał te wzory od pierwszego naszego spotkania, ale po prostu w jedynych znanych na Czarnej Latarni odcieni czerni i bieli. Stały się one po prostu bardziej widoczne dla ludzkich oczu przez nabranie nowych kolorów. Narzekał wcześniej, że jego wzory stały się mniej wyraźne i zaczęły zanikać, ale od kiedy jego ciało nabrało nowych kolorów, stały się wyraźne jak nigdy dotąd.

 

 

Są zdania kompletnie niejasne, np.:

Albi powiedział, że miał te wzory od pierwszego naszego spotkania, ale po prostu w jedynych znanych na Czarnej Latarni odcieni czerni i bieli.

To one decydują o na drodze dyskusji między swoimi sektorami kolonii co jest na ten moment wymagane do zrealizowania, jak powinno wyglądać prawo i tak dalej.

 

Reszty już nie wypisuję. Całość wymaga starannego sprawdzenia i poprawienia bardzo dużej ilości usterek językowych.

Pomocne mogą okazać się Poradniki z działu Publicystyka, w tym: Drakainy dla Nowicjuszy, a także: dialogowe, zapisu myśli i językowe.

Pozdrawiam serdecznie, powodzenia. :)

Nowa Fantastyka