Publikuję tutaj po raz pierwszy, więc liczę na rady od zaprawionych w boju kolegów i koleżanek :)
Hasła:
Informacja
Czar
Jezioro
Publikuję tutaj po raz pierwszy, więc liczę na rady od zaprawionych w boju kolegów i koleżanek :)
Hasła:
Informacja
Czar
Jezioro
Wędrowali tydzień wśród wysuszonych traw, nim zbliżyli się do kolejnego punktu na mapie. Przed nimi wznosiły się, niczym wypaczony obraz lasu, rzędy szpiczastych skał. Wyglądało to tak, jakby ta stara ziemia nie potrafiła zrodzić niczego żywego.
– Nie starczy nam dnia by przejść na drugą stronę. Rozbijemy tutaj obóz. – orzekł Talay schodząc z konia i zabierając się za rozpakowywanie bagażu.
Kersen jeszcze przez moment bacznie lustrował malujący się przed nim widok. Jeśli mapa nie kłamała, to za tym kamiennym gajem czekał cel jego podróży. Nie miał powodu do wątpliwości, jak do tej pory go ona nie zawiodła. Wszystkie miejsca, które objawiły mu się w wizji, napotkał w czasie kilkutygodniowej wędrówki.
Wyjął z kieszeni złożony na cztery części plik papieru i przyglądał mu się, jakby szukał w nim odpowiedzi. Nakreślona w przypływie rytualnego transu mapa przedstawiała punkty, które po połączeniu tworzyły szlak wiodący daleko na północne stepy. Znajdowali się dokładnie na przedostatniej pozycji. Byli tak blisko. Nie chciał tracić czasu, jednak musiał zaufać Talayowi. Znał on te tereny jak nikt inny, o czym Kersen przekonał się kilkukrotnie w tak krótkim czasie.
Dzień czy dwa nie zrobi większej różnicy, zostało mi jeszcze dziesięć miesięcy do wypełnienia obietnicy.
Ukojony tą myślą zeskoczył z konia i wziął się za rozpalanie ogniska.
– To jak, co to za skarb? – zagaił Talay szczerząc podgniłe zęby.
Zadowolona twarz przewodnika zdradzała jednak pewną nieufność, która wychodziła z niego w każdym drobnym geście. Kersen widział ją szczególnie w jego oczach, które z każdym dniem świdrowały go coraz uważniej.
– Hm?
– Mówię o twojej mapie. Prowadzi do skarbu, prawda? – zapytał wskazując na kieszeń, w której trzymał kartę.
Kersen ledwo powstrzymał się od dotknięcia jej. Zamiast tego przywołał na twarz niezobowiązujący uśmiech.
– Taki rodzaj skarbu raczej nikogo nie zainteresuje – wyjaśnił odwracając się od rozmówcy, by wyjąć z torby suszoną wołowinę.
Przewodnik przyglądał mu się przez moment z pewnym zacięciem malującym się na twarzy.
– Dziwny z ciebie gość, to muszę przyznać – wyrzucił z siebie siadając po drugiej stronie ogniska – Prowadziłem wielu głupców chcących wykopać skarby Złotego Miasta, ale ty o nich nawet nie wspominasz. Nie planujesz, jak wielki pałac zbudujesz, ile będzie miał komnat i ile żon będziesz w nim trzymał. Nie, ty tylko gapisz się w ten kawałek papieru.
Mówił prawdę, Kersen nie miał zamiaru szukać złota, przybył tu po informację.
– Są na tym świecie rzeczy cenniejsze od złota.
Zdążył dostrzec trwający sekundę chciwy blask w oczach drugiego mężczyzny.
– Dziwny z ciebie gość – oznajmił śmiejąc się przy tym pobłażliwie i poszedł zająć się swoimi sprawami.
Kersen nie miał zamiaru dzielić się z nikim celem swojej podróży. Zwykli ludzie wzięliby go za opętanego religijną myślą głupka, a ci z odpowiednią wiedzą mogliby mu zaszkodzić.
Talay zdecydowanie zaliczał się do pierwszego grona. Był prostym mężczyzną w jesieni swojego życia, aczkolwiek wykazywał się sporą krzepą, a co najważniejsze, dobrą znajomością tego terenu. Kersen wynajął go w najbliższym mieście, by poprowadził go przez ostatni odcinek jego drogi.
Wcześniej podróżował sam i z chęcią pokonałby resztę wyprawy w taki sam sposób, gdyby nie fakt, że trasa wiodła przez kompletne pustkowia. Wolał nie testować swoich marnych umiejętności nawigacyjnych w dziczy. Towarzysz był mu jednak potrzebny również z jeszcze jednego powodu, któremu ustępowały wszelkie prozaiczne względy.
Spojrzał jeszcze raz na skały, przypominały teraz złowrogo wymierzone w niebo sztylety. W świetle zachodzącego słońca przybrały krwawą barwę.
***
O świcie spakowali się i weszli w skalny gąszcz. Megality otoczyły ich gęstym tłumem. Jedne pięły się ku niebu, drugie zaś kuliły się w ich cieniu. Czasami zbierały się w zbitych gromadach, uparcie utrudniając im przejście, to zaś w innym miejscu oddalały się od siebie, jakby stroniły od towarzystwa. Każdy z nich jednak stał tam niczym niemy świadek historii. Kersen zastanawiał się, czy te zimne skały mogłyby mu coś powiedzieć. Przekazać wieści z zamierzchłej przeszłości i zdradzić tajemnice tego miejsca.
Jednak jaką wyznaczyłyby mu za to cenę? Przecież jeszcze nie spłacił pierwszego długu.
Słońce stało wysoko na niebie, kiedy zaczął widzieć w skałach znajome kształty. Najpierw były to nieśmiałe przewidzenia widziane kątem oka i znikające natychmiast po przeniesieniu na nie wzroku. Potem stały się nachalniejsze, ludzkie sylwetki objawiały się z większą pewnością, lecz wciąż zachowywały pewien dystans. Spoglądały na podróżnych zza rogów skał, by zauważone czmychać przez szumiące trawy. Talay albo ich nie widział, albo postanowił nie komentować tego zjawiska.
Kersen nie zdziwił się, kiedy sylwetki przybrały formy jego bliskich. Zalana krwią głowa jego brata spoglądała z ukrycia, zamglone, niewidzące oczy wierciły w Kersenie dziury. Nie pierwszy raz ukazywały mu się ich zjawy, podróżowały wraz z nim, ciągnął je za sobą na kraniec świata, by móc je uwolnić. Mimowolnie dotknął kieszeni skrywającej w sobie mapę. Nie mógł ich zawieść.
– Powiedz mi, chłopcze, – zagaił Talay niezobowiązującym tonem – długo już tak sam podróżujesz?
– Będzie ze dwa księżyce.
Starszy mężczyzna zamruczał na to z uznaniem.
– Zatem co cię prowadzi? Przecież coś musi. Jak nie żądza bogactwa, to co codziennie każe ci iść przed siebie?
– Zemsta – odpowiedział bez zawahania.
Talay odwrócił się i patrzył teraz wprost na drugiego mężczyznę, jego twarz przybrała wyraz kamiennej powagi.
– Zemsta to święta rzecz – skwitował niskim tonem i nie pytał o nic więcej.
Talay nie mógł mieć pojęcia o rzeczywistej wadze motywacji współtowarzysza. Kersen długo błagał bogów o pomoc w pomszczeniu jego rodziny zamordowanej przez wrogi klan. On sam nie mógł wiele zdziałać. Był zbyt młody, pozbawiony sojuszników i wpływów, oddany na służbę w chramie. Zrobił zatem to, co potrafił najlepiej – modlił się. Robił to w każdej wolnej chwili, przestał jeść, składał w ogień szczodre ofiary, aż w końcu zaczął oddawać mu również swoją krew. W końcu pewnej nocy przemówił do niego głos. Święta zemsta była boskim prawem, zatem Wielki Ojciec dał Kersenowi wizję i rok na pomszczenie bliskich, by ich duchy nie błąkały się po ziemi. Potem miał poświęcić swoje życie na oddawanie czci bogom i duchom w świątyni. Kersen przeniósł objawienia na papier i powstała z nich mapa. Bogowie wskazali mu drogę, a jego powinnością było podążenie nią.
Początkowo nieśmiałe, lecz teraz już natarczywe wątpliwości wkradały się do umysłu młodego mężczyzny. Co jeśli zawiedzie? Jako boski sługa doskonale wiedział, co stanie się z jego rodziną. Niepomszczeni będą błąkać się po ziemi po wsze czasy. Jednak co stanie się z nim? Jak ukarzą go bogowie? Nie wiedział tego.
***
Przed wieczorem stanęli na krawędzi krateru. Zapadlina ciągnęła się po horyzont, nie sposób było objąć spojrzeniem jej brzegów. Jałowe dno rzadko porastały powyginane jakby w bólu martwe krzewy i kępy suchej trawy. Niespodziewanym kontrastem dla tej martwej ziemi było niewielkie jezioro w samym jej centrum.
Tyle pozostało ze starożytnego Złotego Miasta królowej Meiurun. Według opowieści była ona tak zapatrzona w swoje bogactwa, że nie pozwoliła oddać miasta wrogom. Zamiast tego wolała, by pochłonęła je ziemia. Podobno tym, którzy wiedzą, jak prosić, zdradzi sekret zwycięstwa, by już żadne miasto nie skończyło jak to jej.
Każdy znający tę historię wolał rozprawiać nad skarbami miasta, jednak nikt nie zastanawiał się nad tym, jak Meiurun dokonała tego cudu. Wiedza ta miała dla Kersena większą moc niż monety i diamenty.
Talay podszedł do towarzysza prowadząc konia za uzdę.
– Rozbiję obóz nad jeziorem, a ty – zamyślił się wykonując ręką łuk nad okolicą – rób to, po co tu przybyłeś.
Następnie obrócił się i poprowadził konia w dół stromą ścieżką.
Kersen spojrzał przed siebie, czerwone słońce ciężko wisiało nad horyzontem. Wiedział, co musi zrobić. Nie będzie grzebał w ziemi za złotem, przybył tu po skarb innego rodzaju i zdobędzie go za wszelką cenę. Zszedł z konia i ruszył śladem przewodnika. Emocje dodały mu sił, krew uderzyła falą do głowy i zadudniła w uszach niczym tabun koni. Wiatr niósł od strony skał lamenty duchów. Ich pieśń podążyła za Kersenem. Nie mógł teraz się wycofać.
Talay kucał nad taflą wody obmywając sobie twarz. Nie usłyszał składającego się do niego od tyłu współtowarzysza. Kersen wyciągnął zza pasa sztylet, pieśń wypełniała jego żyły, a duchy pokierowały jego ręką. Szybkim ruchem podciął starszemu mężczyźnie gardło. Nim ten zdążył zorientować się, co się stało, jego głowa została gwałtownie wepchnieta pod wodę. Jezioro zagotowało się krwistą pianą, Kersen napierał z całej siły na ofiarę. Po dłuższej chwili woda się uspokoiła a ciało pod nim zwiotczało. Mężczyzna zaciągnął truchło do wody, by ta w pełni je pochłonęła. Nabrał w złączone dłonie wodę zabarwioną krwią i wypił ją. Powtórzył to jeszcze kilka razy nim zapadła ciemność. Wtedy rozłożył śpiwór i ułożył sie w nim do snu. Teraz zostało mu czekać.
***
Czekał kolejne cztery dni na jakikolwiek znak. Każdego dnia nic nie jadł, pił jedynie wodę z jeziora. Zaczynał wątpić w prawdziwość czaru nałożonego na to miejsce, a w końcu też samych wizji od bogów.
Może moja ofiara nie została przyjęta? Czyżby nauki chramu również mnie zawiodły?
Nocami męczyły go sny, w których widział mordowaną rodzinę.
Wreszcie piątej nocy spomiędzy skał wyszedł ku niemu wilk. Spłoszone konie stanęły dęba rżąc odnośnie.
Kersen w pierwszym odruchu sięgnął po broń, lecz przerwał mu głos.
– Przysyła mnie moja pani, królowa stepów i gór. Czy ty jesteś tym, który prosi ją o pomoc?
– Tak, to ja – odparł niepewnym tonem – bogowie powiedzieli mi, że tu otrzymam wiedzę, która pozwoli mi pomścić mój ród.
– Moja pani da ci ją, ale wymaga od ciebie większej ofiary. Zgadzasz się?
– Tak, zgadzam się.
Nie obchodziły go w tym momencie konsekwencje tej transakcji. Przepełniała go nadzieja na wypełnienie swojej misji, a także zachwyt nad tym magicznym momentem kontaktu z zaświatami.
Chwilę później wybudził się gwałtownie się ze snu. Słońce jeszcze całkiem nie wstało. W głowie ciążyła mu nowa wiedza. Z przejęciem starał sie pojąć potęgę, którą teraz skrywał jego umysł. Natychmiast osiodłał konia i bez zastanowienia ruszył w drogę powrotną na południe. Teraz wiedział nie tylko, jak zemścić się na wrogu, ale również jak odbić królestwo z jego rąk.
***
Dzięki wsparciu czarów wojna nie trwała długo. Wilk przekazał mu wiedzę o potężnym rytuale. Tak jak kazał złożył w ofierze rocznego ogiera, a następnie jego krwią naznaczył swoich żołnierzy. Przy użyciu odpowiednich inkantacji nałożył na nich czar sprawiający, że każdy ze znamieniem krwi nie umrze w bitwie.
Duchy odeszły, kiedy ich oprawcy dokonali żywota na polu bitwy. Pozbawiona dowódców armia wycofała się na zachód pozostawiając dla niego tron przodków. Pamiętał o obietnicach złożonych bogom i duchom, jednak wzywał go jego lud.
***
Kiedy następnego lata jego żona urodziła martwe dziecko pojął ciężar swoich niedotrzymanych obietnic.
Nakazał małżonce wrócić do rodzinnego domu, a on zamknął się w swych komnatach, by nikt mu nie przeszkadzał. Postanowił czekać, wiedział, że w końcu po niego przyjdą. Czekał dniami i nocami odmawiając jedzenia i picia. Przestał w końcu spać, by nie przegapić momentu spotkania.
Kiedy po miesiącu służba wyważyła drzwi komnaty, odkryła w łożu zwęglone zwłoki króla.
Publikuję tutaj po raz pierwszy, więc liczę na rady od zaprawionych w boju kolegów i koleżanek :)
W takim razie miło mi Cię powitać. Za osobę w boju zaprawioną bym siebie nie uznał, grafoman ze mnie niepoprawny, na nauki i rady niepomny ignorant i nieuk ;-P Ale jedną radę mogę Ci od razu zapodać: Komentarze i uwagi w nich to propozycje. Niczym leki: przed zastosowaniem na ślepo w utworze przemyśl sprawę lub skonsultuj się z farmaceutą ;-P Wszelkie opinie są subiektywne.
Wędrowali tydzień wśród wysuszonych traw, nim zbliżyli się do kolejnego punktu na mapie.
Konno, to chyba nie wędrówka? Przejażdżka, podróż.
Nie miał powodu do wątpliwości, jak do tej pory go ona nie zawiodła.
Zgubiło mnie to i nie mogłem się odnaleźć. Może byłoby czytelniej zmienić kolejność zdań?
Nie planujesz, jak wielki pałac zbudujesz, ile będzie miał komnaty i ile żon będziesz w nim trzymał.
ile będzie miał komnat
Wcześniej podróżowały sam i z chęcią pokonałby resztę wyprawy w taki sam sposób, gdyby nie fakt, że trasa wiodła przez kompletne pustkowia.
podróżował
Każdy z nich jednak stał tam dumnie, niczym niemy świadek historii.
wcześniej piszesz o głazach kulących się w cieniu… Dumnie kulący się kamlot ;-P
Wyglądały na podróżnych zza rogów skał, by zauważone czmychać przez szumiące trawy.
Spoglądały na podróżnych, czy wyglądały jak podróżni? Albo li wyglądały zza skał na podróżnych?
Mimowolnie dotknął kieszeni mieszczącej w sobie mapę.
Kieszeń mieszcząca coś w sobie brzmi nieco dziwnie. Prawie tak, jakby mieściła coś we wnętrzu swojego środka ;-P
Według opowieści była ona tak zapatrzona w swoje bogactwa, że nie pozwoliła wrogom oddać miasta
Tu koniecznie "nie pozwoliła oddać miasta wrogom". W obecnym układzie brzmi to tak, jakby ona wrogom rozkazywała nie oddawać miasta…
Ich pieśń podążyła za Kersenem. Nie mógł teraz się się wycofać.
Się się…
Trochę bywa zawile, ale zaciekawił mnie ten tekst. Początek jest dość ponury i tajemniczy, chętnie poczułbym tam więcej grozy. Ale końcówka to już jakieś streszczenie od niechcenia.
Pozdrawiam!
Hej Anonimie!
Wcześniej podróżowały sam i z chęcią pokonałby resztę wyprawy
Literówka.
Towarzysz był mu jednak potrzebny również z jeszcze jednego powodu, któremu ustępowały wszelkie prozaiczne względy.
Spojrzał jeszcze raz na skały, przypominały teraz złowrogo wymierzone w niebo sztylety.
Powtórzenie.
Jednak jaką wyznaczyłyby mu za to cenę? Przecież jeszcze nie spłacił pierwszego długu.
Wcześniej i później kursywą zapisujesz myśli bohatera w pierwszej osobie, więc rozumiem, że to tylko literówka.
Kersen nie zdziwił się, kiedy sylwetki przybrały formy jego bliskich. Zalana krwią głowa jego brata spoglądała z ukrycia, zamglone, niewidzące oczy wierciły w Kersenie dziury.
Trochę gryzie mi się “spoglądająca” głowa, kiedy ma niewidzące oczy. Może jakoś można to zamienić?
Kersen napierał z całej siły na ofiarę. Po dłuższej chwili woda się uspokoiła a ciało pod nim zwiotczało
Mężczyzna zaciągnął truchło do wody, by ta w pełni je pochłonęła
”Zaciągnął” kojarzy mi się bardziej z pokonaniem jakiejś odległości. Tutaj tak naprawdę ofiara była już do połowy w wodzie. Może zepchnął? Do tego przecinek po “uspokoiła”.
Czekał kolejne cztery dni na jakikolwiek znak. Każdego dnia nic nie jadł, pił jedynie wodę z jeziora.
Usunąłbym “Każdego dnia” i zaczął zdanie od “Nic nie jadł…”
To takie poprawki, które mi się rzuciły w oko najbardziej, bo trochę ich jeszcze jest. Ja dobry w przecinki nie jestem, więc pozostawię to innym do oceny.
Fabuła ciekawa, jest motyw zemsty, walki o swój ród, dużo tajemnicy. Nie porwało mnie, chociaż byłem szczerze zainteresowany motywacjami głównego bohatera. Nie za bardzo mi się klei to, że roczny ogier to większa ofiara, niż śmierć człowieka, nawet jeśli później jego krwią należy wysmarować żołnierzy. Końcówka najmniej mi przypadła do gustu, nie jest zbyt wytłumaczone co przez ten czas miał robić, żeby zaspokoić żądze bogów/duchów. Lubię gorzkie zakończenia, ale czegoś zabrakło, mogłeś może bardziej rozwinąć, w końcu do limitu znaków jeszcze daleko.
Ogólnie pomysł naprawdę ciekawy, szczególnie jak na pierwszą publikację, nie chciałbym wyjść na marudę. Gratuluję debiutu i życzę powodzenia w konkursie!
Serdecznie pozdrawiam!
Melduję, że przeczytałam.
Przybyłam, zobaczyłam, pozdrowiłam,
ślad swój zostawiłam,
uważnie przeczytałam,
za udział podziękowałam;
bruce :)
To ja jeszcze dodam od siebie:
(…) krew uderzyła falą do głowy i zadudniła w uszach niczym tabu koni.
Literówka ;)
Chwilami jest troszkę niezgrabnie (sporo takich kosmetycznych poprawek – to poprzedni komentujący już wskazali), ale całkiem ciekawa i dobrze poprowadzona historia :) Szkoda tylko, że zakończenie jest napisane tak skrótowo.
Ale ogólnie na plus, całkiem mi się podobało :) Życzę powodzenia i cierpliwości w dalszym rozwoju, bo idziesz w dobrą stronę :)
Moje uszanowanie! Witamy na NF!
Zdążył dostrzec trwający sekundę chciwy blask w oczach drugiego mężczyzny.
To “drugiego” zbędne, skoro byli tam sami.
Wcześniej podróżował sam i z chęcią pokonałby resztę wyprawy w taki sam sposób, gdyby nie fakt,
Trochę mi zgrzyta, zwłaszcza powtórzenie tego “sam”. Proponuję tak:
“Wcześniej podróżował w pojedynkę i z chęcią pokonałby resztę wyprawy w ten sposób, gdyby nie fakt(…)”
Spojrzał jeszcze raz na skały, przypominały teraz złowrogo wymierzone w niebo sztylety.
Zamiast przecinka wstawiłby tu kropkę. Zdania wybrzmiewałyby wtedy “wolniej” potęgując tym samym klimat krajobrazy.
Talay odwrócił się i patrzył teraz wprost na drugiego mężczyznę, jego twarz przybrała wyraz kamiennej powagi.
Znowu bezsensownie “drugiego”. Moja sugestia:
“Talay skierował wzrok w jego stronę. Jego twarz przybrała wyraz kamiennej powagi.”
Talay kucał nad taflą wody obmywając sobie twarz. Nie usłyszał składającego się do niego od tyłu współtowarzysza.
Literówka.
Mężczyzna zaciągnął truchło do wody, by ta w pełni je pochłonęła.
Skoro Talay już był połowicznie w wodzie, to to zaciąganie truchła nie brzmi logicznie. Proponuję zmienić na;
“Mężczyzna pchnął truchło w wodę, by ta w pełni je pochłonęła.”
Wreszcie piątej nocy spomiędzy skał wyszedł ku niemu wilk. Spłoszone konie stanęły dęba rżąc odnośnie.
Wkradł się chochlik.
Całkiem wciągająca opowieść, do tego bardzo dobrze napisana! Twój debiut uznaję za jak najbardziej udany, toteż gratuluję. Przychylam się jednak do narzekań przedmówców, iż tekst jest zbyt krótki i końcówka popełniona trochę po łebkach. Z jednej strony finał kłuje w oczy ze względów wartszatowych – jest naprawdę króciutk,i a istotne dla fabuły kwestie w nim poruszone drastycznie spłycony. Z drugiej – żal bierze dlatego, że czytało się naprawdę dobrze, a tak szybko się skończyło;)
Także czekam z niecierpliwością na odtajnienie konkursowych autorstw, bo będe z uwagą śledził Twoją karierę.
Pozdrawiam serdecznie i życzę powodzenia!

Hej,
Dużo "jego" i "swego" trochę, Anonimie, jakbyś się bał, że ktoś nie będzie wiedział czyja to rodzina albo czyja krew ;). Opowiadanie wciągające i bardzo ciekawie napisane. Bawiłem się świetnie do sceny morderstwa, bo dalej jest już tylko streszczenie – czemu? Nie mam pojecia, ale szkoda. Pozdrawiam.

Cześć,
Do pewnego momentu, dobre opowiadanie. Wprowadzenie ciekawe, akcja się rozwija, wciągając czytelnika. A potem coś się podziało i zarówno moment kulminacyjny, jak i późniejsze rozstrzygnięcia są potraktowane tak na szybko. Jakby obsada spieszyła się na ostatni autobus i chciała szybko dograć sztukę do końca :)
Szkoda, bo to psuje efekt.
Hej, przeczytałam z przyjemnością trwającą do połowy opowiadania. Pomysł ciekawy, dobry początek. A potem coś siadło, jakby Anonim chciał już skończyć i napisał streszczenie. Jest potencjał na dobre opko, jak konkurs się skończy, to można by to rozpisać na dłuższą opowieść.
Pozdrawiam serdecznie! :)
Przeczytałem. Powodzenia w konkursie. :)
Trochę trwało, nim się dowiedziałam, dlaczego i dokąd wędrował Kersen. A potem sprawy potoczyły się błyskawicznie – ot, trzask-prask i po bitwie, bliscy pomszczeni, królestwo odzyskane. Szkopuł w tym, że bohater nie dotrzymał przysięgi i spłonął w łożu. Podejrzewam, że spalił się ze wstydu.
Wykonanie pozostawia bardzo wiele do życzenia, ale skoro to początki Twojej twórczości, mam nadzieję, że w przyszłości będzie lepiej.
Mam wrażenie, że może zainteresować Cię ten wątek: http://www.fantastyka.pl/loza/17
– Nie starczy nam dnia by przejść na drugą stronę. Rozbijemy tutaj obóz. – orzekł Talay schodząc z konia i zabierając się za rozpakowywanie bagażu. → Zbędna druga kropka po wypowiedzi. Winno być:
– Nie starczy nam dnia by przejść na drugą stronę. Rozbijemy tutaj obóz – orzekł Talay, schodząc z konia i zabierając się do rozpakowywania bagażu.
Tu znajdziesz wskazówki jak zapisywać dialogi.
http://filologpolski.blogspot.com/2016/11/brac-siewziac-sie-za-cos-brac-siewziac.html
Nie miał powodu do wątpliwości, jak do tej pory go ona nie zawiodła. → A może: Nie miał powodu wątpić, bo do tej pory go nie zawiodła.
Wszystkie miejsca, które objawiły mu się w wizji… → Zbędny zaimek.
Wyjął z kieszeni złożony na cztery części plik papieru i przyglądał mu się, jakby szukał w nim odpowiedzi. → Z dalszego ciągu wynika, że wpatrywał się w mapę – czy mapa na pewno znajdowała się na wielu kartach papieru, czy na pewno była plikiem?
A może miało być: Wyjął z kieszeni złożony na cztery części arkusz papieru i przyglądał mu się, jakby szukał w nim odpowiedzi.
…zeskoczył z konia i wziął się za rozpalanie ogniska. → …zeskoczył z konia i zabrał się do rozpalania ogniska.
http://filologpolski.blogspot.com/2016/11/brac-siewziac-sie-za-cos-brac-siewziac.html
…pewną nieufność, która wychodziła z niego w każdym drobnym geście. → A może: …pewną nieufność, która uwidaczniała się w każdym drobnym geście.
…zapytał wskazując na kieszeń, w której trzymał kartę. → …zapytał, wskazując kieszeń, w której tamten trzymał kartę.
Wskazujemy coś, nie na coś.
– Dziwny z ciebie gość, to muszę przyznać – wyrzucił z siebie siadając po drugiej stronie ogniska – Prowadziłem… → Brak kropki po didaskaliach.
Kersen nie miał zamiaru dzielić się z nikim celem swojej podróży. → Raczej: Kersen nie miał zamiaru dzielić się z nikim informacjami o celu swojej podróży.
Kersen wynajął go w najbliższym mieście, by poprowadził go przez ostatni odcinek jego drogi. → A może: Kersen wynajął Talaya w najbliższym mieście, by poprowadził go przez ostatni odcinek jego drogi.
…uparcie utrudniając im przejście, to zaś w innym miejscu… → …uparcie utrudniając im przejście, zaś w innym miejscu…
Jednak jaką wyznaczyłyby mu za to cenę? Przecież jeszcze nie spłacił pierwszego długu. → Dlaczego kursywa?
Najpierw były to nieśmiałe przewidzenia widziane kątem oka… → Nie brzmi to najlepiej.
Proponuję: Najpierw były to nieśmiałe przywidzenia, dostrzeżone kątem oka…
Sprawdź znaczenie słów: przewidzenie i przywidzenie.
Spoglądały na podróżnych zza rogów skał… → Skały miały rogi? Jak ulice i domy?
A może: Spoglądały na podróżnych zza brył skał…
…sylwetki przybrały formy jego bliskich. Zalana krwią głowa jego brata spoglądała z ukrycia… → Zaimek w drugim zdaniu jest zbędny. Wystarczy: Zalana krwią głowa brata spoglądała z ukrycia…
…ukazywały mu się ich zjawy, podróżowały wraz z nim, ciągnął je za sobą na kraniec świata, by móc je uwolnić. Mimowolnie dotknął kieszeni skrywającej w sobie mapę. Nie mógł ich zawieść. → Nadmiar zaimków – czy wszystkie są konieczne?
– Powiedz mi, chłopcze, – zagaił Talay… → Zbędny przecinek przed półpauzą. Przed półpauzą nie stawia się przecinka.
Starszy mężczyzna zamruczał na to z uznaniem. → Wystarczy: Starszy mężczyzna zamruczał z uznaniem.
Kersen długo błagał bogów o pomoc w pomszczeniu jego rodziny… -> Kersen długo błagał bogów o pomoc w pomszczeniu swojej rodziny…
…czerwone słońce ciężko wisiało nad horyzontem. → Na czym polega ciężar wiszenia słońca?
Talay kucał nad taflą wody obmywając sobie twarz. → Zbędny zaimek.
…pieśń wypełniała jego żyły, a duchy pokierowały jego ręką. → Drugi zaimek jest zbędny.
…głowa została gwałtownie wepchnieta pod wodę. → Literówka.
Po dłuższej chwili woda się uspokoiła a ciało pod nim zwiotczało. Mężczyzna zaciągnął truchło do wody, by ta w pełni je pochłonęła. Nabrał w złączone dłonie wodę zabarwioną… → Czy to celowe powtórzenia?
Wtedy rozłożył śpiwór i ułożył sie w nim do snu. → Śpiwór zupełnie nie pasuje do tego opowiadania. Literówka.
Proponuję: Wtedy przygotował posłanie i ułożył się do snu.
Chwilę później wybudził się gwałtownie się ze snu. → Dwa grzybki w barszczyku.
Z przejęciem starał sie pojąć potęgę… → Literówka.
Hej,
początek opowiadania był bardzo obiecujący. I nagle pojawił się napis „Koniec”. Na dodatek przestaliśmy być świadkami tej przygody, a dostaliśmy zwykłe streszczenie. Trochę szkoda. Mogłeś nam pokazać trochę więcej. :)
Ale jak na pierwsze opowiadanie nie jest źle! :) Trzymam kciuki za Twój dalszy pisarski rozwój.
Pozdrawiam!
Po wynikach czas na opinię:
Komentarz tuż po przeczytaniu:
Witam serdecznie i dziękuję za udział w Konkursie, gratulując równocześnie tutejszego debiutu. :)
Mroczna opowieść, niezwykle sugestywnie przepełniona bólem, przygnębieniem oraz narzuconą powinnością, ciążącą ciągle nad głównym bohaterem. Brak tu radości, uczuć pozytywnych oraz dających nadzieję. Nawet chwilowe sukcesy Kersena odnośnie realizacji planu, napawają ostatecznie niewymownym smutkiem. Wiele dobrego dla opowiadania uczynił specyficzny klimat oraz główna oś fabularna. :)
Wątpliwości i sugestie odnośnie kwestii technicznych (zawsze – tylko do przemyślenia):
– Nie starczy nam dnia (przecinek?) by przejść na drugą stronę.
Jeśli mapa nie kłamała, to za tym kamiennym gajem czekał cel jego podróży. – mam sporą wątpliwość, czy może być „kamienny gaj”, bo to pojęcie oznacza „niewielki las lub grupę drzew”
Jeśli mapa nie kłamała, to za tym kamiennym gajem czekał cel jego podróży. Nie miał powodu do wątpliwości, jak do tej pory go ona nie zawiodła. – drugie zdanie niejasne i niepoprawne stylistycznie – KTO/CO nie zawiódł/zawiodło?
Kersen wynajął go w najbliższym mieście, by poprowadził go przez ostatni odcinek jego drogi. – powtórzenie?
Jednak (przecinek?) jaką wyznaczyłyby mu za to cenę?
Kersen nie zdziwił się, kiedy sylwetki przybrały formy jego bliskich. Zalana krwią głowa jego brata spoglądała z ukrycia, zamglone, niewidzące oczy wierciły w Kersenie dziury. – powtórzenie?
Nie pierwszy raz ukazywały mu się ich zjawy, podróżowały wraz z nim, ciągnął je za sobą na kraniec świata, by móc je uwolnić. – powtórzenia?
– Zatem (przecinek?) co cię prowadzi?
Jak nie żądza bogactwa, to co codziennie każe ci iść przed siebie? – styl/aliteracja?
Był zbyt młody, pozbawiony sojuszników i wpływów, oddany na służbę w chramie. Zrobił zatem to, co potrafił najlepiej – modlił się. Robił to w każdej wolnej chwili, przestał jeść, składał w ogień szczodre ofiary, aż w końcu zaczął oddawać mu również swoją krew. – niezrozumiałe ostatnie zdanie – KOMU/CZEMU złożył krew?, czy chodzi o ogień?
Co (przecinek?) jeśli zawiedzie?
Jednak (przecinek?) co stanie się z nim?
Ten fragment nie jest do końca jasny:
Tyle pozostało ze starożytnego Złotego Miasta królowej Meiurun. Według opowieści była ona tak zapatrzona w swoje bogactwa, że nie pozwoliła oddać miasta wrogom. Zamiast tego wolała, by pochłonęła je ziemia. Podobno tym, którzy wiedzą, jak prosić, zdradzi sekret zwycięstwa, by już żadne miasto nie skończyło jak to jej.
Każdy znający tę historię wolał rozprawiać nad skarbami miasta, jednak nikt nie zastanawiał się nad tym, jak Meiurun dokonała tego cudu. Wiedza ta miała dla Kersena większą moc niż monety i diamenty. – czy tu miało być „dokona”? – ona przecież na razie nie dokonała żadnego cudu, nawet wręcz przeciwnie – zatraciła swoje miasto…
Talay podszedł do towarzysza (przecinek?) prowadząc konia za uzdę.
Emocje dodały mu sił, krew uderzyła falą do głowy i zadudniła w uszach niczym tabu koni. – literówka?
Talay kucał nad taflą wody obmywając sobie twarz. Nie usłyszał składającego się do niego od tyłu współtowarzysza. Kersen wyciągnął zza pasa sztylet, pieśń wypełniała jego żyły, a duchy pokierowały jego ręką. – literówka?
Jezioro zagotowało się krwistą pianą, Kersen napierał z całej siły na ofiarę. Po dłuższej chwili woda się uspokoiła (przecinek?) a ciało pod nim zwiotczało. – niejasne drugie zdanie – pod KIM/CZYM ciało zwiotczało?
Po dłuższej chwili woda się uspokoiła a ciało pod nim zwiotczało. Mężczyzna zaciągnął truchło do wody, by ta w pełni je pochłonęła. Nabrał w złączone dłonie wodę zabarwioną krwią i wypił ją. – powtórzenia?
Teraz zostało mu czekać. Czekał kolejne cztery dni na jakikolwiek znak.– i tu?
Spłoszone konie stanęły dęba rżąc odnośnie. – błąd logiczny – użyty błędny wyraz?
– Tak, to ja – odparł niepewnym tonem – bogowie powiedzieli mi, że tu otrzymam wiedzę, która pozwoli mi pomścić mój ród. – powtórzenie?
Chwilę później wybudził się gwałtownie się ze snu. – i tu – omyłkowe?
Z przejęciem starał sie pojąć potęgę, którą teraz skrywał jego umysł. – literówka?
Natychmiast osiodłał konia i bez zastanowienia ruszył w drogę powrotną na południe. – a co z drugim koniem?
Teraz wiedział nie tylko, jak zemścić się na wrogu, ale również (myślnik lub przecinek?) jak odbić królestwo z jego rąk.
Tak (przecinek?) jak kazał (i tu?) złożył w ofierze rocznego ogiera, a następnie jego krwią naznaczył swoich żołnierzy. – niejasne: KIEDY złożył tę ofiarę?
Pozbawiona dowódców armia wycofała się na zachód (przecinek?) pozostawiając dla niego tron przodków. Pamiętał o obietnicach złożonych bogom i duchom, jednak wzywał go jego lud. Kiedy następnego lata jego żona urodziła martwe dziecko (przecinek?) pojął ciężar swoich niedotrzymanych obietnic. – powtórzenia?
Postanowił czekać, wiedział, że w końcu po niego przyjdą. Czekał dniami i nocami (przecinek?) odmawiając jedzenia i picia. – powtórzenie?
Dialogi są do generalnej poprawy, np.:
– Nie starczy nam dnia by przejść na drugą stronę. Rozbijemy tutaj obóz. – orzekł Talay schodząc z konia i zabierając się za rozpakowywanie bagażu.
– Dziwny z ciebie gość, to muszę przyznać – wyrzucił z siebie siadając po drugiej stronie ogniska – Prowadziłem wielu głupców chcących wykopać skarby Złotego Miasta, ale ty o nich nawet nie wspominasz.
– Powiedz mi, chłopcze, – zagaił Talay niezobowiązującym tonem – długo już tak sam podróżujesz?
Pozdrawiam serdecznie i ponownie dziękuję za udział. Klik biblioteczny. :)
Tekst nie jest równy. Zaczyna się ciekawie, ale kończy zbyt szybko, zbyt skrótowo.
Nie do końca pojmuję motywację bohatera i samą ofiarę. Oczekiwałam czegoś mocnego, mocniejszego niż śmierć konia. A może przez tę skrótowość coś mi umknęło?
Zgadnę, jak ten tekst powstał. Otóż miałeś w głowie tę jedną, wystrzałową scenę, świetną scenę, którą tak bardzo chciałeś światu pokazać – tylko nie miałeś do niej fabuły. I trzeba było coś na chybcika wymyślić. Do konkursu. Świetne sceny, które do niczego nie pasują, to zmora mojej pisarskiej egzystencji. Twojej też?
Niestety, świetne sceny wyrwane z kontekstu, a tym bardziej świetne sceny nieobdarzone przez autora w ogóle żadnym kontekstem, nie są takie świetne, jakie by być mogły. Trochę jak ogon kota. Kot może mieć prześliczny ogon, pokryty jedwabistym futerkiem i pięknie się wijący – ale w oderwaniu od całości ogon nie spełnia żadnej sensownej funkcji i nie działa poprawnie.
A tutaj? Ponad trzy czwarte tekstu zajmuje scena wędrówki i samego złożenia ofiary, potem masz króciutką rozmowę z wysłannikiem bóstwa, a na koniec trzy akapity wyjaśniające, po co było to wszystko i co z tego wynikło.
Te trzy akapity mógłbyś zastąpić czymkolwiek zgoła – nic w głównej części tekstu nie wskazuje na motywację Kersena, którą dopiero one ujawniają. Właściwie główna część tekstu wskazuje na zupełnie inną motywację: tam Kersenowi zależy po prostu na pomszczeniu rodziny, z mocnym aspektem religijnym (sugerujesz, a może tylko mi się wydaje, kult przodków). Kiedy mówisz o "klanach" wyobrażam sobie najwyżej przepychanki między szlachetnymi rodami, a nie coś na skalę państw. Zresztą prawie do końca myślałam, że Kersen jest po prostu młodszym synem oddanym "w oblaty", i to raczej nie synem jakiegoś znacznego rodu, a zanim wspomniałeś o wrogim klanie, uważałam go wręcz za młodszego i wykształconego w klasztorze (bo może był wątły, może taki bystry, może taka tradycja…) syna wieśniaków, których zabili jacyś przypadkowi grasanci.
Ale nie. Zaskoczyłeś mnie tą końcówką, i to wcale nie w ten dobry sposób. Dobre zaskoczenie jest wtedy, kiedy czytelnik plaska się w czoło i woła: no, jasne! Niedobre wtedy, kiedy mruży oczy i pyta: coooo? Chociażby: rozumiem, że jacyś uzurpatorzy wymordowali rodzinę królewską – ale nie miało to żadnych konsekwencji poza istnieniem wkurzonego dziedzica? Zupełnie żadnych? A ten dziedzic, przypominam, uczony, nie strateg, zdołał uniknąć ewentualnych morderców i zebrać armię wystarczającą do odzyskania tronu – jak szybko? I poprowadzić ją do zwycięstwa? Hmm? Nieśmiertelni żołnierze to chyba za mało, żeby wygrać wojnę, i to domową…
Czasami (myślę, że to sprawa indywidualna, co najmniej jeden dobry pisarz twierdził, że on tak ma za każdym razem) sceny pojawiają nam się w głowach nie w tej kolejności, w której z siebie wynikają. I bez łączników, więc trzeba siedzieć i kombinować, żeby je powiązać.
To jest trudne. To trwa. To generuje mnóstwo nieudanych (albo niepasujących) kawałków, które potem trzeba wyrzucić.
Ale machnięcie ręką i przyklejenie świetnej sceny do fabuły, która nie ma z nią nic wspólnego, a tym bardziej do notatki – to nie jest sposób na życie.
Tym bardziej, że ta notatka mogłaby zostać fundamentem bardzo porządnej historii, z głęboką myślą i epickim rozmachem (prawda, ta historia wymagałaby pracy wręcz tytanicznej, żeby ją dobrze opowiedzieć, ale wyobraź sobie tylko…)
A Ty pokazujesz tylko jeden jej epizod, niekoniecznie najciekawszy, choć niewątpliwie osobiście dramatyczny.
Pokazujesz go zaś… na pół gwizdka. Są tu monumentalne obrazy – które nie pasują do wydarzeń. Są literówki, skróty, błędy gramatyczne i źle dobrane słowa. Czego nie ma, to tej głębokiej myśli… to znaczy cały czas mi się wydaje, że już, już, zaraz ją chwycę, a ona umyka. Przy okazji – bez trudu się domyśliłam, co Kersen chce zrobić, a Ty udajesz, że narrator nie wie, co jest niewiarygodne.
Zacznijmy od tych obrazów. Na początek mamy skały. Dużo ich mamy. W sumie niewiele poza skałami opisujesz – to mógłby być udany zabieg. Czy jest?
Porównujesz te skały najpierw do lasu – jakiegoś wynaturzonego, złego lasu, martwego ze starości: "Przed nimi wznosiły się, niczym wypaczony obraz lasu, rzędy szpiczastych skał. Wyglądało to tak, jakby ta stara ziemia nie potrafiła zrodzić niczego żywego."
Tutaj mam wrażenie, że narrator wnosi interpretację ze sobą – nic w tym złego, ale warto by rozkompresować, bo jego wnioskowanie wypada bardzo pospiesznie, i dlatego – niewiarygodnie (dlaczego skały zastępują las?). Ale niewątpliwie starasz się odmalować scenerię dla Strasznych Wydarzeń. Podtrzymujesz tę straszność, kiedy zmieniasz metaforę: "przypominały teraz złowrogo wymierzone w niebo sztylety. W świetle zachodzącego słońca przybrały krwawą barwę.". Powinno być: barwę krwi; ale poza tym – mamy wyraźne, trochę purpurowe nawet, wskazanie, że zdarzą się Złe, Paskudne Rzeczy. Być może wołające o pomstę do nieba.
Z jednej strony – śmierć ze starości różni się trochę od śmierci krwawej, ale tak czy owak każesz nam myśleć o śmierci.
Aż tu znienacka zmieniasz metaforę drugi raz, i skały stają się (metaforycznie) żywe! Antropomorfizujesz je, opisujesz jako tłum, jako "świadków historii". Przez chwilę myślałam, że to dosłownie ludzie, którzy wcześniej wędrowali tą drogą i z jakiegoś powodu skamienieli, ale nie. Po co uczłowieczasz te skały? Nie wykorzystujesz ich potem do wzbudzenia w Kersenie wyrzutów sumienia, więc po co? Duchy zamordowanych widzi niezależnie od skał, więc co one wnoszą? Przecież po to Kersenowi odludzie i przewodnik, żeby faceta rytualnie zamordować – tak, sceneria Strasznej Zbrodni ma tu sens, ale jaki sens ma gapiący się na tę zbrodnię tłum skał? To mogłoby być ważne, sensowne i potrzebne, ale mam wrażenie, że, no, nie jest.
Przejdźmy do samej ofiary. Talay to dzielny i fachowy przewodnik z doświadczeniem, czyli nie młodzik, ale nagle okazuje się, że ma "podgniłe zęby", a ja się potykam. Poza dosłownym wyobrażeniem sobie tego pięknego widoku – potykam się, bo już sobie zbudowałam obraz Aragorna czy innego Winnetou, a Ty nagle mówisz "nie, sorry, morda zakazana i wypytuje o złoto". Takie szczegóły dajemy na początek, zanim zaczną się kłócić z przedwiedzą czytelnika.
A za chwilę mamy taką wypowiedź: "Zatem co cię prowadzi? Przecież coś musi. Jak nie żądza bogactwa, to co codziennie każe ci iść przed siebie?" Talay był już Hiawathą, był zgniłozębym chciwym draniem, a teraz został trenerem z korporacji? Który ma czkawkę? ("co codziennie").
Ale oto stajemy na brzegu krateru i przyroda znów jest sugestywnie martwa. Tylko, że: "Niespodziewanym kontrastem dla tej martwej ziemi było niewielkie jezioro w samym jej centrum." I tu już widać skrót. Zamiast zapewniać, że jeziorko było "kontrastem", pokaż, w jaki sposób kontrastowało z otoczeniem (to "centrum ziemi" powoduje zeza oka mojego umysłu, "ziemia" w pierwotnym znaczeniu to chyba jednak nie "obszar"); poza tym szyk podkreśla kontrast, co jeszcze mąci wody (spodziewanym – czy niespodziewanym?).
Bohater wyciągający pospieszne wnioski (niechęć do poddania miasta nie musi być wynikiem miłości złota) nie jest niczym niezwykłym, ale wyznam, że tęsknię za takim, który by się na tych wnioskach przejechał. Zdarza się to zaskakująco rzadko. W każdym razie: historia królowej mogłaby zasadniczo wskazywać na cele Kersena, ale – nie wskazuje. Królową powodowała duma, może żądza złota – Kersenem, jak sądzi czytelnik w tym punkcie fabuły, żądza zemsty i posłuszeństwo prawom bogów. To są różne motywy. Nie wskazują jeden na drugi.
Poza tym nie widzę powodu, żeby traktować Talaya z pogardą i nazywać jego zwłoki "truchłem". W zasadzie Kersen powinien go szanować, jako ofiarę (nie składa się w ofierze czegoś bezwartościowego!), która umożliwia mu osiągnięcie celu.
Liczne frazy są po prostu purpurowe – patetyczne i zarazem zdradzające nieopanowanie tworzywa, np. "Towarzysz był mu jednak potrzebny również z jeszcze jednego powodu, któremu ustępowały wszelkie prozaiczne względy." (to także ukrywanie: https://www.fantastyka.pl/publicystyka/pokaz/66842859). Albo: "Podobno tym, którzy wiedzą, jak prosić, zdradzi sekret zwycięstwa, by już żadne miasto nie skończyło jak to jej." na purpurowym tle bardzo kolokwialna fraza "skończyć jak to jej" mocno się wyróżnia. Ponadto – czemu jej miasto tak skończyło? Skoro znała sekret?
Tu kuleje gramatyka "Każdy znający tę historię wolał rozprawiać nad skarbami miasta, jednak nikt nie zastanawiał się nad tym, jak Meiurun dokonała tego cudu" → Każdy, kto znał tę historię, wolał rozprawiać o skarbach niż o tym, jak Meiurun dokonała tego cudu.
Bardzo przesadne jest zdanie "Jezioro zagotowało się krwistą pianą, Kersen napierał z całej siły na ofiarę." w dodatku brak w nim związku między zdaniami podrzędnymi, co powoduje chaos (i – krwisty jest befsztyk).
Całe zdanie "Mężczyzna zaciągnął truchło do wody, by ta w pełni je pochłonęła." jest niezręczne – facet po prostu wciąga trupa pod wodę, nie trzeba jej ożywiać i dodawać zbędnych zaimków.
Problemy z gramatyką. Imiesłowy przysłówkowe współczesne oznaczają jednoczesność, więc fraza: "orzekł Talay schodząc z konia i zabierając się za rozpakowywanie bagażu." budzi zwątpienie – zdanie, które wypowiedział, nie było takie długie, żeby nie zdążył go tymczasem skończyć (i – zsiadając z konia).
Fraza: "w oczach drugiego mężczyzny" sugeruje, że było ich tam nie wiedzieć ilu (kalkujesz angielskie "the other man"? jeśli chodzi o to znaczenie, po polsku lepiej użyć zaimka – "tamtego"), a chodzi wyraźnie o blask w oczach rozmówcy Kersena.
Mówimy bez wahania – nie "bez zawahania"! (nie wiem, po co ludzie dają aspekt dokonany, w ogóle rozumienie aspektów czasownika coś ostatnio ginie w narodzie)
Ofiary składa się komu, czemu? ogniowi (jeśli jest/reprezentuje bóstwo). Można też składać szczodre ofiary całopalne (spalać w ofierze coś tam) – ale na pewno nie składa się ofiar "w ogień".
Nie: "Potem miał poświęcić swoje życie na oddawanie czci" tylko: Resztę życia miał poświęcić oddawaniu czci.
Tutaj mamy przykład częstego ostatnio błędu niedopasowania form gramatycznych (brak związku zgody): "co stanie się z jego rodziną. Niepomszczeni będą błąkać się po ziemi po wsze czasy." "rodzina" jest w liczbie pojedynczej i rodzaju żeńskim, a "oni" w mnogiej i męskim – więc nie może się odnosić do rodziny. To, że mamy tu dwa zdania, trochę łagodzi problem, ale go nie rozwiązuje. Przy okazji – "się" nie powinno być akcentowane (przesuń je o miejsce do przodu).
Bardzo błędna jest fraza: "Każdego dnia nic nie jadł". Jeśli absolutnie musisz to zaznaczać, to żadnego dnia – ale zapewniam, że nie ma potrzeby tłumaczyć, że nic nie jadł żadnego z czterech dni, skoro już powiedziałeś, że czekał cztery dni i nic nie jadł. Kwantyfikator zdania ogólnoprzeczącego oddajemy po polsku słowem "żaden" a nie "każdy nie" ("nie każdy" to, logicznie rzecz biorąc, zaprzeczony duży kwantyfikator, ale to nie to samo).
"Wilk przekazał mu wiedzę o potężnym rytuale. Tak jak kazał złożył w ofierze rocznego ogiera, a następnie jego krwią naznaczył swoich żołnierzy." tu się mylą podmioty – kto kazał, a kto złożył? Brakuje też przecinków.
I znowu błędne "każdy": "Przy użyciu odpowiednich inkantacji nałożył na nich czar sprawiający, że każdy ze znamieniem krwi nie umrze w bitwie." żaden (albo: nikt) z tych, których napiętnował krwią, nie zginie w bitwie. Poza tym zdanie jest wręcz notatkowe – "użycie inkantacji"?
Inne dziwne zdania: "Zadowolona twarz przewodnika zdradzała jednak pewną nieufność, która wychodziła z niego w każdym drobnym geście" to była (ta nieufność) ledwo widoczna ("zdradzała", "pewną") czy bardzo widoczna ("W każdym drobnym geście")? I – wychodziła? To też sugeruje, że nie dało się jej przeoczyć – to jak było?
Nie: "Nie miał powodu do wątpliwości, jak do tej pory go ona nie zawiodła." tylko: Nie miał powodu w nią wątpić, jak dotąd go nie zawiodła. "Ona" jest tu zbędne, bo nie ma żadnej innej onej ("podróż"? może "wątpliwość"? ale wtedy zdanie nie miałoby sensu).
To bardziej problem epistemologiczny: "przedstawiała punkty, które po połączeniu tworzyły szlak wiodący daleko na północne stepy. Znajdowali się dokładnie na przedostatniej pozycji" ale punkty są rzeczą umowną (mapa nie jest terenem) i nie są przedstawione na mapie, tylko najwyżej zaznaczone. Na pewno nie "tworzą" też szlaku, a i te "pozycje" wyglądają dziwnie. Mam tu skojarzenie z mapami w grach, zwłaszcza w tej: https://www.rudowscy.com/agot/ – mapa w grze służy do określonego celu, troszkę innego niż cel, któremu służą zwykłe mapy.
"Znał on te tereny jak nikt inny, o czym Kersen przekonał się kilkukrotnie w tak krótkim czasie." to zdanie niezgrabne (w jak krótkim czasie?), lekko angielskie w składni, ale przede wszystkim – nie pokazuje, tylko każe czytelnikowi wziąć coś na wiarę – czytelnik jest paskudnym sceptykiem ;) Pokaż mu wydarzenia, a uwierzy. Powiedz mu, że coś miało miejsce, a, no, niekoniecznie.
To zdanie też jest nieładne i mylące: "Dzień czy dwa nie zrobi większej różnicy, zostało mi jeszcze dziesięć miesięcy do wypełnienia obietnicy." raz, że się rymuje, dwa, że po polsku raczej nie liczymy czasu w miesiącach (to zwraca uwagę), a myli dlatego, że wskazuje na coś, czemu dalej tekst przeczy – powinno być: na wypełnienie obietnicy, bo to on ma tyle czasu, żeby wypełnić obietnicę, którą złożył, a nie kto inny.
Przy okazji – nie ma sensu pisać, że ktoś coś powiedział takim a takim tonem albo głosem – prawie zawsze lepiej napisać, że powiedział to tak a tak.
A tu "Jedne pięły się ku niebu, drugie zaś kuliły się w ich cieniu" – do czego odnosi się zaimek? W tym akapicie w ogóle zaimki jakieś poplątane… tu powinno być: w cieniu tamtych (wycięłabym też "zaś").
Dziwne jest również zdanie: "Talay odwrócił się i patrzył teraz wprost na drugiego mężczyznę, jego twarz przybrała wyraz kamiennej powagi." zwłaszcza ten "drugi mężczyzna" – angielski ("the other man") i mylący. Czyja twarz przybrała ten wyraz? Talaya – czy "drugiego mężczyzny"?
Tu znowu tłumaczysz, a czytelnik nie dowierza: "Talay nie mógł mieć pojęcia o rzeczywistej wadze motywacji współtowarzysza." i tłumaczysz zupełnie jak krowie, bo niby skąd miałby mieć pojęcie? W dodatku zdanie jest bardzo patetyczne, wręcz zadęte. Po przeczytaniu całości wiem, co zapowiada, ale zapowiada to niezręcznie. Także tutaj: "Kersen długo błagał bogów o pomoc w pomszczeniu jego rodziny zamordowanej przez wrogi klan" wykładasz kawę na ławę, co nie robi dobrego wrażenia – jasne, trzeba to powiedzieć, ale nie jak w gazecie. Przy okazji (tak, powtórzę), kiedy mowa o klanach, czytelnik odchodzi w stronę waśni między góralami, a przecież tu chodzi o coś trochę innego kalibru.
To zdanie jest ledwo po polsku: "Zaczynał wątpić w prawdziwość czaru nałożonego na to miejsce, a w końcu też samych wizji od bogów." w dodatku nie łączy się logicznie z następnym (w którym Kersen obwinia siebie).
A to z innej bajki: "Nie obchodziły go w tym momencie konsekwencje tej transakcji." brzmi, jakby była mowa o przejęciu korporacji. Handel z bogami opisuje się zwykle ciut bardziej wzniośle – jak myślisz, dlaczego?
Tutaj: "Przepełniała go nadzieja na wypełnienie swojej misji, a także zachwyt nad tym magicznym momentem kontaktu z zaświatami." powinno być: na wypełnienie misji ("swojej" odnosi się nie wiadomo do czego i tylko myli); ale ważniejsze jest to, że każesz mi widzieć coś, czego nie pokazujesz – moment tylko naszkicowałeś, nie widać w nim niczego magicznego. Także: "Z przejęciem starał się pojąć potęgę, którą teraz skrywał jego umysł." to zapewniająca etykieta – potrafisz pokazywać, ale tego nie robisz, więc niewiara nie ma się na czym zawiesić.
Nie wiem, jak to: "zamyślił się wykonując ręką łuk nad okolicą" się ma do zamyślania (czyli myślenia tak intensywnego, że nic innego się nie robi), ale dlaczego Talay nagle stał się olbrzymem? Bo tylko olbrzym może zakreślić ręką łuk nad cała okolicą.
A tutaj: "Kersen spojrzał przed siebie, czerwone słońce ciężko wisiało nad horyzontem." związek między zdaniami podrzędnymi jest tak słaby, że lepiej je rozdzielić.
Tu używasz angielskiej konstrukcji (zaimki!), ale oprócz tego: "Nim ten zdążył zorientować się, co się stało, jego głowa została gwałtownie wepchnięta pod wodę." to za długie i zbyt beznamiętne zdanie jak na scenę krwawego mordu, i to w sumie w afekcie.
Słowa nie zawsze są starannie dobrane, na przykład: "orzekł" to nie to samo, co "powiedział" (Talay coś postanawia, a nie stwierdza). "Plik" (https://wsjp.pl/haslo/podglad/35595/plik/4122810/gazet) to nie to samo, co arkusz/kartka/płachta etc – to zbiór arkuszy, a pojedynczą kartkę składa się we czworo, a nie na cztery części.
Można pisać "w przypływie uczucia", ale nigdy w "przypływie transu".
Jesteś już drugim uczestnikiem, który nazywa mapę "kartą" – może mam paranoję, ale tak mapa się nazywa po rosyjsku… (po polsku już nie – zostało z tego słowo "kartografia).
Etykieta "z pewnym zacięciem malującym się na twarzy" nijak nie pasuje do sytuacji (https://wsjp.pl/haslo/podglad/73537/zaciecie/5254299/w-walce), a "pewne" jeszcze pogarsza misz-masz, bo osłabia określane słowo (p. https://www.fantastyka.pl/publicystyka/pokaz/66842860).
Można wyrzucić z siebie słowa, które od dawna cisnęły się na usta – ale tu konwersacja jest spokojna.
Zaznaczamy, że ktoś mówi prawdę, kiedy istnieje możliwość, że kłamie. A tutaj jej nie ma: "Mówił prawdę, Kersen nie miał zamiaru szukać złota, przybył tu po informację." – powinno być: Miał rację. Kersen nie szukał złota, ale wiedzy.
Blask nie może być chciwy – może świadczyć o chciwości (lepiej błysk, bo trwa krótko). "Oznajmić" nie pasuje do stwierdzenia własnej opinii w kolokwialnej rozmowie – jest o wiele zbyt wzniosłe.
Nie można się "dzielić celem podróży", tylko informacją o nim (można np. zdradzić komuś cel podróży). Można pokonać drogę albo nawet trasę, ale nigdy wyprawę (wyprawę można odbyć).
Zupełnie nie pasują do fantasy słowa w rodzaju "fakt" i "kompletne" to niefantastyczne słowa. "Wolał nie testować swoich marnych umiejętności nawigacyjnych w dziczy." to zdanie niestylistyczne nawet w codziennej rozmowie, a w fantasy? Co robi w fantasy "testowanie"?
"Najpierw były to nieśmiałe przewidzenia widziane kątem oka i znikające natychmiast po przeniesieniu na nie wzroku." – "przewidzenia" to nie to samo, co przywidzenia (https://wsjp.pl/haslo/podglad/20432/przewidziec); powtórzony dźwięk ("przewidzenia widziane") źle brzmi, a "wzrok" to w ogóle zdolność widzenia – nie chodzi o skupienie na nich wzroku? Przywidzenia może i mogą być "nachalne"… ale nie dam za to głowy.
Co to znaczy "objawiały się z większą pewnością"? Kto ma pewność? Co do czego?
Nie ma sensu mówić, że "sylwetki przybrały formy", bo sylwetka to kształt – czyli w tym sensie prawie że forma. Oczy nie mogą wiercić dziur inaczej, niż spojrzeniem (trzeba przeformułować całe zdanie, żeby uniknąć powtórzenia).
Kolejny anglicyzm: "niski ton" (po angielsku "low voice" to nie tylko głos niski, ale też cichy).
Porastanie sugeruje raczej, że coś rosło gęsto, nie rzadko. Zapadlina to nie to samo, co krater. Monety i diamenty nie mają mocy, bo nic nie robią, a pieśni nie podążają.
Tabun koni nie dudni – powoduje dudnienie (tętent), ale nie dudni. Idiom brzmi: pozostało mu tylko czekać (nie "zostało").
"Odparł niepewnym tonem", pomijając zbędne (i nielogiczne) słowo "ton", to oksymoron bez uzasadnienia ("odparcie" z zasady jest pewne, konotuje z pojedynkiem, walką: https://wsjp.pl/haslo/podglad/28866/odeprzec).
"Dokonać żywota" użyte w stosunku do "oprawców" jest dziwne – taki szacunek, wręcz patos, wobec wrogów? To koncepcja chrześcijańska, a chrześcijaninem Twój bohater wyraźnie nie jest (gdyby był, zatroszczyłby się o lud, a pewnie też nie wszczynał krwawej wojny dla zemsty).
Masz problemy z zaimkami i trochę z interpunkcją, także w dialogach – nie dawaj kropek, kiedy czynność jest paszczowa (https://fantazmaty.pl/pisz/poradniki/jak-zapisywac-dialogi/). Kiedy imiesłów pełni rolę orzeczenia (nie jest nim naprawdę, ale tak jakby), oddzielaj go przecinkiem jak każde inne orzeczenie, p. tu: https://www.fantastyka.pl/publicystyka/pokaz/66842909 (sekcja 6).
Więcej paliwa do palenia się ze wstydu przyślę Ci chętnie na dowolnie podany (na priv) adres e-mail.
Sporo błędów, momentami nieco koślawe.
Natomiast jest fabuła, bohater i coś się dzieje.
Na pewno sporo pracy przed Tobą, ale myślę, że warto.
Sympatyczne :)