Cholernie ciemno, nieprzyzwoicie wcześnie, trochę zimno. To idealna pora, by wyruszyć nad brzeg Bałtyku, sprawdzić, co wydalił najlepszego. Idę po omacku. Deptane owady pękają pod butami, zdradzając otoczeniu informacje o kolejnych krokach. Niewiarygodne, plaża wydaje się żywa. Z każdym następnym postawieniem stopy trochę mniej.
Sztorm szalał przez wieczór i pół nocy. Fale rozbijające się o wybrzeże ponownie uszczupliły granicę ziem Królestwa Słowian, pożerając je kawałek po kawałku. Liczę, że morze zwróci coś w zamian.
Dotarłem w szczęśliwe miejsce, tak nazywam małą zatoczkę, gdzie zebrałem najwięcej bursztynu. Niestety, wciąż jest zbyt ciemno, bym rozpoczął poszukiwania. Poczekam. Zasada: „Kto rano wstaje, temu Perun daje” jest nieomylna jak Wernyhora.
Gdy robi się jaśniej, dostrzegam kawałki drewna i szczątki notesu w kolorze indygo. Sięgam po niego, wyczuwam, że to pamiętnik. Jest w rozsypce, niektóre strony są poniszczone, wybrakowane, inne leżą luzem w pobliżu. Otwieram, przykładam dłoń do zapisków i próbuję wyczuć, co autor miał na myśli.
***
Szaleniec, demagog, człowiek o resztkach piasku w klepsydrze życia. Tak mnie postrzegają ludzie o króliczych sercach, mysiej odwadze i ambicji ukwiału. Wszystko dlatego, że mierzą mnie swoją miarą. Tam, gdzie widzą strach, ja dostrzegam możliwości. Dlatego uważają, że pociągnę podobnych sobie na dno.
Fragment z pamiętnika
***
Zebrałem ludzi niemających nic do stracenia: więźniów, szaleńców. Dałem im możliwość odbicia się od dna i zyskania sławy ku chwale Królestwa Słowian. Aby tego dokonać, musimy zrobić tylko jedno. Wytyczyć morską drogę do Szwecji.
Fragment z pamiętnika
***
…stali w miarę równo. Czterdziestu dwu chłopa plus my. Kobiet brak. Strach pomyśleć, jak płeć piękna mogłaby przy nich skończyć.
Drugi oficer, najtrzeźwiejsza osoba, jaką dysponuję, potwierdził, że marynarze są gotowi. Budzi respekt. Wygląda tak, że nawet dziwka by mu odmówiła. Mimo to, tylko jemu mogę ufać. Pozostali to najlepsi z dostępnych, ci, których jeszcze nie stracono. Znam każdą krzywą mordę wśród załogi. Wykonają najpodlejszy rozkaz, bez zawahania, bez myślenia. Ale jeśli odwrócę się do któregokolwiek plecami… dostanę kosę pod żebra. Takiej natury nie zmienisz.
Ocalała końcówka strony
***
Podnoszę wzrok znad mapy. Światło księżyca sączy się przez okno, dając zimną poświatę i ledwo oświetlając mury komnaty. Jego chłodny blask kontrastuje z drżącym płomieniem świecy, który pomaga malować koszmarne cienie na dębowym stole i mapie.
Mapa ta jeszcze dwa lata temu leżała w butelce, wyrzucona na brzeg Morza Bałtyckiego. Nie ja ją wyłowiłem. Zrobił to poszukiwacz bursztynu. Byłem natomiast jedynym, który zobaczył w tym kawałku papieru coś więcej, niż możliwość podtarcia sobie tyłka. Nie wiedzieć dlaczego, po prostu poczułem, że to jest coś wielkiego. Zaproponowałem wymianę. Pijaczyna oddał ją za butelkę rumu. Czy zawsze wszystko zaczyna się od butelki?
Strona znaleziona na plaży
***
Chwila przerwy, zanim położę dłoń na kolejnej stronie. Uśmiecham się, patrząc na wschód słońca. Ludzie uwielbiają oglądać zachody. Ja wolę, gdy coś się zaczyna. Słońce przyjęło barwę rumu – moją ulubioną.
Na Peruna. Rum. Nagle wszystko zrozumiałem. To ja wyłowiłem tę butelkę. Miała wyglądać na starą, jak z czasów, kiedy żegluga jeszcze nie zanikła. Ale to podróba ze wschodu, dziadostwo, jak ich mir. Co jak co, ale na tym, co wyrzuca morze, znam się dobrze. Z tego żyję. Nie jestem pijaczyną, ale skoro mogłem wymienić pustą na pełną, to czemu miałem nie skorzystać?
Czuję, że muszę poznać całą historię. Wracam do czytania. Zamykam oczy i kładę dłoń na kolejnej stronie.
***
Postanowiłem uwierzyć, że się da. Stworzyłem zalążek kuli śnieżnej. Nieustannie pchałem ją do przodu: znajdując inwestorów, rozgniatając przeciwników, gromadząc fundusze, obiecując zyski. Teraz stoimy nad przepaścią. Wystarczy ostatni krok, a kula przerodzi się w lawinę, by zmieść stary porządek.
Po dwóch latach zdobyłem finansowanie, znalazłem otwarte umysły, wierzące, że morska droga do Szwecji jest możliwa. Ostatnim krokiem będzie przekonanie inwestorów, że to ja jestem tym, który ją wytyczy.
Fragment z pamiętnika
***
Dzień pierwszy. Trzymam w dłoni kompas nienawiści z igłą w kształcie litery "L". Gdy dolna strzałka kieruje się ku wschodowi (jak nasza nienawiść), górna, połączona z nią na sztywno, automatycznie wskazuje północ. Jak długo zło czai się na wschodzie, tak długo igła będzie działać poprawnie. Wątpię, czy kiedykolwiek doczekamy chwili, gdy przestanie. Pieprzyć ich mir.
Wyrwana strona
***
Dopadliśmy Wernyhorę. Przesłuchiwaliśmy go na okoliczność wydarzeń, które dopiero miały nadejść. Wyśpiewał wszystko: „Człowiek noszący Księżycówkę wróci z wyprawy po siedmiu dniach. Wyląduje na brzegu basenu Morza Bałtyckiego, przynosząc ze sobą wielki skarb".
Wcześniej wiedziałem, że to jest możliwe. Teraz wiem, jak to zrobić. Pozostało ruszyć po wytyczonej ścieżce, podążyć za przeznaczeniem. Wytyczę morską drogę do Szwecji i wrócę ze skarbem.
Fragment z pamiętnika
***
Otwieram oczy.
– A więc to była przyczyna zaginięcia Wernyhory. Głośno o tym było w swoim czasie. Ludzie gadali, że wyruszył na wschód, do tych, których nienawidzimy. Mylili się. I o co chodzi z przepowiednią? Człowiek w Księżycówce wróci ze skarbem?
Rozmasowuję dłoń, chcę poznać dalszą historię. Czytanie jest wymagające dla ciała, ale jeszcze bardziej dla umysłu. Przewracam kartkę, znajduję trzy listy. Dwa powinno udać się odczytać.
***
Drogi Kliencie,
Księżycówka. Łatwo nie będzie. Trudne Panu się trafiło. Potrzebuje Pan zdobyć jedną z dwunastu legendarnych koszulek kolczych z Pragi.
Charakteryzują się niebywałą wytrzymałością zarówno u nas, jak i w świecie macierzystym. Podania głoszą, że koszulki te są niebywale lekkie, a jednocześnie potrafią zatrzymać kulę wystrzeloną z czarnoprochowca. Wszystkie bezcenne artefakty zostały stworzone podczas pełni, każda w innym miesiącu, ale tego samego roku. Koszulka Styczniowa powstała w styczniu, Lutowa w lutym, a Marcowa – jak można się domyśleć – w marcu. Gdy Mistrz z Pragi zwieńczył dzieło Grudniową, odszedł, zabierając wiedzę ze sobą. Zabrał też trzy Księżycówki do naszego świata.
Możemy spróbować wypożyczyć Marcówkę od Korony. Ciężko jednak zapłacić zastaw, gdy coś jest bezcenne. Jeśli potwierdzi Pan zainteresowanie, obiecuję pomoc w negocjacjach.
płatnerz Bogusław
***
Szanowny Kapitanie,
Sadzonka nowego okrętu przekracza budżet pojedynczego miasta. Nawet nie próbuję się zastanawiać, jak pozyskał Pan finansowanie. Słyszałem, że część pokryła Korona. Zresztą to nie moja sprawa. Patrząc, jak kiełkuje, doświadcza się cudu. To moment, kiedy nikt już o pieniądzach nie myśli. Na Pana miejscu zrobiłbym to samo.
Łajba kiełkowała, rosła i dojrzewała przez dwa lata pod okiem naszych najlepszych szkutników z południa. Podlewali korzenie, pielęgnowali powiększający się kadłub, hamowali nietrafione wizje okręto-ziarna. Gdy statek osiągnął odpowiedni rozmiar, nadszedł czas, by zebrać plon. Przycięto korzenie, hamując dalszy wzrost. Sam maszt został wszczepiony później i będzie rósł przez kolejne pół roku. To ułatwi transport na północ, do Gdańska, tam, gdzie jednostka zostanie zwodowana.
Mógłbym napisać, że to najpiękniejszy okręt, jaki stworzyliśmy. Skłamałbym. Dziób nie jest smukły, jest niezniszczalny. To kompromis, na który, mam nadzieję, jest Pan gotów przystać. Dostaniecie jednostkę najlepiej przystosowaną do zadania, które ma spełnić. Gdy czyta Pan list, nasze dzieło jest w drodze. Jeśli spełni zadanie i tak uwiecznią je na obrazach.
szkutnik Alojzy
***
Na wodowanie „Gniewu Słowian” przybył sam Gniewosz Siódmy. Nie omieszkał wspomnieć, że liczy na udział w zyskach z wyprawy, jeśli nam się powiedzie. Po części oficjalnej wytłumaczył, że inwestorzy wiele ryzykują. My tylko życie.
Wodowanie nie było pierwsze, natomiast było pierwszym oficjalnym. Każdy chciał zobaczyć początek odrodzenia floty bałtyckiej, bez względu na warstwę społeczną, z której pochodził.
W ciągu najbliższych tygodni statek ma zostać doposażony w dwa dęby piorunowe – po jednym na burtę. Olbrzymie donice wypełnią wcześniej przygotowane miejsca. Szkutnicy wzięli to pod uwagę, obliczając wymagany balast. Dęby powinny zapewnić ochronę przed ptaszydłami ze wschodu. Czekamy również na sprowadzenie balonu zwiadowczego, mającego zwiększyć zasięg rozpoznania. Podobnie jak kotwicę opuszcza się w dół, tak balon będzie wypuszczany w górę. Stamtąd luneciarz ma wypatrywać zagrożeń, zanim takowymi się jeszcze staną.
Fragment z pamiętnika
***
Pierwszego Krakena Oceanicznego do miasta książęcego Gdańsk sprowadził Wyzimir Trzeci w tysiąc trzysta osiemdziesiątym czwartym, po upadku Germanii. Zwierz ów nie był jeszcze zwany Bałtyckim. Drugie maleństwo podarował w ramach hołdu Zakon. Przez ponad wiek bestie zamieszkiwały wydzielone, otoczone palisadą i głazami regiony Zatoki Gdańskiej, stanowiąc symbol potęgi Królestwa Słowian. Dumni mieszkańcy pierwszego nazwali „Potęgą”, a drugiego „Honorem”. Macki krakenów trzymające rozświetlony bursztyn trafiły do herbu miasta.
Po sztormie, w tysiąc czterysta dziewięćdziesiątym roku, granica oddzielająca oba osobniki została naruszona. Według nadwornego biologa Adolfusa Mądrego to wtedy musiało dojść do kontaktu pomiędzy bestiami. Nikt wcześniej nie podejrzewał, że mieliśmy do czynienia z samcem i samicą. Konsekwencją owej omyłki było spłodzenie i ostatecznie wydostanie się krakeniątek na otwarte wody poza zatokę. Stały się one pierwszym pokoleniem Krakenów Bałtyckich.
Następne lata obfitowały w konsekwencje omyłki. Okręty wracały do portów coraz rzadziej, a morze coraz częściej wyrzucało na plaże kawałki drewna i szczątki marynarzy. Zygmunt Sprawiedliwy rozkazał uśmiercić obie bestie i usunąć krakeny z herbu miasta. Nie zmieniło to faktu, że stało się to za późno. Żegluga na Bałtyku stopniowo zamarła, a handel z królestwami północy ustał. Transport morski ograniczył się do regionów przybrzeżnych, gdzie wody były zbyt płytkie dla bestii. W efekcie miasto książęce Gdańsk już nigdy później nie odzyskało swej dawnej świetności.
Kroniki Gdańskie
***
Bałtyk jest spokojny, gładki jak jezioro i śmierdzi rybą. Gdy głęboko się zaciągnę, wyczuwam woń przygody. Gdzieś na jej końcu czeka skarb.
Ustawiam Kompas Nienawiści przy mapie. Wszystko wskazuje, że…
Strona zalana krwią
***
Dzień drugi. Nad ranem straciliśmy luneciarza. Zaczęło się niewinnie. Myśleliśmy, że widzimy ciemną chmurę. Ta jednak przemieszczała się pod wiatr, a igła Kompasu Nienawiści zaczęła drgać, wskazując bezpośrednio zagrożenie.
Luneciarz potwierdził, że to ptaszydła. Wysyłają je Upadli Słowianie ze wschodu. Rozkazałem ściągnąć balon na pokład. Gdy zszedł na połowę wysokości, kołowrót się zaciął. Próbowaliśmy ściągnąć balon ręcznie. Nie zdążyliśmy. Dąb piorunowy odpalił, gdy ptaszydła weszły w zasięg. Krwawy deszcz spadł na pokład, resztki opalonych piór, przypalonego mięsa.
Po balonie pozostał kawałek liny, po baloniarzu – nasza pamięć. Gdy odpala dąb piorunowy, następuje reakcja łańcuchowa: błyskawica przeskakuje po wszystkim, co jest w powietrzu. Baloniarz znajdował się zbyt blisko.
Gdy pierwszy marynarz zasugerował, że jesteśmy przeklęci i to gniew Peruna, rozkazałem przeciągnąć go pod kilem. Zażegnałem bunt, ale nie podniosłem morale.
Poza szczątkami ptaszydeł znaleźliśmy coś jeszcze: trzy butelki z mapami wewnątrz. Otwarłem je dopiero w kajucie. Miałem złe przeczucia, potwierdziły się. Mapy, identyczne jak moja. Zrozumiałem, że to wojna dezinformacyjna, prowadzona przez Upadłych Słowian ze wschodu. To przynęta, abyśmy tracili pieniądze na wyprawy. Jeśli chcę żyć, załoga nie może poznać prawdy. Mimo wszystko przepowiednie Wernyhory zawsze się sprawdzały. Wbrew przeciwnościom wytyczę morską drogę do Szwecji i wrócę ze skarbem. Przeznaczenie jest po mojej stronie. Musi być.
Fragment z pamiętnika
***
Dzień trzeci. Cisza na morzu. Żagle obwisły, jak sprzęt u kogoś, kto jeszcze chce, ale już nie może. Kazałem szorować pokład, sprawdzić olinowanie, podlać drzewa piorunowe. Profilaktycznie jednego załoganta przeciągnęliśmy pod kilem. Marynarze muszą mieć zajęcie, bo bezczynność daje czas na myślenie. Myślenie prowadzi do buntu. Za daleko w to zabrnąłem. Nie możemy się wycofać.
Na wszelki wypadek rozkazałem drugiemu oficerowi rozpuścić plotkę, że statek jest zaminowany. Tylko kapitan, schodząc raz dziennie pod pokład, może wprowadzić szyfr, odraczający samozniszczenie. Większość uwierzyła. Teraz pilnują niedowiarków, żeby któryś nie zrobił nic głupiego.
Paradoksalnie, nie okłamałem ich. Statek jest zaminowany.
Fragment z pamiętnika
***
Dzień piąty, sztorm, późne popołudnie.
Początkowo myśleliśmy, że to wysepka nieoznaczona na mapie. Inni podejrzewali zbiorową halucynację. Nie było to też wybrzeże Szwecji – za wcześnie. Nasze wątpliwości rozwiały się, gdy drugi luneciarz potwierdził, że wysepka ma macki i ruszyła w naszym kierunku.
Tak, to Kraken Bałtycki. Tylko że ja mam na sobie Księżycówkę i znam przyszłe wydarzenia. Wiem, jak skończy się to starcie.
Przemówiłem do załogi. Zacząłem od przepowiedni i Księżycówki. Wciąż mam ją na sobie, nie mogli temu zaprzeczyć. Rozkazałem wydać każdemu załogantowi dwie porcje rumu. Nikt nie odmówił. Obiecałem chwałę i bogactwo. Odpowiedziała mi wrzawa.
– A teraz do roboty, skurwysyny!
– Drugi, dyktuję. Przejmij zapis do dziennika.
Kraken rośnie stopniowo w oczach. Barwę ma nijaką, zmienną, jak Bałtyk. Chwilami znika za falami. Innym razem, gdy okręt unosi się na grzbiecie jednej z nich, znów go dostrzegamy. Za każdym razem jest większy i większy. Możemy już dostrzec coś na kształt paszczy wypełnionej śmiercionośnymi kłami. Biolog Adolfus by powiedział, że nie żywi się planktonem.
Odpalił dąb piorunowy. Uderzył o powierzchnię wody, a martwe ryby wypłynęły do góry brzuchami. Dobra oznaka, jest szansa, że zdąży się przeładować i porazić skurwysyna.
Wyłania się po raz kolejny. Oczy bestii, dostrzegam w nich głębię, pustkę, nienawiść. Dopadają mnie wątpliwości, ale dziób jednostki jest specjalnie wzmocniony. Wytrzymałby zderzenie z górą lodową. Nic nie zatrzyma „Gniewu Słowian”.
Spoglądam po raz ostatni przed uderzeniem na Kompas Nienawiści. Czas na ostatnie korekty.
– Ster trzydzieści stopni na sterburtę!
– Ster trzydzieści na sterburtę!
Statek przechyla się w prawo. Zostało tuzin sążni. Paszcza potwora rozwiera się jak wrota otchłani. Kły obrazują lęk pierwotny, drzemiący w każdym z nas. Dlaczego są tak wielkie?
– Staranować skurwysyna!
Ostatnia strona pamiętnika
***
– Nieee…!
Padam na kolana. Zatrzaskuję dziennik i otwieram oczy. Koniec czytania.
Dłoń wciąż drży, serce wali jak młot kowalski. Nigdy tak się nie bałem. Nigdy nie czułem takiego bólu. Nigdy już nie położę dłoni na ostatniej stronie.
Zmysły stopniowo przenoszą się do tu i teraz, opuszczają spisane emocje kapitana. Chwilę zajmuje, zanim zauważam, że słońce jest już wysoko. Marszczę nos. Bałtyk nie wyrzucił bursztynu, za to śmierdzi trupem i ma posmak żelaza. Naciągam chustę pod same oczy.
Coś nieopodal błyszczy, wcześniej skrywane przez noc i żywą warstwę owadów. W wodorosty zaplątany jest człowiek. Fale obmywałyby nogi, gdyby je miał. Odganiam ptaki, wciągam zwłoki wyżej na brzeg. Przeszukuję skrupulatnie, taka praca. Rozbity Kompas Nienawiści potwierdza, że zmasakrowane szczątki należą do kapitana, właściciela dziennika.
Żal mi go. Gdyby tylko znał się na butelkach, wiedziałby, że to podróbka. Kto wymieniłby prawdziwą mapę do skarbu na butelkę rumu? Poza tym, odkąd krakeny zalęgły się na Bałtyku, wszystkie wyprawy są skazane na porażkę. W dzisiejszych czasach nie miał żadnych szans.
Blask słońca przynosi zrozumienie. Przepowiednia Wernyhory była prawdziwa, to ona stanowi prawdziwą mapę do skarbu. Łatwo powiedzieć po fakcie. Z jakiegoś dziwnego powodu wszystkie przepowiednie tak mają. Znalazłem Księżycówkę – jedną z trzech bezcennych koszulek. Czyż nie jest skarbem? Czyż kapitan nie wylądował z nią na brzegu? Korona nie pozwoli jej zatrzymać. Ale honor Słowian to honor Słowian. Zaproponują wymianę na nagrodę w postaci złota. A ja się zgodzę, nie można odmówić Koronie.
Wstrzymuję oddech i obdzieram szczątki z bezcennego artefaktu.
Poświęcam czas, by pochować kapitana pod grubą warstwą piasku. Upewniam się, że ptactwo nie rozdziobie do reszty szczątków, rozrzucając po wierzchu kawałki fulgurytu. Pieczęć Peruna ochroni zwłoki.
Nagie zwłoki. Nie mam wyrzutów sumienia. Kapitanowi, w Księżycówce czy bez, żadna różnica. Gdyby tylko znał się na butelkach, rozpoznałby podróbkę. Oni potrafią tylko niszczyć. Wiedziałby, że sprzedałem mapę jako ciekawostkę dla kolekcjonera. Nawet, gdyby prowadziła do skarbu, droga byłaby nie do przebycia.
Pora się zbierać. Muszę ostrzec Koronę o wojnie dezinformacyjnej prowadzonej przez Upadłych Słowian. Zostanę bohaterem, na czym specjalnie mi nie zależy. Za to uśmiecham się na myśl o złocie, które dostanę w zamian za Księżycówkę. Mógłbym już nigdy nie pracować, ale Bałtyk przyciąga zbyt mocno, wrócę tu. Dzisiaj jednak mam ochotę na najlepszy rum. Czy ten piękny dzień może zacząć się lepiej niż od butelki?
Koniec
Komentarze
A oni mieli trzcinę cukrową do produkcji rumu? Ci Słowianie od Peruna? A skąd? I tak to tu idzie: potencjalnie rozwojowe opka giną przez zabawne błędy…
Już tylko spokój może nas uratować
Rybak3,
Bo ten rum jest inny niż w świecie macierzystym. Był jak “czekolada(bez kakako)” w PRL. A na poważnie to mnie złapałeś z tą trzciną.
Dzięki za przeczytanie.
Przybyłam, zobaczyłam, pozdrowiłam,
ślad swój zostawiłam,
uważnie przeczytałam,
za udział podziękowałam;
bruce :)
Pecunia non olet
Komentarz pobetowy.
Opowiadanie przedstawione przeważająco w formie epistolarnej, co nie jest łatwym zabiegiem. Moim zdaniem udało Ci się sprawnie tę formę przedstawić. I mimo że w mojej skromnej opinii było tu trochę za dużo postaci czy istot, przez co się trochę gubiłam, nie mogę nie docenić dobrego warsztatu i przyjemnego dla oka oraz duszy stylu. Dlatego wybieram się pokoju Nominacji Bibliotecznych, by zgłosić to opowiadanie.
Pozdrawiam serdecznie i życzę powodzenia w konkursie :)
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
Uczciwie muszę przyznać, że bardzo mnie wciągnęło. Na początku gubiłam się trochę w czasie – skoro opowiadasz o Słowianach, to wydawałoby się, że to jakieś zamierzchłe czasy, ale cała reszta nie bardzo pasuje do takiej teorii. W końcu dotarło, że to jednak jakaś mocno alternatywna rzeczywistość :D
Warsztatowo jest bardzo dobrze, napisane sprawnie i ciekawie poprowadzone, bez zbędnego przedłużania. Podobało mi się :)
Spodziewaj się niespodziewanego
Przyłączam się do pochwał: wciągające.
Statek z nasiona to bardzo ciekawy pomysł, przy czym bardzo nienachalny, jeśli mogę to tak ująć. Nie razi. Czytając, pomyślałem sobie: “Z nasiona? No tak, to przecież oczywiste”. “Dęby sadzą na burtach? Też bym tak zrobił, rozsądne posunięcie”. ;-P
Końcówka mnie zaskoczyła. Mimo tego, że przecież na początku się przyznał kolega bursztynnik, że zamienił pustą na pełną…
bruce
Dzięki za odwiedziny/przeczytanie.
HollyHell91
Pomysł z kursywą na becie był super.
Dzięki za klika.
NaNa
Dobrze zrozumiałaś :)
Cieszy, że wciągnęło.
Dziękuję za ciepłe słowa o warsztacie.
Kurojatka
Statek z nasiona to bardzo ciekawy pomysł, przy czym bardzo nienachalny, jeśli mogę to tak ująć. Nie razi. Czytając, pomyślałem sobie: “Z nasiona? No tak, to przecież oczywiste”. “Dęby sadzą na burtach? Też bym tak zrobił, rozsądne posunięcie”. ;-P
Dzięki. Takich pomysłów jak ten, czy Kompas Nienawiści, mam więcej. Może kiedyś przypadkiem natrafisz.
Przyłączam się do pochwał: wciągające.
Dziękuję. Miło się zrobiło :)
Melduję, że przeczytałam.
Pisanie to latanie we śnie - N.G.
Przyjemnie się czytało, jakbym słuchał dobrych, zabawnych szant. Parę razy śmiechłem, a ogólnie przez całe opowiadanie banan na twarzy. Bardzo zgrabnie i błyskotliwie napisane. Powodzenia w konkursie. Pozdrawiam!
bogjelen
Na początek garść zatrzymań.
Deptane owady pękają pod butami, zdradzając otoczeniu informacje o kolejnych krokach. Niewiarygodne, plaża wydaje się żywa. Z każdym kolejnym krokiem trochę mniej.
Owady na plaży? Na pewno, ale raczej byłoby słychać deptanie po skorupiakach, które owadami nie są. Wytłuszczone powtórzenia.
Fale rozbijające się o nabrzeże ponownie uszczupliły granicę ziem Królestwa Słowian
Raczej chodzi o wybrzeże.
Sięgam po niego, wyczuwam, że to pamiętnik. Jest w kawałkach, niektóre strony są poniszczone, wybrakowane, inne leżą luzem w pobliżu. Otwieram, przykładam dłoń do zapisków i próbuję wyczuć, co autor miał na myśli.
Bohater czuje, że to pamiętnik a nie książka kucharska? Czy jednak ma jakieś obserwacje, a nie czucie?
Tak mnie postrzegają ludzie o króliczych sercach, mysiej odwadze i braku ambicji.
Są dwa fajne zwierzęce porównania i trzecie zwykłe. Zgrzyta mi to.
Jego chłodny blask kontrastuje z drżącym płomieniem świecy, która rzuca koszmarne cienie na dębowy stół i mapę.
Świeca nie może rzucać cienia.
Rozmasowuję dłoń, chcę poznać dalszą historię. Czytanie jest wymagające dla ciała, ale jeszcze bardziej dla umysłu.
Trochę nie łapię dlaczego.
Opowiadanie epistolarne jest trudne, natomiast pomimo nie do końca możliwych do odczytania listów udało się łączyć fakty. Ogólnie historia ma potencjał, natomiast pojawiło mi się kilka zgrzytów. Jedno, że postać głównego bohatera i kapitana trochę mi się zlewają. Wiem, kiedy jest o jednym a kiedy o drugim, natomiast charakterologicznie mało się różnią, takie mam wrażenie.
Drugie – nic nie ma o tym, że kapitan posiada Księżycówkę, a bohater odziera jego zwłoki właśnie z niej.
Trzecia kwestia, chyba najbardziej problematyczna, bo podważająca fabułę i szukanie drogi do Szwecji. Jest napisane, że bezpieczna żegluga była możliwa tylko niedaleko od brzegu, na płytkich wodach. Zastanawia mnie więc, dlaczego nikt nie płynął do Szwecji płynąc wzdłuż ziem Słowian, a potem wzdłuż Danii, aby przepłynąć przez cieśniny duńskie w najwęższym miejscu? Szybki okręt mógłby sprawnie pokonać cieśniny, aby znaleźć się z powrotem na bezpiecznych, płytkich wodach – jednak już po stronie szwedzkiej.
Hej, bardzo udany pomysł i fajna forma opowiadania. Chociaż nie powiem, że lektura była łatwa. Na początku byłam przekonana, że części z pamiętnika i te o poszukiwaczu bursztynu dzieli wiele lat. Dopiero pod koniec sobie poskładałam te linie czasową w całość.
Ciekawe aluzje alternatywnego świata do naszego, np. Upadli Słowianie ze wschodu. :)
Widzę, że wyłapali Ci różne nieścisłości, typu „rum u Słowian” czy samo „szukanie drogi do Szwecji”. Ja w sumie tego nawet nie zauważyłam. Chyba kompletnie zignorowałam historyczne detale i skupiłam się tylko na samej opowieści. :D
Klikam i pozdrawiam!
Dobre. Zarówno pomysł jak i realizacja.
Jeśli chodzi o autorstwo, to mam dwa typy. Myślisz, że gdybym obstawiając, postawił garść dolarów, to bym wygrał?
Saggit
Na początek garść zatrzymań.
Deptane owady pękają pod butami, zdradzając otoczeniu informacje o kolejnych krokach. Niewiarygodne, plaża wydaje się żywa. Z każdym kolejnym krokiem trochę mniej.
Owady na plaży? Na pewno, ale raczej byłoby słychać deptanie po skorupiakach, które owadami nie są. Wytłuszczone powtórzenia.
Odp: W tym świecie owady są duże.
Fale rozbijające się o nabrzeże ponownie uszczupliły granicę ziem Królestwa Słowian
Raczej chodzi o wybrzeże.
Odp: Tak. Poprawiono.
Sięgam po niego, wyczuwam, że to pamiętnik. Jest w kawałkach, niektóre strony są poniszczone, wybrakowane, inne leżą luzem w pobliżu. Otwieram, przykładam dłoń do zapisków i próbuję wyczuć, co autor miał na myśli.
Bohater czuje, że to pamiętnik a nie książka kucharska? Czy jednak ma jakieś obserwacje, a nie czucie?
Odp: W tym świecie czytanie, to bezpośredni transfer myśli, emocji. Nie da się tego przełożyć jeden do jednego, na to jak my postrzegamy czytanie. To jak słynne pytanie: Co autor miał na myśli?
Tak mnie postrzegają ludzie o króliczych sercach, mysiej odwadze i braku ambicji.
Są dwa fajne zwierzęce porównania i trzecie zwykłe. Zgrzyta mi to.
Odp: Trafna uwaga, poprawiono. Zgrzyt usunięto.
Jego chłodny blask kontrastuje z drżącym płomieniem świecy, która rzuca koszmarne cienie na dębowy stół i mapę.
Świeca nie może rzucać cienia.
Odp: Poprawiono.
Rozmasowuję dłoń, chcę poznać dalszą historię. Czytanie jest wymagające dla ciała, ale jeszcze bardziej dla umysłu.
Trochę nie łapię dlaczego.
Odp: Jak powyżej. Tam inaczej się czyta.
Jedno, że postać głównego bohatera i kapitana trochę mi się zlewają. Wiem, kiedy jest o jednym a kiedy o drugim, natomiast charakterologicznie mało się różnią, takie mam wrażenie.
Odp: Dodano opis w przedmowie.
Drugie – nic nie ma o tym, że kapitan posiada Księżycówkę, a bohater odziera jego zwłoki właśnie z niej.
Odp: Jest to napisane w tym miejscu:
Tak, to Kraken Bałtycki. Tylko że ja mam na sobie Księżycówkę i znam przyszłe wydarzenia. Wiem, jak skończy się to starcie.
Przemówiłem do załogi. Zacząłem od przepowiedni i Księżycówki. Wciąż mam ją na sobie, nie mogli temu zaprzeczyć.
Trzecia kwestia, chyba najbardziej problematyczna, bo podważająca fabułę i szukanie drogi do Szwecji. Jest napisane, że bezpieczna żegluga była możliwa tylko niedaleko od brzegu, na płytkich wodach. Zastanawia mnie więc, dlaczego nikt nie płynął do Szwecji płynąc wzdłuż ziem Słowian, a potem wzdłuż Danii, aby przepłynąć przez cieśniny duńskie w najwęższym miejscu? Szybki okręt mógłby sprawnie pokonać cieśniny, aby znaleźć się z powrotem na bezpiecznych, płytkich wodach – jednak już po stronie szwedzkiej.
Odp: Masz rację. Ale kto wie, co tam się czai? Może mniejsze zło.
Dziękuję za pracę, którą włożyłeś w uczynienie tekstu lepszym. Większość uwag wykorzystałem.
Jeszcze raz dzięki.
śniąca
Dzięki za odwiedziny.
bóg jeleń08
Przyjemnie się czytało, jakbym słuchał dobrych, zabawnych szant. Parę razy śmiechłem, a ogólnie przez całe opowiadanie banan na twarzy. Bardzo zgrabnie i błyskotliwie napisane. Powodzenia w konkursie. Pozdrawiam!
Wielkie dzięki.
Marszawa
Dobrze wszystko zrozumiałaś (linia czasowa).
Dla ułatwienia dodano opis w przedmowie.
Cieplutko mi się na serduszku zrobiło po Twoich słowach.
Dzięki za klika.
AP
Tak :)
Dzięki za klika.
Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
Podobne mam wrażenia jak szanowne grono przedpiśców i przedpiszczyń. Ostatecznie całkiem zgrabna historia i przedstawiona w ciekawej formie, ale momentami szło się pogubić. Szczególnie na początku, zanim się zorientowałem, że świat przedstawiony po prostu bardzo odbiega od realnego i rządzi się dziwnymi prawami.
Pozdrawiam
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Tarnino,
Dzięki za pływający stateczek międzyplanetarny na obrazku.
GalicyjskiZakapior
Skorzystano z uwagi i dodano jedno zdanie w przedmowie.
Dzięki za klika.
Takie są konsekwencje wprowadzania gatunków inwazyjnych do ekosystemu :)
Mnie akurat pomysł z niedookreśloną rzeczywistością na początku bardzo się spodobał. Ilekroć już myślałem, że jakoś umiejscowiłem fabułę w czasie i przestrzeni, pojawiała się informacja, demolująca moje wyobrażenie :)
Kiedy już historia “zakrakenienia” Bałtyku została opowiedziana, wszystko stało się jasne i opowieść stała się bardziej przewidywalna.
Całość jest zgrabnie napisana i dobrze się bawiłem, czytając.
Jest kilka fajnych pomysłów. Może nie jakoś szalenie oryginalnych, ale ładnych.
Sama forma pamiętnika trochę mnie męczyła, ale pasuje do tematyki.
Trochę dziwne, że to wszystko trafia na jednego człowieka, ale widocznie Gdańsk tak podupadł, że już niewielu ludzi szuka bursztynu na plaży i prawdopodobieństwa się zmieniły.
Babska logika rządzi!
czeke
Nie każdy lubi zagadki, tajemnice, niedopowiedziane. My tak.
Z tymi gatunkami obcymi, z ust mi to wyjąłeś.
Dzięki za ciepłe słowa.
Finkla
Początkowo poławiacz miał dostać przepowiednię od Wernyhory, żeby wymienić butelkę z mapą na pełną. Uznałem, że będzie to zbyt skomplikowane do wychwycenia i spowoduje trudność w odróżnieniu kapitana i poławiacza. Dlatego wycofałem się z tego pomysłu.
Pierwotnie poławiacz wyłowiłby kapitana ze skarbem, a wcześniej wymienił z nim butelkę z mapą na pełną, bo tak chciało przeznaczenie.
Wernyhora wiedział, że ludzie kapitana będą go przesłuchiwać, zanim do tego doszło.
Dziękuję za klika.
Gdańsk tak podupadł, że już niewielu ludzi szuka bursztynu na plaży i prawdopodobieństwa się zmieniły.
Tak tylko wtrącę, że szukanie bursztynu to nie jest łatwy kawałek chleba, cokolwiek by o tym opowiadał mój ojciec chrzestny, szczur lądowy z dziada pradziada, który do stworzeń morskich zbliża się tylko opływowością kształtu :P
Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
Jednakowoż, jeśli poszukujących i znajdujących jest powyżej stu, to prawdopodobieństwo, że jedna osoba znajdzie różne szczątki tej samej sprawy, robi się niewielkie.
Babska logika rządzi!
Jeśli ktoś ma wątpliwości, co jest możliwe nad Bałtykiem, to proszę oglądnąć scenę na plaży z “Dnia świra”, gdzie bohater spotyka sąsiada.
Powiadają również, że Perun nigdy nie uderza dwa razy w to samo miejsce. Ale w naszym świecie jest coś takiego jak krzyż na Giewoncie. Nie raz już oberwał.
bruce
Dzięki za odwiedziny/przeczytanie.
Pecunia non olet
Hej,
Mi się bardzo podobała forma pamiętnika, ciekawy zabieg. Też na początku gubiłem się w czasie, ale to nic. Opowiadanie mnie wciągnęło, porządnie poprowadzone. Spóźniłem się na klika. Powodzenia w konkursie!
Pozdrawiam serdecznie!
You cannot petition the Lord with prayer!
Krzyż na Giewoncie to marny przykład. Wysoko wyniesiony szczyt z dużym stalowym uziemionym piorunowabikiem w kształcie krzyża po prostu MUSI przyciągać pioruny częściej niż wynika ze średniej statystycznej.
Już tylko spokój może nas uratować
Hej, Ciekawe opowiadanie :). Forma pamiętnika, nie jest moją ulubioną, tu daje fajny klimat, który pozwala zagłębić się w marzenia kapitana o drodze do Szwecji. Choć jeśli po Bałtyku pływały by krakeny to do dziś nie mielibyśmy Ikei, bo wątpię by znalazł się śmiałek, który stawi im czoła:). Doklikanie i pozdrawiam :)
"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."
MichaelBullfinch
Tak ciepłe słowa, mogłyby spalić zatwardziałe dusze Słowian ze Wschodu. Wielkie dzięki.
Intencja klika w tym świecie, jest jak klik w świecie równoległym.
Rybak3
Krzyż na Giewoncie to marny przykład. Wysoko wyniesiony szczyt z dużym stalowym uziemionym piorunowabikiem w kształcie krzyża po prostu MUSI przyciągać pioruny częściej niż wynika ze średniej statystycznej.
A może to nie statystyka, tylko echo gniewu ze Świata Słowian? Perun pamiętliwy, utraty władzy w świecie macierzystym nie zapomni. W tamtym świecie z opowiadania na Giewoncie stoi dębowy obelisk. Nie oberwał ni razu.
Bardjaskier
Bard, słowiański muzyk zawsze mile widziany w obu światach.
Przez krakeny może nie byłoby Ikei. Ale może też nie byłoby Potopu Szwedzkiego ;)
Dzięki za klika, wcześniej dyżurni zgubili jednego.
A może to nie statystyka, tylko echo gniewu
Bardziej fizyka, a o fragmencie reprezentacyjnym nie wspominałam?
Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
Kapitalne! Jak dla mnie bardzo dobre opowiadanie i równie dobrze napisane. Bardzo spodobał mi się wykreowany świat. Statek z nasiona, maszty piorunowe, baloniarze, księżycówka, upadli Słowianie – wszystko świetnie się zgrało.
Forma pamiętnika to świetny zabieg – dzięki temu poznajemy tylko najciekawsze fragmenty wyprawy, bez zbędnych wypełniaczy. Do tego dochodzi dobrze poprowadzone, przewrotne zakończenie.
Szkoda, że to tylko opowiadanie, a nie pełna powieść osadzona w tym świecie. Mam nadzieję, że kimkolwiek, Anonimie, jesteś, wrócisz jeszcze do tego uniwersum, bo ma duży potencjał, a ty – jak się wydaje – masz wyobraźnię i pomysły, żeby to pociągnąć.
Widzę, że tekst jest już zasłużenie w bibliotece, więc chyba nie ma sensu, żebym dopisywał klika – choć zdecydowanie się należy.
Gratuluję pomysłu i wykonania.
rr
Robert Raks
Jak nic byłeś u Wernyhory i przepowiedział ci, to co każdy autor/autorka chciałby/chciałaby usłyszeć ;) Zdradził też coś więcej. Tak, to część większego świata oddziałującego wzajemnie z naszym. Jest coś więcej w szufladzie, mimo że nie w tak zamierzchłych czasach, jak w tym opowiadaniu. Pomysły są równie zakręcone.
Dzięki za odwiedziny, przeczytanie i duchowego klika.
delulu managment
Zarąbiste ;) Mi sie podobało. Fajnie operowałaś kursywą. Mega ciekawe.
Melendur88
Ambush
Dzięki za zajrzenie.
melendur88
Pomysł z kursywą to zasługa HollyHell91.
Dzięki.
Niezwykłe. Podoba mi się pomysł, wykonanie i fabuła, którą popycha czytanie zapisków, listów i notatek. Czytelnik zagłębia się w historię, z której na początku niewiele rozumie – nie byłam pewna jaki czas dzieli wydarzenia i człowieka na plaży, znalezienie butelki itp. Trochę mnie to wybijało z rytmu, dopiero pod koniec wszystko się jako tako poukładało.
Trochę przeszkadzało mi w czytaniu listów przechodzenie od formy Pan do formy Ty i z powrotem – nie wiem, czy zabieg był celowy, czy przypadkowy, ale nieco drażnił. Taki drobiazg do przemyślenia.
Klik wirtualny, bo już nie potrzebujesz.
Pozdrawiam i powodzenia! :)
JolkaK
Trafna uwaga, a “drobiazg” już poprawiony. Takie na szczęście można poprawiać.
Twoje odczucia podczas czytania, stopniowe odkrywanie puzzli, było zgodne z założeniem, co bardzo mnie cieszy.
Dziękuję za ciepłe słowa i wirtualnego klika. Daje tyle radości co bursztynek na plaży :)
Przeczytałem. Powodzenia w konkursie. :)
Koala75
Dzięki i nawzajem, chodź jeszcze nie wiem, które jest twoje ;)
Misio chyba nie startował – uparcie twierdzi, że nie lubi konkursów.
Babska logika rządzi!
Finklo
A może tak, a może nie?
Tylko Koala to wie.
Wierzę w prawdomówność Koali. Poza tym – tyle razy wcześniej miał okazję wystartować i nie skorzystał… Najwyżej coś skrobnie poza konkursem.
Babska logika rządzi!
Początkowo nieco mi się mąciło, co czytam i czyje słowa, ale z czasem rzecz stawała się jaśniejsza i skończyłam w rażeniem, że wszystko należycie pojęłam. Dobrze się czytało. :)
… stali w miarę równo. → Zbędna spacja po wielokropku.
…kontrastuje z drżącym płomieniem świecy, który rzuca koszmarne cienie na dębowy stół i mapę.→ Źródło światła, tu płomień świecy, nie rzuca cienia. Cień rzucają przedmioty ustawione na drodze światła.
Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.
regulatorzy
Poprawione.
Dla mniej uważnych jest opis (jak czytać) we wstępie ;)
Od początku założenie było takie, aby stopniowo poznawać zagadkę i jednocześnie świat tak odmienny od naszego. Tym bardziej mnie cieszy, że to ci się udało :)
Cieszę się, Anonimie, że pojęłam Twoje zamiary. :)
Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.
Cóż, nie porwało, ale to pewnie kwestia formy (nie lubię dzienników i takich tam) albo uczulenia na Słowiańszczyznę. Świat wydaje się ciekawy, szkoda, że więcej dowiedziałem się o nim z komentarzy niż z samego opowiadania. W sumie gdyby nie te dodatkowe wyjaśnienia, pomstowałbym teraz na słaby research, bo z tekstu trudno wywnioskować, że x jest elementem świata przedstawionego wprowadzonym świadomie i zgodnie z zamysłem autora. :P
Swoją drogą, naprawdę mnie zastanawia, co ukształtowało ten świat i dlaczego Gdańsk, który najwyraźniej znajduje się poza orbitą germańskich wpływów, ma bardzo ,,zachodni” herb z łacińską dewizą. Za dużo pytań, za mało odpowiedzi. (Sorry, ale bez solidnego wytłumaczenia nigdy nie uwierzę w żadne zjednoczone ,,Królestwo Słowian”, które dotrwało w pogaństwie do głębokiego średniowiecza, a jego centrum dziwnym trafem znajduje się na terytorium dzisiejszej Polski. Sorry, nie.)
Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...
SNDWLKR
Sposób na zjednoczenie Słowian, to większe zło, wspólny przeciwnik lub parafrazując słynne zdanie z Żywotu Briana: Co nam dali ci Słowianie poza kanalizacją, medycyną, akweduktami, winem, porządkiem, drogami?
Co do tekstu pomysły wprowadzam świadomie, co nie znaczy, że nie popełniam błędów. Najwięcej wychodzi na becie :P
Herb wygenerowała AI, dlatego łacina. Nie jest umieszczony wewnątrz opowiadania, przeciwnie do odręcznej mapy za którą biorę odpowiedzialność, jak i za Kompas Nienawiści ;)
Wielkie dzięki za przeczytanie.
Herb wygenerowała AI
… to mi się nie podoba.
Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
Tarnina
Herb wygenerowała AI
… to mi się nie podoba.
Czyli co konkretnie: Wygląd? Że jest w komentarzu? Że zrobiła to na podstawie opisu?
Nie podoba mi się ogólnie AI.
Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
Wtrącę się, jeśli wolno. Cytat z Regulaminu:
umieszczenie w tekście narysowanej mapy (narysowanej, nie stworzonej przez AI!) .
Pecunia non olet
bruce
Wtrącę się, jeśli wolno. Cytat z Regulaminu:
umieszczenie w tekście narysowanej mapy (narysowanej, nie stworzonej przez AI!) .
I tak jest, jak widać :)
Pecunia non olet
I wreszcie mamy dowód, że przynajmniej jeden z uczestników czytał regulamin…
Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
Tarnina
Regulamin przeczytano, ale czy zrozumiano w 100% to inna sprawa. Poza tym “głupcem kto ufa własnej pamięci”, więc HollyHell sprawdziła czy wszystko zgadza się z regulaminem w trakcie bety, za co jestem jej bardzo wdzięczny.
Sama mnie złapałaś na fragmencie reprezentacyjnym, który był w rozszerzeniu regulaminu ;)
Nie podoba mi się ogólnie AI.
Co do AI już dwa razy pisałem o zagrożeniach, więc chyba Cię rozumiem. Mamy w SF Skynet, Hall 9000 i nawet moje twory. To niby narzędzie, ale może nas (ludzkość) zabić lub zniewolić.
To ludzie ludziom gotują ten los…
Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
Moje uszanowanie!
Chwila przerwy, zanim położę dłoń na kolejnej stronie. Uśmiecham się, patrząc na wschód słońca. Ludzie uwielbiają oglądać zachody. Ja wolę, gdy coś się zaczyna. Słońce przyjęło barwę rumu – moją ulubioną.
Oj, utożsamiam się!
i ostatecznie wydostanie się krakeniątek na otwarte wody poza zatokę.
Awwwww, how cute:DDD
OPOWIADANIE WY-BOR-NE. Super, że trafiło do biblioteki. Ale zacznę od uwag, których (spokojnie) nie będzie dużo. Po pierwsze – zdecydowanie za krótko. Zwyczajnie za szybko się skończyło. Po drugie, o ile do samej formy kartek z pamiętnika nie mam problemu, bardzo ją lubię, u Lovecrafta się w niej zakochałem, to jednak nie jest ona zbilansowana względem wypowiedzi narratora. A one wypadają znakomicie, toteż trochę boli fakt, że nie miał on nam więcej do powiedzenia. Ostatni zarzut, drobniutki, kosmetyczny, to separatory. Gdy ich rolę pełni pojedyncza gwiazdka, jakoś kłuje mnie to w oczy.
Jeśli chodzi o zalety, to nie będę się zbytnio rozpisywał, bo szkoda czasu. Powiem jedynie, że tekst jest naprawdę wyborny, i niesamowicie mi się spodobał. Szczerze. W każdym aspekcie. Teraz tylko czekam na odtajnienie autorstw, bo chcę śledzić Twoje przyszłe teksty.
Pozdrawiam serdecznie!
Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!
Bartkowski.robert
Pojedyncza gwiazdka po lewej jako separator to forma kamuflażu. Miała utrudnić moją identyfikację w ramach konkursu.
Lovecraft → macki → Kraken Bałtycki → przypadek? → Tak, ale widzę, że trafiłem z klimatem.
Chciałbyś więcej tekstu – to zarzut, który każdy autor chciałby usłyszeć :)
Również pozdrawiam serdecznie.
Pojedyncza gwiazdka po lewej jako separator to forma kamuflażu. Miała utrudnić moją identyfikację w ramach konkursu.
Wow. Aż strach pomyśleć, czego używasz na co dzień.
Lovecraft → macki → Kraken Bałtycki → przypadek? → Tak, ale widzę, że trafiłem z klimatem.
Miałem takie skojarzenia, ale ich nie uzewnętrzniłem. Nie chciałem szufladkować. Jak widać, dobrze zrobiłem.
Chciałbyś więcej tekstu – to zarzut, który każdy autor chciałby usłyszeć :)
Dobry, prawda? Z jednej strony pochwała, z drugiej sugestia, że autor jest leniwy.
Pozdrawiam!!!
Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!
Separator zmienię po oficjalnej części konkursu, fajerwerków nie będzie.
Też nie lubię szufladkować, podobają mi się różne światy, najfajniej tworzy się własne.
Co do klimatów Lovecrafta, to polecam komiks Andreasa Cromwell Stone. Piękna czarnobiała kreska i klimat tamtych lat.
Każdy ma w sobie lenia, mój ma przewalone ;)
Separator zmienię po oficjalnej części konkursu, fajerwerków nie będzie.
Będę czekał, jak na sylwestra:D
Też nie lubię szufladkować, podobają mi się różne światy, najfajniej tworzy się własne.
Otóż to!
Co do klimatów Lovecrafta, to polecam komiks Andreasa Cromwell Stone. Piękna czarnobiała kreska i klimat tamtych lat.
Sprawdziłem, bardzo piękny. Jak portfel pozwoli to zakupię.
Każdy ma w sobie lenia
OJ TAK. Trzeba go zwalczyć do minimum
Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!
Bartkowski.robert
Jako, że odgadywanie się skończyło, przywróciłem standardowe dla siebie separatory ;)
… to są normalne separatory…
Trzeba go zwalczyć do minimum
Boże, uczyń mnie pracowitym! Od jutra
Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
Wyniki na stronie, więc czas na opinię:
Komentarz tuż po przeczytaniu:
Witam serdecznie i dziękuję za udział w Konkursie, a także za uprzedzenie o wulgaryzmach. :)
Opowiadanie stoi klimatem i niezwykłością relacjonowania zdarzeń. :) Fragmenty pamiętnika, strzępy listów i innych dokumentów, umiejętnie przeplatane emocjami narratora, układają się w logiczną, zadziwiająco dramatyczną całość. :) Interesujący wątek fałszywej mapy. :)
Sprawy techniczne i wątpliwości oraz sugestie, pojawiające się podczas czytania:
Deptane owady pękają pod butami, zdradzając otoczeniu informacje o kolejnych krokach. Niewiarygodne, plaża wydaje się żywa. Z każdym kolejnym krokiem trochę mniej. – powtórzenia i dodatkowa aliteracja – celowa?
Gdy robi się jaśniej, dostrzegam kawałki drewna i szczątki notesu w kolorze indygo. Sięgam po niego, wyczuwam, że to pamiętnik. Jest w kawałkach, niektóre strony są poniszczone, wybrakowane, inne leżą luzem w pobliżu. – powtórzenie (także samej informacji, że to coś (notes) jest w kawałkach)?
– A więc to była przyczyna zaginięcia Wernyhory. Głośno o tym było w swoim czasie. – powtórzenie?
Upewniam się, że ptactwo nie rozdziobie do reszty szczątków, rozrzucając po wierzchu kawałki fulgerytu. – nie umiem znaleźć z necie, czy nie miało tu być: „fulgurytu”?
Dzisiaj jednak mam ochotę na butelkę najlepszego rumu. Czy ten piękny dzień może zacząć się lepiej niż od butelki? – czy celowe powtórzenie na koniec?
Pozdrawiam serdecznie i ponownie dziękuję za udział. Klik biblioteczny. :)
Pecunia non olet
MichałBronisław
Bartkowski.robert Jako, że odgadywanie się skończyło, przywróciłem standardowe dla siebie separatory ;)
No widzę, i nie wiem po co Ci były te kamuflaże. Sam używam takich samych:DD
Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!
Bardzo podobał mi się pomysł statku hodowanego z nasiona. Lubię takie smaczki :)
Trochę mniej podoba mi się reszta, a zwłaszcza przedstawienie fabuły. Przeszkadzało mi bardzo długo to, że nie mogłam umiejscowić akcji w czasie. Widzę, że historia jest mocno alternatywna, ale gdzieś jednak powinna być od początku zakorzeniona (przynajmniej ja tak lubię).
Przyznaję, że nie załapałam relacji kapitan – narrator, kwestii butelki z mapą i ram czasowych samej opowieści od momentu, gdy kapitan zaczął kampanię. Osobną kwestią jest dla mnie brak logiki w kwestii podróży do Szwecji, która tu przybrała postać wręcz mitycznego kraju. Ok, na przestrzał byłoby najszybciej, ale nie da się ze względu na krakeny. Ale dlaczego nie można płynąć dokoła wzdłuż brzegów, jeśli to jest bezpieczne i możliwe?
Napisane ładnie i sprawnie, doceniam formę.
Pisanie to latanie we śnie - N.G.
Bartkowski.robert
Pierwsza zasada niewidzialności. Nie wychylać się.
Druga zasada niewidzialności: Nie wychylać się.
Trzecia zasada niewidzialności: kamuflaż :D
bruce
W czterech z pięciu miejsc przepisałem tekst, aby uwzględnić twoje uwagi. Były trafne i teraz jest znacznie lepiej :)
To co napisałaś, o układaniu się w dramatyczną całość, jest bardzo miłe. Muszę jednak przyznać, że więcej czasu zajęło mi, wymyślenie unikalnych mechanizmów rządzących tym światem. Chodziło, aby mimo odmienności zachował spójność i unikalny smak.
Dzięki za wirtualnego klika. To opowiadanie sporo ich dostało :)
To opowiadanie sporo ich dostało :)
I ten właśnie fakt mówi sam za siebie, brawa! :)
Pozdrawiam noworocznie i także dziękuję. :)
Pecunia non olet
Tekst bardzo gęsty semantycznie, ukazuje przebłyski olbrzymiego, zapewne fascynującego świata. Czego tu nie ma? I krakeny, i pogmatwana sytuacja polityczna, i dziwne prawa fizyki, i kapitan Ahab… motywów dość na trzy takie historie, aż dziwne, że nie popadasz w całkowity chaos, chociaż miejscami nie tak łatwo się w tym połapać.
Czego mi zabrakło, to spójności myśli – tekst jest krótki, chociaż sprawia wrażenie całkiem długiego, bo tak dużo w nim rozmaitych rozmaitości. Ale o czym właściwie mówi? Jaka jest metoda w szaleństwie kapitana? Co przedstawiają krakeny? Albo Księżycówki? A Kompas Nienawiści – dlaczego właśnie taki? Przez cały tekst przewijają się butelki, to dobrze, ale nie wystarczy, bo czym one w sumie są? Tajemnicą? Czy nie? Oszustwem?
A zmienianie sensu słów ("czytanie" czy "rum") dezorientuje czytelnika – różnych czytelników w różnym stopniu, ale dezorientuje. To też się składa na tę oniryczność.
Trochę niezręcznie wytykać Ci infodumpy, skoro tyle miałeś do przekazania, a miejsca tak mało, ale cóż. Trochę ich tu jest. A i tak wiele spraw pozostaje niejasnych, po wytłumaczeniu niektórych rodzi się nawet więcej pytań, niż było. Czytanie dotykiem wypada zaskakująco naturalnie (chociaż… skoro wszyscy tu tak czytają, to czemu zapisywanie wygląda normalnie – chyba?), podobnie hodowla statków, chociaż przedstawiający ją list (a, właśnie: dlaczego Alojzy raz pisze do kapitana "Ty" a raz "Pan"?) jest klasycznym "jak wiesz, przyjacielu" (to by się dało zrobić przekonująco, ale listów musiałoby chyba być kilka). Zresztą sam fakt, że kiedy kapitan albo jego korespondent tłumaczy fakty powszechnie znane w tym świecie wyrywa z zawieszenia niewiary, bo nie ma sensu – czy Ty zapisujesz w dzienniku, jak wygląda komputer? Właśnie. Dlatego nie wiemy wielu rzeczy o życiu ludzi z dawnych czasów – nie było sensu tego zapisywać, nawet, jeśli ktoś miałby możliwość – nikt nie myśli o istotach z innego (nawet przyszłego) świata, które będą to czytać.
Szkoda też, że styl kroniki praktycznie się nie różni od stylu listów, a one same nie różnią się stylem między sobą. W takim krótkim tekście, i to jeszcze składającym się głównie z listów i dokumentów, zróżnicowanie stylu to potężne narzędzie charakteryzowania postaci, z którego nie powinieneś rezygnować, chociaż ogólnie historia jest dość oniryczna – ale też Twój narrator wykazuje jakieś ślady indywidualności, więc?
Nie pojmuję motywu Kompasu Nienawiści – rozumiem magię, ale pole magnetyczne Ziemi zanikło? A pojawiło się "pole nienawiści"? Hę? Czy kompas kieruje się na tego, kogo nienawidzi jego twórca – czy użytkownik? Czy święty mógłby go używać? I co się dzieje, kiedy obiekt nienawiści się przemieszcza? Czy istnieje tylko jeden taki, skoro: "Rozbity Kompas Nienawiści potwierdza, że zmasakrowane szczątki należą do kapitana, właściciela dziennika." – skąd narrator wie, że to właśnie ten kompas? Przy okazji – szczątki do nikogo nie należą, to są szczątki kapitana, autora dziennika (nie kupił ich sobie, a znowu dziennik przecież pisał sam).
A na przykład roślinne statki to bardzo fajny pomysł, ale nic z tego nie wynika – co by się w tekście zmieniło, gdyby statek kapitana był taki, jakie znamy z naszego świata?
Co do upadłych Słowian – ja też się boję (choć boję się także Danaów, którzy przynoszą dary i spróbowałbyś narzekać…), ale Twoi wypadają, znowu, cokolwiek onirycznie, żeby nie powiedzieć mitycznie. Jeśli taki efekt zamierzyłeś, to Ci się udał. Ale ci tajemniczy, groźni Słowianie w tle gryzą się z zasypywaniem zachodnich sąsiadów butelkami, "podróbami ze wschodu". Wydaje mi się w ogóle, że to kapitan w swoim szaleństwie zmyślił "wojnę dezinformacyjną", bo skoro nie narrator zrobił tę butelkę, oczywiście że jest ich dużo (pewnie ktoś je dmucha hurtowo) i wszystkie takie same – jeśli to Upadli, to czemu narrator wcześniej nic nie powiedział? I skąd wziął swoją? "Miała wyglądać na starą, jak z czasów, kiedy żegluga jeszcze nie zanikła. Ale to podróba ze wschodu, dziadostwo, jak ich mir." sugeruje jednocześnie, że narrator sfałszował znalezisko ("miała wyglądać na starą" – czyli to nie dzieło Słowian ze wschodu?) i że nie – to jak było?
Tak czy owak, rozumiem chęć nawiązania do obecnych wydarzeń, ale lepiej z tym uważać, bo potrafi zniszczyć tekst, na przykład, kiedy czytelnik zada sobie pytanie, czy Upadli nie mają mniej fantastycznych sposobów na zaszkodzenie tym nieupadłym? Czemu ktoś miałby uwierzyć w tę mapę (poza wariatami, jak kapitan?) i czemu im tak zależy na handlu ze Szwecją? (tam nic nie ma, trochę żelaza, ziemie rzadkie, przy tym poziomie technologii zbędne, i drewno).
Wydaje się też dziwne, że narrator nie słyszał dotąd o wyprawie kapitana, która była duża i nie przeszłaby bez echa. A także to, że przeoczył zwłoki, chociaż zauważył o tyle mniejszy notes, i że pochował je na plaży (co nie jest rozsądne, bo morze prędzej czy później trupa wypłucze, zresztą wygląda to tak, jakby narrator chciał ukryć swój udział w sprawie – to nie dzicz, tu mają pogrzeby).
Nie widzę w Twoim świecie powodu, żeby brać kobiety na morze – nie widzę więc też powodu do dziwienia się, że w załodze kapitana nie było żadnej. Może on istnieje. Ale go nie pokazałeś.
Poza tym, kiedy widzę, że "Transport morski ograniczył się do regionów przybrzeżnych, gdzie wody były zbyt płytkie dla bestii" to myślę, że przed wynalezieniem porządnej nawigacji to było normalne. Więc w czym problem? Jak zauważył ktoś z komentujących, da się tak dotrzeć do Szwecji. Zresztą – skoro stare dobrze się miały w Zatoce (max 118 m, przeciętnie 50 m) to młode też pewnie dadzą radę.
Bohaterowie trochę, mmm, onirycznie się zachowują: oszalały kapitan jest należycie oszalały, ale taka choćby idea, że zabicie starych krakenów pozbawi życia ich potomstwo – to dziwna idea. A taki narrator, który wybrał się na poszukiwanie skarbów i nie wziął latarki? Nie zaczekał do świtu? Chce marznąć nocą na plaży? Czemu?
Kapitan ostatecznie wychodzi na niezłego fanatyka, którym pewnie miał być, ale skoro tak, dlaczego ni z tego ni z owego uwierzył, że to, na czym oparł całe życie, przedmiot jego wariackiej, sprzeciwiającej się zdrowemu rozsądkowi wiary jest kłamstwem wrogów? Dlaczego nie szuka innych możliwości? Ludzie nie lubią się przyznawać, że oparli życie na kłamstwie. Poza tym nie wydaje mi się, żeby przeciąganie ludzi pod kilem bez powodu pomagało utrzymać dyscyplinę na pokładzie… swoją drogą, kapitan pomija to, że przepowiednia Wernyhory mówiła tylko "człowiek w Księżycówce wróci po siedmiu dniach", a nigdzie nie mówiła, że chodzi o niego (przepowiednie zawsze przyprawiają Gettiera o ból głowy) – ale to pasuje do jego charakterystyki jako świra.
Językowo, hmm. Mam wrażenie, że nie zawsze panujesz nad tworzywem. Nastrój udaje Ci się nie tak dobrze, jak by mógł, bo wiele słów po prostu do niego nie pasuje.
W całym tekście powtarza się błąd: "fragment z pamiętnika" kiedy powinno być "fragment pamiętnika" albo "strona z pamiętnika", albo "(wypis) z pamiętnika". Zresztą – ciągle piszesz "pamiętnik", a przecież to raczej dziennik, albo nawet log (kapitana).
Zgodnie z najnowszą modą nie omieszkałeś użyć paru imiesłowów przysłówkowych współczesnych na oznaczenie związków przyczynowych – serio, dlaczego wszyscy tak robią? Na przykład: "Przycięto korzenie, hamując dalszy wzrost" – powinno być: przycięto korzenie, by zahamować dalszy wzrost; albo: przycięciem korzeni zahamowano dalszy wzrost. Albo "igła Kompasu Nienawiści zaczęła drgać, wskazując bezpośrednio zagrożenie." – drganiem zaczęła wskazywać (i na pewno nie "bezpośrednie zagrożenie"?)
To zdanie "Tylko kapitan, schodząc raz dziennie pod pokład, może wprowadzić szyfr, odraczający samozniszczenie." zawiera też źle dobrane słowo, bo "odraczać" można proces, coś urzędowego, w każdym razie kapitan nie wprowadza szyfru jednocześnie ze schodzeniem pod pokład, ani nawet przez schodzenie pod pokład (inna rzecz, że ten szyfr wygląda na grubymi nićmi szyty, zresztą szyfr to nie to samo, co hasło).
Aspekty czasownika (i jego pochodnych): "bez wahania", nie "zawahania". Po co wszyscy wlepiają ten aspekt dokonany, czy ktoś mi to wyjaśni? Tutaj: "Chwilę zajmuje, zanim zauważam" – "zauważam" jest w niewłaściwym aspekcie (dokonanym, musi być niedokonany, ale możesz też dać rzeczownik odczasownikowy): chwilę zajmuje mi zauważenie; albo chwilę trwa, zanim zauważę.
Co jeszcze nie pasuje: "cholernie wcześnie" nie służy nastrojowi, który wyraźnie ma być trochę (bardzo?) niesamowity. Ironia też nie: "sprawdzić, co wydalił najlepszego" brzmi dość ironicznie (jak "co ty najlepszego zrobiłeś?"; a, i wydalanie to usuwanie czegoś niepożądanego – nie dobrego).
Dziwnie telewizyjnie brzmi: "zdradzając otoczeniu informacje o kolejnych krokach" – o czyich krokach? I czy otoczenie jest czymś, co może poznawać informacje?
To mogłoby być fajne: "Niewiarygodne, plaża wydaje się żywa. Z każdym następnym krokiem trochę mniej." ale raz, lepiej byłoby to pokazać (plaża mogłaby "robić" coś, co robią żywe istoty, obserwować narratora – to"zdradzanie" to trochę mało, i dwa – czemu to wrażenie przemija? Co powoduje "odczarowanie" plaży?
Tu "Fale rozbijające się o wybrzeże ponownie uszczupliły granicę ziem Królestwa Słowian, pożerając je kawałek po kawałku." wybierz jedno – albo uszczuplenie, albo pożeranie.
"Zwrócić" to oddać, a nie dać – nie można zwrócić czegoś w zamian, bo jeśli zwracam, to pożyczone (to nie było moje).
Kiedy narrator mówi, że "wciąż jest zbyt ciemno, bym rozpoczął poszukiwania" pytam – dlaczego tylko narrator? A inni widzą w ciemności? Hmmm? Chyba nie, więc – jest zbyt ciemno, by zacząć (albo nawet: zaczynać) poszukiwania.
Dziennik "Jest w kawałkach, niektóre strony są poniszczone, wybrakowane, inne leżą luzem w pobliżu." ale pozostaje rozpoznawalny jako zamknięty notes? Nie przekonują mnie też "wybrakowane" strony (podarte, dziurawe, poszarpane tak, ale "wybrakowane" nie – bo były dobre! https://wsjp.pl/haslo/podglad/6460/wybrakowany)
"Demagog" odnosi się zdecydowanie do polityki – nie wiem, czy tu jest odpowiednim słowem.
Fraza "człowiek o resztkach piasku w klepsydrze życia" jest niegramatyczna, bo te resztki piasku nie są cechą! Nie mówisz przecież "człowiek o zielonym swetrze" ani "człowiek o zagraconym mieszkaniu" – o resztkach, swetrach czy mieszkaniach człowiek może mówić, ale one go nie określają.
Błąd kategorialny: "Tam, gdzie widzą strach, ja dostrzegam możliwości." – tam, gdzie widzą niebezpieczeństwo, ja dostrzegam możliwości.
Po polsku (po angielsku troszkę, ale też nie do końca) nie dysponujemy osobami – czasem możemy zadysponować osobę, ale to też źle brzmi (https://wsjp.pl/haslo/podglad/7500/dysponowac; ew. https://wsjp.pl/haslo/podglad/40363/ktos-dysponuje-kogos-na-smierc – zupełnie nie do tego tekstu, ale ciekawe), ktoś może się oddać do dyspozycji władz albo buntować, że inni próbują dysponować jego osobą, ale wyraźnie chodzi Ci o to, że drugi oficer jest najtrzeźwiejszym podwładnym kapitana, zresztą "osoba" w sensie "ktoś" jest nowoczesna.
Te trzy zdania: "Budzi respekt. Wygląda tak, że nawet dziwka by mu odmówiła. Mimo to, tylko jemu mogę ufać" w ogóle się nie łączą – o co chodzi? Że oficer ma zakazaną gębę, ale jest jedynym godnym zaufania? Co ma jedno do drugiego?
W tym punkcie tekst zaczyna purpurowieć, nawet jak na historię o Strasznych Rzeczach Wyłażących z Morza: "Światło księżyca sączy się przez okno, dając zimną poświatę" bo światło księżyca samo jest poświatą, a nie ją daje. Za to: "jego chłodny blask kontrastuje z drżącym płomieniem świecy" to dobry obraz, nawet świetny (zimna, obojętna natura kontra krucha codzienność człowieka) – ale trzeba go pokazać, zamiast zapewniać, że jest. To samo koszmarne cienie – to one mogłyby drżeć, chociażby.
"Nie wiedzieć dlaczego, po prostu poczułem, że to jest coś wielkiego" wyrywa z nastroju, jest niezdecydowane i trochę nijakie (i zrymowane).
Ta metafora: "Stworzyłem zalążek kuli śnieżnej." jest zupełnie z innej bajki, poza tym, że "stworzyć" niczego nie można.
"Inwestorzy" ("fundusze" trochę też) nie bardzo pasują z fantasy i kosmicznym horrorem.
"Teraz stoimy nad przepaścią. Wystarczy ostatni krok, a kula przerodzi się w lawinę, by zmieść stary porządek." – to metafora tak poplątana, że śmieszna. Wyobraź to sobie, stoi nad przepaścią i robi krok? I zamiast spaść, zamienia śnieżkę w lawinę?
"Wyrwana strona" sugeruje brak strony, a stronę znalezioną luzem – dopiero po namyśle. Rusza się ścieżką, nie "po ścieżce".
"Łatwo nie będzie. Trudne Ci się trafiło. Potrzebuje Pan zdobyć jedną z dwunastu legendarnych koszulek kolczych z Pragi." dlaczego raz jest "Ty" a raz "Pan"? I po co mówić to samo dwa razy? Niełatwe – to przecież właśnie trudne!
"Wszystkie bezcenne artefakty zostały stworzone podczas pełni, każda w innym miesiącu, ale tego samego roku." brzmi tak, jakby wszystkie w ogóle artefakty zostały wykute (nie "stworzone"!) w czasie pełni, nie tylko te koszulki – i w ogóle Bogusław tłumaczy jak krowie na rowie (oraz zasuwa reklamą jak YouTube).
"Gdy Mistrz z Pragi zwieńczył dzieło Grudniową, odszedł, zabierając wiedzę ze sobą. Zabrał też trzy Księżycówki do naszego świata." to też mylące – mistrz odszedł z ich świata do innego, czy z innego do ich? I to "zwieńczył dzieło Grudniową"…
"Jeśli potwierdzi Pan zainteresowanie, obiecuję pomoc w negocjacjach." – zdanie bardzo nowoczesne, wręcz korporacyjne. Co ono robi w tekście, w którym Straszne Rzeczy Wychodzą z Morza?
"Sadzonka nowego okrętu przekracza budżet pojedynczego miasta." – budżet brzmi nowocześnie, a w ogóle powinno być: koszt zakupu sadzonki przekracza budżet (albo: możliwości).
Smukłość i niezniszczalność nie wiążą się jakoś specjalnie same z siebie, więc: "Dziób nie jest smukły, jest niezniszczalny." nie ma sensu bez mocniejszego przeciwstawienia, np.: Dziób nie jest smukły, ale jest niezniszczalny.
"Jeśli spełni zadanie i tak uwiecznią je na obrazach." "i tak" sugeruje, że statek zostanie zniszczony albo coś w tym rodzaju – poza tym nie do końca wiem, do czego odnosi się zaimek (uwiecznią zadanie?).
"Wodowanie nie było pierwsze, natomiast było pierwszym oficjalnym. Każdy chciał zobaczyć początek odrodzenia floty bałtyckiej, bez względu na warstwę społeczną, z której pochodził." co chcesz tu powiedzieć? I jak się te zdania łączą? I co ma do tego bardzo "naukowa" "warstwa społeczna"? Miałeś masę miejsca, żeby opisać gapiów (wcale nie trzeba było o nich dużo mówić, tylko zasygnalizować) – czemu tego nie zrobiłeś?
"Szkutnicy wzięli to pod uwagę, obliczając wymagany balast." – nie wątpiłam w fachowość szkutników – powinnam? Wzięli to pod uwagę przy obliczaniu balastu.
Jak się człowiek postara, to wydobędzie sens ze zdania: "Stamtąd luneciarz ma wypatrywać zagrożeń, zanim takowymi się jeszcze staną.", ale uprzejmiej by było napisać od razu jasno, np.: stamtąd luneciarz będzie zawczasu widział wszystko, co mogłoby nam zagrozić.
"Odpalić" w fantasy można świecę od świecy, a z dębem piorunowym nie byłabym taka pewna.
"Zwierz ów nie był jeszcze zwany Bałtyckim." no, nie, bo był zwany "oceanicznym" – sam tak powiedziałeś (i czemu dużą literą?).
Szyk zdania: "Dumni mieszkańcy pierwszego nazwali "Potęgą", a drugiego "Honorem" powoduje, że nie wiadomo, czego to byli mieszkańcy: Dumni mieszkańcy nazwali pierwszego (jednego) "Potęgą", a drugiego "Honorem".
Dlaczego "granica oddzielająca oba osobniki została naruszona" a nie po prostu: mur rozdzielający dwa osobniki? Bo "oba" tutaj jest błędem (https://www.fantastyka.pl/publicystyka/pokaz/66842880), a oddzielać można coś od czegoś – dwie rzeczy można rozdzielać. "Konsekwencją owej omyłki było spłodzenie i ostatecznie wydostanie się krakeniątek na otwarte wody poza zatokę." niewiedzy, nie omyłki (i mamy kolejny motyw – paszczakostwa – który podejmujesz na chwilkę i porzucasz), a otwarte wody to właśnie wody poza zatoką, więc wystarczy jedno.
"Następne lata obfitowały w konsekwencje omyłki." brzmi fatalnie – i przecież obfitość to raczej coś, z czego trzeba się cieszyć, dużo dobrych rzeczy, a nie dużo złych.
To, że Zygmunt kazał zabić stare krakeny nie zmieniło faktu, że kazał je zabić za późno? Pewnie – tylko jak miałoby go zmienić, skoro było jego składnikiem?
Tutaj nastrój zepsuła dosłowność: "śmierdzi rybą. Gdy głęboko się zaciągnę, wyczuwam woń przygody" – to rybą czy przygodą? To "zaciąganie" też nie bardzo. Przygoda pewnie ma koniec, ale czy ten koniec jest miejscem? A skarb nie bardzo może być nie w miejscu.
Nie "wszystko wskazuje, że", tylko "wszystko wskazuje na to, że".
"Myśleliśmy, że widzimy ciemną chmurę. Ta jednak przemieszczała się pod wiatr" a może tak: Myśleliśmy, że widzimy ciemną chmurę, lecz płynęła pod wiatr?
Szyk "Krwawy deszcz spadł na pokład, resztki opalonych piór, przypalonego mięsa." wskazuje, że deszcz spadł na resztki piór – powinno być: Na pokład spadł krwawy deszcz, resztki opalonych piór, przypalonego mięsa.
Słowo "zasugerować" bardzo niefantastyczne. Mógł napomknąć, na przykład. Równie mało fantastyczne jest "profilaktycznie" jest mało fantastyczne
Czy "Przejmij zapis do dziennika." to żargon? Nie znam się na żeglarskiej mowie, więc nie wiem.
Tu: "Kraken rośnie stopniowo w oczach." "stopniowo" jest w złym miejscu, ale w ogóle trzeba je wyciąć, bo tylko osłabia zdanie (jeśli kraken ma rosnąć złowieszczo, lepiej to trochę opisać) – przecież "rosnąć w oczach" to rosnąć szybko (https://www.korektortekstu.pl/definicja/rosnac-w-oczach).
"Chwilami znika za falami. Innym razem, gdy okręt unosi się na grzbiecie jednej z nich, znów go dostrzegamy. Za każdym razem jest większy i większy." mamy tu rym, ale w ogóle za wesoło tu, jak na pokład statku ściganego przez krakena. Ponadto "większy i większy" to anglicyzm – my mówimy "jest coraz większy", ale skoro już rośnie w oczach, nie ma potrzeby tego powtarzać. "Innym razem" takie swobodne i beztroskie – nie pasuje tutaj, a "jednej z nich" to jawna próba uniknięcia powtórzenia, ale brzmi okropnie.
Może być dobry znak albo oznaka czegoś dobrego, ale nie "dobra oznaka".
"Spoglądam po raz ostatni przed uderzeniem na Kompas Nienawiści." brzmi tak, jakby kapitan uderzał w kompas.
Do czego: "Zostało tuzin sążni." ?
Poza tym, że ta fraza jest purpurowa: "Kły obrazują lęk pierwotny, drzemiący w każdym z nas. Dlaczego są tak wielkie?" wyrywa z zawieszenia niewiary. Przecież kapitan pisze tę frazę, patrząc na te kły, które go zaraz przegryzą! Także okrzyk "nie!" trudno brać poważnie – reszta reakcji narratora spokojnie by przekazała to, co trzeba (no, może mógłby dziennik upuścić, zamiast go porządnie zatrzaskiwać). Rozumiem, że facet czuł przegryzanie na własnej skórze, ale istnieją pewne granice melodramatu.
Komentarz filozofa: "Zmysły stopniowo przenoszą się do tu i teraz, opuszczają spisane emocje kapitana." – zmysły to zdolności zwierzęce, nierozerwalnie powiązane z ciałem i są tam, gdzie ciało. Na pewno nie "w spisanych emocjach".
Purpurowa jest też fraza: "Blask słońca przynosi zrozumienie.". Bardzo.
Zdanie: "Upewniam się, że ptactwo nie rozdziobie do reszty szczątków, rozrzucając po wierzchu kawałki fulgerytu." źle się parsuje i jest poprawne, ale ledwo i na siłę (ale już trochę rozdziobało? Nocą?).
Resztę porozbijanych szczątków Twego okrętu przyślę Ci na dowolnie podany (na priv) adres e-mail.
Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
Bardzo ciekawa wizja świata altrernatywnego, a do tego słowiańska. Mi tam rum nie zazgrzytał, choć faktycznie na morzu zrobił karierę później. Tekst trochę chaotyczny, przez mnogość stron opowiadania, ale bardzo ciekawy.
delulu managment
Tarnina
Przygotowałaś głęboką analizę, na którą będę potrzebował czasu.
Dzięki za poświęcony czas, postaram się wszelkie uwagi przekuć na lepszy warsztat i sprawniejsze władanie naszym wspólnym orężem – językiem polskim.
Jeszcze raz bardzo dziękuję.
Ambush
Ten świat nie jest tylko alternatywnym ale i równoległym względem naszego.
Zabieg z puzzlami do ułożenia pozwalał poukładać wydarzenia w całość, co stanowiło formę zabawy i części osób się udało. Zdaję sobie sprawę, że widok rozrzuconych kawałków układanki, może wiele osób denerwować na początku, zwłaszcza jak mają do przeczytania ponad dwadzieścia tekstów. Nie miałyście lekko.
śniąca
Na twoim miejscu tekst bym porzucił na starcie, nie mając pojęcia co się dzieje. Mówię o perspektywie, gdzie miałaś do przeczytania ponad dwadzieścia opowiadań. Sam jeszcze nie przeczytałem wszystkich, a wy musiałyście je dodatkowo przeanalizować i ocenić. Tym bardziej cię rozumiem.
Natomiast jeśli miałabyś więcej czasu, pewnie udałoby ci się ułożyć układankę i wtedy satysfakcja gwarantowana ;)
Dziękuję za dobre słowa o warsztacie.
Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
Sympatyczne :)
Przynoszę radość
Anet
Wernyhora przepowiedział, że wpadniesz i będzie: Sympatycznie :)