Działo się to na początku ubiegłego wieku na Kresach Wschodnich. Moja babcia, która opowiedziała mi tę historię, była wtedy małą dziewczynką, ale doskonale zapamiętała, co się wydarzyło.
Podczas jednej z tych słynnych, bardzo srogich zim poważnie rozchorował się jej dziadek. Zawsze aktywny i wesoły, spędzał teraz całe dnie przy kominku, grzejąc się i zmawiając różaniec. Intencji jego modlitw nietrudno się domyślić – prosił o szybkie wybawienie z cierpienia.
W izbie pachniało dymem i gorącym drewnem, a zza okna sączyło się blade światło, które odbijało się od śniegu i lodu. Czas płynął.
Choroba sędziwego człowieka zbiegła się z wizytami ubranego na czarno, tajemniczego nieznajomego. W porze obiadowej zachodził do domu, dostawał ciepłą strawę i siedział w milczeniu przez całe godziny, wpatrując się w chorego ze złowieszczym uśmiechem na twarzy. Miał wąskie, pobladłe oblicze i długie, sine dłonie, które spoczywały nieruchomo na kolanach – czasem tylko lekko poprawiał krzesło, jakby zbliżał się do miejsca, którego jeszcze nie zajmował. Zegar tykał miarowo: tik, tak.
Nikt go nie wypraszał, nikt go nie przepędzał. W tamtych czasach obowiązywała zasada: „gość w dom – Bóg w dom”. Drzwi stały otworem, a ludzie ufali obcym tak samo jak własnemu losowi.
Któregoś dnia osłabiony chorobą dziadek w końcu odszedł. W chwili, gdy jego oddech ucichł, człowiek w czerni lekko skinął głową i wstał, nie mówiąc ani słowa. Po prostu wyszedł w śnieżną biel za progiem – i już go nigdy więcej nie widziano.
Babcia mówiła tylko, że od tamtej pory, gdy ktoś ciężko zapadał w chorobę, domownicy nasłuchiwali, czy zegar w izbie nie bije zbyt głośno i czy aby ktoś się nie zbliża. Tik, tak.
Cześć
Szort całkiem dobry. Tylko w ogóle nie straszny. W opowiadaniu trudno wystraszyć czytelnika, a co dopiero w szorcie, dlatego i tak wyszło całkiem nieźle.
Pomysł z gościem jest dobry, i można by go wykorzystać w rozszerzeniu do opowiadania.
Pozdrawiam
Witaj. :)
Cóż, czas działa na niekorzyść nas wszystkich… ;)
Pozdrawiam serdecznie. ;)
Pecunia non olet
Czas działa na niekorzyść nas wszystkich.
Bruce, na nas to nie działa, my zawsze jesteśmy uśmiechnięci, piękni i młodzi. Wiem, że to nieprawda, ale mimo wszystko chciałem trochę pozaklinać rzeczywistość słowem pisanym. Pozdrawiam i dziękuję.
Cześć Hesket.
Dzięki za ciepłe słowa.
W opowiadaniu trudno wystraszyć czytelnika, a co dopiero w szorcie, dlatego i tak wyszło całkiem nieźle.
A znasz może creepypastę “Baletnica”. Jest mega straszna i krótka. No tak, ale taką stworzyć nie jest wcale łatwo. Coś o tym wiem niestety. ;)
Powiało tajemnicą, przemknął cień fantastyki… :)
…czas – ten wielki sztukmistrz i blagarz… → Czy tu aby nie miało być: …czas – ten wielki sztukmistrz i blagier…
Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.
Nie znam Baletnicy
Maćku, potrafisz zaskoczyć swoją anonimowością. 
Bruce, na nas to nie działa, my zawsze jesteśmy uśmiechnięci, piękni i młodzi. Wiem, że to nieprawda, ale mimo wszystko chciałem trochę pozaklinać rzeczywistość słowem pisanym. Pozdrawiam i dziękuję.
Na szczęście na tym Portalu możliwe jest wszystko… :)
Pozdrawiam. :)
Pecunia non olet
Hesket, serdecznie polecam: youtube.com/watch?v=a4FmKspqPcA .
Przesłuchałem. No, było dość dziwnie. Trochę roboty robi ta melodyjka. Zielona dłoń? Czegoś nie rozumiem, jak dziewczyna mogła się zatańczyć na śmierć w ciągu jednej nocy, lub wieczoru, bo to chyba nie było sprecyzowane.
Pomysł jest super, ale jak dla mnie na dłuższy tekst. Albo forma jest nie dla mnie. W ogóle, audio na mnie działa tylko muzyka. Próbowałem słuchać różnych audiobooków, no ale to nie przechodzi w moim przypadku.
Pozdrawiam
Łeee, znowu nie ma fantastyki.
Babska logika rządzi!
Finkla, fantastyka – masz to jak w banku – pojawi się w moim kolejnym opku. Pozdrawiam. :)
Hesket, trochę mi się – przyznam – nie podoba ta zielona dłoń. Wolałbym, aby była jasna, biała, świetlista. Zieleń zarezerwowana jest dla kosmitów. ;)
Hej,
jeden długi akapit, bardziej jak myśl, opowiastka przy stole, a nie jak opowiadanie. ;) Bałam się, że będzie trudne do odczytania (nie lubię bloków tekstu), ale na szczęście obawy zniknęły w trakcie lektury.
Samo przyjście Śmierci/Pomocnika Śmierci to temat mocno eksploatowany, więc niczego nowego tutaj nie zobaczyłam. Ale jest nieźle, tik-tak zawsze robi swoje. ;)
Pozdrawiam,
Ananke
Jest nieźle, tik-tak zawsze robi swoje.
Dzięki za docenienie tego konkretnego chwytu. Pozdrawiam, Ananake. :)
MZ
Pomysł przyzwoity. Jeden akapit zamierzony? Fabuły bardzo niewiele, naprawdę szort wśród szortów :)
Intencji tych modłów pewno nietrudno jest się domyślić.
Zmiana czasu trochę gryzie.
A mianowicie podczas jednej z tych sławetnych bardzo srogich zim, poważnie rozchorował się jej dziadek.
Niepotrzebny przecinek.
Dziękuję, Zygfryd89; przecinek skasowany; szort wśród szortów został podzielony na kilka akapitów i teraz jest lepiej. Pozdrawiam przedstawiciela Loży. :)
Zieleni bym bronił – (chyba?) zielone są topielce, a zielona ręka może być ręką martwą. (chyba przez wielkie chy, bo nic nie wiem o rozkładających się rękach, o tekście, który wspominacie, ani nawet o kolorach).
Królowa podziemi w “Srebrnym krześle” miała suknię “zieloną jak trucizna”.
Faktycznie, zdjąłbym tu horror i zamienił na realizm magiczny.
Tekst piękny, urokliwy i straszny jak śpiący york.
The KOT
O, to mi się podoba:
Tekst piękny, urokliwy i straszny jak śpiący york.
Dzięki za wizytę tutaj i za pochylenie się nad mą skromną, ale dość – mam nadzieję – klimatyczną jesienną opowiastką.