Przekleństwa: tak, acz nieobficie.
Wspomnienia o przemocy – w relacji, bez opisów.
Wspomnienia o używaniu substancji psychoaktywnych.
Raczej 12+
Przekleństwa: tak, acz nieobficie.
Wspomnienia o przemocy – w relacji, bez opisów.
Wspomnienia o używaniu substancji psychoaktywnych.
Raczej 12+
Men-1-IPU-L-4-Thor przygładził czułki ruchem, który znamionował jednocześnie i zniecierpliwienie, i znudzenie. Chwilę wcześniej przyswoił złączem mackoneuralnym raport i był już gotów do formalnego przyjęcia skargi. Niestety, klient domagał się zamiast zwykłego trójkąta czy kwadratu, całego koła, czyli połączenia bezpośredniego i pełnego, na najwyższym głębokośluzowym poziomie.
Niech mu będzie.
Men-1-IPU-L-4-Thor zerknął w dane narzekacza. Złoty. To wiele wyjaśnia. Złoty, a jednak w usłudze HU-m-4n na bezpłatnym koncie, wykorzystujący tylko glutokeny z darmowego limitu.
Skąpiec. Ba, skąpiec poznawczy!
Nazwisko: Tar-Tar-Blinks. Idiotyczne. Wiadomo. Bananowa młodzież, jak by to powiedziały dwunogi.
Men-1-IPU-L-4-Thor przejął wiele powiedzonek z ich języka. Nawet koło nazywał w myślach „callem”.
– Słucham.
– Sam Men-1-IPU-L-4-Thor? Nie jakaś pod-poli-emanacja? – narzekacz zmieszał się i zmącił śluz neuralny, ale tylko na chwilę. Może nie wierzył, że złoty status aż tak wysoko go zaprowadzi.
– We własnej osobie. Słucham. W czym rzecz?
Tar-Tar-Blinks rozłożył macki w pełną zakłopotania tęczę. Nie do końca pełną, bo bez fioletowego oczywiście. Wiemy wszyscy, co oznaczałby fioletowy, prawda? Men-1-IPU-L-4-Thor zaśmiał się w duchu z tego tchórzostwa, które miało pozór dobrego wychowania.
– Chciałem złożyć reklamację.
– To już zostało odnotowane. Nie wymagało osobnego calla. Znaczy koła.
Tar-Tar-Blinks nerwowo poruszył czułkami. Men-1-IPU-L-4-Thor dopiero teraz zauważył, że klient miał je srebrzone. Według najnowszej mody. Co za pajac!
Ale cóż, może na HU-m-4n ten pajac nie wydał ani antyprotona, ale za to na inne usługi przeznaczał tyle, że można by za to kupić cały układ planetarny gdzieś na uboczu Galaktyki.
– Czuję się oszukany.
– Oszukany? Przez kogo? I w jaki sposób? Czy ktoś się panu włamał na konto, albo dopuścił szemranych transakcji in-game?
– Nie, nie, nie chodzi o zachowania innych graczy, piratów, ani hakerów. Czuję się oszukany przez was.
– Przez nas? A to dlaczegóż?
– To miało być, jak to mówią dwunogi, Easy Mode. Tryb: łatwy. A wcale łatwo nie jest.
Men-1-IPU-L-4-Thor spojrzał na statystyki, uniósł czułki w zdumieniu i patrząc prosto w posrebrzane końcówki Tar-Tar-Blinksa wycedził, mocno oddzielając słowa, jakby po każdym stawiał kropkę:
– Pan. Gra. W. Trybie. Łatwym.
– Wiem, oficjalnie tak, ale jak mówiłem, wcale łatwo nie jest. Wydaje mi się, że zaszła pomyłka i to, co nazywacie Trybem Trudnym, jest tak naprawdę Trybem Łatwym. Takie zamieszanie, może bug w grze.
– Buk? Takie drzewo?
– Nie, nie. BUG. Tak dwunogi określają błąd.
– Aaaaa… Tak. Rzeczywiście. Zapomniałem. Nie ma mowy o błędzie. Jest pan na Easy Mode.
– Ale poziom trudności wydaje się o wiele wyższy niż w Trybie Trudnym! Dwunóg, w którego głowie rezyduję, jest jakiś felerny! Co miesiąc krwawi przez kilka dni, co wiąże się z dużym dyskomfortem, a często bólem.
– To u nich normalne. Nazywają to monstrancją.
– Monster-czym?
Men-1-IPU-L-4-Thor sięgnął głębiej do pamięci i z uśmiechem skorygował pomyłkę:
– Pan wybaczy, przejęzyczyłem się: menstruacją. To fizjologiczny stan, w pełni normalny.
– To wcale nie jest normalne! Na każdej planecie, jaką zwiedzałem, jeśli coś tak długo krwawiło, to zdychało, tylko nie tu! Zresztą, w Trybie Trudnym tego nie ma, prawda?
– Owszem, nie ma.
– No właśnie! Więc, jakie to niby Easy Mode? I te wyrzuty hormonów, nad którymi się nijak nie da zapanować? Zmienne w zależności od sam nie wiem czego, cyklu księżyca, układu planet, kierunku wichrów w atmosferze? Zupełnie nieprzewidywalne. I te, jak oni to mówią, motyle w brzuchu. Gra jest zupełnie niezbalansowana, do tego ciągle stawia przed koniecznością sprostania sprzecznym wymaganiom…
– Co pan ma na myśli?
– Jak moja humanka trzyma płeć przeciwną na dystans, to określają ją zimną suką, jak za bardzo się spoufala, to puszczalską zdzirą. Jak jest otwarta i próbuje ufać innym, to dostaje etykietę naiwnej idiotki, gdy nie dowierza: podstępnej żmii. Gdy jest asertywna, nazywają ją despotką, jak nie jest, miękką pipą. Gdy jest stanowcza, twierdzą, że jest wredna. Gdy jest miła, gadają, że słaba…
I tak gderał i gderał. Nudził dalej na jedną mackę, więc Men-1-IPU-L-4-Thor skupił się na tym, co będzie robił po pracy. A zapowiadało się, że będzie ciekawie.
– Słucha mnie pan?
– Oczywiście. Z całą uwagą.
– To dobrze, bo jeszcze nie skończyłem! Tak, tego jest dużo, dużo więcej! I ta ciągła presja na wygląd! Gdy trochę odpuściłem jej dietę i basen, to szeptali, że jest kluską, jak długo grindowałem na siłowni i jej sylwetka stała się atletyczna, nazwali ją herod-babą, jak raz zapomniałem, że trzeba ją umalować, to dostałem oficjalnego maila, że nie powinna ciężko chora przychodzić do pracy, bo jeszcze kogoś zarazi. Wyobraża pan sobie? Ciężko chora? A ona po prostu była nieumalowana!
– Tak, rozumiem. Ale to jest normalne dla ich gatunku.
– Normalne? Mężczyźni tego wszystkiego nie doświadczają! Siwe włosy? Dodają powagi i uroku. Malowanie się w ogóle nie jest konieczne, nawet golenie, o depilacji nie wspominając. Metabolizm? Jak w zegarku, żadnych wyrzutów hormonów z byle powodu. Kierowanie się intelektem, a nie emocjami. Łatwiejsze awanse. Wyższe wynagrodzenia. Wygląd? Wystarczy trochę ćwiczeń, by uzyskać idealną sylwetkę. I to ma być Tryb Trudny?
Men-1-IPU-L-4-Thor spojrzał jeszcze raz wnikliwiej na statystyki.
– Panie Tar-Tar-Blinks, widzę, że pan nigdy nawet na sekundę nie spróbował Trybu Trudnego, prawda? Skąd więc te wnioski?
– Mam oczy – wskazał mackami końcówki szypułek – więc widzę! A tego jest więcej, dużo więcej! I to zarówno dużych, jak i mniejszych rzeczy. Dłuższe kolejki do publicznych toalet. Brak sensownych ubrań z funkcjonalnymi kieszeniami, przez co wszędzie muszę tachać torebkę, w której i tak nigdy nie mogę nic znaleźć, bo jest tam wszystko i nic, od tamponów i prezerwatyw, bo tak, nawet antykoncepcja jest na głowie kobiety, po gaz pieprzowy.
Men-1-IPU-L-4-Thor westchnął:
– Dla ułatwienia dodajemy do torebek, zupełnie gratis, miniaturową czarną dziurę.
– No właśnie! Dziurę! Cała ta okolica to niebezpieczna dziura. Po zmroku strach gdziekolwiek wyjść, trzeba bez przerwy oglądać się za siebie, ciągła obawa przed gwałtem albo rabunkiem. Stale jestem potencjalną ofiarą. Celem. Obiektem do zaatakowania. Nie sądzę, bym grając samcem, miał takie wrażenia. A za dnia? Ciągle jakieś gwizdy, niechciane komentarze, nietrafione żarty…
– Proszę się uspokoić…
– Ja jestem spokojny, Men-1-IPU-L-4-Thorze, bardzo spokojny, ale powoli mnie krew zaczyna zalewać. Nie, nie ta monstru… menstruacyjna, od której zaczęliśmy. To ma być Easy Mode? A randki? Jakaś jedna wielka porażka. Tylko kosmici na nie chodzą. Rodzina? Starszy brat oczekuje, że to ja będę pamiętać o imieninach mamy, świętach, imprezach rodzinnych i rocznicach. Odkąd matka wyjechała do sanatorium, to ojciec sobie nawet ziemniaków nie ugotuje, oczywiście ja muszę przyjechać i zrobić. A jak je już ugotowałam i miał tylko odcedzić, to zaczął wyławiać ziemniaki widelcem. Rozumie pan? Widelcem! Wie pan, co to jest widelec?
– Tak, wiem. Takie małe widły do jedzenia.
– No właśnie! Właśnie! Nawet pan wie, do czego on służy. Ale to nie wszystko! Muszę oczywiście kochać dzieci. Kuzynka mi podrzuciła swe bachory bez zapowiedzi. Bo przecież lubisz. Młodszy brat też nielepszy, jak jego żona wyjechała w delegację, to ja musiałam mu przypomnieć, kiedy jego własne dziecko ma szczepienie, powiedzieć co kupić na obiad i że kebab niekoniecznie jest optymalny dla dwulatka, a pozwolenie trzylatce by bawiła się zestawem do makijażu, to nienajbłyskotliwszy pomysł. I że kończy się mu proszek do prania, i że są urodziny teściowej. A w biurze? Też zawsze tym bęcwałom wszystko przypominam. I ciągle klima ustawiona, że czuję się jak w iglo. I zapalenia pęcherza…
– Widzę, panie Tar-Tar-Blinks, że bardzo wczuł się pan w swojego humana. Może jednak gra na Ziemi jest dla pana za trudna? Mamy kilka innych ładnych, o wiele łatwiejszych planet w katalogu…
– Nie chcę innych planet! Zresztą polubiłem moją humankę. Tylko, dlaczego jest tak cholernie trudno? Na pewno nie pomyliliście określeń trybów? Przecież wszystko wskazuje, że w Trybie Trudnym w istocie jest łatwiej!
– Bardzo przepraszam za wszelkie niedogodności. I wie pan co, panie Tar-Tar-Blinks, jako dla złotego klienta, mam dla pana wspaniałą propozycję, której bym nie zaoferował byle graczowi.
– Propozycję? Jaką? I ile to będzie mnie kosztować?
– Ani pozytrona – Men-1-IPU-L-4-Thor uśmiechnął się półtęczą.
Posrebrzane czułki klienta zadrżały w zaciekawieniu. Macki rozwarły się szerzej, a w górnym głowoczopie płyn parapsychiczny przybrał różową barwę.
– Jaka to propozycja?
– Zamrozimy statystyki pańskiej humanki. Powiedzmy na kwartał? Albo na pół roku. A w tym czasie spróbuje pan Trybu Trudnego.
– A ona się nie roztyje w tym czasie? Albo nie zajdzie w ciążę?
– Nie, będzie działać na automacie, tak jak oni wszyscy, gdy nie mają nas w głowach. Ustawimy jej antykoncepcję i dodamy koty, by oszukać instynkt macierzyński.
Tar-Tar-Blinks przygładził czułki mackami, poskubał się przez chwilę za głowoczopem i spytał:
– Ale czy ktoś nie zauważy, że ona… no wie pan… jest tylko kukłą, pozbawioną sterowania?
Men-1-IPU-L-4-Thor zaśmiał się:
– A pan zauważył?
– W sensie?
– Większość z nich to NPC-e. Albo jak pan to określił: bezwolne kukły na automacie. Zachowują się tak, jak mają się zachowywać, symulują nawet świadomość. Komiczne, prawda? Ale nie oszukujmy się, bez nas w głowach, są tylko skomplikowanymi, biologicznymi automatami. Zauważył pan to?
Tar-Tar-Blinks zamyślił się.
– Może rzeczywiście niektórzy z nich…
– Nie niektórzy. Większość.
– No dobra. Co to za propozycja dokładnie? I czy na pewno za darmo? Bez ukrytych kosztów?
Men-1-IPU-L-4-Thor spojrzał mu prosto w szypułki:
– Czy ja wyglądam na kogoś, kto chciałby pana oszukać?
Tar-Tar-Blinks zmienił kolor na turkusowy. Men-1-IPU-L-4-Thor wychwycił słabo ukrytą myśl klienta, że owszem, że nikt na świecie nie wygląda bardziej na oszusta, niż Men-1-IPU-L-4-Thor w tej chwili. Men-1-IPU-L-4-Thor uśmiechnął się do siebie. Zawsze tak reagowali. Ale nigdy nie mówili tego na głos.
– Nie, oczywiście, że nie.
– Chcemy pańskiego dobra – dodał. Było to jak najbardziej prawdziwe stwierdzenie. Firma nieustannie chciała więcej i więcej dóbr klientów. – Tak jak mówiłem, zupełnie bezkosztowy transfer z możliwością powrotu w dowolnym momencie. Niech będzie na rok, skoro i tak może pan zrezygnować, kiedy chce. Na rok przeniesiemy pana do ciała mężczyzny. Żeby pan nie musiał zbyt dużo uczyć się na nowo, niech to będzie human zatrudniony w tej samej branży, ba, z tego samego biura co pańska humanka. Może nawet niech ma podobne zainteresowania?
– Zainteresowania? Czyli fantastyka, tak?
– Tak. I co tam ma jeszcze pan w pakiecie.
– A właśnie… nie mogę ostatnio dodać opowiadania na portal.
– Portal? Jaki portal? – zdziwił się Men-1-IPU-L-4-Thor. – Opowiadania? Nie przesyłamy niczego przez portale. To barbarzyński i dawno słusznie zapomniany sposób, chyba nie insynuuje pan, że…
– Nie, nie, nie – Tar-Tar-Blinks ośmielił się przerwać potok wzburzonej wymowy. – Źle się wyraziłem. Jest taka ziemska strona internetowa, jakby forum, gdzie dodaje się opowiadania fantastyczne i tam ciągle wyskakuje błąd pięćset…
– O czym pan właściwie do mnie teraz rozmawia? – odpowiedział Men-1-IPU-L-4-Thor z irytacją, kalecząc składnię. Składnia postanowiła cierpieć w milczeniu. Choć była trochę obrażona, a nawet może załapała mocnego focha.
– Nie znam się na tym, jakiś błąd http pięćset sześćset dziewięćset internal error. Ale nie, nie o tym chciałem mówić. Czy rzeczywiście będę mógł przetestować, jak to jest grać mężczyzną? Za darmo?
– Za darmo.
– I z opcją powrotu?
– Tak. Po roku pan oceni, jeśli będzie pasowało, to zostanie pan w tamtym ciele, bez żadnych ukrytych kosztów.
– A moja humanka?
– Przez rok będzie na automacie. Potem ją przekażemy komuś, o ile nie zechce pan do niej wrócić.
– Naprawdę nic mnie to nie będzie kosztowało?
– Nic a nic. To co? Robimy transfer?
Tar-Tar-Blinks zawahał się jeszcze na moment, ale potem uśmiechnął się szeroko. Kiwnął mackami na zgodę.
* * *
Men-1-IPU-L-4-Thor spodziewał się, że Tar-Tar-Blinks odpuści po miesiącu, może dwóch, ale przecenił go.
Tar-Tar-Blinks siedział teraz, zaledwie dwa tygodnie po zamianie przed Men-1-IPU-L-4-Thorem nie jak roszczeniowy klient, ale jak skromny przestraszony petent, a nawet petencik. Na czułkach nie zostało nic z posrebrzenia, macki były rozbiegane w nieładzie, płyn parapsychiczny przybrał zieloną barwę i gęstą konsystencję, buzował i wyciekał z głowoczopów. Był tak sponiewierany, że nie wyglądał już na dumnego przedstawiciela bananowej elity gatunku Kryptoirytydów, który jak wiadomo stanowi koronę stworzenia, ale jak jakiś wykwit miejscowej ziemskiej biologii, albo wręcz biotechnologii, jak jakaś kiepska, źle zaprojektowana hybryda minoga z pieczarką, zainfekowana wirusem brodawczaka fraktalnego.
– Słucham – ponaglił Men-1-IPU-L-4-Thor.
Tar-Tar-Blinks spojrzenie miał rozbiegane. Cały w ogóle był rozbiegany i niewyraźny. Jakby część jego jestestwa postanowiła biec ku przeszłości, część ku przyszłości, a część wyskoczyć po piwo. Men-1-IPU-L-4-Thor wyczuwał też, że klient nie potrafi kontrolować myślomowy, co chwilę jakieś treści świadomości, nadświadomości i każdej z siedmiu podświadomości wykwitały na zewnątrz i nie były to zbyt radosne i przyjazne wykwity.
– Słucham – powtórzył.
– Oszz… oszustwo.
– Oszustwo?
– Cała ta bezkosztowość… oszustwo. Widzi pan, jak teraz wyglądam? Jak wyglądam? Jak się czuję? Coście ze mną zrobili?
– Tak, jak raczył pan prosić, umieściliśmy pana w ciele mężczyzny. Zdrowego, w sile wieku, lepiej usytuowanego niż większość na tej planecie. I nie kosztowało to pana ani pozytrona.
– Iiiiii…
– I?
– Iiiii…
– I?
– Iiiiiii…
– Tak sobie nie porozmawiamy. Może poczęstuje się pan czipsem?
– Czym?
– Czips. Taki cieniutki kawałek ziemniaka, ugotowany w oleju. Chciałby pan pewnie wrócić do ciała swojej humanki? Tak, jak obiecywałem, mamy ją nadal dostępną dla pana.
– Nie.
– To czego pan oczekuje?
– Dlaczego jest tak cholernie trudno? Do tego jeszcze ten portal wybuchł.
– Portal? Wybuchł?
– Mieliście rację, on ma podobne zainteresowania. Ten human, którym gram. Ma nawet konto na tym samym forum. I chciał wrócić do publikowania. Właśnie teraz. Po długiej przerwie. I dostał pięćsetką w twarz.
– Pięćsetką?
– No.
– Chce pan wrócić do ciała tamtej kobiety?
Tar-Tar-Blinks kiwał czółkami we wszystkie strony. Po ciele przebiegały mu różne odcienie szarości. Głowoczopy buzowały i wyrzucały co chwilę cuchnący śluz. Część odwłoka zaczęła przejście fazowe.
– Chcę wiedzieć, jak oni dają radę?
– Kto?
– Humani.
– Przecież wie pan, że tylko symulują świadomość. Tak jest łatwiej. Na automacie cała ta ich pseudoegzystencja jest tylko krótkim wyszarpaniem z nicości.
– Wyszarpaniem? Z nicości?
Men-1-IPU-L-4-Thor pozwolił sobie na uśmiech.
– Nie czytał pan broszur informacyjnych? Oni w odróżnieniu od nas, wspaniałych i nieśmiertelnych Kryptoirytydów, istnieją tylko przez moment. To wygląda tak: najpierw bardzo długo ich nie ma, używając ziemskich jednostek prawie czternaście miliardów lat. Czternaście miliardów lat nicości, czyż to nie przerażające? Dwunogów to nie przeraża jednak, bardziej ich martwi, że do tej nicości wrócą.
– Ale… ale oni coś robią jednak w tym krótkim przebłysku między nicością a nicością, prawda?
– Prawda – zgodził się Men-1-IPU-L-4-Thor. – Przecież pan to widział: zwykle wykonują jakieś bezsensowne i pozbawione celu czynności od rana do wieczora dla jakiegoś innego NPC-a, co nazywają pracą. Pracy tej nienawidzą, ale za wielkie nieszczęście mają, gdy ją stracą.
– Ale musi być coś więcej przecież?
– Oczywiście. Jest coś więcej. Biorą kredyty na rzeczy, których nie potrzebują, by móc więcej pracować i by nie mieć czasu na kwestionowanie swoich wyborów.
Tar-Tar-Blinks zaniósł się bezgłośnym szlochem. Czułki opadły i w rytm tego szlochu podrygiwały na tylnym kałdunokształcie.
– Ale przecież musi istnieć jakiś sposób? Prawda? Nawet mając tylko symulowaną świadomość… tak się nie da przecież? Oni muszą jakoś sobie z tym radzić?
– Owszem – odparł Men-1-IPU-L-4-Thor.
– Jak?
Men-1-IPU-L-4-Thor sięgnął do tomoprzechowalni i wyjął z niej słownik języka ludzkiego.
– Abaj, abaka, abakus, abandon, abdykacja…
– Co pan robi? – zdziwił się Tar-Tar-Blinks.
– Zapominałem słowa. Pytał pan, jak oni sobie z tym radzą.
– Nooo… i zamierza pan cały słownik sprawdzać?
– Nie. To na pewno było na literę „A”. Nawet mają kluby takie.
– Kluby?
– Tak, kluby. O mam.
– Znalazł pan? Będę też mógł zastosować?
– Oczywiście. Polecam. To szybkie i bardzo skuteczne.
Tar-Tar-Blinks uniósł czułki z nadzieją, a górny głowoczop mniej bryzgał śluzem.
– Co to za sposób?
– Alkohol.
Tar-Tar-Blinks opuścił czułki i całkiem po ludzku westchnął:
– Myślałem, że ma pan jakieś bardziej permanentne rozwiązanie.
– Owszem, mam. – Men-1-IPU-L-4-Thor wskazał kolejny wyraz w słowniku. – Coś o wiele bardziej trwałego.
– Co?
– Alkoholizm.
– Alkoholizm?
– Tak, alkoholizm. Tylko musi pan być konsekwentny. Jak tylko pan wstanie, to od razu małpka na dobry początek dnia. Ale wytrwale, z uporem. A nie, że dziś mi się nie chce. To tylko wtedy zadziała, gdy się zachowa regularność.
Tar-Tar-Blinks teraz zamrugał ślipkami w pionie. Wyglądał już zupełnie jak pieczarka. W dodatku – rozdeptana.
– Ale dlaczego to musi być takie trudne?
– Spróbował pan grać na hardzie. Możemy wrócić w każdej chwili na easy.
– Ale to Easy Mode też wcale nie było easy! Wiele osób mi zachwalało tę planetę. Musi przecież istnieć jakiś sposób, by tu grać z przyjemnością.
Men-1-IPU-L-4-Thor uśmiechnął się, ale milczał.
Tar-Tar-Blinks milczał też, ale po chwili wybuchnął:
– Pan coś wie, prawda? Jest jakieś naprawdę Super Easy Mode, tak?
– Tak.
– Dlaczego mi pan wcześniej tego nie powiedział?
– Bo chciał pan rozwiązanie darmowe. A Super Easy Mode nie jest darmowe.
– Nie jest darmowe? Nie wiem, czy chcę cokolwiek płacić za granie na tej zasranej planetce.
– Tak myślałem, że pan nie chce, więc nie proponowałem.
Milczeli. Znów Tar-Tar-Blinks nie wytrzymał i spytał:
– No dobra, na czym to Super Easy Mode polega?
– Oh, za niewielką opłatą usiądzie pan za sterami nie zwykłego szarego obywatela, a polityka, miliardera, lub gwiazdy show biznesu.
Tar-Tar-Blinks poruszył z ciekawością szypułkami i spytał:
– Jakiej płci?
– Przy takim poziomie ułatwień, to już dowolne. Co więcej, może pan nawet zmieniać płeć w trakcie, już to opanowali, nieudolnie, bo nieudolnie, ale cyk, pod skalpel i sobie pan pozmienia wszystko pod własne upodobania.
Tar-Tar-Blinks przybrał zieloną barwę, ale Men-1-IPU-L-4-Thor wiedział, że to chwilowe. Wkrótce klient się zaróżowił i przestał przypominać rozdeptaną pieczarkę.
– I nie będę musiał się gnieść w jakiejś klitce?
– Klitce? Będzie mógł pan sobie wyspę kupić.
– Dobra. Ile by kosztowała taka opcja?
– To zależy, co pana interesuje. Miliarder, polityk czy gwiazda show biznesu?
– A da się wszystko naraz?
Półtęcza Men-1-IPU-L-4-Thora zajaśniała jeszcze radośniej. Nie musiał grać, wiedział, że rybka połknęła haczyk i teraz wystarczy tylko domknąć sprawę.
– Da się. Mamy takiego jednego na automacie. Szalenie wpływowy. Polityk. Showman. Miliarder.
– I ile to będzie kosztować?
– Przy takim połączeniu? Sześćset trylionów molekuł antywodoru.
– Sześćset trylionów? Dziennie?
Men-1-IPU-L-4-Thor roześmiał się całkiem szczerze.
– Ma nas pan za rabusiów? Toż to byłby rozbój w biały dzień. Miesięcznie.
– Gdzie mam podpisać?
– Tu. Tu… i jeszcze tu…
Men-1-IPU-L-4-Thor zatarł czułki w satysfakcji. Nie spodziewał się aż tak grubej transakcji.
Pewnie sam Vec-Thor mu osobiście pogratuluje. A to, co dziś osiągnął łatwo będzie powtórzyć.
W końcu wszelkich miliarderów, showmanów czy polityków jest całe zatrzęsienie. A jakby się skończyli? To się wykreuje nowych, to nie problem. A może jeszcze rozszerzyć ofertę na przywódców religijnych? Men-1-IPU-L-4-Thor rozmarzył się: duże religie, małe sekty, do wyboru do koloru.
– Pytałem, kiedy mnie w niego przeniesiecie.
– Przepraszam, zamyśliłem się – odparł Men-1-IPU-L-4-Thor. – Właściwie, skoro wszystkie formalności mamy załatwione, to może się pan w niego wcielić natychmiast.
– Natychmiast? A nikt nie zauważy różnicy?
– W jego przypadku? Nie. Z pewnością nie.
Tar-Tar-Blinks zamachał wesoło czułkami i spytał:
– Na co więc czekamy? Jestem gotów na przejażdżkę.
Men-1-IPU-L-4-Thor uśmiechnął się i powiedział:
– Do usług. A zatem, do zobaczenia po drugiej stronie tęczy.
Men-1-IPU-L-4-Thor radośnie wdusił przycisk, na którym litery dawno się starły przez ciągłe używanie, zostawiając tylko końcówkę „…TOWE”.
Tar-Tar-Blinks równie radosny, rozpłynął się w powietrzu, a w jego miejsce pojawiło się okno komunikatu systemowego.
Okno głosiło: HTTP 500 (Internal Server Error).
– Co jest, do terrafurlonga zwiniętych jelit robaka czarnodziurowego? – wykrzyknął Men-1-IPU-L-4-Thor z przerażeniem, próbując różnych przycisków, odświeżania, ponawiania, ścieżek awaryjnych.
Nic to nie dało.
Błąd HTTP 500 pojawiał się z uporem i ponurą regularnością.
Nie będzie więc nagrody od samego Vec-Thora. Prędzej: nagana z wpisaniem do akt.
Men-1-IPU-L-4-Thor pocieszał się, że przynajmniej klient już żadnej reklamacji nie złoży, ani nikomu nie poskarży. Bo wszystko wskazywało na to, że wysłał Tar-Tar-Blinksa nie do docelowego ciała, a w nicość, w tę samą nicość, do której powrotu tak bardzo się obawiali Ziemianie.
* * *
– Mamo, mamo…
– Co, synku? – spytała Karimata Hariharirama.
– Nie chcę już dłużej grać tym Men-1-IPU-L-4-Thorem.
Karimata zdziwiła się:
– Przecież to kiedyś była twoja ulubiona postać?
– Kiedyś. Kiedyś, mamo. Ale on jest głupi, zarozumiały i pyszałkowaty.
– A nie jest taki, bo takim go uczyniłeś?
– Czy ci Kryptoirytydzi naprawdę myślą, że myślą?
Karimata Hariharirama zaśmiała się.
– Nie widzisz sprzeczności w twoim pytaniu?
– Mówiłaś, że jesteśmy ponad logiką.
Przytuliła dziecko mocno do siebie. Matczyne jestestwo promieniało dumą.
– Tak, jesteśmy. Szybko się uczysz. Kryptoirytydzi są stworzeni na nasz obraz i podobieństwo. Są, owszem, kopią, ale kopią niemal doskonałą.
– Niemal?
– Symulacja zawsze będzie symulacją. Symulowana świadomość nigdy nie będzie świadomością. Tłumaczyłam ci to już w czasie, jak robiłeś projekt na zajęcia.
– Tak, wiem, pamiętam. Bohater opowiadania nie zdaje sobie sprawy, że jest wymyślony. Symulacja nie ma świadomości, że nie ma świadomości. I takie tam bla bla bla.
– Swoją drogą, sprawdzałeś, co ostatnio u twoich stworzonek?
– Przecież sprawdzam. Kryptoirytydzi właśnie w nich się wcielają.
Matka przyjrzała się bliżej gromadzie galaktyk, Drodze Mlecznej, Układowi Słonecznemu, błękitnej plamce, skoncentrowała wzrok na tyle, by widzieć kulę planety, a na niej oceany i kontynenty, miasta, wioski, domy, ludzi, pchły, roztocza, bakterie.
A więc jednak nie porzucił tak całkiem swojego stworzenia – pomyślała.
– Skoro nie Men-1-IPU-L-4-Thorem, to kim byś chciał grać?
– Vec-Thorem.
Karimatę Harihariramę wręcz zatkało. Po chwili wyjąkała:
– Wiesz, że wcielenie w Vec-Thora wymaga konta super-premium?
– Obiecałaś mi nagrodę za projekt, prawda?
Karimata Hariharirama dokonała natychmiastowych (jak wszystko, co robiła) obliczeń.
Tyrała teraz nadwieczności, projektując dwa kolejne, niewielkie wieloświaty. Multiwersa miały być przytulne, skończeniewymiarowe, logiczne i matematyzowalne, czyli dokładnie takie, jakie najbardziej lubiła. Szefowa ostatnio, między jednym Big Bangiem, a drugim, mimochodem wspomniała coś o podwyżce.
Pogłaskała syna po główce.
– Dobrze. Loguj się.
– Na Vec-Thora?
– Uhmm.
Chłopiec błyskawicznie przeszedł procedurę wejścia w głowę najważniejszego Kryptoirytydy.
– A co to, mamo? Może płatność jeszcze nie przeszła?
Karimata Hariharirama przyjrzała się rozjarzonemu na czerwono komunikatowi:
HTTP 500 ETERNAL ERROR.
Obróciła go parę razy w dłoniach i spytała:
– Pamiętasz, jak ci podpowiedziałam, byś dodał do projektu ten miecz wbity w kowadło i skałę?
– Co to ma do rzeczy?
– Jedynie Bóg o czystym i prawym sercu, może się wcielić w Vec-Thora.
Chłopiec zmarszczył brwi.
– Naprawdę?
Karimata Hariharirama przez chwilę jeszcze utrzymywała powagę, po czym wybuchnęła śmiechem.
– Może… A może po prostu komnata Guf jest już dawno pusta. Skarbiec Otzar jest zapieczętowany, nie można nic do niego dodać, bo jest wieczny, a nawet krócej: bo jest. Wiesz przecież, że to, co istnieje, nie może zostać stworzone, nie może przestać istnieć, po prostu jest. Reszta jest symulacją, snem, zmyśleniem. Tylko my jesteśmy samym, czystym bytem. Bez początku, końca, zawsze i wszędzie. Nie może nas nie być, bo naszą naturą jest być.
Zmarszczka na czole chłopca pogłębiła się.
– No dobra, mamo, ta cała gadka szmatka świetnie brzmi, ale jak mam się zalogować na Vec-Thora, skoro nie ma możliwości dodawania nowych dusz? Jak ominąć 500 ETERNAL ERROR?
Karimata Hariharirama wzruszyła ramionami.
– Mój słodki JHWH, czasem jesteś taki mądry, a czasem nie dostrzegasz najprostszych rozwiązań.
– Jakich? Jakich rozwiązań, mamo? Skąd wziąć duszę dla Vec-Thora?
– Wyciągnij z kopii roboczych.
HTTP 404 Comment Not Found
Anonimie, zdumiewasz…
Po pierwsze – jak Ci się udało zamieścić opowiadanie (to teraz najczęściej zadawane pytanie odnośnie nowych opek)? :)
Po drugie – “HTTP 404 Comment Not Found” – czemu taki dałeś pierwszy komentarz?
Po trzecie – czemu, UnaBomba, dałaś 5 pkt, nie komentując? 
Strach się bać komentować…. 
Ad. 1
Reusing kopii roboczych.
Ad. 2
Żart.
Ad. 3
Trzeba pytać UnaBomba.
⢀ dziękuję za odwiedziny
⢦ pozdrawiam
⢀⡴ HAL Anonim 9000 ⢦⢀
bruce, spieszę z odpowiedzią :)
Dałam 5, bo mnie tekst rozbawił. Bardzo rzadko czytam takie science-fiction, tym bardziej komentuję. Tu jest natomiast tyle ironii i mojego poczucia humoru, że zostawiłam wyłącznie ocenę na znak, że tu byłam :D
A zatem witam, dziękuję za ostrzeżenie o przekleństwach oraz przemocy, i od razu wypisuję wszystkie fragmenty, które zatrzymały mnie przy czytaniu (poniższe wątpliwości i sugestie – tylko do przeanalizowania):
– To miało być, jak to mówią dwunogi (czemu bez interpunkcji?) Easy Mode.
Wydaje mi się, że zaszła pomyłka i to (przecinek?) co nazywacie Trybem Trudnym, jest tak naprawdę Trybem Łatwym.
Dwunóg (przecinek?) w którego głowie rezyduję, jest jakiś felerny!
Na każdej planecie (i tu?) jaką zwiedzałem, jeśli coś tak długo krwawiło, to zdychało, tylko nie tu!
Więc (i tu?) jakie to niby Easy Mode?
Zmienne w zależności od sam nie wiem czego, cyklu księżyca, układu planet, kierunku wichrów w atmosferze? – czemu bez interpunkcji?
Malowanie się w ogóle nie jest konieczne, nawet golenie, o depilacji nawet nie wspominając. – celowe powtórzenie?
Wie pan (przecinek?) co to jest widelec?
Nawet pan wie (i tu?) do czego to służy.
– No właśnie! Właśnie! Nawet pan wie do czego to służy. Ale to nie wszystko! Muszę oczywiście kochać dzieci. Kuzynka mi podrzuciła swe bachory bez zapowiedzi. Bo przecież lubisz. Młodszy brat też nie lepszy, jak jego żona wyjechała w delegację, to ja musiałam mu przypomnieć, kiedy jego własne dziecko ma szczepienie, powiedzieć co kupić na obiad i że kebab niekoniecznie jest najlepszy dla dwulatka, a pozwolenie trzylatce by bawiła się zestawem do makijażu, to nie najlepszy pomysł. – a to nie powinno być inaczej zapisane, skoro to słowa kuzynki? – np. cudzysłów, kursywa?
Nawet pan wie do czego to służy. Ale to nie wszystko! – powtórzenie?
Młodszy brat też nie lepszy, jak jego żona wyjechała w delegację, to ja musiałam mu przypomnieć, kiedy jego własne dziecko ma szczepienie, powiedzieć (przecinek?) co kupić na obiad i że kebab niekoniecznie jest najlepszy dla dwulatka, a pozwolenie trzylatce (przecinek?) by bawiła się zestawem do makijażu, to nie najlepszy pomysł. – powtórzenia?
Młodszy brat też nie lepszy, jak jego żona wyjechała w delegację, to ja musiałam mu przypomnieć, kiedy jego własne dziecko ma szczepienie, powiedzieć co kupić na obiad i że kebab niekoniecznie jest najlepszy dla dwulatka, a pozwolenie trzylatce by bawiła się zestawem do makijażu, to nie najlepszy pomysł. – ortograf?
Tylko (przecinek?) dlaczego jest tak cholernie trudno?
Albo (przecinek albo myślnik?) jak pan to określił: bezwolne kukły na automacie.
Co więcej, żeby pan nie musiał zbyt dużo uczyć się na nowo, niech to będzie human zatrudniony w tej samej branży, ba, z tego samego biura (przecinek?) co pańska humanka. – powtórzenie?
Czyli fantastyka (przecinek?) tak?
Czy rzeczywiście będę mógł przetestować (i tu?) jak to jest grać mężczyzną?
Po roku pan oceni, jeśli będzie pasowało (i tu?) to zostanie pan w tamtym ciele, bez żadnych ukrytych kosztów.
Widzi pan (i tutaj?) jak teraz wyglądam? Jak wyglądam?
– Tak (i tu?) jak raczył pan prosić, umieściliśmy pana w ciele mężczyzny.
Tak (i tutaj także?) jak obiecywałem, mamy ją nadal dostępną dla pana.
To wygląda tak: najpierw bardzo długo ich nie ma, używając ich jednostek (myślnik?) prawie czternaście miliardów lat. Czternaście miliardów lat nicości, czyż to nie przerażające? Ich to nie przeraża jednak, bardziej ich martwi, że do tej nicości wrócą. – powtórzenia?
– Ale przecież musi istnieć jakiś sposób? Prawda? Nawet mając tylko symulowaną świadomość… tak się nie da przecież? Oni muszą jakoś sobie z tym radzić? – czy te wszystkie zdania są pytające?
Co więcej, może pan nawet zmieniać płeć w trakcie, już to opanowali, nieudolnie, bo nieudolnie, ale cyk (myślnik?) pod skalpel i sobie pan pozmienia wszystko pod własne upodobania.
– To zależy (przecinek?) co pana interesuje.
A to (i tu?) co dziś osiągnął (tutaj też?) łatwo będzie powtórzyć.
– Właściwie, skoro wszystkie formalności mamy załatwione, to może się pan w niego wcielić natychmiast. – hmmm,,, podpisał – ale – czy opłacił? – jak to „wszystkie formalności”?:
– Gdzie mam podpisać?
– Tu. Tu… i jeszcze tu…
Men-1-IPU-L-4-Thor zatarł czułki w satysfakcji. Nie spodziewał się aż tak grubej transakcji.
Pewnie sam Vec-Thor mu osobiście pogratuluje. A to co dziś osiągnął łatwo będzie powtórzyć.
W końcu wszelkich miliarderów, showmanów czy polityków jest całe zatrzęsienie. A jakby się skończyli? To się wykreuje nowych, to nie problem. A może jeszcze rozszerzyć ofertę na przywódców religijnych? Men-1-IPU-L-4-Thor rozmarzył się: duże religie, małe sekty, do wyboru do koloru.
– Pytałem, kiedy mnie w niego przeniesiecie.
– Przepraszam, zamyśliłem się – odparł Men-1-IPU-L-4-Thor. – Właściwie, skoro wszystkie formalności mamy załatwione, to może się pan w niego wcielić natychmiast.
– Przecież to kiedyś była twoja ulubiona postać? – czy to na pewno zdanie pytające?
Kiedyś mamo. – przecinek przy Wołaczu?
Są (przecinek?) owszem (i tu?) kopią, ale kopią niemal doskonałą.
– Swoją drogą, sprawdzałeś (i tutaj?) co ostatnio u twoich stworzonek?
Karimata Hariharirama dokonała natychmiastowych (jak wszystko (i tu też?) co robiła) obliczeń.
– Pamiętasz, jak ci podpowiedziałam (i tu?) byś dodał do projektu ten miecz wbity w kowadło i skałę?
– Jedynie Bóg o czystym i prawym sercu, może się wcielić w Vec-Thora. – zbędny przecinek?
Wiesz przecież, że to (przecinek?) co istnieje, nie może zostać stworzone, nie może przestać istnieć, po prostu jest.
– Mój słodki JHWH czasem jesteś taki mądry, a czasem nie dostrzegasz najprostszych rozwiązań. – przecinek przy Wołaczu?
Jakich rozwiązań mamo? – i tu?
Wszystko już jasne, bardzo Wam dziękuję, Kochani
; pomysł jest i to całkiem niebanalny, do tego – mnóstwo absurdu oraz niesamowitego poczucia humoru, aby całą tę naszą portalową niemoc po prostu wytrzymać. :)
Wobec tego, co dzieje się od tygodni, chciałoby się zawołać: „Królestwo za kopię roboczą!”. :)
Klik, pozdrawiam serdecznie. :)
UnaBomba
Dzięki za ocenę i komentarz, cieszę się, że udało się rozbawić.
bruce
Dzięki za uwagi – poprawione.
Dzięki za info o błędach ortograficznych.
Przy tym tempie życia, można nie dostrzec, że w2026 zmieniła się ortografia i przymiotniki w formie wyższej i najwyższej teraz pisze się z “nie” łącznie.
⢀ dziękuję za odwiedziny
⢦ pozdrawiam
⢀⡴ HAL Anonim 9000 ⢦⢀
Przy tym tempie życia, można nie dostrzec, że w2026 zmieniła się ortografia i przymiotniki w formie wyższej i najwyższej teraz pisze się z “nie” łącznie.
Doskonale Cię rozumiem. Ja sto razy sprawdzam w necie, bo dalej nie wierzę. :)
Najgorzej mam z imiesłowami – wbito mi przed laty do łba i – nie przyzwyczaję się chyba już nigdy. :)
Pozdrawiam, dzięki. :)
Może by po prostu wprowadzili ortografię na wzór czeskiej, byłoby zwięźlej i oszczędniej – oni mają tylko jeden dwuznak (ch), a nie jakieś rz, sz, cz, dź, dż, drz XD
⢀ dziękuję za odwiedziny
⢦ pozdrawiam
⢀⡴ HAL Anonim 9000 ⢦⢀