- Opowiadanie: maciekzolnowski - Brochowskie szepty

Brochowskie szepty

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Biblioteka:

BasementKey, Finkla, Użytkownicy

Oceny

Brochowskie szepty

Wieczór osiadł na Brochowie jak mokry płaszcz. Długa aleja wzdłuż torów pachniała rdzą i wilgotną korą. Stare lipy – te same, które pamiętały parowozy – pochylały się nad drogą, szumiały nisko, jakby opowiadały sobie nawzajem o kimś, kto już nie wróci.

Kilka tygodni wcześniej jedna z nich przyjęła w siebie samochód. Metal skręcił się wokół pnia niby papierowa serwetka, a kobieta – trzydziestokilkuletnia – została na zawsze w tym miejscu: najpierw jako krzyk, potem jako cisza, wreszcie jako pożółkła fotografia przybita pinezką do kory. Deszcz i wiatr zatarły jej rysy tak dokładnie, że twarz stała się maską z wosku – oczy rozmyte, usta wygięte w niemym zdziwieniu. Pod zdjęciem ktoś ułożył znicze; płomienie drgały w rytmie przejeżdżających pociągów, rzucając na pień drgające cienie. Oderwany płat kory odsłonił nagie mięsiste drewno – jakby drzewo samo krwawiło.

Stałem tam dłuższą chwilę. Nie odmawiałem modlitw – słowa wydawały mi się zbyt ciężkie. Myślałem tylko o tym, jak łatwo ciało przechodzi w krajobraz: w wgniecenie na masce, w bliznę na pniu, w fotografię, którą wiatr za kilka miesięcy zerwie i poniesie wzdłuż torów niby liść.

Ruszyłem dalej. Lipy szumiały za moimi plecami – ciężki, jednostajny oddech.

Parę dni później wracałem wieczorem do domu. Ulice świeciły pustką, tylko latarnie rozmazywały światło na mokrym asfalcie. Zbliżałem się do przejścia – tego samego, przy którym codziennie mijam te same kioski. Nogi niosły mnie naprzód automatycznie. Zza rogu wyłonił się autobus – nie jechał, pędził. Reflektory przecięły ciemność niby ostrza, asfalt zalśnił jak czarna woda. Usłyszałem własny oddech – krótki, urywany – i zrozumiałem, że nie zdążę.

Wtedy dłoń chwyciła mnie za ramię. Zimna, ale pewna. Paznokcie wbiły się lekko przez kurtkę w skórę – nie bolało, tylko zaskoczyło. Pociągnęła do tyłu tak gwałtownie, że upadłem na kolana na krawężnik. Autobus przeleciał centymetry ode mnie; fala powietrza uderzyła w twarz, zapach spalin i rozgrzanej gumy wypełnił usta. Serce waliło w piersi, jak dzikie zwierzę w klatce – jakby chciało się z niej wydostać.

Podniosłem wzrok.

Stała nade mną. Ta sama, co na zdjęciu – cała, nieuszkodzona. Twarz spokojna, niemal łagodna, włosy wilgotne od mgły. Patrzyła na mnie przez chwilę, jakby sprawdzała, czy wciąż oddycham. W jej oczach nie było smutku ani gniewu. Tylko cicha, zmęczona ulga – taka, jaką widzi się u kogoś, kto wreszcie odetchnął.

Mrugnąłem.

I już jej nie było.

Tylko szum lip – dalej, bliżej torów – i mokry asfalt pod dłońmi.

Kilka dni później znów przechodziłem obok tamtej lipy. Znicz stał nowy. Płomień czysty, równy, jakby ktoś dopiero co go zapalił. Nie pamiętam, żebym to ja przyniósł zapałki. Nie pamiętam nawet, żebym się zatrzymywał.

Płomień się palił – cichy, uparty – a ja szedłem dalej, czując na karku dotyk wiatru. Zimny. Znajomy. Oddech? A może szept?

Koniec

Komentarze

Cześć ;)

Opowieść napisana jest… Dziwnie i w sumie trochę ciężko się ją czytało.

Zainteresował mnie pomysł, więc byłem ciekawy, jak to się potoczy, dokąd zmierza ta historia… I w zasadzie zakończenie mnie zawiodło. Spodziewałem się czegoś mocnego, bo w końcu miał to być horror, a tutaj w zasadzie nie było żadnych emocji.

Rozumiem, że to szort i trudno było w takiej formie rozbudować tę opowieść, ale jednak… Czuję ogromny niedosyt :(

Ale to tylko moje zdanie i może innym spodoba się bardziej ;)

Pozdrawiam serdecznie ;)

Witaj.

Mnie się podobało, taka krótka opowiastka o spotkaniu z duchem, klimat typowy dla Twoich tekstów, Maćku, ładna rzecz. :) Tak sobie dopowiedziałam, że duch kobiety dziękował bohaterowi za modlitwę i że pewnie ochrania w ten sposób wielu ludzi, szczególnie ze swojej rodziny, co mu się bardzo chwali. :)

Pozdrawiam serdecznie. :)

Pecunia non olet

Maćku, w historiach które przytaczasz jest wiele nie do końca jasnych zdarzeń, ale każde zawsze przedstawiasz zajmująco i starasz się tchnąć w nie to, co sprawia, że chętnie czytam Twoje kolejne opowieści.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Cześć,

 

ja podobnie jak Reg, zawsze chętnie zaglądam do Twoich szortów czy opowiadań i często odnajduję w nich ducha historii, niepowtarzalny klimat zaklęty nawet w powszednich czynnościach. Tutaj także codzienność została wzbogacona historią duszy, która odwdzięcza się za modlitwę, ratując życie bohatera. Interesujące.

 

Dałem plusika do biblioteki.

 

Pozdrawiam!

Che mi sento di morir

Dzięki, Dovio; wybrałem kategorię “inne”, bo faktycznie horror to to nie jest.

Dzięki, Bruce. Podoba mi się Twoja interpretacja. Co do mnie, to zwykłem mawiać, że mam paru aniołów opiekuńczych, miast jednego Anioła Stróża. :-))

Bardzo się cieszę, Reg. Nie wiesz, ile znaczą dla mnie Twoje (czasem karcące, czasem krzepiące) komentarze. :-)

Dobrze, że jest to szort… to, co popełniłem. I że forma odpowiada treści, jest względem niej adekwatna.

BasementKey, wielkie dzięki, bardzo mi miło, historyjek o duchach i z duszą nigdy za wiele. 

Maćku, będę się starać nie zawieść Twoich oczekiwań. :)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Cześć, 

Przypomniała mi się piosenka Camouflage Stana Ridgway’a, więc pozwól, że wykorzystam ją jako punkt odniesienia w moim komentarzu. 

Tam też pojawia się motyw opiekuna z zaświatów, ale w zupełnie innych, bardziej dramatycznych okolicznościach. U Ciebie jest dużo spokojniej, tak “codziennie” i może właśnie dlatego Twój tekst robi na mnie większe wrażenie. OK, może nie jest to horror, ale lekki dreszcz jednak jest :) Super!

O, tak, ja też uważam, że każdym z nas opiekuje się wielu Aniołów. :)

Pozdrawiam. :)

Pecunia non olet

Prosta historyjka, ale przynajmniej fantastyka jest. I nawet fabuła, a to już u Ciebie rzadki zestaw. ;-)

Babska logika rządzi!

Hej!

 

W sumie, hmm, chyba spodziewałem się czegoś innego?

Taka klasyczna historyjka ze zjawą i ochroną przed zgubą. Taka, o. Ale no, było okej. ;)

Pozdrawiam!

Quidquid Latine dictum sit, altum videtur.

rzadki zestaw

Dzięki! Można rzec: zestaw specjalny, specjalnie dla Ciebie, Finkla. ;-) 

może nie jest to horror, ale lekki dreszcz jednak jest…

Dzięki, Czeke. No i widzisz: człowiek stara się stworzyć horror (mój ulubiony gatunek), ale to zadanie wcale nie jest proste.

Hej, BarbarianCataphract. Pamiętaj, proszę, że to tylko szort. Dzięki!

Ciekawy klimat. I tajemnica. Zastanawiam się, czy bohater na pewno przeżył… :)

Pozdrawiam!

Chalbarczyk, dziękuję za Twój komentarz. Nie przeżycie bohatera mogłoby być / jest ciekawą alternatywą. Podobno ludzie, ginący w sposób nagły, nie od razu wiedzą, nie od razu się orientują, że już nie żyją. Tak słyszałem, czytałem… 

Maćku,

jak zawsze niezwykle klimatycznie i ciekawie oraz tajemniczo. Nic tu mówić więcej. Lecę kliknąć. Pozdrawiam!

Kto wie? >;

Bardzo dziękuję, miło mi, również pozdrawiam. 

Nowa Fantastyka