- Opowiadanie: mkmorgoth - Smocza Legenda

Smocza Legenda

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Oceny

Smocza Legenda

Wydarzyło się to w pewnym mieście. Dzień był wtedy jasny i słoneczny, całą okolicę przykrywała pół metrowa warstwa białego puchu. Przy nie długiej ulicy stało w równych odstępach, obok siebie, kilkanaście domów. Każdy z nich miał parter z poddaszem i spadzisty dach.

W tym czasie pewien mężczyzna wracał z pracy powoli maszerując, uważając aby się nie poślizgnąć. To pan Piotr, ojciec dziesięcioletniej Karoliny i kochany mąż pani Agnieszki. Trzymał za rękojeść skórzaną aktówkę, w której miał prezent dla Karoliny na jej urodziny. Tego dnia kończyła dziesięć lat. Kiedy wszedł do mieszkania, zatrzasnął za sobą drzwi, zdjął buty, kurtkę natomiast powiesił na stojącym wieszaku obok lustra.

– Piotr, fajnie, że wcześniej wróciłeś. Mam do ciebie prośbę – oznajmiła Agnieszka.

– Tak, a jaką?

– Jak się rozbierzesz to przyjdź do kuchni, zrobiłam obiad.

– Oczywiście! A czy jest tam Karolina?

– Nie ma jej tutaj. Jest w swoim pokoju, bo dwie godziny temu kazałam jej posprzątać.

– Karolina! – zawołał Piotr.

Karolina usłyszawszy głos taty, zbiegła na dół po schodach, kierując się w jego stronę.

– Zobacz co dostałam od mamy – rzekła pokazując tacie małego pluszowego smoka. – Ładny?

– Super! Ja też mam coś dla ciebie. Zamknij oczy, tylko nie podglądaj.

Karolina zamknęła oczy. Po chwili tato wręczył jej prezent zapakowany w zielony papier. W dłoniach wydawał jej się ciężki. Otworzyła oczy i ujrzała płaską prostokątną paczkę.

– Co tam jest? – zaciekawiona spytała tatę.

– Sama zobacz.

Karolina od razu rozpakowała prezent. W środku była książka tyle, że zupełnie inna niż te, które dotychczas widziała, i inna od tych, jakie już w tej chwili posiadała. Miała miękką brązową skórzaną okładkę z kolorowymi ilustracjami w środku Każdy z rysunków miał opis, napisany ładnym ozdobnym stylem. Na samym wierzchu, na okładce zauważyła płaskorzeźbę smoka wykonaną z jakiegoś metalu. Wyglądał jak żywy, jakby chciał za chwilę odlecieć. W dziwny sposób nie mogła przestać na niego patrzeć. Wpatrywała się w smoka jak wół w malowane wrota.

Dopiero donośny i stanowczy głos mamy przywołał ją do rzeczywistości.

– Karolina! Natychmiast przestań zajmować się książką! Będziesz miała na to cały dzień i Boże Narodzenie. Zjedz teraz z nami obiad. Później sobie pójdziesz z książką na górę do swojego pokoju i będziesz się mogła nią nacieszyć tyle, ile dusza zapragnie.

– Mamo, ale…

– Bez dyskusji! Marsz do kuchni, ale już!

– Dobrze mamo – rzekła Karolina.

Z pochmurną miną weszła do kuchni.

Po obiedzie przyszedł czas na słodki deser. Mama podała pyszny orzechowy tort. Potem, Karolina udała się na górę do swojego pokoju i zamknęła za sobą drzwi. Rodzice pozostali sami w kuchni, na jakiś czas. Agnieszka piła gorącą malinową herbatę, natomiast Piotr walczył z ostatnim kawałkiem bardzo słodkiego torta. Na chwilę przyszło mu na myśl wyrzucenie tego kawałka do kosza na śmieci, ale nie chciał robić jej przykrości. Zwłaszcza, że cały czas miała go na oku.

Agnieszka zwróciła się do niego po chwili.

– Słuchaj Piotr, gdzie kupiłeś tę książkę?

– W antykwariacie, przy ulicy Kuźniczej. Trafiłem na nią zupełnie przypadkiem. Szukałem czegoś innego, coś związanego z mitologią smoków tak jak chciała Karolina, ale nie było. Sprzedawca okazał się bardzo uprzejmy i zasugerował mi właśnie tę książkę. Nie widziałem jej wcześniej wśród innych, bo kiedy spytał mnie o co mi dokładnie chodzi, powiedział: "Mam coś lepszego dla pana córki, o wiele lepszego", poczym wyjął ją z pod lady. Pomyślałem sobie, że jest bardzo cenna, skoro ukrył ją właśnie tam, no i będzie sporo kosztować.

– A ile za nią zapłaciłeś? Dwieście, trzysta złotych? – spojrzała na męża, który przecząco poruszał głową.

– Nie, nie. – ostrożnie chwycił jej małą, delikatną dłoń. – Nie kosztowała tak wiele. Zapłaciłem za nią czterdzieści dwa złote. Myślę, że Karolinie spodoba się prezent.

– Mam nadzieję.

 

 

***

 

Rzeczywiście. Karolinie prezent spodobał się od samego początku jak tylko go zobaczyła. Ale coś było w niej tajemniczego. Po pierwsze metalowy smok na okładce, po drugie tytuł: „Dracoqeruyia”.

„Dziwny ten tytuł”. – pomyślała Karolina, wzruszając ramionami.

Przeglądając ją zauważyła jeszcze coś. Nie posiadała daty kiedy została napisana, ani nazwiska samego autora. Na każdej ze stron znajdował się kolorowy rysunek, a pod każdym z nich tekst wyjaśniający poszczególne ilustracje. Cała książka została napisana odręcznym pismem, lekko koślawym, ale czytelnym. Tak, więc z przeczytaniem nie powinna mieć problemów. Nawet pomimo tego, iż miała osiemset stron. Usiadła na łóżku, opierając się plecami o ścianę, książkę położyła na kolanach. Spojrzała jeszcze raz na tajemniczy wizerunek przedstawiający smoka. Cały czas nie dawał jej spokoju. Pomyślała o mijającym dniu, w którym obchodziła swoje urodziny. Wczoraj był piątek i poszła do szkoły przed przerwą świąteczną. Teraz będzie miała mnóstwo czasu na przeczytanie tej książki. Może jej się spodoba obok ulubionych serii książek i albumów dotyczących smoków?

W ogóle Karolina miała fioła na punkcie smoków i ich legend. Oprócz wspomnianych książek, posiadała nawet zamek z lego ze smokiem, figurki ze smokami, koszulki, kubki, nawet plakaty.

Książka była jak zaczarowana, ponieważ do takiego stopnia wciągnęła jej treść Karolinę, że ta zapomniała o zwykłym świecie na kilka dni. Co pewien czas spoglądała na wykonanego z metalu smoka. Przez te kilka dni skończyła lekturę. Opowiadała o smoku, który od setek lat latał od królestwa do królestwa. Odwiedził też kilka odległych planet zamieszkałych przez inne istoty, lecz mimo wszelkich starań nigdzie nie mógł odnaleźć swojego przeznaczenia. Był ostatnim smokiem, jaki pozostał na świecie. Kiedyś smoków żyło dużo na świecie, ale z biegiem lat, ludzie tępiąc je dla rozrywki i ze strachu, wybili prawie wszystkie, za wyjątkiem tego ostatniego smoka. Upłynęło wiele lat a on wciąż nie mógł odnaleźć swojej miłości; swojej księżniczki, która mu los przeznaczył. W końcu zrezygnował z dalszych poszukiwań i osiadł na stałe w zamku, wzniesionym na szczycie wysokiej, stromej góry, dominującej nad okolicznymi wzgórzami. U podnóża tej góry płynęła rzeka, tak spokojnie, że na jej tafli odbijały się nocą gwiazdy. Czytając dalej, dowiedziała się, iż dawno temu, zamek zrujnowano i opuszczono. Niegdyś mieszkali w nim bogaci i waleczni ludzie. Smok odbudował ponure miejsce i przywrócił do dawnego stanu. Kiedy zakończył odbudowę, zamieszkał w zamczysku i nie ani na chwilę nie przestając rozmyślać o swojej ukochanej. Lecz pewnego dnia przybył do zamku nieznany i tajemniczy czarnoksiężnik, który powierzył mu w tajemnicy wiedzę, niezbędną do tego, aby odnaleźć przeznaczenie. Musi napisać własną historię, umieszczając w niej cząstkę siebie. Musi sporządzić księgę, która będzie jedyną bramą miedzy jego światem, a światem ludzi. Pomógł mu również w wykonaniu smoczej figurki ze szlachetnego i niespotykanego w tych stronach metalu. Szukając przeznaczenia będzie musiał uważać, z kim przyjdzie mu się spotkać; dlatego mag powiedział mu, że rozpozna swoją ukochaną tylko i wyłącznie dzięki magicznemu słowu, ukrytego w jej imieniu. Imię nosiła w odległych czasach, istota niebędąca smokiem, jeśli ona je wypowie smoki odrodzą się i znów będą rządzić światem. Niestety nikt nie wie, kim była ta istota, ale pamięć o jej imieniu przetrwała eony czasu i stała się legendą. Smok wspomniał jeszcze o jednym, iż poświęcając się spisaniu swej historii, zupełnie zapomniał o tej nazwie, którą powiedział mu tajemniczy czarnoksiężnik.

Po skończonej lekturze Karolinę trapiła w tej chwili jedna myśl. W jaki sposób należałoby tego smoka przywołać i spytać się jego o dawne czasy i przepowiednię.

– Może jest jakieś tajemne zaklęcie, przywołujące smoka – rzekła do siebie. – Pewnie zapisał na którejś ze stron. Tylko z tego wszystkiego zapomniał, w którym miejscu je umieścił. Znajdę je i zobaczymy, co z tego wyniknie.

Karolina przewertowała książkę kilka razy, doszukując się zaklęcia. Niestety, niczego takiego nie odszukała. Przecież czytała ją w miarę dokładnie, to powinno jej coś takiego łatwo wpaść w oko.

Następnego dnia rano zeszła na śniadanie do kuchni. Rodzice przebywali już od pewnego czasu. Mama szykowała kanapki z dżemem truskawkowym, natomiast tato siedział przy stole i czytał gazetę, co chwilę mrucząc nie wyraźnie pod nosem jakieś słowa.

– No coś podobnego!… No pewnie!

Znowu wczuł się w nieciekawą sytuację polityczną w kraju. Wcale ją to nie interesowało, ale może kiedyś. Na razie uwielbiała czytać wszelkie historie o smokach.

Karolina usiadła na swoim ulubionym miejscu i w zamyśleniu wpatrywała się w okno. Za szybą, na dworze od rana padał gęsty śnieg, ale ona powracała myślami do przeczytanej książki.

Kiedy skończyli śniadanie, Karolina opowiedziała rodzicom treść książki, w trakcie rysowała im na kartkach niektóre kluczowe sceny. Opowieść Karoliny bardzo się rodzicom spodobała. Spodobało się też to, że prezent był trafiony w dziesiątkę. Półtorej godziny później znalazła się w swoim pokoju i od razu zabrała z półki "Smoczą legendę" – tak ją sama nazwała, gdyż odszyfrowanie nazwy Dracoqeruyia nie dała żadnych rezultatów, nawet przeszukując niemal całą Wikipedię oraz Google. Usiadła na miękkiej zielonej wykładzinie, po czym otworzyła na tej stronie, która nie była ani zapisana, ani ilustrowana. Ujęła w dłoń pióro na atrament, chwilę pomyślała i napisała krótki list adresując go do nieistniejącego smoka.

 

„Cześć Panie Smoku!

Mam pytanie. Jak mam się z Tobą porozumieć? Szukałam w książce tego zaklęcia, ale nie mogłam znaleźć. Wiem, że to śmieszne pisać do kogoś, kto nie istnieje. Choć zdaje mi się, że Ty jesteś prawdziwy. Proszę Cię o pomoc.

Twoja Przyjaciółka

 

Przeczytała list jeszcze raz. List do smoka był w sam raz. Tylko ciekawe czy go przeczyta? W jaki sposób? Jeśli w ogóle istnieje.

Zostawiła otwartą książkę, na tej samej stronie, gdzie pisała list i udała się do kuchni po sok pomarańczowy.

Gdy wróciła, książka leżała w tym samym miejscu, gdzie ją zostawiła. Na pierwszy rzut oka nic nie było w niej nadzwyczajnego, ale sekundę później Karolina zauważyła, że jej list zniknął. Na jego miejscu pojawił się inny. Pismo nie tylko miało większą czcionkę, ale inny charakter.

 

„Witaj, kimkolwiek jesteś, przyjaciółko!

Pytasz się jak można mnie przywołać. To proste niż myślisz. Pierwszy krok już uczyniłaś. To były słowa od Ciebie skierowane do Mnie, prosto z serca płynące. Smoki to czują. Więc odpowiem Ci droga przyjaciółko smoków. Najpierw zamknij księgę i spójrz na mój wizerunek. Na pewno go widziałaś. Obróć go dwa razy według ruchu wskazówek zegara. Potem dokładnie wypowiedz to zaklęcie:

Draco, Draco, Obus Rebus, Kufel Majster, Szara Mara, Hokus Pokus i Marokus!

Twój przyjaciel,

Smok Herbert

 

Karolina zdumiała się na te dziwne i zarazem tajemnicze słowa. Może to czyjś żart? Tylko czyj? Przecież, po pierwsze nikt tu nie wchodził; po drugie napisała list piórem na atrament! A zdania po prostu zniknęły! Jak to możliwe?

Cóż, pozostało jej nic innego jak spróbować wypowiedzieć to zaklęcie.

Wzięła książkę do ręki, obróciła metalowym smokiem dwa razy zgodnie z ruchem wskazówek zegara, następnie wypowiedziała magiczne zaklęcie.

– Draco, Draco, Obus Rebus, Kufel Majster, Szara Mara, Hokus Pokus i Marokus…!

Książka wyleciała z rąk Karoliny, upadając z łoskotem na podłogę, wizerunkiem smoka do góry, który od razu zaczął jarzyć się jasnym pomarańczowym blaskiem. W pokoju pociemniało. Nad książką coś się materializowało i nabierało wyraźnych kształtów. Coś dużego.

 

 

***

 

– Mamo! Tato! – zawołała od progu Karolina, wchodząc do kuchni. – W moim pokoju jest smok!

Na ostatnie słowo, mama przestała zmywać naczynia, a tato opuścił gazetę na kolana. Oboje mierzyli podejrzliwym wzrokiem Karolinę.

– Że co?! – spytali oboje.

– U mnie, w pokoju jest smok! – odpowiedziała Karolina.

– Smok?! – ojciec uniósł brwi ze zdziwienia.

– Jak to smok? Przecież smoki nie istnieją. Są stworami baśniowymi, i tylko tam można je spotkać – wyraziła swoją rację mama.

– Może i tak, ale u mnie jeden taki siedzi w pokoju. – zripostowała Karolina.

– Wiesz co? – znów wtrąciła się mama – Jakbyś nam powiedziała, że tam, na górze jest nietoperz, albo inne zwierze, uwierzyłabym tobie, ale… smok?! Wybacz, ja w bajki nie wierze. Więc, nie zawracaj nam czymś takim głowy. Myślałam w pierwszej chwili, że coś ci się stało. Powiem ci coś jeszcze. Jesteś małą dziewczynką, a jak każde dziecko masz bujną wyobraźnię. Smoki nie istnieją w naszym świecie, tylko w książkach. Prawda Piotr?

– Tak, oczywiście. Masz całkowitą rację kochanie. Karolino idź na górę i… pobaw się zabawkami, albo jak chcesz za godzinę wyjdziemy na zewnątrz, pójdziemy do parku i ulepimy bałwana.

Karolina nie dawała za wygraną.

– U mnie w pokoju przebywa prawdziwy, najprawdziwszy smok! Jeśli mi nie wierzycie, to chociaż chodźcie zobaczyć, czy mam rację, czy nie.

Rodzice namówieni przez Karolinę, poszli na górę i zajrzeli do pokoju. W środku smoka nie zastali. Jedynie co zauważyli, to leżącą na podłodze książkę. Agnieszka i Piotr, nie uwierzyli jej, lecz Karolina wiedziała, że smok tu był, i wcale nie było to złudzeniem.

Tylko gdzie on się podział?

Nazajutrz rano, to znaczy około jedenastej, Karolina wraz z rodzicami wróciła z zakupów. Od razu z siatką pełną słodyczy udała się do swojego pokoju, zamykając jak zwykle za sobą drzwi. Czym prędzej pragnęła zobaczyć się ze smokiem i dowiedzieć, dlaczego wczoraj nagle zniknął. Tak jak wczoraj obróciła metalową figurką smoka i wypowiedziała zaklęcie. Po chwili smok stawił się na jej wezwanie.

Wyglądał jak każdy smok z bajki. Miał skórę o zielonkawym odcieniu pokrytą łuskami, długi ogon, skrzydła oraz gadzie oczy. Wzrostu nie był większy od dorosłego człowieka. Zawsze myślała, że smoki to olbrzymie stworzenia.

– Witaj, droga przyjaciółko – skłonił się w pasie smok Herbert.

– Cześć Herbert.

– Co tym razem chciałabyś wiedzieć?

– Chciałam się ciebie spytać…, dlaczego wczoraj zniknąłeś? Chciałam aby moi rodzice mogli ciebie zobaczyć, a ciebie już tu nie było?

– Mogę to wytłumaczyć w ten sposób. Mam nadzieję, że zrozumiesz. Ty mnie wezwałaś za pomocą zaklęcia i zatem tylko ty możesz mnie widzieć. Nikt inny.

– Czyli dla mnie jesteś widzialny, a dla kogoś innego – niewidzialny?

– Dokładnie. Jak na razie jestem związany z tą książką. Jest łącznikiem miedzy twoim światem a moim. Mogę żyć tylko w swoim świecie, tutaj mogę się dostać najszybciej za pomocą zaklęcia. Dzięki temu, iż potrafię przebywać w dwóch światach, zwiększam swoją szansę na odszukanie mojej miłości. Odnaleźć ją będę mógł wtedy, gdy ona wypowie inne słowo. Nie będzie to zaklęcie, lecz jej dawne imię, zapomniane przez smoki i ludzi.

– Ach tak, przypominam sobie. O tym zaklęciu czytałam w księdze, kiedy pewien tajemniczy mag podpowiedział ci, co masz zrobić, aby odnaleźć swoją ukochaną. Poznasz ją po znanym ci i usłyszanym już kiedyś imieniu. Czy tak?

– Tak, tak oczywiście – odrzekł smok.

Przez chwilę milczeli obydwoje.

– Umiesz ziać ogniem? – zapytała Karolina.

– Ogniem? Nie, a dlaczego pytasz?

– Bo we wszystkich bajkach smoki zieją ogniem, straszą ludzi, palą lasy, porywają młode dziewczyny…

– Co? Kto ci takich głupstw nagadał? Smoki nigdy nie ziały ogniem, a przede wszystkim nigdy nie czyniły ludziom zła.

– To, dlaczego tak jest napisane w książkach?

– Ponieważ to ludzie wymyślili te głupie historie, by straszyć nimi małe dzieci. Każdy władca szukał byle pretekstu, aby ubić smoka. Rycerze, którzy walczyli ze smokami ginęli od ran i ciosów, albo zwyciężali ciesząc się chwałą i bogactwem. Oczywiście większość zwycięstw osiągali kierując się podstępem.

Smok na moment przerwał swoją wypowiedź.

– Dobra. Teraz ty mi powiedz coś o sobie. Najlepiej wszystko – stwierdził smok.

Karolina przytaknęła głową i opowiedziała mu wszystko o swoim krótkim życiu. Zaledwie dziesięcioletnim. W trakcie opowiadania pokazywała albumy ze zdjęciami z nią i rodzicami, atlasy, książki, kolekcję muszelek znad morza. Smok i tak zainteresował się dużym zamkiem, zbudowanym z klocków lego.

Podczas gdy Herbert oglądał zamek-zabawkę ze wszystkich stron, Karolina przypomniała sobie jedną, istotną rzecz.

Nie przedstawiła się. Ale z niej gapa!

– Smoku, zapomniałam ci o czymś powiedzieć.

– Co takiego, moja miła?

– Zapomniałam powiedzieć ci jak mam na imię. No, więc, jestem Karolina, a moi rodzice to… – urwała.

Smok nie dał jej dokończyć zadając nagle pytanie.

– Jak się nazywasz?

– Karolina – wyartykułowała wyraźnie.

Jej imię podziałało na smoka w taki sposób, jakby oznajmić komuś, iż wygrał dwa miliardy złotych w totolotka.

Karolina stała w miejscu jak skamieniała. Smok wzniósł się pod sufit. Kilka razy okrążył pokój sunąc w powietrzu. Czuła się jak w bajce, jak księżniczka na zamku. Nie w zwykłym domu, lecz na wspaniałym, wysokim zamku. Smok za to fruwał po pokoju wykrzykując: „O jejku! O jejku…!” Cieszył się jak małe dziecko. Przez nieuwagę, swoim długim ogonem pozwalał na podłogę z głośnym łoskotem wiele przedmiotów: lampkę, książki, zamek z lego, który rozsypał się na drobne elementy. Słowem, zrobił się straszny bałagan. Cały pokój wyglądał teraz jakby przeszła tędy trąba powietrzna. Ten harmider musieli usłyszeć rodzice, bo usłyszała ich ciężkie kroki na schodach.

Nagle drzwi otworzyły się na oścież. W progu stali rodzice. Wiadomo, zauważyli ten bałagan i nie byli z tego wcale zadowoleni, sądząc po ich nieprzyjaznych minach. Na szczęście smoka nie widzieli.

Dostała karę. Nie wyjdzie z pokoju do jutra rana, do śniadania, jeśli tutaj nie posprząta.

Karolina sprzątała do późna. W końcu około drugiej w nocy poczuła znużenie. Położyła się na łóżku i usnęła kamiennym snem.

W tym czasie, kiedy Karolina smacznie spała, smok już nie potrzebował niczyjej pomocy, aby wydostać się z książki. Karolina nie wiedziała, że jej imię kryło magiczne zaklęcie, dzięki któremu smok odnajdzie i rozpozna swoją najdroższą. Co prawda nie smoczycę, a ludzką istotę. Nie budząc jej ze snu, wsadził delikatnie na swój grzbiet. Następnie łagodnie niczym wiatr, wyfrunął przez otwarte okno. Na zewnątrz było zimno i obficie sypał śnieg, lecz Karolinie było ciepło i przyjemnie. To ciało smoka w tej chwili ją ogrzewało. Blade światło księżyca próbowało przebić się przez gęstą warstwę chmur. Cała okolica spała spokojnym snem. Nikt nie wiedział, i nikt nie widział, że nad okolicą pojawił się prawdziwy smok. Zresztą, nikt by w to nie uwierzył. Zresztą po chwili zniknęli, kiedy tylko smok wypowiedział zaklęcie teleportujące do jego świata. Rodzice na pewno zauważą nieobecność Karoliny, kiedy ta nie stawi się rano na śniadanie. Czy się tym przejęła? Nie, nawet nie wiedziała, iż znajduje się na grzbiecie smoka lecącego w stronę odległej krainy.

 

 

***

 

Kiedy Karolina zbudziła się, była noc, lecz do środka pomieszczenia wlewało się bladozielone światło dwóch księżyców. Od razu spostrzegła, że to nie jest jej pokój, tylko duża komnata. Przetarła oczy. Na razie nie wiedziała gdzie się dokładnie znalazła. Pewnie to jakiś zamek. Wstała z łóżka, odsuwając na bok miękką jedwabną pościel. Dotknęła bosymi stopami gładkiej, zimnej kamiennej posadzki i poczłapała w stronę otwartych drzwi, prowadzących na balkon. Wyszła na zewnątrz. We włosach poczuła delikatny, ciepły powiew wiatru. Rozejrzała się wkoło. Przed nią odsłaniała się w nocnej scenerii baśniowa kraina. Karolina znajdowała się na jednej z wysokich wież kamiennego zamku. Dokładnie w takim samym, jaki widziała na ilustracji w książce. Zamek wznosił się na wysokiej, stromej górze. U jej podstawy zauważyła srebrną nitkę meandrującej rzeki. Podniosła głowę by spojrzeć na zalesione wzgórza ciągnące się aż po odległy horyzont. Na tle granatowego nieba z połyskującymi niczym diamenty gwiazdami, świeciły jasnozielonym blaskiem dwa księżyce. Na ich tle zaobserwowała skrzydlaty cień. To był jej smok. Smok, który nareszcie odnalazł swoją księżniczkę. Dzięki jej samej i przepowiedni pradawny smoczy ród odrodzi się na nowo. Karolina obserwując swojego ulubieńca, zamerdała zielonym, smoczym ogonem. Pewnego dnia Karolina i smok Herbert wrócą do świata ludzi, by dopełniła się przepowiednia.

 

 

***

 

Zegar stojący w przedpokoju wybił czwartą rano. Na dworze wciąż było ciemno, a śnieg prószył obficie. Piotr i Agnieszka zajrzeli do pokoju Karoliny, zobaczyć czy smacznie śpi.

W pokoju było posprzątane, ale Karoliny tam nie było. Nigdzie jej nie mogli znaleźć. Przeszukali cały dom, od góry do dołu, myśląc, że dziewczynka bawi się z nimi w chowanego. Lecz bezskutecznie.

Może gdyby stanęli, na krótki moment, przy książce, zauważyliby rysunek przedstawiający ogromny zamek. Na jednej z wież, stała na tarasie piękna księżniczka wyczekująca smoka.

Gdyby właśnie zobaczyli ten rysunek, może wtedy zrozumieliby, że Karolina cały czas mówiła prawdę.

Może…

 

Koniec

Komentarze

coś się dzieje z tym edytorem na tym portalu, próbowałem edytować tekst, aby były akapity, ale bezskutecznie. Przepraszam za ewentualne kłopoty z czytaniem.

"Wszyscy jesteśmy zwierzętami, które chcą przejść na drugą stronę ulicy, tylko coś, czego nie zauważyliśmy, rozjeżdża nas w połowie drogi." - Philip K. Dick

OK, do konkursu.

Sam pomysł nie najgorszy, powtórzeń, błędów ortograficznych itp. też nie wyłapałem, ale nie podoba mi się styl. Taki jakiś... spięty, np.
"Dzień był wtedy jasny i słoneczny, i niezbyt mroźny, gdyż temperatura wynosiła cztery kreski poniżej zera. Całą okolicę przykryła pół metrowa warstwa białego puchu. Przy nie długiej uliczce stało w równych odstępach, obok siebie niczym kostki domina, kilkanaście domów. Każdy z nich miał parter z poddaszem i czerwony spadzisty dach."
Jak dla mnie to brakuje jeszcze tylko "Wilgotność powietrza mieściła się w normie, ciśnienie wynosiło 1041 hPa." Za dużo szczegółów, które nic nie wnoszą. "Jasny i słoneczny?" To tak jakbyś napisał "Muzyka była radosna i wesoła" - masło maślane. Może po prostu: "Był zimowy, słoneczny dzień, dość ciepły jak na tę porę roku, jednak całą okolicę przykrywała gruba warstwa śnieżnego puchu." Wiem, że to też nie jest doskonałe zdanie, ale mam nadzieję, że rozumiesz do czego zmierzam ;)

Jeszcze coś rzuciło mi się w oczy:
"- Smoku, zapomniałam tobie o czymś powiedzieć." - moim zdaniem "zapomniałam ci o czymś powiedzieć" brzmi lepiej. Gdybym mógł oceniać postawiłbym 4.

Miczi, dzięki bardzo za krytykujący komentarz:) dopóki jeszcze mam możliwość edycji tekstu, postaram się wszystkie rażące błędy i beznadziejne sformułowania poprawić lub wywalić. Ale kiedy kiedy poprawiałem tekst, właśnie ten fragment, który opisałeś, wydawał mi się jakiś dziwny i nie wiedziałem jak to zmienić, bo coś mi się gryzło.

Już wiem o co ci chodziło :) z tymi szczegółami...

"Wszyscy jesteśmy zwierzętami, które chcą przejść na drugą stronę ulicy, tylko coś, czego nie zauważyliśmy, rozjeżdża nas w połowie drogi." - Philip K. Dick

Za co trzymał tę nieszczęsną teczkę ojciec Karoliny?? I czemu smok skłaniał się w pasie? Specjalnie ten pas do ukłonów założył? :) I jeszcze wiele, wiele innych tym podobnych. Opowiadanie sympatyczne, ale nie porywające. Prawdopodobnie postawię trójkę.

Opowiadanie, niestety, nie przypadło mi do gustu. Nie spodobała mi się ani historia Karoliny i smoka, opowiedziana dość sztywnym językiem, ani to, że jest w niej tak wiele różnych błędów.

Zastanawiam się też, jakie były konsekwencje zniknięcia Karoliny…

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Hmmm. Słabo, obawiam się. Historia bardzo przewidywalna, a wykonanie szału nie robi. Ale nie wypisywałam większości błędów. Na pewno od tego czasu wiele się nauczyłeś.

Dzień był wtedy jasny i słoneczny, całą okolicę przykrywała pół metrowa warstwa białego puchu. Przy nie długiej ulicy

Pierwszy akapit i dwa problemy z pisownią łączną/ rozdzielną.

Babska logika rządzi!

Nowa Fantastyka