- Opowiadanie: Algir - Pożegnanie

Pożegnanie

Fragment powieści (napisanej w 2017). Aktualnie zabieram się do poprawek, ale bez przekonania ;) Całość jest podobna do tego fragmentu – akcja leniwa, główny bohater zapatrzony do środka, dużo brutalności, mało wulgaryzmów. Prośba o opinię. Dzięki.

Oceny

Pożegnanie

Ostatnią noc przed wymarszem Mateusz spędził z Iw. Pożegnał się najpiękniej jak umiał: w lichym świetle lampki okopowej, pod mokrym od potu kocem. Znów nazywał ją swoją Iw, dyszał do ucha najpiękniejsze słowa, a rano poszedł walczyć, chociaż prosiła, żeby został. Kiedy w nocy zsuwał się z jej mokrego brzucha, ze śmiechem przycisnęła jego głowę do piersi. Zaróżowiona, rozdygotana jak ranny ptak.

– Nie puszczę cię, gnojku!

Oddech Mateusza przyjemnie parzył jej piersi. Oplotła go nogami i ścisnęła.

– Nie puszczę! A teraz mów mi jakieś głupoty! Tylko nic poważnego.

Milczał. Czuł jej zapach i wilgoć na brzuchu. W ustach wciąż miał jej smak. Nie chciał nic mówić, żeby nie zepsuć tej chwili. Rozgrzany piecyk oświetlał ich nagie ciała. W rurach słychać było przyjemne dudnienie i skrobanie spadających płatków sadzy. Pachniało sosnowym dymem i Iw.

– Jak tam? – zapytała. – Żyjesz?

– No.

– To mów coś!

Rozczesała palcami jego mokre włosy.

– Zaczynają odrastać. Trzeba je obciąć, bo inaczej się wszy zalęgną.

Z westchnieniem odkleił policzek od jej piersi, a potem usiadł. Zmarnował dwie zapałki, zanim udało mu się zapalić lampkę okopową, a od niej papierosa. Zaciągnął się mocno: najpierw zapachem Iw, potem dymem tytoniowym. Ustawił lampkę tuż przy materacu. Iw przewróciła się na brzuch, a on odruchowo dotknął jej mokrych pleców. Kiedy uniosła się na łokciach, w zagłębieniu między jej piersiami zalśniły krople potu. Odgarnęła sklejone włosy z twarzy.

– Zimno – mruknęła. – Przykryj mnie kocem. Tylko odwróć na drugą stronę, bo jest cały mokry.

Spełnił jej prośbę, a potem podał jej zapalonego papierosa. Nie chciała.

– Musisz… – odezwał się po raz pierwszy od dłuższego czasu. – To taki rytuał.

– Wcale nie. To tylko głupie przyzwyczajenie. Magda mówiła, że kiedyś wszyscy tak robili: kochali się, a po wszystkim zapalali papierosa. Jeżeli było ciepło, to nago wychodzi na balkon.

– Magda jest stara. I nie ma już balkonów.

Iw odwróciła się na plecy.

– Co z tego? Magda jeszcze pamięta te, jak je nazwałeś, rytuały.

– Myślisz, że nadal w nie wierzy?

Zaśmiała się.

– Nie. Kobiety nie wierzą w takie rzeczy.

– A ty? Wierzysz?

– Przecież jestem kobietą. Tylko młodą.

– Masz rację. To tylko nam się wydaje, że kolejność zdarzeń ma jakiś porządek.

Spojrzała mu w oczy.

– Mateusz, jesteś dla mnie za mądry. Mów, tak jak inni chłopcy. Mów jakieś głupoty.

– Na przykład jakie?

– Nie wiem. Wymyśl coś. – Zasłoniła twarz kocem i dodała: – Powiedz, jak smakuje moja cipka?

– Jest słodka…

Zaśmiała się, wysunęła dłoń spod koca i dotknęła jego ust.

– Dobra. Nie było pytania.

– Naprawdę! Jest słodka.

Iw odsłoniła twarz.

– Widzisz? – szepnęła. – Tak też można rozmawiać.

Ponownie skryła twarz pod kocem.

– Mów tak do mnie dalej… Nie chcę słuchać nic smutnego.

Mateusz zgasił papierosa i sięgnął po lampkę okopową. Pochylony nad Iw zsunął z niej koc i oświetlił nagie stopy dziewczyny. Wolno przesuwał lampę, a nikły płomień ślizgał się na jej spoconym ciele. Kiedy kropla nafty spadła na jej brzuch, Iw syknęła ze złością.

– Sparzysz mnie!

Blask lampki zawisł nad jej piersiami. Mateusz patrzył, jak pod wpływem ciepła znika wilgoć z jej skóry. Iw złapała go z rękę i przesunęła lampkę blisko twarzy. Zdmuchnęła płomień i w zupełnej ciemności powiedziała:

– Ja wiem, co ty robisz. To kolejny męski rytuał, który odprawiasz. Tym razem na pożegnanie.

Milczał. Resztki dymu z lampki przepłynęły po jego nieruchomej twarzy.

– Ale ja się na to nie zgadzam! – krzyknęła Iw. – Słyszysz? Nie zgadzam się. Nie będzie żadnych rytuałów. I pożegnań nie będzie… Przed chwilą się kochaliśmy. Teraz masz mówić jakieś głupoty. Tak jak wszyscy.

Niezdarnie objął ją rękoma, ale natychmiast się wyrwała. Odwróciła się plecami do Mateusza, zagrzebała pod kocem. Wstał, ponownie zapalił lampkę. Stanął nad ubraniami rozrzuconymi na podłodze. Zebrał własne, zwinął i wsunął pod pachę. W drugą rękę ujął karabin. Odwrócił się do niej. Patrzyła spod kołdry na tego nagiego mężczyznę z karabinem i zawiniątkiem ubrań wciśniętych pod pachę. Potrzebował wolnych rąk, więc odstawił karabin pod ścianę i zaczął się rozglądać bezradnie. Podrapał się po głowie.

– Gdzie ja to postawiłem…

Wstała i nago przeszła dwa kroki do metalowej szafki pod ścianą. Wróciła do niego z wiaderkiem pełnym zjełczałego smalcu. Postawiła je między jego stopami. Wyjęła ubranie z jego rąk i również położyła na podłodze. Potem zaczęła wolno nacierać jego ciało tłuszczem. Po wszystkim wytarła dłonie o piersi. Pomogła mu założyć spodnie, podartą koszulkę i dwie bluzy, w tym jedną z kapturem. Potem jeszcze dodatkowe spodnie podbite psim futrem i taką samą kurtkę. Pomogła zapiąć kamizelkę taktyczną, sprzączki oporządzenia, zawiązała sznurowadła w ciężkich butach z kolcami. On poddawał się tym wszystkim ruchom z wyrozumiałością dziecka. Niczego nie dotykał. Był jej wdzięczny, że pozwoliła zachować swój zapach na jego dłoniach. Teraz Mateusz poniesie ten zapach pustymi korytarzami schronu na zimne pustkowia. Kiedy zapragnie ogrzać dłonie przy ognisku, zdejmie rękawice i poczuje jej zapach na palcach. Stojący obok mężczyźni nie będą wiedzieć, dlaczego Mateusz się uśmiecha. To będzie tajemnica zaklęta w zapachu. Ślad wiszący w powietrzu, po którym do niej wróci.

Iw klęła w myślach, że jednak poddaje się tym wszystkim rytuałom. Pożegnała go pocałunkiem. A potem już poddała się zupełnie i zaczęła płakać.

 

 

Dopiero odór ciemnych uliczek schronu uzmysłowił Mateuszowi, że właśnie opuścił świat pachnący Iw i za chwilę znajdzie się w dobrze znanym świecie mężczyzn, wypełnionym odorem przetrawionego alkoholu, potu i metalu. Znów będzie poruszał się po omacku w świecie, którego kiedyś tak bardzo pragnął, a teraz nienawidził z całego serca. Kiedyś to przejście bywało bardziej bolesne: jakaś część Mateusza otwarcie się buntowała, pragnęła na zawsze pozostać w świecie oswojonym dotykiem dłoni, dobrze znaną linią rysowaną opuszkami palców wokół piersi Iw, smakiem jej śliny i zapachem włosów.

Ten inny Mateusz zawsze gasił niewesołe myśli mocnym uściskiem, zamykanym na metalowej poręczy schodów, musztardówce lub kolbie wysłużonego kałasznikowa. To on zabraniał się odwracać i patrzeć na inne światy. W końcu to za jego podszeptem Mateusz po wejściu do baraku żołnierzy umył dłonie w ustawionym pod ścianą wiaderku z wodą.

Koniec

Komentarze

Właściwie to całkiem fajnie, klimatycznie, postapokaliptycznie, jak sam napisałeś, leniwie i niespiesznie. Co oczywiście nie jest wadą. Czy interesująco? Nie wiem, bo fragment za krótki, oryginalnych elementów raczej nie zawierający. 

Napisane dobrze, poza okropną zaimkozą: 

Wróciła od niego z wiaderkiem pełnym zjełczałego smalcu. Postawiła je między jego stopami. Wyjęła ubranie z jego rąk i również położyła na podłodze. Potem zaczęła wolno nacierać jego ciało tłuszczem. 

To najbardziej jaskrawy przykład, ale z całego fragmentu można wywalić ze cztery tony zaimków dzierżawczych. Trzeba koniecznie przejrzeć tekst pod tym kątem. A reszta w porządku.

Pozdrawiam! 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Troszkę krótkie i w zasadzie nie wzbudziło we mnie żadnych emocji, ale nie mogę narzekać, bo jak sam uwzględniłeś… to fragment. 

 

Co do stylu to piszesz fajnie. Czytanie mi się nie dłużyło. Najbardziej zaciekawiły mnie dialogi… takie proste i płynne, że aż przyjemne :)

Kiedyś dostanę Nobla, zobaczycie.

Czytało się nieźle, ale trudno wyrazić jakąś opinię o krótkiej scenie opisującej rozstanie nieznanych mi ludzi, w świecie, którego nie znam.

Choć zaznaczasz w przedmowie, że cała powieść jest podobna do zaprezentowanego fragmentu, to aż mi się nie chce wierzyć, że całość składa się z podobnych pożegnań.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dzięki za opinie!

Thargone, masz absolutnie rację – całość jest do czyszczenia.

Borowik, fajnie, że zaciekawiły Cie te szczekające dialogi ;)

 

Reg, miałem na myśli podobny sposób patrzenia na opowieść: emocjonalny i do środka. Następnym razem wrzucę dłuższy kawałek. Zastanawia mnie jedna rzecz: czy światwpełniopisany i kontekst jest niezbędny do określenia emocji pomiędzy dwojgiem ludzi?

Konieczne nie są, Algirze, ale lubię wiedzieć więcej. No i nie przepadam za fragmentami, bo nigdy nie wiem, jak to, co przeczytałam, ma się do całości.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Mnie się podobało :)

Nowa Fantastyka