- Opowiadanie: cichy0 - EI-prak

EI-prak

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

EI-prak

Obcy przybyli pod osłoną nocy. Myśleli chyba, że nic nie zobaczymy i nic nie usłyszymy. Mylili się bardzo – nie daliśmy się zaskoczyć.

Obserwowaliśmy, jak zatrzymali się na skraju naszego świata i uruchomili te swoje krwiożercze, ssące maszyny. Przytłumione buczenie rozeszło się falą, gdy rozpoczęli proces destrukcji biosfery. Do rana pozbawili nas połowy tlenu i połowy przestrzeni życiowej – później nastąpił atak. 

Kilka oddziałów tępych i powolnych olbrzymów, ubranych w fikuśne kostiumy i uzbrojonych w dziwaczne wysięgniki, rozpoczęło masową łapankę. Do niewoli najpierw dostał się mój ojciec, moja matka, następnie ja i cała nasza kolonia.

Stłoczeni, zgnieceni, załadowani na ich transportowce, jechaliśmy jak rzeczy, przedmioty… śmieci. 

Wyładowali nas gdzieś, gdzie ledwo mogliśmy oddychać. W jakiejś innej przestrzeni, nieprzyjaznej, ciasnej i brudnej. Najpierw, leżeliśmy poskładani na sobie, oświetleni ostrym blaskiem jarzeniówek. Później, zaczęli nas wyciągać, jednego po drugim. Uciekaliśmy i kluczyliśmy jak tylko mogliśmy – wszystko na nic.

Widziałem przerażenie w oczach mych braci, gdy stalowe wysięgniki nurkowały, raz po raz, do owalnego schronu – miejsca naszego uwięzienia – i, z mechaniczną precyzją, wyłapywały po kolei lud EI-prak. 

 Za każdym razem, gdy jeden z moich braci lądował poza naszym więzieniem, słychać było przytłumione dudnienie, przerażający odgłos odbywających się egzekucji. 

A więc tak to wszystko się skończy? Taki kres przyjdzie na nasz świat, naszą cywilizację? Ostateczna zagłada? Myśli kołatały się w mojej głowie, w nieustannej gonitwie, gdy lawirowałem między stalowymi chwytakami obcych.

 

***

 

W naszym więzieniu mocno przerzedziło się już, gdy zgasły światła i umilkł cały świat. Resztki niedobitków stłoczyły się na środku owalnego schronu, w którym nas przetrzymywano. Strach przed nieuniknionym nie dawał nam zasnąć, zapadliśmy tylko w stan braku aktywności, letarg, drzemkę prawie. 

 

***

 

Jarzeniówki na powrót rozbłysły, gdy wysięgniki znów rozpoczęły morderczą pracę. Mego ojca pochwycili dzień wcześniej, moja matka rano jeszcze żyła.

Dostrzegłem jak, resztkami sił, stara się uciec, przed ścigającym ją stalowym pazurem obcego. Wyprułem, z jednego krańca naszej celi na drugi, w ostatniej chwili odpychając ją, całą masą półtorakilogramowego ciała. Poczułem, jak zimna stal pochwyciła mnie i uniosła w kierunku jarzeniówek. Olbrzym trzymał mnie w swoich szponach, ukazując innym wielkoludom. Położył mnie na brzuchu. Zobaczyłem cień czegoś monstrualnego, unoszącego się posępnie, do ciosu. Dudnienie nadeszło jakby z wnętrza mojej głowy, nocyreceptory rozszalały się na chwilę.

Zapadając się w kojącą ciemność, usłyszałem jeszcze – Wypatroszyć rybkę, proszę pani? – Później cisza. 

 

Koniec

Komentarze

Jest jakiś pomysł, ale zbyt szybko się domyśliłam, chociaż raczej obstawiałam śledzie.

Za późno pomyślałam o nazwie ludu. ;-)

Napisane całkiem przyzwoicie.

Babska logika rządzi!

Święta za pasem, więc łatwo się domyślić, że to tekst z nimi związany. Czytało się całkiem nieźle.

 

oświe­tle­ni ostrym świa­tłem ja­rze­nió­wek. –> Nie brzmi to najlepiej.

 

do na­sze­go owal­ne­go schro­nu – miej­sca na­sze­go uwię­zie­nia… –> Powtórzenie.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Ale ładnie nawiązujesz do nadchodzących świąt :d Mnie osobiście krew bulgocze jak widzę te wszystkie ryby ściśnięte na jednym metrze kwadratowym, dlatego czytając, czekałam na jakieś rybie powstanie (vive la rybolution!), może nawet zemstę… No ale się nie doczekałam.

 

Tekst ponury, więc dla mnie lektura zadowalająca. Przygnębiający klimat wcale nie tak łatwo stworzyć, ale Tobie nieźle wyszło.

Przydałoby się więcej dialogów!!

 

Żartowałem :P

 

Z początku myślałem, że ludzie wyłapują kosmitów. Jakieś gryzonie czy coś w tym stylu ;) Ryby ciut zaskoczyły, bo w sumie nie ma tutaj fantastyki. Chyba że za fantastykę weźmiemy życie społeczne karpia :D No ok, przyznaję, jest to jakieś uzasadnienie.

 

Do tekstu jako takiego nie mam zastrzeżeń. Jest ok.

Okolicznościowy ten szorcik ;)

Zawsze się zastanawiam, czy przy takich tekstach można się czepiać zasad funkcjonowania świata przedstawionego, czy można wytykać znajomość nazewnictwa/zjawisk, które karp ze względu na swoje aparaty ruchu nie są w stanie poznać?

Potem jednak stwierdzam, że to nie o to w tym wszystkim chodzi. Był tutaj pewien postulat, do którego się przychylam :)

 

Wykonanie ok.

 

Pozdrawiam

Czwartkowy Dyżurny

 

 

“Wyładowali nas gdzieś, gdzie ledwo mogliśmy oddychać. W jakiejś innej przestrzeni, nieprzyjaznej, ciasnej i brudnej. Najpierw[-,] leżeliśmy poskładani na sobie, oświetleni ostrym światłem jarzeniówek. Później[-,] zaczęli nas wyciągać, jednego po drugim. Uciekaliśmy i kluczyliśmy jak tylko mogliśmy – wszystko na nic.”

 

“Mego ojca pochwycili dzień wcześniej, moja matka rano żyła jeszcze.” – dziwny szyk, który dodatkowo wywołuje efekt rymu.

 

Interpunkcja Ci pływa, na przykład tu jest zdecydowanie nieprawidłowa:

“Dostrzegłem[-,] jak resztkami sił, stara się uciec[-,] przed ścigającym ją stalowym pazurem obcego. Wyprułem[-,] z jednego krańca naszej celi na drugi, w ostatniej chwili odpychając ją[-,] całą masą półtorakilogramowego ciała.” – do tego “resztkami sił” albo wydzielone przecinkami z obu stron, albo wcale.

 

Zastanawiałam się, do czego to zmierza a że cały czas miałam skojarzenie z maskotkami które się wyciąga z automatu, nie domyśliłam się, o co chodzi ;)

Zabawnie się czytało, zważywszy na zbliżające się święta.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

@Finkla, 

 

Tak myślałem, że się szybko domyślisz ;) Ciesze się, że rozszyfrowałaś tytuł i że w miarę dobrze się czytało :) Dzięki za odwiedziny 

 

@Reg, 

 

Dzięki za poprawki :) Ciesze się, że w miarę bezboleśnie przebrnęłaś. 

 

@Żongler, 

 

Dzięki za odwiedziny. Muszę się przyznać, że mi niestety pomysł na taki tekst wpadł, jak byłem jeszcze w liceum. Dorabiałem sobie na stoisku z rybkami – byłem tym dudniącym nawet :( Tym tekstem chciałem chociaż trochę odkupić swoje winy ;) (Coś jak Clint Eastwood w Gran Torino, ale na duuuuuuuuuużo mniejszą skalę). 

 

@Silver_advent 

 

Dzięki za odwiedziny. Element fantastyczny polega na tym, iż starałem się pośrednio nawiązać do teorii symulacji oraz teorii wieloświatów/światów rónoległych. Nigdy nie wiadomo czy my nie pływamy sobie w takim stawie i ktoś w końcu po nas nie przyjdzie ;)

 

@Blacktom, 

 

Dzięki za odwiedziny. Jeżeli chodzi o moje teksty to można a nawet trzeba się czepiać. Niemniej pozostawienie sobie, przez Ciebie, tej możliwości w zanadrzu, również doceniam. Ciesze się, że podobał się ten shorcik. 

 

@Joseheim,

 

Dzięki za odwiedziny i korekty. Muszę przyznać, że u mnie rzeczywiście interpunkcja kuleje. Muszę nad tym popracować. Ciesze się, że tekst zaskoczył i być może ciut rozbawił. 

 

Peace! 

Przeczytałam pierwsze zdanie i byłam pewna, że Obcy to Obcy, a później… zaskoczenie. Miłe zaskoczenie, bo tekst fajny i przyjemnie się czytało. Taki morderczo – świąteczny klimat. Podobało mi się. :)

Gdy czytam szorta, w którym na początku jest jakiś Armagedon, to podświadomie czekam na twista.

No i nie zawiodłem się, tylko trudno mi było rozwikłać, o jaki gatunek chodzi. Tu mnie zaskoczyłeś, więc na plus.

Nieźle napisane, tylko zgrzytają mi te jarzeniówki, patrząc z punktu widzenia ryby. 

A druga sprawa, to rodzice, których ryby zwykle nie znają. I tu upatruję fantastyki.

@AQQ, 

Dzięki za odwiedziny :) Fajnie, że tekst Ci się podobał :) 

 

@Trico, 

Dzięki za odwiedziny. Ciesze się, że tekst przypadł Ci do gustu :) 

Co do rodziców – to jest taka karpiowa/mroczna wersja Finding Nemo. Nemo znał tatę ;-)

Ja w przeciwieństwie do większości domyśliłem się bardzo szybko, bo już przy drugim akapicie. Coś mi tam zaświtało, zerknąłem na tytuł i już wszystko stało się jasne. Może jestem wyczulony bo sam kilka dni temu wrzuciłem tekst z podobną zabawą perspektywą, albo po prostu miałem nosa, nie wiem. Stylistycznie nic więcej nie wytknę poza tym co już zostało powiedziane. No, poza drobną uwagą, że to nagromadzenie “nie” na samym początku trochę mnie ukuło i wybiło z rytmu.

Tekścik króciutki, przez brak elementu zaskoczenia (w moim przypadku) trochę nijaki, ale zamysł, wbrew klimatowi, sympatyczny.

@Nessekantos, 

Dzięki za odwiedziny i Twój komentarz :)

Doceniam zwrócenie uwagi na kwestię rytmu w początkowej części shorta. 

 

Peace!

 

Czytało się nieźle, puenty od razu się nie domyśliłem, więc tu mnie chwyciłeś ;) Zamysł niezły, też ciekawie przedstawiony, nawet jeśli nie jest odkrywczy. Ode mnie masz klika, głównie za to zaskoczenie i przyjemny odbiór tekstu ;)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

@NowhereMan,

Dzięki za klika. Ciesze się, że tekst przypadł Ci do gustu i zaskoczył ;) 

 

Peace!

Udało ci się mnie zaskoczyć. Wizja najazdu kosmitów zazgrzytała dopiero przy półtorakilogramowym ciałku, ale i tak nie wpadłam na ryby ;)

 

gdy jeden z moich braci, czy sióstr, lądowałli poza naszym więzieniem – lub – 

gdy jeden z moich moi bracia czy siostry, lądowały poza naszym więzieniem

 

moja matka rano jeszcze żyła . ← spacja przed kropką nope

 

jak zimna stal pochwyciła mnie i uniosła, w kierunku jarzeniówek.

 

Olbrzym trzymał mnie w swoich szponach, ukazując innym wielkoludom. Położył mnie na brzuchu. Zobaczyłem cień czegoś olbrzymiego

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

@Naz,

Ciesze się, że udało mi się Ciebie zaskoczyć :) Dzięki za korektę i klika :)

Mam pytania a propos poprawek:

 

  1. jak zimna stal pochwyciła mnie i uniosła, w kierunku jarzeniówek. 

Dlaczego nie może być przecinka w tym miejscu ? Możesz uzasadnić ? 

 

  1. Za każdym razem, gdy jeden z moich braci, czy sióstr, lądowali

Możesz uzasadnić, dlaczego powyższa forma nie jest prawidłowa ? 

Dzięki za dodatkowe uzasadnienie. Nie kwestionuje tych korekt, niemniej może czegoś nowego się nauczę jeżeli dodatkowo uzasadnisz swoje poprawki :) 

 

 

 

 

 

Ciekawa opowiastka. Równie ciekawie zakończona :) Na początku myślałem, że chodzi o inwazję, a tu taki ,,zwrot,, akcji :) Inaczej czyta się pierwszy raz a inaczej drugi. Prawie wszystkie błędy już wyłapano, ale trochę nie podchodzi mi ta wiedza ryby. Dosyć dużo wie, jakby to był człowiek. Raz słowa zbliżają się do ewentualnej ,,wiedzy,, ryby, a raz są bliżej temu co my wiemy. Osobiście tylko to mnie uderzyło w opowiastce, a tak to jest ciekawie :)

Paint it black

@Cerucie, cieszę się, że szorcik Ci się spodobał. Tok myślenia ryby trochę, siłą rzeczy, musiałem przekonwertować na ludzką modłę. Najważniejsze było dla mnie to , aby ukazać, że człowiek jest dla takiego karpika kimś, mniej więcej, takim jak dla nas obcy :-)

Służę wyjaśnieniem.

 

jak zimna stal pochwyciła mnie i uniosła, w kierunku jarzeniówek. ← nie ma tutaj żadnego uzasadnienia dla przecinka. Nie wprowadzasz zdania podrzędnego, nie wymieniasz żadnych cech/przedmiotów, nie ma żadnego słowa, które warunkuje przecinek. Pochwyciła mnie i uniosła w kierunku jarzeniówek, porwał mnie do tańca, cisnął ją w kierunku bramki, zapadł się pod ziemię ← wszystkie te zwroty łączy to, iż są jedną częścią składową/jednym zdaniem.

 

Za każdym razem, gdy jeden z moich braci, czy sióstr, lądowali ← po pierwsze, tutaj też nie ma żadnego uzasadnienia dla przecinka – lądowali to pierwszy czasownik w zdaniu. Po drugie, podmiotem jest “jeden”. Jeden nie może “lądowali”. Jeden lądował, ale po wspomnieniu o siostrach, lądował nie będzie poprawną formą, nie obejmie bowiem zbioru złożonego z rzeczownika męskiego i żeńskiego. Dlatego podałam dwa inne przykłady, jak możesz z tego wybrnąć ;) Korektor czy znawca języka wyjaśniłby to zapewne lepiej i odwołał się do słownika, ale jestem pewna, że się nie mylę.

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

Fajny pomysł, czytało się dobrze :)

Szkoda, że na koniec rybki nie wzięły odwetu. “Mordercze karpie w supermarkecie” – ino wziąć jakiegoś Jordana Downey’ego, żeby horror klasy B nakręcił :P

Dobrze się czytało szorta. Podczas lektury luźno skojarzyło mi się z Wojną Światów. Wykonanie okej, pomysł z twistem uśmiecha. Jeden zarzut: one nie mają głosu, więc tym bardziej nie potrafią pisać – to oczywiście żart. ;-)

Ryby potrafią pisać! W jednym moim tekście mam list od flądry. ;-)

Babska logika rządzi!

Ha! Rzeczywiście flądry to wyjątkowe ryby. ^^

@Naz,

Dzięki za dodatkowe wyjaśnienia. Brzmi logicznie. Dokonałem poprawek.

 

@Karol123, 

Ciesze się, że podobał się short. Być może skrobnę dla jaj kiedyś taki tandetny horror :) 

 

@Blackburn, 

Ciesze się, że podobał się short :) 

Do rana pozbawili nas połowy tlenu i połowy przestrzeni życiowej – później nastąpił atak. 

Kilka oddziałów tępych i powolnych olbrzymów, ubranych w fikuśne kostiumy i uzbrojonych w dziwaczne wysięgniki, rozpoczęło masową łapankę. Do niewoli najpierw dostał się mój ojciec, później moja matka, później ja i cała nasza kolonia.

Stłoczeni, zgnieceni, pozbawieni tlenu, załadowani na ich transportowce, jechaliśmy jak rzeczy, przedmioty… śmieci. 

Dość szybko domyśliłam się, że będzie przewrotnie, więc dużego zaskoczenia nie było. Przy okazji przypomniał mi się pewien drabble z podobnym motywem (bohaterem też był karp) ;)

Przyjemny, okolicznościowy szort, do przeczytania.

@Anet, 

Dzięki za odwiedziny i komentarz. Słusznie zauważone powtórzenia :)

 

Peace!

Jeżeli miało być śmiesznie to nie wyszło. Było za to smutno i prawdziwie, zwłaszcza na końcu, kiedy zaskoczyłem o co Ci chodziło.

Bardzo dobry szort.

F.S

@FoloinStephanus,

 

Dzięki za odwiedziny i komentarz. Nie miało być śmiesznie, a właśnie raczej miało potrząsnąć trochę  na smutno (i to jeszcze najlepiej z zaskoczenia).

 

Dziękuję za słowa uznania.

 

Peace!

 

 

Nowa Fantastyka