- Opowiadanie: wojownik cieszy - Wyczekana

Wyczekana

Dzięki śniąca i Mytrix za pomoc. Uwaga, trochę wulgaryzmów.

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Oceny

Wyczekana

 

Kiedy drzwi do baru „Gorzko i słodko” otworzyły się, natychmiast dało się odczuć mróz panujący na zewnątrz. A wszystko za sprawą rozwścieczonego, przeszywającego kości, zimnego wiatru.

Oczy wszystkich obecnych skierowały się ku wejściu, ale nikt się nie pojawił. Najgrubszy z czteroosobowej grupy dowodzonej przez Harlana Tornstena nie wytrzymał.

– Właź psi synu, chyba że nie kochasz życia! Ziąb leci do środka!

Właściciel knajpy z trudem przełknął ślinę. W progu pojawił się mężczyzna, który nie reagował na wyzwiska Grubasa. Miał na sobie podniszczoną, skórzaną kurtkę w kolorze brązowym. Spodnie i buty eleganckie, ale też już nie pierwszej nowości. Ciemne okulary zakrywały oczy nowego klienta. Mimo, że w pomieszczeniu było ciepło, to z głowy mężczyzny nie zniknął zielony beret.

– I co, złamasie? Ściągaj te łachy i wrzucaj je teraz do kominka! Cały lokal wyziębiła ta łachudra! – kontynuował marudzenie tłuścioch.

– Nie interesuj się tym parszywcem, tylko rzucaj karty na stół, Grubasie zalany! Ile mamy czekać?! – jeszcze głośniej krzyknął dowódca grupy.

Spaślak wyłożył karty i cała zgraja eksplodowała śmiechem.

– Jednego mniej do zaorania! – Walnął w stół Harlan, nie przestając chichotać. – Dobra, Grubasie. Siedź teraz i patrz, jak grają mistrzowie. Psia jego mać! Nie rozdawać kart! Za chwilę wracam. Idę po sikacza.

Do baru dokuśtykał nowy gość, a po chwili dołączył do niego Tornsten. Zlustrował przybysza od góry do dołu i pokręcił głową. Następnie pytająco spojrzał na właściciela baru, z którego twarzy, odkąd w pubie pojawił się nowy klient, nie znikał niepokój. Siedzącemu na podwyższonym krześle Peterowi sytuacja również wydawała się dziwna.

Przybysz złożył zamówienie bez słów, jedynie gestykulując.  Ted podał mu piwo i papierosy, zgodnie z tym, co wskazał klient.

Harlan szturchnął kulawca w ramię.

– Nie umiesz mówić, nędzna gnido, czy głupa rżniesz?

Kulawiec nie zareagował. Jak gdyby nigdy nic przekładał zakupione papierosy do srebrnego, metalowego pudełka.

– Swoją drogą, fajna kurtałka. Belstaff, Black Prince. Mój dziadek taką nosił przed wojną, tylko tamta była zadbana. Ciekawe komuś ją zwędził? – Harlan beknął, zabrał piwo i wrócił do swoich kompanów.

Przybysz natomiast sztywnym, nienaturalnym krokiem udał się w stronę oddalonego stolika. Stamtąd mógł obserwować pozostałe osoby.

Peter, już lekko podchmielony, wytrzeszczył oczy.

– Ted, co to było? Gość wygląda jak widmo. Ale miałeś minę, kiedy wchodził. Powiedz mi, co z nim nie tak? – Przechylił kufel piwa i wlał w siebie sporą zawartość.

W lokalu nieprzerwanie było słychać przekrzykujących się towarzyszy Harlana. Nie ograniczali wulgaryzmów i ciętych ripost. Po przeciwnej stronie sali, grupa studentów rozgrywała kolejną już partię bilarda. Nie wypadali oni gorzej na tle bandy. Bile trzaskały z ogromną siłą, a krzyk przeplatany z wybuchami śmiechu dowodził, że alkohol jest pochłaniany na bieżąco i w dużej ilości. Szczególnie dziewczyny. One miały już zdrowo w czubie.

– Ten facet już tu kiedyś był – zaczął cicho Ted i pokręcił głową. – Dziwna sprawa. Aż trudno w to wszystko uwierzyć.

– No dajesz, Ted! Chętnie posłucham! – Peter nie krył zaciekawienia i podekscytowania.

– I tak w to nie uwierzysz. Mówię ci, cholernie dziwna sprawa…

– Ted, no błagam! Gadaj w czym rzecz! – Peter walnął w ladę. Im dłużej barman wykręcał się od odpowiedzi, tym bardziej miłośnik złotego trunku chciał usłyszeć historię.

– Dobra, niech będzie – zgodził się barman, polerując kufle po piwie. – O ile mnie pamięć nie myli, wydarzenie miało miejsce dwa lata temu. Był środek tygodnia. W barze znajdowali się trzej mężczyźni około trzydziestki. Przysłuchiwałem się, o czym gadają. Co niby miałem wtedy innego do roboty? Pamiętam, że jednemu z nich o imieniu Ben, właśnie urodził się dzieciak. Jadaczka mu się nie zamykała. Opowiadał jaki to jego syn będzie sportowiec, że jak tylko dzieciak zacznie biegać, to zapisze go do drużyny piłkarskiej, a jak już trochę dorośnie, na pewno zostanie sławnym zawodnikiem. Mówił, że chłopiec jest do niego podobny i nie będzie się mógł opędzić od wielbicielek. Jego kufel stał pełny, a on ciągle nadawał. Towarzysze słuchali i ja, chcąc nie chcąc, razem z nimi.

– Wybacz Ted, że ci przerwę… Ale jaki to, do ciężkiej cholery, ma związek z tym parszywcem? – Peter kiwnięciem głowy wskazał nowego gościa.

– Spokojnie, poczekaj. Wszystko ci wytłumaczę, cierpliwości.

Grający w bilard nagle się ożywili. Dziewczęta zaczęły klaskać i kręcić głowami z niedowierzaniem. Ktoś nawet zagwizdał, tak że aż w uszach zadźwięczało. To jeden z chłopaków wbił trzy bile naraz. Grubasowi ten zgiełk zdecydowanie się nie spodobał. Spojrzał znacząco w stronę młodych, a ci natychmiast przycichli. Harlan natomiast zachęcał pozostałych kompanów, aby szybciej odkrywali karty. Przekleństwami i wyzwiskami, jak na bandziora przystało.

Ted kontynuował.

– Świeżo upieczony tata nawijał, a koledzy tylko ze zrozumieniem kiwali głowami i popijali browarem. Wtedy wszedł nasz nowy kolega. Kulawiec, jak go dzisiaj nazwał ten gruby od Harlana. Tatusiek szybko się uciszył. A minę miał taką jak pewnie ja dzisiaj. W każdym razie przerażony był. Kulawiec podszedł wtedy do baru i wykonał te same czynności, co dzisiaj, nawet usiadł w tym samym miejscu. Ubrany był jak teraz; kurtka, spodnie, buty. Pamiętam, że koledzy tatuśka byli zdezorientowani.

 

***

 

– Ben, czemuś tak zbladł na widok tego gościa? – zapytał mężczyzna o blond włosach.

– Panowie, nie uwierzycie w to, co wam teraz powiem. Niech mnie ciężarówka przetrąci, jak choć trochę zełgam.

– No dajesz, Ben! – rzucił drugi mężczyzna. Słuchacze przysunęli się bliżej do tatuśka.

– Kawał czasu temu, jak jeszcze popuszczałem w majtki, ojciec zabrał mnie na zakupy do miasta. Staliśmy później na rogu ulicy, bo ojciec spotkał kumpla z młodości. Oczywiście musieli sobie powspominać stare dzieje, co średnio mi odpowiadało. Strasznie zanudzali. Wtedy przeszedł obok nas ten oto typ – Cała trójka powędrowała wzrokiem za klientem w skórzanej kurtce. – O ile mnie pamięć nie myli, to ubrany był podobnie. Trochę się tylko postarzał. Zwróciłem wtedy na niego uwagę ze względu na to specyficzne kuśtykanie. Pomyślałem, że być może to były żołnierz i ktoś mu uszkodził nogę w strzelaninie. Minął nas, a z naprzeciwka akurat zbliżała się banda chuliganów. Krzyczeli, rzucali wyzwiskami. Ojciec odruchowo przyciągnął mnie do siebie. Jeden z grupy chuliganów wyróżniał się na tle pozostałych, szedł z przodu, był bardzo pewny siebie, dało się to odczuć po jego zdecydowanych ruchach. Zmierzał w kierunku kuśtykającego. Wyczuwałem, że coś złego się wydarzy. Ojciec ściskał coraz mocniej moje ramię. Potem chuligan, całym ciałem, w brutalny sposób, wpadł na kuśtykającego przechodnia, przewracając go na ziemię. Ale na tym się nie skończyło. Bandzior wydarł się: „Kurwa! Jak łazisz ty połamańcu! Ślepy jesteś!?” Kulawiec podniósł się z trudem. Założył beret na głowę, poprawił okulary na nosie i ruszył w stronę oprycha. Nie zatrzymując się, uderzył go mocno w szczękę. Ten równo z ciosem poleciał na chodnik i uderzył głową o krawężnik, tracąc zresztą przytomność. Banda ruszyła na kulawca. Kopali go niemiłosiernie. Po głowie, żebrach, gdzie popadło. Kiedy ten już dawno się nie ruszał, oni jeszcze nie przestawali go okładać. Bardzo się przestraszyłem. Nikt ze świadków nie miał odwagi mu pomóc. Ojciec do dzisiaj ma żal do siebie, że stchórzył. Kiedy przyjechała policja i pogotowie, było już za późno. Kulawiec nie żył. Zatłukli go! Ale co się okazało, bandzior, który oberwał w mordę, również zmarł. Dwa trupy naraz, w biały dzień. Teraz mnie rozumiecie, dlaczego zbladłem?

– Ja pierdolę! – wydusił z siebie jeden z kumpli. Drugi tylko kiwał głową z niedowierzaniem.

***

 

– Później ich rozmowa nie kleiła się zbytnio – kończył opowieść Ted. – Dopili piwo i poszli. Ja jeszcze długo nie mogłem przestać myśleć o tym, co usłyszałem. Z czasem jednak, historia ta uleciała z mojej głowy. Doszedłem do wniosku, że tatusiek po prostu coś sobie ubzdurał, źle zapamiętał szczegóły dramatycznego wydarzenia z dzieciństwa. Ale dzisiaj ten kulawiec znowu wrócił… Sam nie wiem.

– Wybacz Ted, ale ni cholery w to nie uwierzę. Kurwa, gość zmartwychwstał? – Peter skanował przybysza wzrokiem, a tamten nawet nie drgnął. Patrzył przez ciemne okulary, w znanym tylko sobie kierunku.

– Nie wiem, Peter. Ja tylko mówię ci to, co usłyszałem. Ale z drugiej strony, może facet nie ściemniał? Wiesz, co by to oznaczało?

Rozmówca Teda nie odpowiedział. Poprosił tylko o dwie pięćdziesiątki. Właściciel lokalu rozumiał dlaczego, sam chętnie by się napił.

W barze hałas narastał z każdym mililitrem wypitego alkoholu, szczególnie wśród studentów. Członkowie ekipy Harlana częściej spoglądali w ich stronę. Raz z zainteresowaniem, raz z gniewem w oczach.

Kulawiec zdawał się być obojętny na wydarzenia. Właśnie odpalał papierosa.

Przy stole bilardowym, rozpoczęła się żywa dyskusja. Jeden z chłopaków wpadł na pomysł, aby zrobić zawody. Zwykła gra wydawała się zbyt nudna, zwłaszcza w towarzystwie płci pięknej. Nowa miałaby polegać na tym, kto więcej razy odbije bilę od krawędzi stołu. Najpierw rywalizować mieli mężczyźni. Dziewczynom spodobał się pomysł. Zareagowały entuzjastycznie, zachęcając kolegów do zaprezentowania swoich umiejętności.

Mający sporą nadwagę bandyta obrócił się w kierunku młodzieży. Sprawy przy jego stoliku potoczyły się na tyle kiepsko, że postanowił zainteresować się czymś innym. To nie był jego dzień.  

Pierwszy do stołu podszedł najwyższy z trzech chłopaków. Ustawił białą bilę w miejscu, gdzie zaczyna się grę. Kilkakrotnie nacelował, po czym huknął z całych sił. Bila odbiła się jeden raz, drugi, po czym zatrzymała się mniej więcej w połowie stołu. Dziewczęta klaskały w dłonie. Jedna z nich pacnęła chłopaka w ramię, gratulując mu uderzenia. Mimo to wynik nie należał do najlepszych i tłuścioch o tym wiedział. Walnął otwartą dłonią o udo i wybuchnął śmiechem.

– Dziewuszki! – krzyknął. – Nie ma się co podniecać. Wasz koleżka uderzył, jakby pierwszy raz trzymał kija w dłoni! – Spojrzał na swoją bandę, ale ci nie reagowali. – Wstydź się, chuderlaku!

Podchmieleni studenci, tylko uśmiechali się na słowa Grubasa. Dziewczęta zabijały go wzrokiem, dając do zrozumienia, aby się odczepił.

Tłuścioch nerwowo zaczął pocierać dłonią o materiał dresowych spodni. Wszyscy byli przeciwko niemu. Powinien wziąć przykład z kulawca. Ten siedział spokojnie, jak zahipnotyzowany, trzymał papierosa, na którym formował się coraz dłuższy fragment siwego popiołu.

Do stołu podszedł niższy, ale za to dobrze zbudowany chłopak. Złapał za kij, posmarował końcówkę kredą. Puścił oczko do dziewczyn. Grubasowi spodobała się jego pewność siebie. Postanowił mu kibicować.

– Dajesz młody! Nie zawiedź swoich koleżanek. Popatrz jak się ślinią!

– Kurwa, Gruby! Stul pysk! – odezwał się Harlan, wpatrzony w karty. – Nie mogę się skupić. Jak chcesz im kibicować, to wypierdalaj stąd i idź klaskać z tymi flądrami!

– Dobra! –  Grubas odwrócił krzesło w kierunku studentów.

Mięśniak długo celował w bilę. Grubas zacisnął zęby, jakby za chwilę miało coś wybuchnąć. Chłopak mocno przyciągnął kij do siebie. Uderzył.

Studenci wybuchnęli śmiechem, bo kula poszybowała nad stołem, trzasnęła o podłogę i potoczyła się w stronę stolika bandy Harlana Tornstena. Grubas szybko ją podniósł i dmuchnął dwa razy na swoje znalezisko.

Zawstydzony student zastanawiał się chwilę, ale w końcu podszedł do mężczyzny z nadwagą.

– No, chłopie – zaczął Grubas. – Dzisiaj nie dane ci było zabłysnąć. Tak samo jak mi. Możemy sobie przybić piątki – Wyciągnął dłoń do studenta. Ten wahał się przez moment, ale ostatecznie odwzajemnił uścisk. Grubas zacisnął rękę na tyle mocno, że na twarzy młodzieńca pojawił się grymas bólu.

– Gruba, obleśna beczko tłuszczu! – ponownie wtrącił się Harlan. – Oddaj chłopakowi bilę, a najlepiej, to idź tam do stołu i sobie pograj razem z nimi! Serio, prosisz się dzisiaj o wpierdol!

– Kurwa, Harlan, przeginasz już! – odparł gorzko Grubas.

Przerażony chłopak zorientował się, że nie trafił na normalnych ludzi.

– Przepraszam, czy mógłby mi pan to oddać?

– Chętnie, ale widzisz… – Bandzior podrzucił bilę wysoko i ponownie ją chwycił. – Mój szef bardzo nie lubi jak mu się przeszkadza. Więc koniec zabawy na dzisiaj, zabierajcie się stąd.

Tornsten tylko się uśmiechnął na słowa kompana, po czym rzucił karty na stół. Tym razem wygrał. Teraz już cała szajka mogła przyglądać się Grubasowi i studentowi.

– Zostało nam jeszcze pół godziny gry… Oddawaj bilę! – Młodzieniec szarpnął spaślaka za rękę, a ten odruchowo ścisnął przedmiot jeszcze mocniej i wstał z krzesła.

– O ty mały siurku! – Grubas zamachnął się lewą ręką, celując w głowę studenta. Cios zatrzymał się na gardzie. – Co kurwa, jeszcze się stawiasz, gnoju?!

Grubas wypuścił bilę z dłoni. Przyjął pozycję bokserską. Wyprowadził silne uderzenie w brzuch młodzieńca. Cios doszedł celu. Chłopak zacisnął zęby z bólu, ruszył na rozbójnika o gabarytach słonia, aby nie pozostawać dłużnym we wzajemnym zadawaniu sobie bólu.

– O panowie, szykuje nam się niemała zadymka! – krzyknął ktoś od Harlana.

Szarpanina nie ustawała. Studenci nawoływali uczestników bójki do jej zaprzestania. Dziewczęta w międzyczasie ruszyły w stronę baru. Stanowczo wymusiły na barmanie, aby coś zrobił. On już wybierał numer na policję. Doświadczenie podpowiadało mu, że sprawa sama się nie uspokoi.

Chłopak, z obniżonej pozycji, uderzył przeciwnika w krocze. Ten zawył z bólu.

– Zabiję cię, skurwielu! – wykrztusił.

Chwycił chłopaka mocno i oddał mu kolanem w głowę. Zamroczony student upadł na ziemię. Krew pojawiła się na jego twarzy. Przetarł ją rękawem koszuli po czym, na czworaka, ruszył w przeciwnym kierunku sali. Grubas podążył za nim.

Kulawiec, tak jak do tej pory sprawiał wrażenie wyłączonego z życia, tak nagle ożywił się. Odłożył  papierosa do popielniczki, nie gasząc go. Swoim niezgrabnym krokiem, ale tym razem dynamicznie, zmierzał w centrum zadymy. Nabierając rozpędu, zahaczył biodrem krzesło znajdujące się przy jednym ze stolików. Część klientów zwróciła na to uwagę nie wiedząc, co kulawiec chce zrobić, albo po czyjej stronie stanie. Ten minął znajdującego się na podłodze studenta i przed sobą miał już tylko rozwścieczonego Grubasa. Bez zawahania jeszcze bardziej przyśpieszył kroku, zaciskając pięść prawej ręki. Tłuścioch natychmiast skierował na niego wzrok.

– A ten co kur… – nie zdołał dokończyć. Przyjął potężny cios w szczękę. Zachwiał się, ale zdołał utrzymać na nogach. Z jego nosa potoczyła się strużka krwi.

– Panowie, coś czuję, że zaraz będziemy musieli pomóc naszemu grubaskowi. – Zaśmiał się Harlan. Reszta kompanii zacierała ręce na myśl o zadymie.

Kulawiec stał nieruchomo. Grubas wysmarkał nos przez palce, w wyniku czego krew znalazła się także na jego koszuli i dresowych spodniach. Wyglądał jak ktoś, kto właśnie uczestniczył w poważnym wypadku samochodowym.

– Złamałeś mi nos ty, ty kaleko jebana! – Grubas był w wyraźnym szoku. Podbiegł do kulawca i złapał go podobnie jak wcześniej chłopca.

Grupa Harlana, przyglądając się bójce, miała ubaw po pachy. Barman próbował ich uspokoić, nakazał aby zabierali się z lokalu razem z Grubasem, ale to nie przyniosło żadnego efektu. Studentki  zajęły się pobitym kolegą, opatrując rany.

Mężczyzna w brązowej kurtce Belstaff nie bronił się. W końcu Grubas trafił kolanem. Kulawiec zamroczony upadł na podłogę. Napastnik usiadł na nim, przygniatając go ciężarem ciała. Zaczął uderzać. Bardzo mocno. Cios za ciosem. Krew rozlała się po twarzy tajemniczego klienta.

– Brawo, gruby! Punkt za obalenie – krzyczał Harlan. – Już jest twój!

Spaślak jednak spojrzał na zakrwawione, pocięte od uderzeń dłonie i podniósł się z ziemi. Uznał, że wystarczy. Gdzieś z sąsiedniej ulicy, docierał do baru sygnał radiowozu.

Po kulawcu trudno było poznać, czy jest przytomny. Jego twarz była zmasakrowana. Podeszli do niego dwaj studenci. Jeden z nich postanowił sprawdzić czynności życiowe.

– Żyje, ale oddech jest ledwo wyczuwalny – szepnął do kolegi. – On pilnie potrzebuje pomocy.

– Już słychać syreny. Zaraz się nim zajmą.

Po chwili usta kulawca zaczęły się delikatnie otwierać. Ranny wyraźnie chciał coś powiedzieć. Najpierw dało się słyszeć szmer i bulgotanie. To krew utrudniała wypowiedzenie słów.

– Przyszła po mnie, jest tutaj… Tak długo… kazała mi czekać…

– Kto kurwa!? – wtrącił się Harlan. – Psiarnia dopiero jedzie!

– Dwadzieścia… lat… – urwał. Nabrał powietrza po raz ostatni. – Dwadzieścia lat… czekałem… Już mogę… odejść. Pozwala mi… Odpokutowałem.

Kulawiec zamknął oczy. Odszedł.

Barman i jego rozmówca zbledli, usłyszawszy te słowa.

– A niech mnie! A więc to wszystko prawda co mówiłeś, Ted.

Barmanowi po policzku popłynęła łza, a papieros kulawca zgasnął tak, jak jego życie.

Do baru wpadła policja. Wiedzieli kogo skuć. Grubas był cały we krwi. Ratownicy próbowali odratować mężczyznę, ale jego już nie było w świecie żywych.

 

Koniec

Komentarze

Na pierwszy rzut oka ciekawa historia, ale gdzie tu element z fantastyki? Sama historia przewidywalna i bez puenty. Dialogi i akcja zosały dobrze poprowadzone, tylko po przeczytaniu miałem lekki zawód oraz pytanie z tyłu głowy ,,o co chodzi?,,. Ciężko mi coś więcej pisać, bo nie wiem za bardzo o czym to w ogóle było. Choć długość tekstu starczyła, do pokazania Twojej historii, to i tak nie dostrzegłem puenty :) Nie jestem specjalistą od poprawnej pisowni, więc tego nie próbuję oceniać :) Podsumowując, plus za jednolitość historii, płynnie to się czytało, ale minus za brak puenty, elementów z fantastyki oraz ogólnego obrazu opowieści. Gdybyś tylko dodał tę fantastykę, było by dobrze :) Ale to moja opinia.

Paint it black

Cerut

 

Dziękuję serdecznie za Twoją opinię. Znawcą fantastyki nie jestem niestety, więc nawet ciężko mi samemu ocenić, czy jest ona w tekście, czy też nie :( Chociaż będę bronił tezy, że jednak jakieś minimalne ślady owej fantastyki są. Mianowicie, kulawiec w opowiadaniu jest „jakby duchem” pokutującym na ziemi za swoje dawne grzechy. Obroną młodzieńca w barze, naprawia dawne błędy i wtedy już może odejść ze świata na dobre. Czy łapie się to pod fantastykę? Może inni czytelnicy pomogą to ocenić…

 

Pozdrawiam

Właśnie o tym mówię :) Dostrzegłem potencjał w tym Kulawcu, czekałem z niecierpliwością na zwieńczenie jego historii, spodziewając się elementu fantastyki właśnie w Tej postaci. Do momentu wyjaśnienia napięcie dla mnie rosło, ale później się okazało, że mógł najzwyczajniej w świecie przeżyć zdarzenie sprzed lat. Gdyby tylko samo to zakończenie zmienić, na bardziej fantastyczne :) A jakby zastąpić tych wszystkich bohaterów istotami wyłącznie z fantastyki? Elfy, krasnoludy, gobliny itp. Historia sama z siebie wpisywałaby się do fantastyki :)

Paint it black

Czytało się dobrze, historia wciągnęła. Pomysł raczej nienowy, przynajmniej ja mam takie wrażenie, że taki motyw widziałem już wielokrotnie.

Sprawnie budujesz napięcie, Wojowniku, dlatego czytało mi się szybko i płynnie :)

Postaci dosyć ciekawe, szczególnie spodobał mi się Grubas. Żywy, ładnie przedstawiony charakter. Fajnie też opisałeś emocje/myśli innych osób w pomieszczeniu, np. Harlana, który najpierw denerwował się na Grubasa za jego zachowanie, a potem, kiedy już wdał się w bójkę, kibicował mu. Widać, że plugawa paczka ;)

Dialogi też na plus.

 

Natomiast minusem, największym minusem, była przewidywalność tekstu. Bo widzisz, czytelnik bardzo łatwo dopowie sobie resztę historii już w połowie opowiadania. Mamy tajemniczego kulawca, który, jak wiemy z historii taty przyszłego sportowca, jest, można powiedzieć, nieśmiertelny. Mamy awanturującego się grubasa, który, łatwo się domyślić, będzie przyczyną konfliktu ze studentami. Łatwo więc jest to wydedukować, że na koniec, po bójce, kulawiec potwierdzi, że jest kimś niezwykłym-nieśmiertelnym (chociaż pokuta była dla mnie niespodzianką).

Cerut

 

Miło słyszeć, że w trakcie czytania napięcie rosło :) Co do pozostałych uwag, to przyznam Ci rację. Jak teraz sobie myślę, to faktycznie, zakończenie bardzo proste, przewidywalne, a chyba nie tego oczekuje czytelnik, zwłaszcza fan fantastyki. Będę pracował w przyszłości nad tym, aby jednak trochę bardziej zaskakiwać w końcówkach. 

Karol123

 

Dziękuję za tak obszerną opinię. Bardzo mnie cieszy, że znalazłeś w tekście tyle zalet. Szczególnie jeśli chodzi o budowanie napięcia. Podczas pisania strasznie ciężko jest określić, czy to napięcie budujesz, czy też nie. Dlatego tym bardziej cieszę się, że w jakiś sposób udało mi się to uczynić.

Jeśli chodzi o minusy, czyli przewidywalność tekstu, to pełna zgoda. Tutaj jednak wyszedł brak doświadczenia. Brakuje mi jeszcze wyczucia, co zaskoczy czytelnika, a co będzie zbyt proste i banalne. Postaram się nie zapomnieć o tym w kolejnych tekstach.

 

Pozdrawiam

Zgadzam się z Cerutem – fantastyki mogło być więcej (ale zamiana uczestników na elfy IMO niewiele by pomogła), a końcówka wyraźniejsza. Nie rzuca się w oczy, że facet w kurtce jest duchem. Raczej łatwiej uwierzyć, że przeżył starcie przed laty. Ten zaświatowy element próbowałabym jakoś podkreślić. Może śmierć bardziej widowiskowa – piwo zamarzające wszystkim w kuflach?

Sporadycznie literówka albo zgubiony przecinek, ale nie jest źle.

Babska logika rządzi!

Finkla

 

Dziękuję za opinię. No tej fantastyki, to tyle co kot napłakał, wiem. Z tym piwem zamarzającym w kuflach, spoko pomysł. Przemyślę.

Nie wiem czy będę w stanie w przyszłości zaspokoić portalowe wymagania, co do obecności fantastyki w tekstach, bo średnio się na tym znam. Moje teksty są raczej z pogranicza rzeczywistości, ewentualnie świata duchowego, przynajmniej te nad którymi pracuję obecnie. Jedyne co przeczytałem z fantastyki to wiedźmin i galeony wojny :) A tak to same kryminały, sensacje, ewentualnie trochę kinga się poczytało. Nawet na portalu sięgam tylko po te bardziej „przyziemne” opowiadania. No ale chyba będę musiał się zaangażować bardziej „fantastycznie”.

 

Pozdrawiam

Zgadzam się z uwagami i zastrzeżeniami wcześniej komentujących – mnie również zabrakło fantastyki. Ponieważ do Wyczekanej wkradło się kilka błędów i usterek, pozwoliłam sobie wypisać je poniżej.

Wojowniku, jeśli zdobędziesz się na przeczytanie kilku portalowych tekstów, jestem pewna, że niebawem będziesz umiał pisać fantastyczne opowiadania. ;)

Jeśli nie jesteś pewien swoich fantastycznych możliwości, mam wrażenie, że może Ci się przydać ten poradnik: http://www.fantastyka.pl/loza/17

 

Do baru do­kuś­ty­kał nowy gość, a po chwi­li do­łą­czył do niego Torn­sten. Zlu­stro­wał przy­by­sza od góry do dołu i po­krę­cił głową. Na­stęp­nie py­ta­ją­co spoj­rzał na wła­ści­cie­la baru, z któ­re­go twa­rzy, odkąd w pubie po­ja­wił się nowy klient, nie zni­kał nie­po­kój. Sie­dzą­ce­mu przy barze Pe­te­ro­wi… –> Powtórzenia.

 

Moj dzia­dek taką nosił przed wojną… –> Literówka.

 

zgo­dził się bar­man, wy­cie­ra­jąc ścier­ką mokre kufle po piwie. –> Nie brzmi to najlepiej.

 

Jego piwo stało pełne, a on cią­gle nada­wał. –> Raczej: Jego kufel stał pełny, a on cią­gle nada­wał.

 

To jeden z chło­pa­ków wbił trzy bile na raz. –> To jeden z chło­pa­ków wbił trzy bile naraz.

 

a ko­le­dzy ki­wa­li tylko gło­wa­mi w ge­ście zro­zu­mie­nia… –> …a ko­le­dzy tylko ze zrozumieniem kiwali gło­wa­mi

Gesty wykonuje się rękami, nie głową.

 

Oj­ciec ści­skał co raz moc­niej moje ramię. –> Oj­ciec ści­skał coraz moc­niej moje ramię.

 

Dwa trupy na raz, w biały dzień. –> Dwa trupy naraz, w biały dzień.

 

– Ja pier­do­le! – wy­du­sił z sie­bie jeden z kum­pli. –> Literówka.

 

W barze hałas roz­ra­stał się z każ­dym mi­li­li­trem wy­pi­te­go al­ko­ho­lu… –> Raczej: W barze hałas na­ra­stał/ wzrastał z każ­dym mi­li­li­trem wy­pi­te­go al­ko­ho­lu

 

Pu­ścił oczko dziew­czy­nom. –> Pu­ścił oczko do dziew­czy­n.

Oczko puszcza się do kogoś, nie komuś.

 

Stu­den­ci wy­bu­chli śmie­chem… –> Stu­den­ci wy­bu­chnęli śmie­chem

 

– Dzi­siaj nie­da­ne ci było za­bły­snąć. –> – Dzi­siaj nie­ da­ne ci było za­bły­snąć.

 

Stu­dent­ki opa­try­wa­ły już po­bi­te­go ko­le­gę, przy­kła­da­jąc do ran ko­lej­ne gazy. –> Zrozumiałam, że studentki opatrywały kolegę, używając do tego różnych gazów.

Może: Stu­dent­ki opa­try­wa­ły już po­bi­te­go ko­le­gę, oczyszczając rany tamponami gazy. Lub: Stu­dent­ki zajęły się pobitym kolegą, opatrując rany.

 

Po ku­law­cu cięż­ko było ro­ze­znać, czy jest przy­tom­ny. –> Raczej: Po ku­law­cu trudno było poznać, czy jest przy­tom­ny.

 

Bar­man i jego roz­mów­ca zble­dli po usły­sza­nych sło­wach. – Czy to znaczy, że najpierw zbladły słowa, a barman i jego rozmówca później?

Proponuję: Bar­man i jego roz­mów­ca zble­dli, usły­szawszy te sło­wa.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Fantastyki mi tu nawet tak nie brakowało (a już na pewno nie orków, elfów itp.), wystarczył mi ten subtelny zarys “duchowej” natury Kulawca, ale zakończenie rzeczywiście rozczarowuje. Szczególnie po tak zręcznie zbudowanej dramaturgii. Na duży plus obrazowość opisów barowej atmosfery i całej bójki, czułem się jakbym był na miejscu ;)

I am surrendering to gravity and the unknown.

regulatorzy 

 

Wielkie dzięki za wypisanie usterek i ich poprawienie :D Wprowadziłem korekty.

Ok, obiecuję że przyłożę się do czytania również fantastyki, szczególnie tej portalowej. No i być może w przyszłości coś z tego wykiełkuje. Dziękuję za wiarę we mnie!

 

Pozdrawiam

jganko

 

Przykro mi, że zawiodłem z końcówką. Natomiast cieszy mnie bardzo, że znalazło się w opowiadaniu tyle pozytywnych stron. Dzięki za Twój komentarz :)

 

Pozdrawiam

Wojowniku, ogromnie się cieszę, że uznałeś uwagi za przydatne. ;)

Życzę powodzenia w przyszłej pracy twórczej.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Zgadzam się, że element fantastyczny mało rzucający się w oczy. Mnie to nie przeszkadzało – gorzej, że motywu historii domyśliłem się od czasu opowieści Teda. Forma nie pomogła na nowo cieszyć się historią, a fabuła nie porwała. Więc w sumie doczytałem do końca i… Tyle.

Wykonanie kuleje, ale to już wytknęli poprzednicy.

Podsumowując: jest tu pomysł, ale porywających fajerwerków nie zaobserwowałem.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

NoWhereMan

 

Dzięki za komentarz. Wniosek, że jeszcze sporo pracy przede mną.

 

Pozdrawiam

miłośnik złotego trunku

Daj spokój xD

Studenci nawoływali uczestników bójki do jej zaprzestania.

Strasznie sztywne stylistycznie zdanie jak z jakichś akt policyjnych.

Jeden z nich postanowił sprawdzić puls.

– Żyje, ale oddech jest ledwo wyczuwalny

Co ma puls do oddechu. To wygląda jakby to własnie była konkluzja po sprawdzeniu pulsu. :/

Barmanowi po policzku popłynęła łza, a papieros kulawca zgasnął w popielniczce. Tak jak jego życie.

 

Też zgasło w popielniczce? xD

 

Napisane w miarę poprawnie, choć momentami niezręcznie. Akcja sztampowa, moim zdaniem tekst był przewidywalny i dosyć nudny. Zabrakło pomysłu.

No nieźle.

Skoneczny

 

Dzięki za wyłapanie mniejszych i trochę większych absurdów.

Co z tym miłośnikiem złotego trunku jest nie tak? :P

To sztywne zdanie spróbuję przerobić.

Co do pulsu i oddechu, to jakiś związek jedno z drugim chyba ma, chociażby taki, że zazwyczaj jak nie ma jednego, to o drugie raczej też będzie ciężko XD Chociaż lekarzem nie jestem, od razu mówię. Ale masz rację, puls nie jest od sprawdzania oddechu, w ogóle idąc dalej, to studenciaki wykazali się nieumiejętnością udzielania pierwszej pomocy. Jakoś to przerobię, aby miało ręce i nogi.

Popielniczkę usunę ze zdania i powinno być ok.

Dziękuję za opinię, jest dla mnie bardzo cenna :)

 

Pozdrawiam

Historia zaciekawia, nieźle odmalowałeś całą scenę. Finał natomiast taki… zwyczajny, pasuje, ale jest dość przewidywalny i nie wzbudza w czytelniku szczególnych wrażeń.

zygfryd89

 

Niezmiernie miło słyszeć, że historia zaciekawia no i że ją nieźle odmalowałem :D Dziękuję.

Przy finale, wiem, wiem, lont niby wypalił się do końca, ale petarda nie wybuchła, po prostu niewypał. Ale tak szczerze, chyba nie wyobrażam sobie innego końca tego opowiadania. Jak jest, tak jest, trudno. Może w przyszłości będzie lepiej.

 

Pozdrawiam

Nowa Fantastyka