- Opowiadanie: Karol123 - Czoczkowie i radosne święta

Czoczkowie i radosne święta

Takie tam świąteczne :)

 

Rysunek do opowiadanka narysował mój przyjaciel, wstawiony za jego zgodą.

 

Dziękuję Iluzji za pomoc :D

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

Czoczkowie i radosne święta

– Teraz wierzchołek! – dzieci krzyknęły wesoło.

Ania ostrożnie wzięła w dłonie szklaną, obficie obsypaną złotym brokatem gwiazdę, wspięła się na ramiona ojca i z wielkim skupieniem umieściła przedmiot na czubku choinki.

Kiedy dziewięciolatka z powrotem znalazła się na podłodze, najmłodszy członek rodziny – siedmioletni Tomek – dopytywał się, ciągnąc matkę za rękaw swetra, czy może podłączyć kabel do kontaktu.

W końcu dostał pozwolenie.

Lampki zaczęły mrugać: na żółto, czerwono i niebiesko.

Cała rodzinka Papuckich westchnęła głęboko, obserwując ładnie udekorowane drzewko.

Nagle Ania odlepiła się od zbitej w kupkę reszty rodziny.

– A co to jest? – zapytała, pokazując palcem jedną z gałęzi.

Ewa podeszła do córki.

– Co tam zobaczyłaś, kochanie? Ojej!

– Co, co? – zaciekawił się mały Tomek.

– Jacek, chodź, zobacz – Ewa poprosiła męża.

Kiedy cała czwórka zgromadziła się przed choinką, tak, że każdy miał dobry widok na miejsce wskazane przez dziewczynkę, z pachnącej gęstwiny igieł odezwał się cienki głosik:

– Dzień dobry, proszę państwa!

– Jasna cholera! – zawołał Jacek.

– Rany! – Ewa jeszcze nie uwierzyła, że nie ma omamów.

– Uuu… – Dzieci, przestraszone, odsunęły się od drzewka.

Na gałęzi, między dwiema purpurowymi bombkami, tuż obok rubinowej wstążki, znajdowała się mała istotka, nie wyższa od wykałaczki. Postać była dosyć szczupła, ale wyglądała na pełną energii; miała na sobie staromodny melonik i coś, co przypominało surdut. Zarówno ubiór, jak i zakręcony do góry wąs, jasno wskazywały na płeć stworzonka.

 

 

– Miło mi was poznać – kontynuowała istotka. – Jestem pan Czoczka. Dla was, moich przyjaciół, po prostu Czoczka. Wybaczcie, że żona nie wyszła się przywitać. Aktualnie jest, zdaje się, w negliżu.

Jacek nie mógł zignorować wyciągniętej dwucentymetrowej rączki. Przedstawiając się, podał stworkowi palec, który, o dziwo, został potrząśnięty całkiem porządnie.

– Hmm, a czy ta piękna kobieta, która lśni w blasku lampek, jest panią domu? – Czoczka ukłonił się z gracją, nisko, niemal rąbnął główką w iglasty dywan.

Kiedy Ewa przestała chichotać, oderwała dłoń od ust i przywitała się z gościem.

Tymczasem dzieci, bardziej zaciekawione niż zlęknione, wróciły, przeciskając się między biodrami rodziców.

– O, jaki fajny chłopiec i śliczna dziewczynka! – zawołał pan Czoczka. – Chcecie cukierka? Wisi, o, tutaj, tuż nad moją głową. Proszę, proszę!

– Tato, co to jest? – spytał Tomek, wybałuszając oczy.

– To jakaś zabawka? – zdumiała się Ania. Podszedłszy bliżej choinki, nachyliła się ku małemu stworkowi o karmelowym ciałku. – Och, jest żywe! – oceniła z przejęciem.

Jacek zawahał się.

– Ee… To pan Czoczka.

– Dla was po prostu Czoczka. Kochanieee! Wystroiłaś się już?! Czoczęta! Zebranie rodzinne na trzeciej gałęzi!

– Która to, tato? – z górnej części choinki dobiegły piskliwe głosiki.

– Salon!

– Czoczęta? – zdziwiła się Ewa.

– Moje dzieci – wytłumaczył człowieczek. Spojrzał na Anię i Tomka. – Och, są w waszym wieku, na pewno będziecie się świetnie bawić. Hmm, biesiadowaliście już?

– To znaczy? – Jacek nadstawił ucha.

– Jedliście kolację wigilijną?

– No… jeszcze nie – przyznał mężczyzna.

– Fantastycznie! Może będziemy świętować razem? Moja żona przygotowała wyśmienite pierogi z kapustą i grzybami. Wprawdzie dla was mogą okazać się trochę za małe, ale spokojnie – nadrabiają ilością.

Kiedy wszyscy się już poznali, zdziwienie ustąpiło miejsca radości z powodu nowo zawiązanych relacji. Dzieci polubiły dzieci, dorośli wymieniali komplementy.

Rodzina Czoczków przyjęła pomoc Jacka, który udzielił swej dłoni jako windy. W ten sposób czwórka malutkich postaci przedostała się z choinki na jeszcze nienakryty stół.

– Ładnie tu – pochwaliła pani Czoczka.

W końcu pierwsza gwiazdka pojawiła się na niebie, a przyjemna woń wszelkich potraw wypełniła pomieszczenie. Ewa włączyła odtwarzacz, z którego popłynęły kolędy. Najpierw – Cicha noc. Padła propozycja, aby zgasić światło i zapalić świeczki. Żeby było nastrojowo. Wszyscy zasiedli do stołu. Czoczkowie otrzymali mniejsze talerze, właściwie – spodki od filiżanek. Obok dużych kubków znalazły się mniejsze – będące łupinkami po pistacjach. Wszystkie zostały wypełnione pysznym kompotem śliwkowym.

Półmiski i naczynia krążyły wokół stołu. Nie było nikogo, komu nie posmakowałyby śledzie z majonezem i cebulą bądź gorący barszcz z grzybami. Co jakiś czas padały zapewnienia o doskonałości karpia. Także makowiec nie mógł opędzić się od pozytywnych opinii.

Za oknem mroźny wiatr dyktował, jakie pląsy mają przedstawić niezliczone płatki śniegu w świetle latarni.

Cała ósemka usadowiła się na kanapie, gładząc zaokrąglone brzuchy.

Ewa ze zgrozą zauważyła leżące na komódce nietknięte listki opłatków.

– Zapomnieliśmy złożyć sobie życzenia!

– Och, wszystko przez emocje i zamieszanie – wytłumaczyła pani Czoczka. – Zróbmy to więc teraz.

Dorośli wygłaszali długie kwestie o szczęściu, osiąganiu sukcesów, pomyślności w życiu, cieszeniu się z drobnych rzeczy. Natomiast dzieci pragnęły głównie fajnych prezentów, dlatego właśnie o nich rozprawiały, spychając na boczny tor powodzenie i dostatek.

Jacek i Ewa oraz państwo Czoczka, widząc, że potomstwo wierci się i nie może już wytrzymać, pozwolili na rozpakowanie podarków, które tuż przed kolacją zostały umieszczone pod świątecznym drzewkiem.

– Tylko powoli! – zawołał wesoło pan Czoczka. – Jacek, pomożesz?

Mężczyzna zgarnął na dłoń Czoczęta i ułożył je na piątej gałęzi choinki, gdzie zostały ukryte prezenty.

Pan Czoczka mrugnął do kobiet.

– Wielki, szkaradny pająk uprządł tam swe sieci, więc maluchy bały się zapuszczać w tak niebezpieczne rejony. Idealna kryjówka.

Ania i Tomek rozrywali papier tak energicznie, że latał w powietrzu, niczym śnieg za oknem. Dziewczynka zapiszczała, kiedy znalazła na dnie pudła super zestaw, w którego skład wchodziły lalka Barbie i całe mnóstwo przyborów. Tomek nie krzyczał, ani nie wzdychał. Prezent tak bardzo przypadł mu do gustu, że po prostu od razu zaczął się nim bawić.

– Synku, podoba ci się ciężarówka? – spytała Ewa, rozlewając do kieliszków słodkie wiśniowe wino.

– Super!

– Jest też pilot – zauważył Jacek, przycupnąwszy na podłodze obok chłopca.

Tymczasem Czoczka-córka zgrabnie zeskoczyła z choinki i zaprezentowała się w nowym stroju. Zakręciła się kilkakrotnie, a rąbki żółtej sukienki zawirowały.

– Sama szyłam – pani Czoczka pochwaliła się Ewie, przyjmując trunek w pistacjowym kieliszku.

– Jest naprawdę piękna – odparła kobieta, nie kryjąc podziwu dla talentu gościa, jak i urody maciupeńkiej dziewczyny. – A ty, mały, co dostałeś? Coś dużego, widzę. Poradzisz sobie?

Spomiędzy gałęzi wydobywały się sapanie i jęki. Chłopiec opuszczał na dół coś ciężkiego.

– Sanki – rzekł pan Czoczka z dumą. – Tymi rękami zmajstrowałem. Dąb, sześć centymetrów długości, powróz z łyka lipowego. Jutro wypróbujemy.

– Och, nasze dzieci też mają sanki – oznajmiła Ewa. – Może wybierzemy się razem?

– Wyśmienity pomysł, moja droga – zaopiniował pan Czoczka.

I tak następnego dnia, w południe, po lekkim, acz smacznym śniadaniu – składającym się z sałatki jarzynowej i kaszy z sosem – rodziny Papuckich i Czoczków udały się na podwórko, gdzie śniegu napadało tyle, że jego widok zachęcił dzieci do ulepienia bałwana. Wszyscy ochoczo zabrali się do pracy: Jacek, Ania i Tomek ulepili trzy ogromne kule, które następnie ułożyli jedna na drugiej; Ewa przyniosła z domu garczek i marchewkę; pani Czoczka zbierała kamyczki na guziki, oczy i usta bałwana, natomiast jej dzieci wspinały się po śniegowym posągu i mocowały znaleziska. Wszystko pod nadzorem pana Czoczki, który pilnował, aby budowa poszła zgodnie z planem.

Wkrótce wreszcie nadszedł czas na jazdę na sankach. Ania i Tomek usadowili się na swoich, dużych, zaś Czoczęta miały okazję pierwszy raz wypróbować te zrobione przez ich tatę. Mężczyźni chwycili za liny i, ku wielkiej uciesze pasażerów, ruszyli, ciągnąc pojazdy. Za każdym razem, kiedy przyspieszali, wywoływało to niepohamowany rechot u dzieci.

Kiedy zaczął padać śnieg, przyszła pora na powrót do domu, jednak dorośli w jakiś sposób dali się wciągnąć w bitwę na śnieżki, która trwała przez kolejne pół godziny, aż zrobiło się ciemno. Dopiero wtedy wszyscy – zmęczeni, zadowoleni, rozbawieni – udali się do przytulnego gniazdka, po drodze otrzepując z ubrań biały puch.

W środku było ciepło, grzejniki zostały ustawione na pełną moc. Ewa zaproponowała, że przyrządzi gorącą czekoladę, natomiast Jacek wygrzebał z szafki jakąś starą grę planszową. Partia trwała długo, emocje były wielkie, a dolewki czekolady – liczne.

Jako że po pomieszczeniu roznosiły się coraz częstsze dźwięki burczących brzuchów, wszyscy zgodzili się, że czas na kolację. Na stole znów znalazły się pierogi, resztki karpia, a także nowe potrawy: schab i pieczone udka.

Po posiłku Papuccy i Czoczkowie, racząc się to herbatą, to kakao, obejrzeli film o chłopcu, który wskutek niefortunnego zbiegu okoliczności został sam w domu. Jedli też pyszne ciasta.

Kiedy następnego dnia wzeszło słońce, zerwali się z łóżek; mieli tak wiele rzeczy do zrobienia. Nikt nie był szczególnie głodny, ale przyszykowane przez kobiety śniadanie okazało się tak pyszne, że co i rusz padały pytania o dokładkę.

Dorośli gawędzili w salonie, popijając likier śliwkowy; Ania i Czoczka-córka na przemian bawiły się lalkami i stroiły przed lustrem; Tomek i Czoczka-syn opracowywali taktykę, którą zamierzali wykorzystać podczas nadchodzącej bitwy plastikowych żołnierzyków.

W końcu, wraz z nadejściem później pory – wybiła osiemnasta – wydarzyło się coś, czego wszyscy się obawiali.

– Jacek – rzekł pan Czoczka – pomożesz mi wspiąć się na choinkę?

– Oczywiście. Czego potrzebujesz?

Pan Czoczka miał smutny wzrok.

– Musimy się spakować, jutro odchodzimy.

– Nie! – zawołali Ania i Tomek.

– Czemu? – dziwiła się Ewa.

Pani Czoczka, znajdując się na wysokiej komodzie, położyła dłoń na ramieniu przyjaciółki.

– Czas na nas. Święta się kończą.

– No i co z tego? – oburzył się Jacek. – Zaraz… A co do tego ma gwiazdka? Kim… kim wy właściwie jesteście?

Pan Czoczka uśmiechnął się: było w tym uśmiechu trochę żalu, także smutku, ale głównie czułości i ciepła.

– Magią świąt – wytłumaczył.

– Ale my nie chcemy, żebyście nas opuszczali – wyznała szczerze Ania, wysuwając się przed szereg.

– Kochanie, my także wolelibyśmy zostać – oznajmiła pani Czoczka. – No, ale już… Przecież mamy jeszcze cały wieczór!

Rzeczywiście, do północy było daleko. Chociaż w oczach domowników zebrały się łzy, nikt nie zamierzał psuć reszty dnia narzekaniami.

Jacek ponownie zaproponował planszówkę. Na początku zabawa nie sprawiała tyle radości, co poprzednio, jednak gracze szybko się wciągnęli. Jako że placki się skończyły, wspólnie opracowano plan awaryjny: dzieci odeszły od gry, żeby po chwili wrócić z cukierkami z uszczuplonej o kilka ozdób choinki. Ewa znów przygotowała gorącą czekoladę i znów proszono o dolewki.

Po emocjonującej partii przez resztę wieczoru toczyły się rozmowy: panowie, smakując nalewkę, raźnie dyskutowali o wyższości tego trunku nad wiśniowym winem, które pili wcześniej; kobiety plotkowały i wymieniały się uwagami w sprawach mody; dziewczynki ponownie dobrały się do lalek i stosu różnych przyborów; i wreszcie – chłopcy, usunąwszy z paneli wszelkie przeszkody, postanowili dokładnie sprawdzić działanie plastikowej ciężarówki.

W końcu przyszedł czas na rozstanie.

– Będziemy tęsknić – powiedział Jacek w imieniu całej rodziny, co potwierdziły żwawo kiwające głowy.

– My także – odparł pan Czoczka, schodząc z najniższej gałęzi choinki. W ręku trzymał walizkę i wełnianą czapkę, którą szybko wsunął na głowę na znak, że nic już nie zmieni jego zdania.

Dzieci wyściskały się na pożegnanie, zapewniając, że żadne z nich nie zapomni o tych szczęśliwych chwilach.

I już – rodzina Czoczków opuściła dom, wychodząc w ciemną, mroźną noc, przecinaną przez płatki śniegu. Wybiła północ, święta dobiegły końca.

Choinka nadal wyglądała pięknie, lampki migotały, ale… bez tych małych istotek to nie to samo.

Jacek, Ewa, Ania i Tomek, przytuleni, objęci, pomachali przyjaciołom na pożegnanie, czując dziwną pustkę z powodu końca tych magicznych chwil. Jednocześnie cieszyli się, wiedząc, że to tylko jeden z wielu takich okresów, że będą następne święta. Każde kolejne – szczęśliwsze.

Koniec

Komentarze

Sympatyczny tekst, ale jakiś taki bez pazura. Zbyt słodki. Wszystko piękne i świąteczne…

Napisany całkiem przyzwoicie.

Babska logika rządzi!

Dzięki, Finklo :)

Właśnie taki miał być tekst. Sympatyczny i słodki, taki, o, do poczytania w święta :)

Jest tak słodki, że muszę teraz obejrzeć “Rambo”, żeby podbić poziom testosteronu. ;)

 

A poważnie to sympatyczny tekst, dobrze napisany i, mimo że sielankowy, wciąga. Fajnie czasem przenieść się w taki przyjemny świat, momentami czułem się wręcz błogo. :)

Pacierza i herbaty nie odmawiam.

Sielanki, słodyczy i innych cukiereczków rzeczywiście nie brakuje. Jeśli o taki efekt Ci chodziło, to uznaj, że się udało. :) 

 

El Lobo Muymalo, dzięki :)

Dobrze, że jest aż 4 części Rambo, także o testosteron się nie bój :P A jak będzie mało, to przecież mamy jeszcze filmy ze Schwarzeneggerem :P

Cieszę się, że ci się podobało i że czułeś się błogo :)

 

Dziękuję, Rossa :)

Tak, o coś takiego mi chodziło. Miał być przyjemny tekst, który wprawi czytelnika w świąteczny nastój, oderwie go od wszelkich trosk i przepełni słodyczą :D

Rzeczywiście przyjemne :)

Dziękuję, Anet :)

Betowałam, ale skomentuję też “publicznie” ;)

 

Bardzo lekki i przyjemny tekst, może faktycznie trochę “o niczym”, ale w sam raz na oderwanie myśli, zrelaksowanie się i wprawienie w odpowiedni, przedświąteczny nastrój. Aż mi się ciepło na serduchu zrobiło i miałam ochotę porzucać się śnieżkami, ewentualnie błotem :P Tylko u mnie odporność niemal zerowa, więc wolę nie ryzykować ;)

Pewnie w przyszłym roku będę szukać własnych Czoczków między gałęziami choinki :) (w tym roku drzewka niet, bo młody prawdopodobnie by zeżarł :P).

 

Jedyne, co mogę zarzucić tekstowi to to, że został tak dobrze napisany, że musiałam się czepiać na siłę :D ;)

 

Dziękuję, Iluzjo :)

 

Głupio by było, gdyby po przeczytaniu opowiadanka ludzie, na czele z Tobą, zaczęli się taplać w błocie i rzucać błotnymi plackami :P

U mnie z kolei żadnego Czoczki bym nie znalazł, bo drzewko trup (kilka gałęzi na półtorametrowej łodydze :D). Sztuczną daj, sztucznej nie zeżre ;)

:) Niestety teraz młody jest na etapie jedzenia wszystkiego. Za wyjątkiem małych paproszków, które zbiera pieczołowicie z podłogi i wręcza mi chyba w ramach prezentów ;)

 

Wiesz… Niektórzy pewnie by chcieli zobaczyć taką błotną walkę :D

Chce się podzielić, dobre dziecko. ;-)

Babska logika rządzi!

Widać, że twardy zawodnik. Paproszka nie zje, ale za to choinkę… :D

 

 

Fajnie wyszedł klimat. Przyjemne opowiadanie i napewno nie jest o niczym. :)

Dziękuję, Blackburnie. Fajnie, że ci się podobało :)

Podoba mi się jak konsekwentnie budujesz klimat. Wydaje mi się, że żaden element go nie psuje (choć mrugających lampek nie cierpię ;). W czasach kultu strachu w opowiadaniu powinien pojawić się jeszcze jakiś Mikołaj-wampir, ale cieszę się, że nic takiego sie nie pojawiło. ;)

Rodzinka kilkucentymetrowych stworków i Mikołaj-wampir to byłaby mała przesada :P

Chociaż… kuszący pomysł. Za rok też święta, także… ;)

Mikołaj-wampir – przyznam, że z początku też spodziewałem się czegoś w tym stylu. Brak takiego zaskoczenia był w zasadzie zaskoczeniem sam w sobie. ;)

Pacierza i herbaty nie odmawiam.

Wszyscy jesteśmy zaskoczeni, bo i ja nie spodziewałem się, że ktoś będzie zaskoczony brakiem zaskoczenia :D

A teraz ja jestem zaskoczony, że Ty jesteś zaskoczony, że ja byłem zaskoczony brakiem zaskoczenia. :)

Pacierza i herbaty nie odmawiam.

No widzisz, pisalibyśmy tak do Nowego Roku, gdybym NIE był zaskoczony, że ty będziesz zaskoczony, że ja byłem zaskoczony tym, że ty byłeś zaskoczony brakiem zaskoczenia :P

Podobał mi się ten tekst. Sympatyczny i ciepły, w sam raz na święta. Fajnie się czytało, bo dobrze napisane :) Nie wiem, co jeszcze można dodać :)

Dziękuję, Rosebelle :) Fajnie, że ci się podobało :)

Miły tekst. Właśnie za kilka godzin odejdzie od nas magia świąt. Ja spędziłam dzisiejsze popołudnie u rodziny: szwagierka grała na skrzypcach, jej bratanek na gitarze. Zaczęli od kolęd, skończyli na rocku. 

W przyszłym roku – mam nadzieję – magia powróci. Będę za nią tęsknić. A Twoje opowiadanie idealnie wpisało się w mój nastrój.

 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

A mnie zrobiło się żal państwa Papuckich, bo nie było z nimi żadnej babci i dziadka, ani nawet cioci i wujka z dziećmi, a magię świąt dostrzegli dopiero za sprawą osobliwych Czoczków.

 

Kiedy dzie­wię­cio­lat­ka z po­wro­tem zna­la­zła się na ziemi… –> Kiedy dzie­wię­cio­lat­ka z po­wro­tem zna­la­zła się na podłodze

Zakładam, że w mieszkaniu nie było klepiska.

 

Także ma­ko­wiec nie mógł od­pę­dzić się od po­zy­tyw­nych opi­nii. –> Także ma­ko­wiec nie mógł opę­dzić się od po­zy­tyw­nych opi­nii.

 

– Wiel­ki, szka­rad­ny pająk roz­prządł tam swe sieci… –> Raczej: – Wiel­ki, szka­rad­ny pająk uprządł/ roz­piął tam swą sieć…

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Bemik, przy skrzypcach to oczywiste, że popołudnie było przyjemne :) Dziękuję za opinię, fajnie, że ci się spodobało :)

 

Regulatorzy, dziękuję za komentarz :) Hmm, to nie tak, że Papuccy dostrzegli magię świąt za sprawą Czoczków, ponieważ to Czoczkowie byli magią świąt.

Błędy już poprawiam :)

To chyba znaczy, że Papuccy, ponieważ dopiero teraz poznali Czoczków, w ubiegłych latach nie mieli magicznych świąt… :(

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Mieli, mieli, tylko dopiero tego roku magia świąt przybyła w formie Czoczków :)

Może mieli Czoczków i ich magię, ale ich wcześniej nie zauważyli?

Babska logika rządzi!

To, ponieważ święta jeszcze trwają, poproszę o inne przykłady magii świąt. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Ja już się wyczerpałem, ale Blackburn miał świetny pomysł z Mikołajem-wampirem :D

Została godzina i sześć minut. Przyjdzie poczekać do przyszłego roku. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Wymiotuję tęczą ;) Taki sobie sympatyczny tekścik. Nadaje się na scenariusz fajnej bajki dla dzieci. 

Pozdrawiam!

"Ten świat ma dzikość w sercu i szaleństwo na twarzy" - "Dzikość serca"

Pietrku, dzięki za opinię :) Dobrze, że tęczą, a nie czymś innym :D

Miodnie. To znaczy bardzo słodko, aż bolą zęby ;)

 

Generalnie narracja i sposób jej prowadzenia czyni z tego tekściku niczego sobie opowiastkę dla dzieci, gdzie głównym motywem jest magia świąt, spersonalizowana jako rodzina Czoczków. Domyślam się, że stąd również zupełne odrealnienie świata – matka zadaje ważne pytanie długo po tym, jak zrobiłby to normalny człowiek, walka na śnieżki z człowieczkami wielkości chomika itd.. Domyślam się również, że to nie kwestia przypadku. Widzę tutaj celowość działania i to się chwali – wiedziałeś, co chcesz osiągnąć, i dobrałeś do tego odpowiednie eksponaty i narzędzia… 

No chyba, że tak naprawdę chciałeś wlać nieco magii w serca dorosłego czytelnika, przypomnieć o czymś, czego wielu nie odczuwa w tym okresie? W tym wypadku miodek zemdlił Puchatka ;) 

 

Pozdrawiam Czwartkowy Dyżurny

Blacktomie, Czwartkowy Dyżurny, który Pozdrawia, dzięki za opinię :)

Fajnie, że doceniłeś narrację. A opowiastka właściwie nie tylko dla dzieci, miało być dla wszystkich :P Ale nie po to, żeby, tak jak napisałeś, przypomnieć dorosłemu czytelnikowi o magii świąt, tylko po to, żeby wprawić czytelnika w świąteczny nastrój i wywołać lekki uśmiech :) No, ale jeśli przesadziłem i jest za baaardzo bleee, to skorzystają na tym moi potomkowie, którym poczytam za ileśtam lat :D

Sielankowy obraz. Czuję, że zostałem cukrzykiem. Ale od czasu do czasu i takie rzeczy trzeba czytać, więc nie mam tego, Autorze, Tobie za złe ;)

Wykonanie w porządku, poza cukrem jakoś szczególnie nic nie wpadło mi w oko w sensie negatywnym ani też, niestety, pozytywnym. Ot, tekst do przeczytania i zapomnienia.

Tak więc słodki pokaz fajerwerków uznaję za w miarę udany. W sam raz na okres poświąteczny ;)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Dzięki, NoWhereMan, za opinię :)

Bardzo ładne, dobre (dosłownie i w przenośni) opowiadanie. Czuć od niego ciepło, aż czlowiekowi lepiej się robi na duchu. Klik!

F.S

FoloinStephanus, dzięki za opinię i klika, fajnie, że się podobało :)

Czoczkowie wyjątkowo mi się spodobali :) Święta już za nami, ale bardzo przyjemnie czytało mi się Twój tekst, taka ucieczka od szarej rzeczywistości. Sielankowo, słodko i magicznie. Wszyscy czasem potrzebujemy trochę magii.

A i tekst ładnie napisany. Idę nominować do biblioteki :)

Fajnie, Katia, że wróciłaś :)

Dziękuję za takie miłe słowa i bibliotekę i bardzo się cieszę, że ci się spodobało :)

Nowa Fantastyka